Październik 2024 roku przyniósł polskiej branży gamingowej niecodzienne zamieszanie. Spółka Sundog otrzymała blisko 17 milionów złotych dofinansowania z Polskiej Agencji Rozwoju Przedsiębiorczości na projekt związany z grą komputerową. Sama dotacja nie byłaby szczególnie interesująca, gdyby nie jeden kluczowy fakt – w radzie nadzorczej firmy zasiadała noblistka Olga Tokarczuk. Dziś pisarka opuściła już swoją funkcję, a o samej grze wciąż brakuje konkretów. Co się stało z projektem, który miał „zrewolucjonizować rynek RPG” i promować polską kulturę na świecie?
Od zera do 17 milionów – jak spółka Sundog zdobyła uwagę
Spółka Sundog została zarejestrowana we wrześniu 2022 roku. Przez pierwsze miesiące jej działalność nie budziła szerszego zainteresowania. Sytuacja zmieniła się w 2023 roku, gdy zarząd ujawnił szczegóły projektu, nad którym pracuje firma. Okazało się, że zespół rozwija grę Ibru, inspirowaną powieścią Olgi Tokarczuk „Anna In w grobowcach świata” z 2004 roku. To opowieść osadzona w mitologii sumeryjskiej, w której autorka mierzy się z mitem o bogini Isztar.
Na początku 2023 roku spółka przeprowadziła rundę finansowania, pozyskując niemal 1,5 miliona złotych od prywatnych inwestorów. Zapowiadano wtedy, że budżet całego projektu wyniesie około 15 milionów złotych, a zespół liczący kilkanaście osób będzie systematycznie powiększany. Planowany czas rozgrywki miał wynieść kilkanaście godzin, a premierę szacowano na 2026 rok.
Prawdziwy przełom nastąpił jednak jesienią 2024 roku. W ramach programu Ścieżka SMART prowadzonego przez PARP, Sundog otrzymał dofinansowanie w wysokości 16 686 789 złotych. Łączna wartość projektu została określona na ponad 23 miliony złotych. Pieniądze miały być przeznaczone nie tyle na stworzenie samej gry, co na opracowanie technologii InteGra – systemu do produkcji nieliniowych gier RPG wykorzystującego badania psychologiczne, groznawcze oraz sztuczną inteligencję.
Gra o noblistce – prestiżowa otoczka i rodzinny biznes
Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości w 2024 roku pozytywnie oceniła setki projektów, przyznając im wsparcie przekraczające miliardy złotych. Jednak żaden inny beneficjent programu nie mógł pochwalić się tym, co miał Sundog – bezpośrednim zaangażowaniem noblistki.
Olga Tokarczuk nie była jedynie symboliczną patronką przedsięwzięcia. Zainwestowała własne środki, weszła do grona akcjonariuszy i objęła stanowisko przewodniczącej rady nadzorczej spółki. Co więcej, za scenariusz gry odpowiadać miał jej syn, Zbyszko Fingas. Firma w oficjalnych komunikatach mocno akcentowała ten fakt, podkreślając unikalne połączenie literatury wysokiej z interaktywną rozrywką.
W oświadczeniu opublikowanym po przyznaniu dotacji zarząd Sundoga w składzie Aleksandra Bieluk, Mateusz Błaszczyk i Carlos Castañon pisał, że „fakt, iż gra może korzystać z twórczości jednej z najważniejszych pisarek światowych, sprawi, że będzie miała również ogromne znaczenie kulturotwórcze i będzie w unikatowy, a jednocześnie masowy sposób promowała polską sztukę w świecie”. Deklaracje były śmiałe i zobowiązujące. Mowa była o przełomie technologicznym, o nowej jakości w gatunku RPG, o doświadczeniu, które „zmusi gracza do myślenia i odczuwania”.
Wielkie obietnice – rewolucja czy marketing?
Oficjalne materiały spółki Sundog od początku operowały ambitnym językiem. Zapowiadano stworzenie systemu InteGra, który miał „zrewolucjonizować rynek gier RPG”. Technologia ta powstawać miała we współpracy z naukowcami z Uniwersytetu SWPS, Politechniki Wrocławskiej oraz praktykami branżowymi ze Stowarzyszenia GameUp i studia Goat Gamez. Zespół liczył około 30 osób.
System InteGra miał umożliwiać dynamiczne kreowanie i rozwijanie psychologii postaci na skutek działań podejmowanych przez gracza. Zamiast sztucznych, schematycznych reakcji bohaterów niezależnych, technologia miała zapewnić spójność psychologiczną – postacie reagowałyby w sposób odzwierciedlający ich implikowaną psychikę, zbudowaną na podstawie badań z zakresu psychologii, groznawstwa oraz modeli językowych AI.
W kontekście konkurencji takie obietnice wymagają materialnego potwierdzenia. Branża gier od lat wypracowuje rozwiązania dotyczące nieliniowych narracji, systemów wyboru i konsekwencji oraz modelowania zachowań postaci. Projekty takie jak The Witcher 3, Baldur’s Gate 3 czy Disco Elysium pokazały, że można tworzyć złożone, psychologicznie wiarygodne światy bez konieczności wynajdywania koła na nowo. Pytanie brzmi, czy InteGra faktycznie wnosi coś nowego, czy jest kolejnym marketingowym hasłem.
Ibru – gra, o której wiemy bardzo mało
Pomimo upływu lat od pierwszych zapowiedzi i wielu miesięcy od przyznania dotacji, informacje o samej grze Ibru pozostają zaskakująco szczątkowe. Oficjalna strona internetowa spółki oraz profile w mediach społecznościowych oferują zaledwie kilka akapitów ogólnego opisu.
Ibru ma być detektywistyczną grą RPG z perspektywą pierwszoosobową, osadzoną w świecie science fantasy inspirowanym starożytną mitologią sumeryjską i estetyką cyberpunkową. Gracz wciela się w postać detektywa eksplorującego tajemnicze miasto, w którym „nic nie jest takie, jakim się wydaje”. Fabuła ma być nieliniowa, a decyzje gracza wpływać na rozwój wydarzeń i kształt świata.
To właściwie wszystko. Brak fragmentów rozgrywki, screenshotów prezentujących poziom zaawansowania produkcji, a nawet podstawowych informacji o mechanikach gry wykraczających poza ogólniki. Strona wspomina o „immersji”, „eksploracji” i „wpływie na rozwój bohatera” – sformułowaniach, które są standardem w opisach gier RPG od dekad.
Jedyną konkretną informacją techniczną jest użycie silnika Unreal Engine 5 oraz planowana jednoczesna premiera na PC, Xbox i PlayStation. Data premiery? Nieznana. Początkowo mówiono o 2026 roku – czyli w zasadzie o teraz. Tymczasem ostatni wpis na profilu LinkedIn spółki z końca stycznia 2025 roku ograniczał się do ogólnej deklaracji, że „praca wre, zespół się powiększa, rozwój technologii InteGra postępuje szybciej niż zakładano”. Obiecywano też, że „niebawem” poznamy więcej szczegółów. Kiedy to „niebawem”? Tego nie wiadomo.
Dla porównania, większość współczesnych produkcji gamingowych, zwłaszcza tych sygnowanych wielkimi nazwiskami lub finansowanych z publicznych środków, prowadzi intensywną komunikację z potencjalnymi odbiorcami. Teasery, fragmenty rozgrywki, dzienniki deweloperskie, materiały zza kulis – to standard budowania zainteresowania i zaufania. Sundog oferuje obietnice i milczenie.
Noblistka opuszcza okręt – symboliczne wycofanie?
Kilka miesięcy po medialnej burzy związanej z przyznaniem dotacji, w lutym 2025 roku, pojawiła się informacja, która dla wielu obserwatorów była zaskoczeniem. Olga Tokarczuk zrezygnowała z funkcji przewodniczącej rady nadzorczej spółki Sundog.
Aleksandra Bieluk z zarządu firmy potwierdziła tę decyzję, wskazując jako powód „inne liczne obowiązki” noblistki, które uniemożliwiały jej dalsze uczestnictwo w bieżącej działalności spółki. Dodała, że pisarka pozostaje akcjonariuszką i „w miarę możliwości nadal służy radą i wsparciem kreatywnym w rozwijaniu projektu pod względem artystycznym”.
Z perspektywy wizerunkowej trudno nie zauważyć niefortunnej chronologii. W październiku 2024 roku, gdy spółka zabiegała o dotację i broniła się przed zarzutami, zarząd mocno eksponował rolę Tokarczuk. W oficjalnym oświadczeniu podkreślano, że noblistka jest „współzałożycielką, jedną z trzydziestu akcjonariuszy spółki i przewodniczącą rady nadzorczej” oraz że „sprawuje nadzór kreatywny nad projektem powstania gry na podstawie jej książki”.
Obecnie Tokarczuk odchodzi z formalnej funkcji nadzorczej. Pozostaje akcjonariuszką, ale jej rola ulega znacznemu ograniczeniu. To zmiana, która rodzi pytania. Czy nazwisko noblistki odegrało kluczową rolę w uzyskaniu dotacji, po czym stało się mniej potrzebne? Czy może od początku zaangażowanie pisarki było bardziej symboliczne niż faktyczne? A może rzeczywiście po prostu zabrakło jej czasu na pełnienie tej funkcji?
Gdzie jest gra Ibru? Cisza zamiast konkretów
Najważniejsze pytanie pozostaje jednak bez odpowiedzi. Co z grą? Jeszcze w 2023 roku sugerowano premierę w okolicach 2026 roku. Dziś, na początku tego roku, próżno szukać oznak zbliżającej się publikacji.
Odpowiedzi spółki na pytania dziennikarzy ograniczają się do formalnych zapewnień. „Projekt jest w trakcie realizacji, środki są sukcesywnie rozliczane. Spółka otrzymuje je z PARP na podstawie wniosków o płatności, które oparte są o przedstawione dowody poniesienia kosztów, zgodnie z harmonogramem realizacji projektu” – brzmiała odpowiedź Aleksandry Bieluk na pytania portalu Telepolis. Dodała także zachętę do „śledzenia nowości na naszej stronie i w mediach społecznościowych”.
Problem w tym, że tych nowości jest niewiele. Strona internetowa oferuje kilka zdań opisu, brak ofert pracy, brak aktualizacji dotyczących postępów. Profil na LinkedIn prezentuje podobny obraz – ogólnikowe deklaracje o intensywnej pracy, ale żadnych materialnych dowodów na postęp produkcji.
Dla branży kreatywnej, w której opóźnienia są normą, a projekty nierzadko przesuwają się o miesiące czy lata, taka sytuacja nie byłaby nadzwyczajna. Trudność polega jednak na tym, że Sundog od początku budował swoją narrację wokół prestiżu i wyjątkowości. Mowa była o rewolucji technologicznej, o połączeniu literatury noblistki z najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie AI i psychologii, o promowaniu polskiej kultury na światową skalę. Im wyżej zawieszona poprzeczka, tym dotkliwsze jest zderzenie z rzeczywistością niewypełnionych obietnic.
Publiczne pieniądze i rosnące wątpliwości
Ponad 16 milionów złotych z publicznych funduszy to kwota, która zobowiązuje. Nie tylko do rozliczenia wydatków zgodnie z procedurami PARP, ale także do dostarczenia rezultatu, który uzasadni zaufanie decydentów i podatników.
Zarząd Sundoga zapewnia, że projekt jest realizowany zgodnie z harmonogramem, a środki rozliczane pod nadzorem agencji. Nie padają jednak żadne konkretne daty, nie pojawiają się zapowiedzi pokazów, brak materiałów, które pozwoliłyby ocenić faktyczny stan zaawansowania prac.
Porównania do innych głośnych polskich projektów finansowanych ze środków publicznych same się nasuwają. Izera, polska marka samochodowa, przez lata budowała oczekiwania, obiecywała przełom i promowała wizję sukcesu. Dziś, po miliardach złotych, wciąż nie ma seryjnej produkcji, ani nawet stojącej fabryki. Sundog operuje na zdecydowanie mniejszą skalę, ale schemat jest podobny – wielkie obietnice, publiczne pieniądze, a efekty pozostają w sferze domysłów.
Czas pokaże, czy Ibru faktycznie trafi na rynek i czy spełni chociaż część zapowiedzi. Może za kilka miesięcy spółka zaprezentuje materiał, który rozwieje wątpliwości i udowodni, że cierpliwość była uzasadniona. A może projekt dołączy do listy niedokończonych, przedwcześnie pochowanych polskich ambicji gamingowych.
Na razie pozostają pytania. I cisza.
