Ledwo popadało, słychać było czasem po burzy, która nie narobiła większej szkody. Biuro prasowe ratusza informuje, że w ciągu kilkudziesięciu godzin nad miastem spadła ponad połowa średniej opadów dla całego lipca. Niektóre ulice zamieniły się w rzeki, a przejazdy pod wiaduktami zniknęły pod wodą. Strażacy na Dolnym Śląsku liczyli tymczasem interwencje w setkach, najdotkliwiej tam, gdzie infrastruktura już wcześniej ledwo się trzymała.
Dwa dni ulew zalały Wrocław i cały Dolny Śląsk
We wtorek (14 lipca) synoptycy Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej (IMGW) ostrzegali region przed burzami drugiego stopnia. Prognozowany deszcz miał sięgać od 25 do 40 milimetrów. Lokalnie zapowiadano nawet 55. Do tego dochodziły porywy wiatru do 70 kilometrów na godzinę oraz grad. Ostrzeżenie obowiązywało od godziny 13 do 23. Rano nad regionem wciąż świeciło słońce, a temperatura dochodziła do 26 stopni.
Burza dotarła nad Jelenią Górę około południa. To właśnie w powiecie karkonoskim żywioł uderzył najmocniej. Do godziny 13 straż pożarna naliczyła 196 interwencji związanych z pogorszeniem pogody w całym regionie. Półtorej godziny później liczba ta wzrosła do 239. Zdecydowana większość zgłoszeń, dokładnie 190, przyjęły służby w Jeleniej Górze. Cały powiat karkonoski ucierpiał najbardziej tego dnia.
W nocy z wtorku na środę burze wróciły, uderzając ponownie w powiaty zgorzelecki i kamiennogórski. Kiedy w środę rano mieszkańcy Wrocławia sprawdzali prognozę pogody, licząc na chwilę wytchnienia po wtorkowej nawałnicy, IMGW zdążyło już wydać kolejne ostrzeżenie, tym razem obejmujące wyłącznie miasto i ważne do samego wieczora. Obowiązywało od godziny 7 do 18. Do tej pory na Dolnym Śląsku naliczono już 425 interwencji związanych z pogodą. Najwięcej wciąż w powiecie karkonoskim.
Ulice, wiadukty i torowiska we Wrocławiu nie wytrzymały naporu wody
We wtorek po południu wystarczyła chwila ulewy, żeby ulice centrum Wrocławia zaczęły przypominać rzeki. Wodą zalało ulice Słowiańską i Świętej Jadwigi, a także jeden z przejazdów pod wiaduktem kolejowym. Kilkanaście linii tramwajowych pojechało objazdami, a na ulicy Szewskiej drzewo runęło wprost na sieć trakcyjną. Ruch tramwajowy wrócił do normy dopiero po godzinie 17.
Rankiem powtórzyło się niemal to samo. Zalany wiadukt na ulicy Pułaskiego ponownie odciął część miasta, a tramwaje musiały zawracać przy Dworcu Głównym. Zalane torowisko na pętli Kozanów zatrzymało tamtejsze tramwaje, skierowane objazdem przez ulicę Milenijną. Nie dało się też przejechać skrzyżowaniem Borowskiej i Grota-Roweckiego, gdzie objazdami skierowano autobusy.
Prezydent Wrocławia Jacek Sutryk napisał w mediach społecznościowych o obniżeniach terenu pod wiaduktami i o sieci kanalizacyjnej, która mimo wysiłków służb miejskich nie nadążała z odbiorem tak dużej ilości wody spadającej w tak krótkim czasie. Poprosił mieszkańców o ostrożność i zapewnił, że służby miejskie na bieżąco usuwają awarie, choć trzeba liczyć się z utrudnieniami i objazdami.
Wichura zrywała dachy, a w Jeleniej Górze zawaliła się ściana hali
Najgroźniej zrobiło się w Jeleniej Górze. W jednej z hal produkcyjno-magazynowych na Zabobrzu napór wody doprowadził do zawalenia się ściany i uszkodzenia dachu, a ze środka trzeba było natychmiast ewakuować 120 osób. Woda wdarła się też do pobliskiej galerii handlowej oraz na oddział położniczy miejscowego szpitala. W Wojanowie wichura zerwała dachy z dwóch domów jednorodzinnych.
Straż pożarna informowała, że nikt w wyniku wtorkowych i środowych burz nie ucierpiał. Na szczęście. Mimo to służby wolały nie ryzykować. Prewencyjnie ewakuowano pięć obozów harcerskich w różnych częściach regionu, mimo że straż pożarna nie musiała nawet brać udziału w samej akcji. Organizatorzy obozów pozostawali z ratownikami w stałym kontakcie.
Mieszkańcy Portu Popowice zostali uwięzieni we własnych domach
W środę rano do najbardziej dramatycznej sytuacji doszło na osiedlu Port Popowice. Jedyna droga dojazdowa do bloków, biegnąca wzdłuż starych garaży, zalała się do tego stopnia, że strażacy zdecydowali się całkowicie zamknąć przejazd. Mieszkańcy zostali na ten czas odcięci od reszty miasta.
Zamknięcie jedynej drogi dojazdowej oznaczało też, że w razie nagłego zagrożenia życia żadna karetka pogotowia ani wóz strażacki fizycznie nie miałyby możliwości dojechać pod same bloki mieszkalne osiedla. Problem drogi nie jest nowy. Nawet w spokojne dni jej stan bywa na tyle zły, że grozi uszkodzeniem samochodów, a ruch ciężarówek z pobliskich budów tylko pogarsza sprawę. Urzędnicy odłożyli przebudowę drogi i wyburzenie starych garaży na czas nieokreślony. Dziś tę zwłokę mieszkańcy odczuli na własnej skórze.
Mieszkańcy Popowic domagają się przebudowy drogi i końca chaosu decyzyjnego
Mieszkańcy Portu Popowice mają dość i zbierają podpisy pod petycją do prezydenta Wrocławia. Domagają się trzech rzeczy. Chcą natychmiastowego wznowienia przerwanej inwestycji i trwałej przebudowy drogi wraz z nowoczesnym systemem odwodnienia. Oczekują też rozwiązania sporu wokół starych garaży, który od lat blokuje jakiekolwiek decyzje. Trzeci postulat to budowa bezpiecznego, alternatywnego dojazdu do skrzyżowania ulic Białowieskiej i Popowickiej.
Podpisy pod petycją do prezydenta Wrocławia zbierane są dwutorowo, zarówno osobiście wśród sąsiadów na osiedlu, jak i online za pośrednictwem serwisu petycjeonline.com, a w tle całej sprawy narasta presja związana z kolejnymi inwestycjami mieszkaniowymi w tej części miasta. W najbliższych miesiącach ma zostać oddane około 500 kolejnych mieszkań z inwestycji PFR Nieruchomości. Deweloper Robyg przygotowuje się tymczasem do budowy kolejnego etapu osiedla. Dopóki nic się nie zmieni, wszyscy nowi lokatorzy będą skazani na tę samą, wadliwą drogę.
Kanalizacja we Wrocławiu nie nadąża za tak nawalnym deszczem
Wrocławski ratusz tłumaczy skalę utrudnień w mieście tak samo od lat. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu godzin nad miastem spadło więcej deszczu niż zwykle przez połowę całego lipca. Przy tak nawalnych opadach ogromne ilości wody trafiają do kanalizacji w bardzo krótkim czasie, a dodatkowym problemem są liście, gałęzie i inne zanieczyszczenia niesione przez deszczówkę, które zatykają wpusty.
Nad drożnością sieci czuwa blisko 70 pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK). W terenie nieprzerwanie pracuje 19 brygad kontrolujących wpusty i studzienki. Mimo to, jak przyznają przedstawiciele spółki, „woda może napływać do kanalizacji szybciej, niż jest ona w stanie ją odprowadzić”. Rozbudowa sieci zdolnej wchłonąć każdą możliwą ulewę wymagałaby ogromnych nakładów finansowych i, jak twierdzi MPWiK, nie miałaby uzasadnienia ekonomicznego.
