Sześć tygodni, co najmniej osiem poważnych afer z udziałem funkcjonariuszy, kilkanaście zawieszonych mundurowych i seria tymczasowych aresztowań – tak wygląda bilans otwarcia 2026 roku w polskiej policji. Gwałt na 22-letniej policjantce-stażystce w koszarach prewencji pod Warszawą, dwóch kryminalnych z Sopotu podejrzanych o współpracę z bandytami przy podrzucaniu narkotyków niewinnej osobie, czterej zamaskowanymi policjantami bijącymi mężczyznę na Śląsku, naczelnik wszczynający bójkę w sylwestrową noc. Do tego pijani funkcjonariusze za kółkiem czy mundurowi nękający bezdomnych w ramach zemsty.
Gwałt na policjantce w koszarach prewencji – sprawa, która wstrząsnęła całą Polską
„Profil prowadzimy od 2019 roku i nie pamiętam takiego wysypu negatywnych spraw w policji, nie ma dnia, dosłownie nie ma dnia, bez czegoś nowego” – napisali na platformie X autorzy popularnego profilu „Służby w akcji”, komentując falę doniesień z lutego 2026 roku.
W nocy z 3 na 4 stycznia 2026 roku na terenie koszar Oddziału Prewencji Policji w Piasecznie przy ul. Puławskiej 44 komisarz Marcin J., dowódca IX Kompanii OPP, miał zgwałcić 22-letnią policjantkę odbywającą staż adaptacyjny. Według ustaleń mediów i prokuratury funkcjonariusz pił alkohol na terenie jednostki razem z innym policjantem, po czym obaj „zawołali” młodą stażystkę. Marcin J. miał następnie wyprosić kolegę, zamknąć drzwi i dopuścić się gwałtu. Pokrzywdzona krzyczała i wzywała pomocy – inni policjanci z kompanii zaczęli walić w drzwi. Po pewnym czasie kobieta wydostała się z pomieszczenia i powiedziała współpracownikom, co się wydarzyło. Zgłoszenie trafiło do dyżurnego OPP.
Badanie alkomatem przeprowadzone o godzinie 8:15 – kilka godzin po zdarzeniu – wykazało u Marcina J. około 1,5 promila alkoholu w wydychanym powietrzu. Rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie Piotr Antoni Skiba potwierdził, że podejrzanemu postawiono zarzut z art. 197 Kodeksu karnego, obejmujący zgwałcenie i zmuszenie do poddania się innej czynności seksualnej. Sąd Rejonowy w Piasecznie zastosował tymczasowy areszt na trzy miesiące. „Trwają intensywne czynności w tej sprawie. Jest do przesłuchania jeszcze kilkanaście osób” – przekazał prok. Skiba.
Eksperci nie zostawili suchej nitki na sposobie, w jaki jednostka zareagowała na przestępstwo. Marcina J. zatrzymano dopiero kilka godzin po zdarzeniu, co dało mu to czas na przetrzeźwienie i zmycie ewentualnych śladów DNA. Były rzecznik Komendanta Głównego Policji Dariusz Nowak ocenił, że brak nadzoru w jednostce był rażący. „Skoro pili, a pił sam dowódca, to po prostu nie było żadnego nadzoru. A przecież to on powinien sprawować nadzór nad tymi wszystkimi ludźmi” – stwierdził Nowak w rozmowie z „Super Expressem”. Jego zdaniem sytuacja wskazuje, że alkoholowe imprezy na terenie koszar odbywały się wcześniej. „Wygląda na to, że czuli się bezkarnie i myśleli, że mogą zorganizować sobie taką imprezę, a nikt ich nie skontroluje” – dodał.
Konsekwencje personalne nadeszły w ciągu kilku dni. 5 stycznia wszczęto postępowanie dyscyplinarne wobec Marcina J. i zawieszono go w czynnościach służbowych. Komendant Stołeczny Policji rozpoczął procedurę zwolnienia. 7 stycznia ze stanowiska odwołano zastępcę dowódcy OPP, podinspektora Mariusza Kolasińskiego. Wdrożono też postępowanie zmierzające do zwolnienia dowódcy plutonu, który uczestniczył w imprezie na terenie jednostki. Według ustaleń „Gazety Wyborczej” jeszcze w grudniu 2025 roku do Komendy Głównej Policji wpłynęło anonimowe pismo zawierające skargi na Marcina J., a Biuro Spraw Wewnętrznych Policji prowadziło w tej sprawie czynności sprawdzające.
Policjanci z Sopotu podrzucali narkotyki razem z bandytami
Na przełomie 2025 i 2026 roku dwóch funkcjonariuszy pionu kryminalnego Komendy Miejskiej Policji w Sopocie – Adrian M. i Michał D. – miało wejść w układ z osobami ze środowiska przestępczego w Trójmieście i wspólnie wrobić w przestępstwo narkotykowe niewinną osobę. Według ustaleń Onetu, który jako pierwszy opisał tę sprawę, ofierze podrzucono około 70 gramów mefedronu. Za posiadanie takiej ilości – kwalifikowanej jako „znaczna” – grozi wieloletnie więzienie. Wrabiana osoba dysponowała jednak dowodami na swoją niewinność, a sprawą zajęło się Biuro Spraw Wewnętrznych Policji.
Prokurator Mariusz Duszyński z Prokuratury Okręgowej w Gdańsku potwierdził, że pod koniec stycznia 2026 roku obaj funkcjonariusze usłyszeli zarzuty. Michałowi D. prokuratura zarzuca przekroczenie uprawnień i utrudnianie postępowania – grozi mu do trzech lat pozbawienia wolności. Adrianowi M. przedstawiono znacznie poważniejsze zarzuty: przekroczenie uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, tworzenie fałszywych dowodów, bezprawne pozbawienie wolności, utrudnianie postępowania i stosowanie gróźb karalnych. Za te czyny grozi mu do 10 lat więzienia. Obaj odpowiadają z wolnej stopy – sąd nie przychylił się do wniosku prokuratury o tymczasowy areszt wobec Adriana M., a prokurator złożył zażalenie na tę decyzję.
Komenda Miejska Policji w Sopocie wydała oficjalne oświadczenie, w którym poinformowała o zawieszeniu obu funkcjonariuszy i wszczęciu postępowań dyscyplinarnych. Komendant Wojewódzki Policji w Gdańsku wszczął ponadto postępowanie administracyjne w sprawie zwolnienia policjantów z uwagi na „ważny interes służby”. „Policja nie godzi się na jakiekolwiek zachowania naruszające prawo lub etykę zawodową funkcjonariuszy” – głosi komunikat sopockiej komendy.
Zamaskowane pobicie na Śląsku – czterej policjanci rozpoznani po głosie
Na początku lutego 2026 roku Biuro Spraw Wewnętrznych Policji zatrzymało czterech funkcjonariuszy z komend w Tarnowskich Górach i Piekarach Śląskich. Jak przekazała rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Gliwicach Agnieszka Bukowska, podejrzanym przedstawiono zarzuty z art. 158 Kodeksu karnego, dotyczące pobicia. Wszyscy czterej w momencie przestępstwa byli po służbie.
Szczegóły sprawy odsłoniła katowicka „Gazeta Wyborcza”. Według jej ustaleń sprawcy byli zamaskowani, a pokrzywdzony – osoba znana miejscowej policji – rozpoznał jednego z napastników po głosie. Na tej podstawie BSWP powiązało atak z czwórką mundurowych z dwóch śląskich komend. Dwóch podejrzanych odmówiło składania wyjaśnień, jeden nie przyznał się do winy, a jeden przyznał się częściowo, umniejszając swój udział w zajściu. Prokuratura Rejonowa Gliwice-Wschód prowadzi śledztwo. Wobec podejrzanych zastosowano wolnościowe środki zapobiegawcze – prokurator nie podaje motywu działania sprawców.
Obie komendy zareagowały niemal identycznymi komunikatami. Komendant w Tarnowskich Górach zawiesił dwóch funkcjonariuszy, wszczął wobec nich postępowania dyscyplinarne i wdrożył procedurę wydalenia ze służby. „W naszych szeregach nie ma miejsca dla osób, które mają stać na straży bezpieczeństwa i prawa, sami łamią przepisy. W każdej takiej sytuacji wobec takiej osoby podejmowane są natychmiastowe kroki” – oświadczyła tarnogórska policja. Komendant w Piekarach Śląskich podjął analogiczne działania wobec swoich dwóch funkcjonariuszy.
Molestowanie w hotelu na Mokotowie i sylwestrowa bójka naczelnika – skandale po służbie
W nocy z 11 na 12 stycznia 2026 roku w jednym z hoteli na warszawskim Mokotowie 28-letnia kobieta powiadomiła recepcję, że nowopoznany mężczyzna miał włamać się do jej pokoju hotelowego i dopuścić się molestowania seksualnego. Recepcjonista wezwał policję, a przybyli na miejsce funkcjonariusze ustalili, że wskazany mężczyzna jest policjantem odbywającym staż adaptacyjny na terenie stolicy. Komenda Rejonowa Warszawa II podkreśliła w komunikacie, że funkcjonariusz nie był w tym czasie na służbie. Sprawę przekazano prokuraturze, Biuru Spraw Wewnętrznych Policji i Wydziałowi Kontroli KSP.
Nagrania z monitoringu hotelowego przedstawiły inny przebieg zdarzeń niż relacja pokrzywdzonej. Według stołecznej policji kobieta sama przekazała mężczyźnie kartę magnetyczną do pokoju i oboje weszli do środka razem. Mężczyzna opuścił pokój po niespełna czterech minutach. Z ustaleń RMF FM wynika, że oboje mieli alkohol w organizmie – policjant około 0,5 promila, kobieta około 2 promili. Czynności wyjaśniające trwają.
Zaledwie dzień wcześniej – 12 stycznia – opinią publiczną wstrząsnęła informacja o sylwestrowym skandalu z udziałem Bartosza Ł., 46-letniego naczelnika Wydziału Dochodzeniowo-Śledczego Komisariatu Szczecin-Śródmieście. W noc z 31 grudnia na 1 stycznia w jednym z klubów przy Alei Niepodległości w Szczecinie naczelnik, według relacji świadków, zachowywał się agresywnie pod wpływem około 2 promili alkoholu – krzyczał, że jest policjantem, szarpał towarzyszącą mu kobietę i zaczepiał innych gości. Gdy trzech mężczyzn próbowało go odciągnąć, Bartosz Ł. miał uderzyć jednego z nich. Ochroniarze klubu wyprowadzili go na zewnątrz. Na miejsce wezwano pogotowie ratunkowe – poszkodowany 46-latek doznał urazu głowy i nosa i trafił do szpitala.
Komendant Miejski Policji w Szczecinie natychmiast po ujawnieniu sprawy zawiesił naczelnika w czynnościach służbowych i wdrożył czynności wyjaśniające. Postępowanie karne toczy się pod nadzorem prokuratury. Obie sprawy – mokotowska i szczecińska – łączy ten sam wzorzec: funkcjonariusze poza służbą, pod wpływem alkoholu, dopuszczają się zachowań, które stoją w sprzeczności z zasadami etyki zawodowej policjanta.
Pijani policjanci za kierownicą i zemsta na bezdomnych – pozostałe afery początku 2026 roku
Katalog skandali tego okresu uzupełniają dwa spektakularne przypadki jazdy pod wpływem alkoholu. 16 stycznia 2026 roku w Warszawie zatrzymano funkcjonariusza Komendy Głównej Policji, który po służbie prowadził prywatny samochód z wynikiem 1,58 promila. Policjanta natychmiast zawieszono, wszczęto postępowanie dyscyplinarne i procedurę zmierzającą do zwolnienia ze służby. Zaledwie dwa i pół tygodnia później – 4 lutego – w Jaworznie funkcjonariusz Komisariatu Policji IV w Sosnowcu z trzynastoletnim stażem spowodował kolizję drogową i uciekł z miejsca zdarzenia. Właściciel uszkodzonego auta ruszył za nim i przekazywał policji jego lokalizację na bieżąco. Zatrzymany w Sosnowcu policjant miał – według nieoficjalnych informacji – ponad 2 promile alkoholu. Komendant sosnowieckiej komendy zawiesił go i wdrożył procedurę wydalenia ze służby.
Osobny rozdział stanowi sprawa z Koszalina, która formalnie dotyczy okresu wrzesień–listopad 2025 roku, ale której konsekwencje prawne przypadły na przełom roku. Czterech policjantów z Komendy Miejskiej Policji w Koszalinie usłyszało zarzuty przekroczenia uprawnień polegającego na prowadzeniu niezasadnych interwencji i nękaniu osób w kryzysie bezdomności. Według ustaleń reporterki RMF FM Anety Łuczkowskiej, motyw działania mundurowych był zaskakujący: bezdomni wcześniej sfotografowali jednego z policjantów śpiącego w radiowozie podczas służby i przesłali zdjęcie jego przełożonym. Funkcjonariusze postanowili się zemścić.
Bezdomni relacjonowali, że policjanci nachodzili ich nocą, niszczyli ich rzeczy, wpuszczali do pustostanu gaz łzawiący, oblewali gorącą wodą i bili pałką. Obawiając się samodzielnie zgłosić sprawę na policję, poprosili o pomoc pracownika Centrum Usług Społecznych, który złożył zawiadomienie. W listopadzie 2025 roku Sąd Rejonowy w Koszalinie tymczasowo aresztował na trzy miesiące dwóch policjantów i jedną osobę cywilną. Na dwóch aresztowanych funkcjonariuszach ciąży dodatkowo zarzut nakłaniania świadków do składania fałszywych zeznań. Podejrzanym grozi do 8 lat pozbawienia wolności. Wobec dwóch z aresztowanych policjantów wszczęto procedurę wydalenia ze służby.
Obecne kierownictwo policji nie radzi sobie z zarządzaniem stutysięczną formacją
Szef MSWiA Marcin Kierwiński na forum Sejmu w styczniu 2026 roku zapewniał, że „nie ma i nie będzie zgody na jakiekolwiek patologie i przestępstwa w żadnej instytucji MSWiA” i obiecywał, że „każda patologia, każde przestępstwo będzie wypalane gorącym żelazem”. Kolejne tygodnie przyniosły jednak następne skandale – od Sopotu przez Sosnowiec po Tarnowskie Góry. Retoryka „gorącego żelaza” okazała się pustą deklaracją, która nie przełożyła się na realne działania prewencyjne. Biuro Spraw Wewnętrznych Policji reaguje post factum na kolejne doniesienia, ale nie jest w stanie im zapobiegać.
Wspólnym mianownikiem większości opisanych afer jest alkohol – w Piasecznie, Szczecinie, Warszawie, Sosnowcu i Jaworznie funkcjonariusze byli pod jego wpływem w momencie popełniania czynów. Regulacje zakazujące spożywania alkoholu na terenie jednostek istnieją, ale okazują się fikcją, skoro w koszarach OPP organizowano zakrapiane imprezy z udziałem dowódców. Realne wdrożenie kontroli trzeźwości, skuteczna weryfikacja sygnałów od informatorów wewnętrznych, konsekwentne reagowanie na skargi zanim eskalują w przestępstwa – to zadania, z którymi obecne kierownictwo formacji ewidentnie sobie nie radzi.
Dymisje, zawieszenia i postępowania dyscyplinarne ogłaszane po każdym kolejnym skandalu są działaniami czysto reaktywnymi. Policja licząca blisko 100 tysięcy funkcjonariuszy potrzebuje nie deklaracji i komunikatów prasowych, lecz strukturalnych zmian w systemie doboru kadr, nadzoru nad jednostkami terenowymi i kultury organizacyjnej, w której przełożony pijący z podwładnymi na terenie koszar jest nie do pomyślenia. Dotychczasowe działania Komendanta Głównego Policji i ministra Kierwińskiego nie doprowadziły do zahamowania spirali skandali – każdy kolejny tydzień przynosi nowe doniesienia, a formacja traci wiarygodność w oczach obywateli, których bezpieczeństwa powinna strzec.
Kryzys zaufania do formacji – cena za serię afer policyjnych
Minister Kierwiński w styczniowym wystąpieniu sejmowym apelował, aby czyn jednego człowieka nie „rzutował na pracę ponad 100 tysięcy policjantów, którzy codziennie dbają o bezpieczeństwo”. Apel ten stał się trudny do utrzymania, gdy w ciągu sześciu tygodni opinię publiczną obiegły informacje o gwałcie, współpracy z bandytami, zamaskowaniu pobicia, molestowaniu, bójkach, pijanych kierowcach w mundurach i systematycznym nękaniu bezdomnych. Każda z tych spraw z osobna byłaby poważnym incydentem – ich nagromadzenie w tak krótkim czasie tworzy obraz systemowej dysfunkcji.
Według danych Komendy Stołecznej Policji za 2025 rok stołeczni policjanci przeprowadzali średnio prawie 1,5 tysiąca interwencji dziennie i wykrywali blisko 100 przestępstw. Za tymi liczbami stoją dziesiątki tysięcy rzetelnych funkcjonariuszy. Ich praca traci jednak na wiarygodności za każdym razem, gdy kolejny kolega w mundurze trafia na pierwsze strony gazet z zarzutami gwałtu lub współpracy z przestępcami. Odbudowa zaufania wymaga nie tylko surowych konsekwencji wobec łamiących prawo, ale przede wszystkim reform, które zapobiegną powtarzaniu się takich sytuacji – a tych ze strony obecnego kierownictwa formacji na razie brakuje.
