Sylwestrowe popołudnie pod Ostródą. Intensywne opady śniegu i silny wiatr tworzą zaspy blokujące drogę. Setki kierowców tkwią w korkach od pięciu godzin, przejechali zaledwie sto metrów. Nagle z samochodu wysiada pięciu żołnierzy z braniewskiej brygady pancernej, biorą łopaty i zaczynają odgarniać śnieg. To nie scena z filmu – to polska rzeczywistość końca 2025 roku. W tym samym czasie w Ciechanowie terytorialsi ręcznie odśnieżają chodniki i parkingi na oficjalne zlecenie prezydenta miasta, który nie potrafi zmobilizować miejskich służb. Pytanie nasuwa się samo: czy wojsko ma ratować obywateli przed zimą, czy przed nieudolnością władz lokalnych?
Pancerniacy z łopatami zatrzymują śnieżną katastrofę pod Ostródą
31 grudnia 2025 roku Rządowe Centrum Bezpieczeństwa wydało alert ostrzegający przed zawiejami i zamieciami śnieżnymi w województwie mazowieckim i warmińsko-mazurskim. Prognozy zapowiadały trudne warunki drogowe oraz możliwe przerwy w dostawie prądu. Zima dała się kierowcom we znaki szczególnie mocno w okolicach Ostródy, gdzie intensywne opady i wiatr utworzyły zaspy kompletnie blokujące ruch.
Pięciu starszych szeregowych z komórki regulacji ruchu 9 Braniewskiej Brygady Kawalerii Pancernej wracało pojazdem służbowym z granicy polsko-białoruskiej, gdzie wykonywali powierzone zadania. W okolicach Mławy utknęli w pierwszym korku – ciągnik z naczepą stanął w poprzek drogi i ją zablokował. Żołnierze nie czekali z założonymi rękami. Zaoferowali pomoc policjantom w regulacji ruchu, usunęli przeszkodę i udrożnili drogę.
Między Ostródą a Olsztynkiem historia się powtórzyła. Korki, zaspy, bezradni kierowcy. Żołnierze ponownie nie czekali, aż ktoś inny rozwiąże problem. Wysiedli z samochodu, wzięli łopaty i zaczęli odgarniać śnieg z zasypanych pojazdów. Odśnieżali pobocza i tak kierowali ruchem, aby pojazdy mogły się wyminąć na wąskiej drodze. Do jednostki w Braniewie dotarli z sześciogodzinnym opóźnieniem.
Jeden z kierowców stojących w zaspach relacjonował rozgłośni radiowej: „Chłopaki z wojska z 9 BKPanc pomagają udrożnić drogę dla osobówek. Z własnej inicjatywy, sami wyszli i pomogli, wzięli łopaty i odśnieżają drogę”. Kobieta utknięta w korku wyznała reporterowi, że od pięciu godzin przejechała sto metrów. Dodała, że żołnierze z Braniewa znaleźli się w odpowiednim miejscu i czasie oraz pokazali, że zawsze można na nich liczyć w kryzysowych sytuacjach.
Marta Hajkowicz z zespołu prasowego 9 BKPanc komentowała: „Jesteśmy z nich dumni, że tak się zachowali. Tak staramy się kształtować naszych żołnierzy, aby nie tylko wykonywali zadania postawione przez przełożonych, ale by również z własnej inicjatywy pomagali innym, gdy zajdzie taka potrzeba”. Słowa pełne dumy, ale rodzą pytanie: dlaczego to wojsko, a nie służby drogowe opłacane z podatków mieszkańców, musiało interweniować w sylwestrowe popołudnie?
Oficjalne zlecenie dla terytorialsów: Ciechanów przyznaje się do porażki
Intensywne opady śniegu w ostatnim dniu 2025 roku zablokowały nie tylko drogi, ale też ulice Ciechanowa. Władze miasta stanęły przed problemem – miejskie służby nie radziły sobie z odśnieżaniem. Prezydent Ciechanowa podjął decyzję, która powinna zapalić czerwoną lampkę alarmową: wystąpił z pilnym wnioskiem o wsparcie wojska.
Na podstawie tego wniosku, po uzyskaniu zgody wojewody mazowieckiego i Ministerstwa Obrony Narodowej, do działań zaangażowani zostali żołnierze 5 Mazowieckiej Brygady Obrony Terytorialnej. Ich zadaniem było ręczne odśnieżanie chodników i parkingów – prace, które w normalnie funkcjonującym mieście wykonują miejskie brygady drogowe wyposażone w sprzęt i opłacane z budżetu samorządu.
Urząd Miasta Ciechanowa poinformował w komunikacie o zaangażowaniu terytorialsów „do wsparcia działań miejskich służb”. To sformułowanie maskuje niewygodną prawdę – miejskie służby nie potrafiły samodzielnie wykonać podstawowego zadania, za które pobierają wynagrodzenie przez cały rok. Terytorialsi, którzy w ostatnim dniu roku powinni spędzać czas z rodzinami przed sylwestrową nocą, zamiast tego odśnieżali chodniki, bo urzędnicy nie potrafili zmobilizować płatnych pracowników.
Procedura była formalna i zgodna z prawem. Wniosek prezydenta, zgoda wojewody, akceptacja MON. Wszystko pięknie udokumentowane. Problem w tym, że ta procedura odsłania systemową słabość polskich samorządów – w kryzysie wzywają wojsko, zamiast rozliczać własne służby z ich podstawowych obowiązków. Mieszkańcy Ciechanowa płacą podatki na utrzymanie miejskich brygad, które w momencie prawdy okazują się bezradne. Płacą też – jako podatnicy – na utrzymanie armii, która zastępuje nieudolnych urzędników.
Operacje „Horyzont” i „Tor” – gdy wojsko pilnuje tego, czego władza nie umie
Podczas gdy część żołnierzy odśnieżała drogi i chodniki, inni pełnili dyżury w ramach operacji „Horyzont” i „Tor”. Sztab Generalny Wojska Polskiego w mediach społecznościowych podkreślił: „Abyśmy dziś mogli w spokoju i bezpiecznie wkroczyć w nowy – 2026 rok, żołnierze Wojska Polskiego angażują się we wsparcie służb w ramach operacji Horyzont oraz operacji Tor. Ochrona strategicznych obiektów infrastruktury krytycznej: to ich główne zadanie na nadchodzącą noc”.
Postanowienie o rozpoczęciu operacji „Horyzont” wydał 20 listopada 2025 roku prezydent Karol Nawrocki. Wicepremier i minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz zdecydował, że od 21 listopada 2025 roku do 28 lutego 2026 roku jednostki sił zbrojnych zostaną skierowane do pomocy policji w zabezpieczaniu infrastruktury krytycznej. Żołnierze wspierają także operację policyjną pod kryptonimem „Tor”.
Infrastruktura krytyczna – elektrownie, stacje wodociągowe, węzły komunikacyjne, obiekty strategiczne – powinna być chroniona przez wyspecjalizowane służby cywilne i policję. Tymczasem od listopada 2025 roku wojsko systematycznie wspiera te zadania, bo zabrakło odpowiednich zasobów lub kompetencji po stronie cywilnej. Żołnierze, których podstawowym zadaniem jest obrona granic i przygotowanie do działań bojowych, spędzają miesiące na patrolowaniu obiektów, pilnowaniu stacji transformatorowych i asystowaniu policji.
Czy to rozsądne wykorzystanie potencjału armii? Czy to właściwe zadanie dla ludzi szkolonych do walki z zagrożeniami zewnętrznymi? Operacje „Horyzont” i „Tor” trwają miesiącami, angażując setki żołnierzy, którzy mogliby wykorzystać ten czas na szkolenia bojowe, ćwiczenia taktyczne, doskonalenie umiejętności wojskowych. Zamiast tego pilnują infrastruktury, której ochrona powinna być domeną odpowiednio przygotowanych i finansowanych służb cywilnych.
Czy następny będzie wywóz śmieci? Lekcja z wrocławskiej afery
Jeśli wojsko odśnieża ulice, chroni infrastrukturę i reguluje ruch drogowy, to może nadszedł czas, aby zajęło się też wywozem śmieci? Absurd? Wcale nie, gdy przyjrzymy się sytuacji we Wrocławiu, gdzie samorządowa spółka Ekosystem od marca 2024 roku nie może rozstrzygnąć przetargu na odbiór odpadów.
Trzy kolejne postępowania przetargowe unieważniono. Pierwsze dwa z powodu zbyt wysokich ofert wykonawców. Trzecie – bo spółka chciała przerzucić na firmy odbierające odpady pełną odpowiedzialność za osiągnięcie wymaganych prawem poziomów recyklingu. Przedsiębiorstwa złożyły odwołania do Krajowej Izby Odwoławczej, która w czerwcu 2025 roku potwierdziła ich racje. Sąd Okręgowy w Warszawie w październiku 2025 roku podtrzymał to stanowisko.
Prezes Ekosystemu Paweł Karpiński – były radny i bliski współpracownik prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka – zignorowałoraz wewnętrzne analizy prawne wskazujące na nieuchronną porażkę. Zarządził audyt, który opóźnił postępowanie o dwa miesiące. Kontynuował spór sądowy wbrew rekomendacjom prawników. 29 grudnia 2025 roku, tuż przed Sylwestrem, zarząd Ekosystemu unieważnił kolejne postępowanie przetargowe z powodu wycieku dokumentów przez członkinię komisji – sygnalistkę Jolantę Pitułę, która wcześniej alarmowała o nieprawidłowościach i została zwolniona.
Mieszkańcy Wrocławia zapłacili za to już ponad 40 milionów złotych. Od czerwca 2023 roku odpady odbierane są w trybie negocjacji bezprzetargowych – „z wolnej ręki” – co oznacza wyższe koszty i brak konkurencji cenowej. Koszty wzrosły o 15 procent. Rada nadzorcza Ekosystemu dwukrotnie zwiększała budżet spółki: w lipcu 2025 roku o 13,5 miliona złotych, we wrześniu o kolejne 5,4 miliona złotych.
Czy to wizja przyszłości? Wojsko odśnieża drogi, pilnuje elektrowni, a może niedługo zacznie wozić śmieci, bo samorządy nie potrafią rozstrzygnąć podstawowego przetargu? Przykład Wrocławia pokazuje, do jakiego absurdu może doprowadzić nieudolność władz lokalnych połączona z brakiem odpowiedzialności za błędy kosztujące mieszkańców dziesiątki milionów złotych.
Szacunek dla żołnierzy, wstyd dla urzędników
Żołnierze z Braniewa zasługują na najwyższe uznanie. Ich spontaniczna reakcja, inicjatywa, gotowość niesienia pomocy – to wartości, które powinny być wzorem dla każdego obywatela. Terytorialsi z Ciechanowa, którzy w ostatni dzień roku odśnieżali ulice zamiast przygotowywać się do sylwestrowej zabawy, pokazali patriotyzm i poczucie odpowiedzialności za współobywateli.
Problem w tym, że ich bohaterstwo odsłania systemową niemoc polskich samorządów. Drogowcy we wszystkich polskich miastach pobierają wynagrodzenie przez cały rok, także w okresie letnim, gdy śniegu nie ma. Ich pensje finansowane są z podatków mieszkańców. Miasta utrzymują flotę pługów śnieżnych, piaskarek, specjalistycznego sprzętu. To wszystko kosztuje miliony złotych rocznie.
I co się dzieje, gdy przychodzi prawdziwa zima? Służby miejskie nie radzą sobie. Prezydenci miast wzywają wojsko. Żołnierze biorą łopaty i robią to, za co drogowcy dostają pieniądze. Podczas gdy wojsko ratuje kierowców za darmo, płatne brygady drogowe… cóż, trudno powiedzieć, czym się zajmują w tym czasie.
To nie jest odosobniony przypadek. To powtarzający się schemat, który odsłania fundamentalny problem polskiej administracji lokalnej – brak zdolności do mobilizacji własnych służb w sytuacji kryzysowej. Gdy spadnie śnieg, samorządy wzywają wojsko. Gdy trzeba pilnować infrastruktury, samorządy wzywają wojsko. Gdy przetarg na śmieci się nie udaje… może niedługo też wezwą wojsko?
Pytanie brzmi: po co utrzymujemy kosztowne służby komunalne, skoro w kryzysie okazują się bezużyteczne? Po co płacimy podatki na miejskie brygady, które nie potrafią wykonać podstawowych zadań? I jak długo żołnierze – szkoleni do obrony kraju – będą zastępować nieudolnych urzędników?
Reakcje w mediach społecznościowych pod wpisami o akcjach żołnierzy są jednoznaczne: „Szacun dla wojska”, „Brawo chłopaki”, „Zawsze można na nich liczyć”. To prawda. Problem w tym, że to żołnierze zbierają pochwały za wykonywanie zadań, które nie leżą w zakresie ich obowiązków, podczas gdy urzędnicy i kierownicy miejskich służb, którzy zawiedli, pozostają bezkarni i zachowują posady.
Wojsko Polskie zasługuje na szacunek za profesjonalizm i postawę. Ale zasługuje też na to, aby mogło skupić się na swoim głównym zadaniu – obronie kraju. A polscy podatnicy zasługują na to, aby służby miejskie, za które płacą z własnej kieszeni, w końcu zaczęły wykonywać pracę, do której zostały powołane. Zamiast wołać o pomoc wojska przy każdym opadzie śniegu, samorządy powinny wyciągnąć konsekwencje wobec tych, którzy zawiedli, gdy naprawdę było trzeba.
