Prowadzący ukraiński festiwal muzyczny we Wrocławiu wzniósł ze sceny okrzyki nawiązujące do symboliki Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Impreza odbyła się 15 sierpnia na Polach Marsowych, a pula biletów na wrocławską edycję wyprzedała się jeszcze przed jej rozpoczęciem. Nagranie z wystąpienia trafiło do sieci i wywołało krytyczne komentarze, bo zawołania te wywodzą się z nazistowskiego pozdrowienia OUN sprzed drugiej wojny światowej. Wszystko zaczęło się na scenie, między jednym utworem a drugim.
Festiwal muzyczny, ale okrzyki rodem z OUN
SVOI FEST wrócił do Wrocławia drugi rok z rzędu jako festiwal ukraińskiej muzyki na Polach Marsowych. Na scenie wystąpił między innymi zespół ТІК. Organizator wydarzenia, spółka GO2SHOW, informował jeszcze przed rozpoczęciem imprezy o wyprzedanej puli biletów na wrocławską edycję.
Między jednym a drugim utworem prowadzący wzniósł ze sceny okrzyki „Sława Ukrajini, herojam sława” i „Sława nacji, smert’ woroham”, a do tego jeszcze „Ukraina ponad wszystko”. Publiczność odpowiadała chóralnie. Trzy krótkie zawołania wystarczyły, by koncert zamienił się w temat sporu daleko wykraczającego poza Wrocław.
Krókie nagranie, które obiegło sieć
Ktoś z widowni nagrał krótki moment, w którym prowadzący wznosi okrzyki ze sceny. Klip trafił do mediów społecznościowych. Kopiowany i komentowany bez końca. W ciągu kilku dni obejrzały go dziesiątki tysięcy osób. Nie można jednakże wykluczyć, że takich scen było wiecej podczas całego festiwalu.
Wśród licznych komentarzy pod kolejnymi kopiami nagrania pojawiają się wpisy, które oceniają usłyszane zawołania jako nazistowskie i „wrogie wobec polskiej racji stanu”. Podobne głosy pojawiały się przez kilka kolejnych dni.
Nazistowski rodowód okrzyku, który padł ze sceny
„Sława Ukrajini” (dosłownie chwała Ukrainie) i odzew „herojam sława” (dosłownie chwała bohaterom) to nie nowy wynalazek. Pozdrowienie wywodzi się z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, odpowiedzialnej za zamordowanie ponad 100 tysięcy Polaków. W 1943 roku wiązało się ono jednocześnie z wykonywaniem nazistowskiego salutu, czyli gestem podniesionej w wiadomym stylu prawej ręki. Obecnie wykonywany tak głównie przez skrajnie banderowskie jednostki wojskowe walczace na ukrainie jak formacja Azow.

Zawołanie odżyło w zupełnie innym kontekście dekady później. Spopularyzowali je uczestnicy protestów na kijowskim Majdanie, a w październiku 2018 roku stało się oficjalnym pozdrowieniem ukraińskiej armii i policji. Nigdy jednak wznoszący okrzyki nie odcieli sie od rodowodu zawołania. Wręcz przeciwnie, to zazwyczaj również osoby uważający bandytów z UPA i Banderę za bohaterów narodowych. Podobny rodowód ma drugie z okrzyków usłyszanych we Wrocławiu, „Sława nacji, smert’ woroham” (dosłownie chwała narodowi, śmierć wrogom).
Wrocław i wcześniejsze przypadki banderowskiej symboliki
To nie pierwszy raz, kiedy miasto styka się z tego rodzaju symboliką. W sierpniu 2024 roku na elewacjach kilku wrocławskich budynków pojawiły się czerwono-czarne flagi kojarzone ze Stepanem Banderą i UPA. Część z nich była opatrzona napisem „Ojciec nasz Bandera, chwała Ukrainie”. Policjanci z komisariatu Wrocław Stare Miasto wszczęli czynności w sprawie czynu z artykułu 256 kodeksu karnego, dotyczącego propagowania faszyzmu i innych ustrojów totalitarnych. Jak informował wówczas asp. szt. Łukasz Dutkowiak, funkcjonariusze ustalili, że symbole naniosło dwóch młodych mężczyzn, a ich wizerunek z monitoringu miejskiego trafił do publicznej wiadomości. Policja jednak nie wykazała większego zainteresowania w odnalezieniu sprawców.
Dwa lata wcześniej, w marcu 2022 roku, podobną flagę zdjęto z balkonu przy ulicy Wszystkich Świętych po interwencji policji. Jak przekazała wtedy sierż. Aleksandra Rodecka z Komendy Miejskiej Policji we Wrocławiu, funkcjonariusze zabezpieczyli flagę, a dalsze czynności prowadzono pod nadzorem prokuratury. Za każdym razem powtarza się podobny schemat. Symbol pojawia się w przestrzeni publicznej, mieszkańcy zgłaszają sprawę służbom, a dalsze postępowanie toczy się już bez rozgłosu medialnego. I z miernym wynikiem końcowym
Pochówek lidera OUN z honorami. W tle ludobójstwo na Wołyniu
Banderowskie okrzyki z Wrocławia padły w momencie, gdy na Ukrainie trwały wielkie przygotowania do znacznie bardziej oficjalnego upamiętnienia tego środowiska. Władze w Kijowie zdecydowały bowiem latem o sprowadzeniu z Rotterdamu szczątków Jewhena Konowalca. Był on pierwszym przywódcą niesławnej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i wcześniejszym szefem Ukraińskiej Organizacji Wojskowej. Konowalec zginął w Rotterdamie w 1938 roku, zlikwidowany przez agenta sowieckich służb.
14 sierpnia w Kijowie odbyła się uroczystość pożegnalna z udziałem żołnierzy 3. Korpusu Armijnego. Formacja wywodzi się ze środowiska pułku Azow i od lat jest kojarzona z symboliką nawiązującą do wilczego haka, znaku używanego przez Waffen-SS. Dowódca korpusu Andrij Biłecki oczywiscie odrzuca oskarżenia o nazistowski charakter tych znaków. Szczątki Konowalca mają spocząć na Narodowym Wojskowym Cmentarzu Memorialnym z wojskowymi honorami.
Konowalec nie dożył ani rozłamu w OUN, ani ludobójstwa, jakiego dokonały później OUN i UPA na Polakach jest jednak głównym ideaologiem tych zbrodni. Zbrodnia objęła Wołyń i Małopolskę Wschodnią, pochłaniając dziesiątki tysięcy ofiar cywilnych. Ceremonia pożegnalna odbyła się w cerkwi greckokatolickiej w Kijowie, a szczegóły samego pochówku na cmentarzu wojskowym mają zostać ogłoszone później.
