13-letni Tomek jechał do szkoły, gdy dostał ataku epilepsji. Według relacji rodziny kierowca autobusu MPK Wrocław nie udzielił mu pomocy, a wyprosił go z pojazdu. Chłopiec zdążył jeszcze zadzwonić pod numer 112, po czym zemdlał. Sprawę wyjaśniają teraz policja i MPK.
Do zdarzenia doszło w środę, 17 czerwca, w jednym z wrocławskich autobusów. Jak relacjonuje mama chłopca, Tomek jechał na trasie do szkoły, gdy doznał ataku epilepsji. Kierowca, zamiast wezwać pomoc, podszedł do niego, poszarpał go za rękę i kazał wysiąść, twierdząc, że pojazd dojechał do ostatniego przystanku.
Matka chłopca przyznaje, że dezorientacja syna mogła zostać błędnie odczytana przez kierowcę. Podczas ataku epileptycznego osoba może sprawiać wrażenie, że znajduje się pod wpływem alkoholu lub innych substancji, co według niej mogło skłonić kierowcę do błędnej oceny sytuacji.
Chłopiec zemdlał na przystanku, zdążył wezwać pomoc
Po wyjściu z autobusu w okolicy pętli Tomek stracił przytomność. Mimo to zdążył jeszcze zadzwonić na numer alarmowy 112. Na miejsce jako pierwszy przybył patrol policji, który powiadomił pogotowie ratunkowe oraz matkę chłopca.
Babcia nastolatka, apeluje do mieszkańców Wrocławia za pośrednictwem social mediów o pomoc w odnalezieniu świadków zdarzenia. Według niej w okolicy przystanku mogły znajdować się osoby, które widziały, co się stało, ale nie zareagowały.
To drugi raz, kiedy Tomek doznał ataku epileptycznego. Trzy tygodnie wcześniej zasłabł w tramwaju. Po tym incydencie otrzymał skierowanie od kardiologa i czekał na przyjęcie na oddział neurologiczny. Po środowym zdarzeniu chłopiec został przyjęty do szpitala, gdzie przebywa na oddziale pediatrycznym nefrologii z pododdziałem neurologii.
MPK: na razie nie potwierdzamy zdarzenia
Rzecznik MPK Wrocław Daniel Misiek przekazał, że spółka analizuje nagrania z monitoringu. Według procedur kierowcy mają obowiązek udzielić pomocy osobie w niebezpieczeństwie, wezwać odpowiednie służby i poinformować centralę ruchu o zdarzeniu.
Misiek zaznaczył, że MPK ustaliło z zajezdnią termin pobrania zapisów z kamer wszystkich pojazdów obsługujących tę linię, a materiał ma zostać przeanalizowany w najbliższym czasie. Rzecznik podkreślił, że na razie spółka nie jest w stanie potwierdzić, że opisywane zdarzenie miało miejsce, i że szczególną uwagę poświęci weryfikacji twierdzenia o wyproszeniu pasażera z pojazdu bez udzielenia mu pomocy. Dodał, że nie wyklucza, że sytuacja mogła zostać przez kierowcę odebrana inaczej niż przedstawia to rodzina chłopca.
Po potwierdzeniu zgłoszenia i zakończeniu analizy nagrań spółka zadeklarowała podjęcie odpowiednich kroków wobec pracownika, jeśli zarzuty się potwierdzą.
Policja i MPK wspólnie ustalają przebieg zdarzenia
Równolegle z wewnętrznym postępowaniem MPK sprawę bada policja. Na tym etapie nie wiadomo, jaka była motywacja kierowcy i czy faktycznie doszło do szarpania pasażera za rękę. Obie instytucje czekają na analizę zapisów z kamer, by ustalić, który z kierowców prowadził pojazd w chwili zdarzenia i jak faktycznie przebiegała sytuacja w autobusie.
Rodzina chłopca liczy na to, że zgłoszą się świadkowie, którzy byli w pojeździe lub widzieli zdarzenie na przystanku. Może to pomóc zarówno w wyjaśnieniu przebiegu sytuacji, jak i w ocenie, czy doszło do zaniechania pomocy wymaganej procedurami przewoźnika.
