1 lipca 2024 roku w całym województwie dolnośląskim zakazano używania najgorszych pieców węglowych. Mieszkańcy Wrocławia zdążyli wymienić swoje „kopciuchy” przed tym terminem, ale samo miasto wciąż ma 3 tysiące pozaklasowych pieców w zasobie komunalnym. Dolnośląski Alarm Smogowy przedstawił na wrocławskim rynku symboliczną tablicę zaniechań władz miasta. Aktywisty wskazują trzy poważne problemy: powolną wymianę pieców w lokalach miejskich, brak harmonogramu Strefy Czystego Transportu oraz ukrywanie przełomowego raportu naukowego o przedwczesnych zgonach z powodu spalin.
80 proc. kopciuchów należy do miasta. Prywatni właściciele wygrali wyścig z magistratem
Krzysztof Smolnicki, lider Dolnośląskiego Alarmu Smogowego, nie pozostawia złudzeń. „Według danych, które oficjalnie przekazał nam Urząd Miejski, 80 proc. kopciuchów we Wrocławiu jest w zasobie miejskim, czyli ludzie zdążyli, a miasto nie” – mówi podczas briefingu prasowego zorganizowanego z okazji początku roku szkolnego.
Paradoks sytuacji polega na tym, że prywatni właściciele mieszkań poradzili sobie z wymianą pieców przed 1 lipca 2024 roku, kiedy uchwała antysmogowa weszła w życie. Tymczasem władze Wrocławia, które powinny dawać przykład, nie zdążyły uporać się z wymianą w swoim własnym zasobie. Organizatorzy wydarzenia obliczyli, że jeśli tempo wymiany pozostanie na dotychczasowym poziomie, Wrocław będzie się rozliczał z kopciuchami jeszcze przez trzy lata. Gdyby prędkość spadła, termin może się wydłużyć do pięciu lub sześciu lat.
Biuro Prasowe Miasta Wrocław podkreśla, że od 2019 roku w ramach akcji „Zmień piec” zlikwidowano już blisko 15 tysięcy pozaklasowych pieców. W poprzednich latach magistrat skupił się na kamienicach 100 proc. gminnych, czyli takich, w których miasto jest właścicielem wszystkich mieszkań. W tym zasobie wszystkie prace zostaną zakończone w 2025 roku.
Teraz miasto koncentruje się na zasobie wspólnotowym, gdzie do wymiany pozostaje 3 tysiące pieców w lokalach miejskich. Harmonogram prezentuje się następująco: w 2024 roku zarządcy wytypowali do wymiany pierwsze 500 lokali z piecami w budynkach wspólnot mieszkaniowych, w 2025 roku – 1600 lokali, w 2026 roku – 1150 lokali, a w 2027 roku – ostatnie 250 lokali. Prace będą sukcesywnie prowadzone do końca 2027 roku, czyli trzy lata po terminie wynikającym z uchwały antysmogowej.
22 tysiące kopciuchów w „obwarzanku” dusi Wrocław z zewnątrz
Problem wymiany pieców nie kończy się na granicach administracyjnych Wrocławia. Magistrat wprost wskazuje na gminy ościenne jako główne źródło zanieczyszczeń napływających do stolicy Dolnego Śląska. Aktualnie w tak zwanym „obwarzanku wrocławskim” pozostaje ponad 22 tysiące kopciuchów – prawie ośmiokrotnie więcej niż w samym Wrocławiu.
Usunięcie tych źródeł emisji wymaga podjęcia stanowczych działań przez tamtejszych samorządowców. Nawet jeśli Wrocław do 2027 roku wymieni wszystkie swoje pozaklasowe piece, mieszkańcy stolicy regionu wciąż będą oddychać zanieczyszczonym powietrzem napływającym z sąsiednich gmin.
500 zgonów zamiast dotychczasowych 250. Przełomowe badanie ukryte w szufladzie
Uniwersytet Wrocławski w grudniu 2024 roku zakończył przełomowe badanie dotyczące jakości powietrza w mieście na zlecenie magistratu. Opracowanie uwzględnia gromadzenie się zanieczyszczeń w kanionach ulic – element, którego nie bierze pod uwagę standardowe modelowanie wykonywane przez Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska.
Łukasz Adamkiewicz z Europejskiego Centrum Czystego Powietrza na podstawie tych danych przeliczył wpływ narażenia wrocławian na emisję dwutlenku azotu na przedwczesne zgony z przyczyn naturalnych. Wyniki przez niego uzyskane są szokujące: w skali roku ponad 500 mieszkańców Wrocławia przedwcześnie umiera z powodu narażenia na NO2. To 2,5-krotnie więcej niż dotąd zakładano, gdy szacowano 200-250 przedwczesnych zgonów rocznie.
