Klamka zapadła. 11 września 2025 roku wrocławscy radni podjęli kontrowersyjną decyzję, która zmieni nocne oblicze miasta. Całkowity zakaz sprzedaży alkoholu w sklepach między godziną 22:00 a 6:00 obejmie cały Wrocław, kończąc erę nocnych zakupów piwa, wina czy wódki na stacjach benzynowych i w całodobowych sklepach. 26 z 31 głosujących radnych poparło to ograniczenie. Jednocześnie w kontrze do antyalkoholowej krucjaty miasto na tej samej sesji Rady Miasta zwiększyło liczbę pozwoleń dla lokali gastronomicznych na serwowanie alkoholu.
Radni przegłosowali nocną prohibicję – 26 głosów za zakazem sprzedaży alkoholu
Głosowanie było jednoznaczne – 26 radnych zagłosowało za wprowadzeniem zakazu, tylko 5 było przeciwnych, a 3 wstrzymało się od głosu. Spośród 37 uprawnionych do głosowania radnych, 34 było obecnych na sesji. Przeciwko opowiedzieli się głównie przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości: Joanna Pieczyńska, Robert Pieńkowski, Łukasz Kasztelowicz, oraz Platformy Obywatelskiej: Dominika Kontecka i Mateusz Żak.
Nowe przepisy wejdą w życie jeszcze we wrześniu – dokładna data zależy od publikacji uchwały w dzienniku urzędowym wojewody, co zazwyczaj trwa kilka dni, a następnie przepisy zaczynają obowiązywać po upływie 14 dni. Zakaz będzie dotyczył wszystkich miejsc sprzedaży alkoholu „na wynos” – sklepów, supermarketów, dyskontów i stacji benzynowych. Nadal będzie można kupować alkohol w lokalach gastronomicznych, ale tylko do spożycia na miejscu.
Dyrektor departamentu spraw społecznych w Urzędzie Miejskim Magdalena Wdowiak-Urbańczyk przedstawiła radnym przekonujące argumenty: „Takie nocne ograniczenie sprzedaży alkoholu do 2024 roku wprowadziło już 176 gmin. Jego skutki 85 procent z nich oceniło pozytywnie lub raczej pozytywnie”. Wrocław dołącza więc do rosnącej grupy samorządów, które zdecydowały się na ten krok.”
Lewica kontra PiS – polityczny spór o „socjalistyczną” prohibicję
Debata nad uchwałą ujawniła głębokie podziały ideologiczne między radnymi. Bartłomiej Ciążyński z Lewicy, były wiceprezydent Wrocławia i jeden z głównych inicjatorów zakazu, nie przebierał w słowach: „W Polsce wieczorem łatwiej kupić piwo niż bochenek chleba. Jeżeli ktoś tego nie dostrzega, zapraszam na spacer po mieście„. Dodał z nadzieją: „Mam nadzieję, że odtąd we Wrocławiu libacji na skwerku będzie mniej”.
Ostra riposta przyszła ze strony radnego PiS Roberta Pieńkowskiego, który nazwał ograniczenia „ograniczeniem wolności, które pachnie socjalizmem„. To sformułowanie idealnie oddało linię podziału – z jednej strony argumenty o zdrowiu publicznym i bezpieczeństwie, z drugiej obrona swobód gospodarczych i wyboru konsumentów.
Spór wykraczał poza partie polityczne – choć większość opozycji zagłosowała przeciwko, nie wszystkie głosy rozłożyły się według klucza partyjnego. Pokazuje to, że temat budzi emocje i skłania radnych do decyzji w oparciu o osobiste przekonania.
Paradoks wrocławskiej polityki alkoholowej – więcej pozwoleń dla pubów i restauracji
Na tej samej sesji radni jednogłośnie zdecydowali o zwiększeniu liczby pozwoleń na sprzedaż napojów o zawartości alkoholu od 4,5% do 18% w lokalach gastronomicznych z 855 do 955 miejsc. To o sto więcej restauracji, pubów i klubów, które będą mogły serwować wino czy piwo, ale nie mocne alkohole.
Uzasadnienie tego paradoksu – jednoczesnego zaostrzania i liberalizowania – miejscy urzędnicy przedstawili w oficjalnym uzasadnieniu: „Nie bez znaczenia jest stopniowa zmiana postaw i przyzwyczajeń społecznych. Coraz częściej obserwuje się spędzanie czasu w ogólnie dostępnej przestrzeni miejskiej, korzystanie z licznych wydarzeń turystycznych, sportowych i kulturalnych„. Miasto dostrzega, że Wrocław zmienia się w kierunku europejskiej stolicy turystycznej, gdzie kultura gastronomiczna odgrywa coraz większą rolę.
Nie zmienia się natomiast pula pozwoleń na sprzedaż piwa (1025 miejsc) oraz alkoholi powyżej 18 procent (695 miejsc). Władze miasta wyraźnie stawiają na rozwój kultury gastronomicznej kosztem dostępności alkoholu w sklepach, co ma być receptą na ograniczenie problemów społecznych przy jednoczesnym wspieraniu przemysłu turystycznego.
Mieszkańcy popierają zmiany – 58% za zakazem w całym mieście
Decyzja ta, jak przekonuje ratusz, była poprzedzona szerokimi konsultacjami społecznymi i badaniami opinii publicznej. W lutym 2025 roku w ankiecie internetowej (!) wzięło udział 2470 mieszkańców, z których 58% opowiedziało się za rozszerzeniem zakazu na całe miasto. Tylko 37% było przeciwnych, a 5% nie miało zdania.
Szczególnie wysokie poparcie wykazały osiedla już doświadczające ograniczeń – mieszkańcy Nadodrza poparli rozszerzenie zakazu w 76,3%, a Leśnicy w 73,7%. To dowód na to, że tam gdzie zakaz już obowiązuje, ludzie widzą jego pozytywne efekty. Z kolei najniższe poparcie odnotowano na Tarnogaju (40,3%) i w Gaju (44,1%).
Dane z dotychczas obowiązujących ograniczeń są obiecujące. Na terenie dziewięciu osiedli objętych zakazem od 2024 roku Straż Miejska odnotowała spadek interwencji o 15,1%. Zmniejszeniu uległa ilość interwencji wobec osób spożywających alkohol w miejscach publicznych oraz nietrzeźwych i zakłócających porządek.
Według uzasadnienia uchwały „alkohol znajduje się na trzecim miejscu wśród czynników ryzyka dla zdrowia populacji” zgodnie z danymi Światowej Organizacji Zdrowia. Alarmujące są również statystyki dotyczące agresji – wiceminister zdrowia Wojciech Konieczny wskazywał, że „w gminach, które zastosowały taki zakaz, liczba aktów przemocy wobec medyków zmniejszyła się nawet o 40 procent„.
Profesor Wojciech Witkiewicz, dyrektor Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu, alarmował o systematycznym wzroście liczby nietrzeźwych pacjentów na szpitalnych oddziałach ratunkowych – od około 16 tysięcy w 2013 roku do 26 tysięcy w 2023 roku.

Jeden komentarz
Zakazy i nakazy zawsze budzą mieszane uczucia. Czas pokaże czy to właściwe rozwiązanie.