Puste ciężarówki krążą po Mazowszu, a w systemie BDO powstają zapisy o transportach, do których nigdy nie doszło. W branży elektroodpadów fałszywe potwierdzenia mogą obejmować sześćdziesiąt do siedemdziesięciu procent obrotu, mówi jedna z przedsiębiorczyń zaangażowanych w ten biznes. Sprawa nabiera dodatkowego ciężaru, bo jedna z korporacji uwikłanych w proceder dostała od państwa ponad miliard złotych dotacji, a sama odrzuca stawiane jej zarzuty. Zanim padły pierwsze pytania o rozliczenie tych pieniędzy, kamery zdążyły nagrać, jak wygląda dzień pracy pustej ciężarówki.
Ciężarówki krążą, a ładunku nie ma
Dziennikarze śledczy z magazynu Superwizjer stacji TVN24, obserwowali tereny firm z branży odpadowej przez wiele dni. Kamery rejestrowały przejazdy ciężarówek, które wjeżdżały na plac, ważyły się i odjeżdżały, mimo że nikt nie ruszał ich ładunku. Za każdym takim kursem stał jednak zapis w państwowym systemie.
W Bazie danych o produktach i opakowaniach oraz o gospodarce odpadami, czyli BDO, przedsiębiorcy prowadzą obowiązkową ewidencję i wystawiają karty przekazania odpadów przed rozpoczęciem transportu. System miał pozwalać państwu śledzić drogę odpadów krok po kroku, a każdy transport miał zostawiać elektroniczny ślad możliwy do zweryfikowania przez kontrolerów w dowolnym momencie. Fałszywy wpis tworzy jednak dokładnie taki sam ślad co prawdziwy transport.
Reporterzy zapytali jednego z kierowców, dlaczego wjeżdża na godzinę na plac i waży się, skoro nikt nie rusza jego samochodu. Kierowca nie odpowiedział i odjechał. Ustawa o odpadach traktuje takie praktyki poważnie, bo za prowadzenie ewidencji niezgodnie z rzeczywistością grozi kara grzywny lub aresztu, a wojewódzki inspektor ochrony środowiska może dodatkowo nałożyć administracyjną karę pieniężną od pięciu tysięcy do miliona złotych.
Fałszywy kwit zamienia się w fortunę
Fikcyjny obrót odpadami pozwala firmom produkować dokumenty potwierdzające recykling, którego nigdy nie było. Takie potwierdzenia trafiają później do producentów i sprzedawców sprzętu RTV i AGD, którzy na mocy przepisów muszą co roku rozliczyć się z odzysku i przetworzenia określonej ilości elektrośmieci.
„Branża odpadowa jest łatwa, jeżeli chodzi o przekręty, dlatego że to są łatwe pieniądze”, mówi jedna z przedsiębiorczyń działających w tym sektorze, która zgodziła się rozmawiać wyłącznie anonimowo. Z jej relacji wynika, że w branży elektronicznej fałszerstwa mogą obejmować sześćdziesiąt do siedemdziesięciu procent obrotu. Pytana, ile rocznie można zarobić na takich dokumentach, odpowiada krótko. „Milion, dwa, trzy, dziesięć”.
Prokuratura i policja już sprawdzają sprawę
Nieoficjalnie sprawą zajmują się już Prokuratura Krajowa i Centralne Biuro Śledcze Policji. Śledczy przyglądają się działalności spółek powiązanych z korporacją opisaną w śledztwie dziennikarskim.
Jeden z byłych menedżerów jednej z tych spółek usłyszał już prokuratorskie zarzuty dotyczące udziału w sfałszowaniu ponad czterech tysięcy dokumentów związanych z transportami odpadów, do których nigdy nie doszło. Cztery tysiące dokumentów.
Skala fałszerstw sięga całej branży
Według raportu Warsaw Enterprise Institute nieformalny obieg odpadów jest zjawiskiem masowym w Polsce. Może odpowiadać za trzydzieści do czterdziestu procent wartości całego polskiego rynku gospodarki odpadami, wycenianego na blisko sto miliardów złotych rocznie.
Najwyższa Izba Kontroli ustaliła z kolei w swoim raporcie pokontrolnym, że Główny Inspektorat Ochrony Środowiska przez wady systemu BDO nie miał wiarygodnego dostępu do danych o rzeczywistej skali krajowego rynku odpadów. Bez tych danych trudno było wychwycić rozbieżności.
Miliard złotych trafia do spółki pod lupą śledczych
Wśród firm opisanych w śledztwie jest jedna wielka korporacja zajmująca się recyklingiem, Elemental Holding. Otrzymała ona od polskiego rządu ponad miliard złotych dotacji bez przetargu, na podstawie rozporządzenia. Wsparcie przyznano na mocy rozporządzenia Ministra Rozwoju i Technologii z 2023 roku, które reguluje udzielanie pomocy publicznej na realizację projektów związanych z odzyskiem metali krytycznych dla gospodarki. Pieniądze mają sfinansować odzysk surowców trafiających między innymi do przemysłu zbrojeniowego.
Elemental Holding odrzuca zarzuty. Spółka twierdzi, że opisany proceder dotyczy małych podmiotów zależnych, odpowiadających za około półtora procent przychodów całej grupy. Zapowiada też kroki prawne wobec kierownictwa nadawcy programu i domaga się sprostowania. Dotychczasowe kontrole wewnętrzne, jak zapewnia spółka, nie wykazały nieprawidłowości w wydatkowaniu pieniędzy publicznych.
Firma i urzędnicy nie odnoszą się do zarzutów przed emisją programu
Podczas przygotowywania materiału szef spółki nie zgodził się wystąpić przed kamerą, a Elemental Holding, pytany przez dziennikarzy o proceder opisany w śledztwie, zapewniał jedynie, że działa zgodnie z obowiązującymi przepisami prawa. Redakcja programu zwróciła się do koncernu z pytaniami i czekała na odpowiedź.
Podobnie zachowała się Główna Inspektor Ochrony Środowiska. Najpierw zgodziła się na rozmowę z dziennikarzami, później się z niej wycofała. Także minister finansów i gospodarki Andrzej Domański nie odniósł się w tamtym czasie do pytań o przyznaną dotację.
