Mieszkańcy Pilchowic pod Jelenią Górą spodziewali się zobaczyć wraki samochodów i ruiny domów, ukryte od dekad pod wodą zbiornika. Zamiast tego dno odsłoniło tysiące martwych i umierających ryb rozłożonych wzdłuż koryta Bobru. Opróżnianie Zalewu Pilchowickiego ruszyło z myślą o remoncie ponadstuletniej zapory, a zakończyło się widokiem, który wędkarze z Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra określają jako ekologiczny dramat. W centrum sporu stoi pytanie, czy za tę skalę strat odpowiada decyzja wiceminister klimatu i środowiska Urszuli Zielińskiej o terminie prac, czy raczej ograniczenia prawne i techniczne, które od miesięcy wiązały ręce inwestorowi?
Tysiące śniętych ryb na dnie zbiornika
Zalew Pilchowicki zaczął znikać w lutym, gdy Tauron Polska Energia rozpoczął kontrolowane spuszczanie wody przed planowanym remontem zapory. To pierwsza tak duża operacja tego typu od 1977 roku. Powodem jest stan konstrukcji uszkodzonej podczas powodzi sprzed dwóch lat, gdy zapora mimo wszystko uchroniła okolicę przed większym kataklizmem. Naprawa stała się pilną koniecznością, a umowa z wykonawcą opiewa na 93 miliony złotych.
Z dna zbiornika wyłoniły się tysiące śniętych ryb. Ocalały wyłącznie najmniejsze osobniki, którym udało się przecisnąć przez kraty sztolni obiegowej, leszcze, płotki, jazie, okonie i węgorze. Wędkarze z Koła PZW oceniają skalę zniszczeń jako przerażającą, a unoszący się nad dawnym jeziorem odór jako trudny do opisania.
Wędkarze ratowali ryby do ostatniej chwili
Członkowie Koła PZW Grodzkie Jelenia Góra zorganizowali spontaniczną akcję ratunkową razem z okolicznymi wędkarzami. Wyciągali ostatnie żywe osobniki podbierakami i przenosili je do zbiorników z czystą wodą lub do specjalnego transportera, a Zarząd Okręgu zapewnił dalszy transport odłowionych ryb. Ani Tauron, ani wykonawca remontu nie utrudniali akcji, informują sami wędkarze.
Jarosław Krempa z Koła PZW ocenia, że „Jezioro Pilchowickie przestało istnieć”, a skutki tego stanu obejmują też sąsiedni odcinek Bobru poniżej zapory, który przestał funkcjonować jako żywy ekosystem. Dodaje, że problem był sygnalizowany od miesięcy, a propozycje pomocy przy wcześniejszych odłowach spotykały się z brakiem odzewu. Akcja ratunkowa zakończyła się we wtorek, 30 czerwca, o godzinie 11, gdy w pozostałościach zbiornika nie stwierdzono już żywych ryb.
Władze uruchamiają sztaby kryzysowe
Wody Polskie wszczęły działania wyjaśniające i zwróciły się do Tauron Ekoenergia o szczegółowe informacje dotyczące zgodności prac z warunkami pozwolenia wodnoprawnego. W związku z katastrofą zwołano dwa sztaby kryzysowe, wojewódzki i powiatowy. Organizacja WWF Polska ostrzega, że spływający osad i szczątki ryb mogą zagrozić Bobrowi na odcinku nawet 200 kilometrów poniżej zapory.
Służby sanitarne prowadzą badania jakości wody i osadów dennych na kilkunastokilometrowym odcinku Bobru poniżej zapory. Próbki pobrano zarówno we wtorek, jak i w środę, a wyniki wskazują na pogorszenie wybranych parametrów jakości wody w porównaniu z dniem poprzednim. Powiatowy sztab kryzysowy obraduje w Starostwie Powiatowym w Lwówku Śląskim od środy.
Tauron broni terminu i przebiegu prac
Jacek Bieńkowski, dyrektor Departamentu Inwestycji w Tauron Ekoenergia, tłumaczy, że ostateczne opróżnienie zbiornika ruszyło na początku czerwca i miało potrwać do końca miesiąca. Prace przy zaporze prowadzi wykonawca wybrany w przetargu, razem z zewnętrznym koordynatorem oraz zespołem przyrodników odpowiedzialnym za nadzór środowiskowy.
Spółka podkreśla, że przy takiej skali operacji nie było możliwości odłowienia wszystkich ryb, a na wynik dodatkowo wpłynęły ponadnormatywne upały i grubość osadów zalegających od lat na dnie zbiornika. Tauron zapewnia, że opróżnienie zbiornika ma charakter przejściowy i jest w pełni odwracalne dla ekosystemu, a ponowne zarybienie planowane jest po zakończeniu inwestycji. Cały proces, zapewnia spółka, przebiega zgodnie z pozwoleniem wodnoprawnym i pod nadzorem ichtiologów.
Eksperci pytają, czy dało się tego uniknąć
Krzysztof Smolnicki, hydrogeolog i prezes Fundacji EkoRozwoju, ocenia, że przyczyny katastrofy wymagają dokładnego zbadania. W rozmowie z Wirtualną Polską zaznacza, że inwestycja przebiegła zgodnie z założeniami, tyle że te założenia od początku zakładały opróżnienie zbiornika na czas remontu, „o rybach pewnie nawet nikt nie pomyślał”, dodaje ekspert. Zwraca uwagę, że odłowienie i przeniesienie ryb w inne miejsce było możliwe, ale wiązałoby się z wyższymi kosztami inwestycji.
Igor Glinda, właściciel agroturystyki Tartak w Dolinie Bobru, mówi stacji RMF FM, że rozmiar tragedii przekroczył najgorsze przewidywania, a ofiarami padły też skorupiaki i płazy, a nawet ssaki żywiące się martwymi rybami. Dodaje, że on i sąsiedzi ostrzegali przed takim scenariuszem od dawna, ale ich głosy pozostały niewysłuchane.
Opozycja obarcza winą wiceminister Zielińską
Poseł Marek Gróbarczyk, były minister gospodarki morskiej, w mediach społecznościowych bezpośrednio wskazuje na Urszulę Zielińską jako odpowiedzialną za skalę strat. W jednym z wpisów pisze, „Wędkarzom brakuje słów, żeby opisać tę tragedię”, i zarzuca rządowi Donalda Tuska brak zainteresowania sprawą. W kolejnym poście idzie dalej, obarczając winą również minister klimatu i środowiska Paulinę Hennig-Kloską i zarzucając obu politykom dopuszczenie do opróżnienia zbiornika w okresie letnim.
Do momentu publikacji tego artykułu ani Ministerstwo Klimatu i Środowiska, ani wiceminister Zielińska nie odniosły się publicznie do zarzutów dotyczących Zalewu Pilchowickiego. Odpowiedzialność polityczna resortu za nadzór nad gospodarką wodną różni się od odpowiedzialności operacyjnej, którą za same prace ponosi Tauron, działający na podstawie pozwolenia wodnoprawnego i pod nadzorem eksperckim.
Ekosystem Bobru czeka na powolną odbudowę
Tauron zapowiada ponowne zarybienie zbiornika po zakończeniu inwestycji. Do tego czasu odcinek Bobru poniżej zapory pozostanie, według oceny wędkarzy, pozbawiony żywego ekosystemu, a jego odbudowa będzie zależeć od tempa oczyszczania wody i osadów dennych.
Operacja tej skali nie miała miejsca w Pilchowicach od 1977 roku, co samo w sobie tłumaczy, dlaczego skutki dla przyrody okazały się trudne do przewidzenia dla wszystkich zaangażowanych stron. Czy decyzja o terminie i przebiegu prac rzeczywiście była błędem możliwym do uniknięcia, pokaże dopiero ustalenia sztabu kryzysowego i wyniki trwających badań wody.
