Na posesji Barbary Mróz-Gorgoń, byłej pełnomocniczki rządu do spraw promocji marki Polski, od czwartkowego poranka pracowali policjanci z wrocławskiej komendy wojewódzkiej. Działali na zlecenie prokuratora, który sprawdza, jak rozliczono dotację wartą blisko 180 tys. zł. Śledczy badają dokumenty złożone w ministerstwie i urzędnika, który je przyjął, a prokuratura wciąż nie ujawnia, wobec kogo prowadzi postępowanie. Prokuratura potwierdza czynności, ale nie ujawnia, co zabezpieczono.
Prokuratura nie ujawnia, co zabezpieczyli policjanci
Czynności zlecił prokurator referent z Prokuratury Okręgowej w Warszawie, który prowadzi śledztwo w sprawie projektu „Marka Polska”. Ich celem jest zabezpieczenie materiałów dowodowych, co potwierdził rzecznik prokuratury Piotr Antoni Skiba. „Potwierdzam, że zlecone zostały czynności w kilku miejscach na terenie Dolnego Śląska”, powiedział Skiba. Dodał, że trwają one bardzo intensywnie.
Wśród nich dom byłej pełnomocniczki mianowanej przez Donalda Tuska. Liczby adresów objętych przeszukaniami policjantów z Komendy Wojewódzkiej Policji we Wrocławiu prokuratura nie ujawnia. Informację o wejściu funkcjonariuszy na teren nieruchomości jako pierwszy podał na platformie X dziennikarz Mariusz Gierszewski, według którego policjanci zabezpieczali dokumenty i nośniki danych potrzebne w śledztwie.
Śledztwo obejmuje dwa czyny i blisko 180 tys. zł dotacji
Prokuratura Okręgowa w Warszawie wszczęła postępowanie 27 sierpnia. Pierwszy wątek obejmuje okres od marca do grudnia zeszłego roku. Śledczy sprawdzają, czy wtedy w Warszawie i Wrocławiu przedłożono nierzetelne dokumenty i wprowadzono przedstawiciela ministerstwa w błąd co do zakresu planowanych i wykonanych prac. Chodzi o 179 738,19 zł dotacji na zadanie publiczne „Marka Polska”, czyli podstrategię turystyczną. Śledczy prowadzą ten wątek z art. 286 § 1 i art. 297 § 1 Kodeksu karnego, czyli przepisów o oszustwie i przedłożeniu nierzetelnych dokumentów w celu uzyskania finansowania.
Drugi wątek sięga od 31 grudnia zeszłego roku do najpóźniej 20 sierpnia tego roku. Dotyczy funkcjonariusza publicznego, który w Warszawie miał przekroczyć uprawnienia i nie dopełnić obowiązków, przyjmując sprawozdanie i wypłacając dotację mimo nieprawidłowego wykonania umowy. Podstawą jest art. 231 Kodeksu karnego. Prokuratura sprawdza, czy działał w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej i czy zaszkodził w ten sposób interesowi publicznemu.
Postępowanie poprzedziły czynności sprawdzające, które zainicjowały liczne zawiadomienia posłów. Śledczy przejrzeli wtedy publikacje prasowe i nagrania dotyczące sprawy, a także dokumenty nadesłane przez resort sportu.
Za drugi z czynów grozi do 10 lat więzienia
Wszczęcie śledztwa prokuratura ogłosiła 9 września w komunikacie rzecznika. Zapowiedziała w nim kolejne czynności procesowe, a wśród nich przesłuchania świadków. Śledztwo toczy się w sprawie. Na tym etapie prokuratura nie ujawniła, wobec kogo jest skierowane.
Za pierwszy z opisanych czynów grozi od 6 miesięcy do 8 lat więzienia. Drugi zagrożony jest karą od roku do 10 lat pozbawienia wolności. Rzecznik prokuratury, pytany w czwartek o szczegóły działań policjantów na Dolnym Śląsku, zastrzegł, że przekazał już wszystkie informacje, jakich może udzielić na obecnym etapie warszawskiego postępowania.
Sprawę uruchomił skandaliczny raport „Polaków portret własny”
Projekt stał się głośny w sierpniu za sprawą quazi raportu, którego kierowniczką merytoryczną i autorką była Barbara Mróz-Gorgoń. Dokument powstał w zeszłym roku. Przygotowały go Fundacja Marka Polska Think Tank i Akademia Leona Koźmińskiego. W tekście Katowice leżały w „północnym centrum” kraju, a Wrocław na jego północnym zachodzie. Pojezierzu Mazurskiemu przypisano 15 tys. jezior. Do tego literówki i błędna numeracja przypisów rodem z bezpłatnego konta AI.
Na błędy jako pierwszy zwrócił uwagę Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. W dokumencie dopatrzono się też oznak szerokiego użycia sztucznej inteligencji. Mróz-Gorgoń tłumaczyła, że raport nie był częścią zamówienia ani umowy, a do sieci trafiła robocza wersja dokumentu, używana wewnętrznie w think tanku, która nigdy nie powinna była zostać opublikowana. Przyznała, że jej zespół korzystał z narzędzi AI, ale według jej wyjaśnień służyły one do transkrypcji i streszczeń, a przy redakcji tekstu pełniły rolę pomocniczą. Wniosków badawczych, jak zapewniała, nie tworzyły.
Poseł Rozwoju Plus wskazał prokuraturze troje przedstawicieli rządu
Mróz-Gorgoń objęła rządową funkcję pod koniec lipca. Dymisję ogłosiła już 21 sierpnia na platformie X tłumacząć sie rzekomym hejtem.
„Przy tej niewyobrażalnej skali hejtu niemożliwe jest pełnienie tak odpowiedzialnej roli”, przekazała.
Tego samego dnia Ministerstwo Sportu i Turystyki poinformowało, że raport nie był przedmiotem zamówienia ani realizacją umowy i resort go nie sfinansował, a logotyp ministerstwa wykorzystano w nim bezpodstawnie.
Zawiadomienia do prokuratury złożyli posłowie PiS i Rozwoju Plus. Paweł Jabłoński z Rozwoju Plus wskazał w swoim zawiadomieniu troje przedstawicieli rządu. Obok Mróz-Gorgoń wymienił szefa resortu sportu Jakuba Rutnickiego. Trzecią osobą był wiceminister Piotr Borys. Rutnicki, jak relacjonował Jabłoński, wskazywał, że w okresie objętym sprawą nie kierował resortem. Jabłoński odpowiadał, że gdy rozliczano dotację dla stowarzyszenia, ministrem był już Rutnicki.
W listopadzie zeszłego roku Borys promował prezentację raportu. Po wybuchu sprawy zapewniał, że resort nie zamówił dokumentu. „Ani jedna złotówka nie została wydana na ten raport”, powiedział wiceminister. Przyznał, że był na konferencji, na której pokazano kilka slajdów z raportu, ale samego dokumentu wcześniej nie czytał.
Umowę z ministerstwem podpisało stowarzyszenie
Resort sportu podał, że umowę na podstrategię turystyczną „Marki Polska” zawarł ze Stowarzyszeniem Konferencje i Kongresy w Polsce. Wykonawcę wybrano w konkursie. Umowa obejmowała przygotowanie „Strategii Marki Polska”, badania, warsztaty i organizację konferencji. Ministerstwo przyjęło jej rozliczenie na kwotę 179 738,19 zł i zaznaczyło, że raport nie znalazł się w sprawozdaniu z jej realizacji. Do resortu nie wpłynęła też prośba o zgodę na użycie logotypu.
Zarząd Fundacji Marka Polska Think Tank oświadczył, że fundacja nie była stroną tej umowy ani jej formalnym wykonawcą. Na podstawie dokumentów, którymi dysponuje, zarząd nie stwierdził, by fundacja dostała z umowy pieniądze. Obecny zarząd objął funkcje po publikacji raportu i zaznaczył, że osoby związane wtedy z fundacją uczestniczyły w części działań projektu. W pierwszej wersji oświadczenia zarząd zapowiedział zakończenie działalności fundacji, ale wkrótce usunął ten fragment ze strony.
W radzie fundacji zasiadają Rafał Dutkiewicz i Jędrzej Jachira
Mróz-Gorgoń była prezeską fundacji od jej wpisu do Krajowego Rejestru Sądowego na początku sierpnia zeszłego roku. Od początku w radzie fundacji zasiadają trzej członkowie. Jednym z nich jest Rafał Dutkiewicz, były prezydent Wrocławia. Drugim jest Grzegorz Mazurek, rektor Akademii Leona Koźmińskiego. Trzecim jest adwokat Jędrzej Jachira, brat posłanki Klaudii Jachiry z PO.
Skład rady później się poszerzył. Piotr Jedynak i Tomasz Zakrzewski dołączyli do rady w marcu tego roku. Beata Drzazga i Piotr Dytko weszli do rady na początku sierpnia.
