Jedna garść truskawek. Kilka złotych różnicy w cenie na kasie. Tyle wystarczyło, by 70-letnia mieszkanka Wałbrzycha stanęła w obliczu dwuletniego wyroku pozbawienia wolności. W tym samym czasie Bartłomiej Ciążyński, były wiceprezydent Wrocławia i radny Lewicy, opuścił sąd z wyrokiem uniewinniającym po tym, jak co najmniej osiem razy tankował na wakacjach za publiczne pieniądze. Dawid Kacprzyk, radny KO z Ursusa, przez rok kierował SOR-em bez wymaganych przepisami uprawnień i zarobił na tym 1,6 mln zł. Tylko seniorka czeka na wyrok.
Garść truskawek i paragraf o oszustwie
W miniony piątek 70-letnia mieszkanka Wałbrzycha wzięła z półki dwie zważone już kobiałki z truskawkami, ale widząc niską jakość owoców dosypała do nich owoce z trzeciego koszyczka i podeszła do kasy. Kamery zarejestrowały całą scenę. Na miejsce wezwano ochronę, a chwilę później policję.
Jak relacjonuje komisarz Świeży, kobieta spodziewała się co najwyżej mandatu. Pomyliła się.
„Wałbrzyszanka wzięła z półki dwie zważone już kobiałki z truskawkami. Kobieta wpadła jednak na pomysł, że z trzeciego koszyczka dosypie owoców do dwóch pozostałych, po czym podeszła do kasy i próbowała zrobić zakupy”, opisuje komisarz Marcin Świeży z Komendy Miejskiej Policji w Wałbrzychu.
Policja z całą bezwględnością zakwalifikowała czyn nie jako kradzież, lecz jako oszustwo. Różnica jest zasadnicza. „Zgodnie z polskim prawem czyn tego rodzaju jest oszustwem, a wartość strat nie ma większego znaczenia, ponieważ w celu osiągnięcia korzyści majątkowej wprowadza się w błąd pracowników sklepu co do rzeczywistej ceny kupowanego towaru”, wyjaśnia komisarz Świeży. Kodeks karny przewiduje za oszustwo do 8 lat więzienia. Za przypadek mniejszej wagi, jak ten, sprawcy grożą 2 lata.
„Kobieta była bardzo zaskoczona tym, że chwilę później została przez policjantów zatrzymana. Myślała, że sprawa zakończy się jedynie mandatem karnym, a nie późniejszą wizytą w sądzie”, dodaje komisarz.
Co innego wakacje w Słowenii na koszt podatnika
Bartłomiej Ciążyński jest byłym radnym wrocławskiej Lewicy. Był zastępcą prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka. Po wyborach parlamentarnych awansował na wiceministra sprawiedliwości. Na stanowisku tym przetrwał jednak jedynie półtora miesiąca. Portal Wirtualna Polska ujawnił, że zanim trafił do resortu, wielokrotnie korzystał ze służbowego auta i karty paliwowej Instytutu Sieci Badawczej Łukasiewicz PORT, gdzie przez krótki czas pełnił funkcję zastępcy dyrektora do spraw komercjalizacji. Co najmniej osiem razy tankował paliwo do celów prywatnych, dokupił też płyn do spryskiwaczy. Wyjazd do Słowenii sfinansował ze środków instytutu. Rachunek zamknął się na kwotę 4619,82 zł.
Prokuratura postawiła Ciążyńskiemu zarzut przekroczenia uprawnień w celu osiągnięcia korzyści majątkowej. Przed sądem bronił się, że nikt nie poinformował go, jak ma używać służbowego samochodu. Kierowniczka administracyjna miała mu powiedzieć, że może korzystać z auta dowolnie, także poza Polską, byle nie w Wielkiej Brytanii. Sąd wrocławski uwierzył tej wersji i wydał wyrok uniewinniający.
Milion złotych dla lekarza bez uprawnień, który wygrał konkurs sam ze sobą na kierowanie SORem
Dawid Kacprzyk jest radnym KO w warszawskiej dzielnicy Ursus i szefem młodzieżówki tej partii. Prawo wykonywania zawodu lekarza uzyskał pod koniec 2024 roku, specjalizacji jeszcze nie skończył. Mimo to pełnił funkcję koordynatora SOR w Warszawskim Szpitalu Południowym, choć według przepisów stanowisko to wymaga ukończonej specjalizacji. Kacprzyk jest dopiero w trakcie rezydentury z anestezjologii i intensywnej terapii. Szpital Południowy zatrudnił go mimo to.
Szpital, zarządzany przez miasto stołeczne Warszawa, gdzie u władzy jest KO, wyjaśnił, że Kacprzyk wygrał otwarty konkurs. Jako jedyny kandydat, który do niego przystąpił. Przypadek?
Z oświadczenia majątkowego złożonego przez radnego wynika, że w 2025 roku osiągnął przychód i dochód w wysokości 1 595 932,20 zł z tytułu świadczenia usług medycznych. W czterech publicznych placówkach wykazał 3976 godzin pracy rocznie. To 331 godzin miesięcznie. Żeby wyrobić taką normę, musiałby pracować przez 11 godzin bez ani jednego wolnego dnia w roku. W dokumentacji szpitalnej pojawia się jeden ciągły dyżur trwający 96 godzin, od 11 do 15 kwietnia zeszłego roku.
„To sytuacja absolutnie wyjątkowa, by lekarz bez specjalizacji w trakcie jej trwania zarabiał takie pieniądze”, powiedział Interii Jakub Kosikowski, rzecznik Naczelnej Izby Lekarskiej. Izba pyta przede wszystkim o to, jak Kacprzyk godził obowiązki rezydenta z pracą na kontraktach w czterech placówkach.
Dziennikarze ustalili, że w czasie wpisanych dyżurów Kacprzyk był w TVP3 Warszawa, uczestniczył w sesji rady dzielnicy i spotykał się z politykami. Szpital nie odpowiedział na pytania w tej sprawie. NIL wszczęła postępowanie, kontrolę zapowiedziały miasto i NFZ. W poniedziałek szef warszawskich struktur KO Marcin Kierwiński ogłosił, że przyjął rezygnację Kacprzyka z członkostwa w partii. Kacprzyk usunął konto na platformie X. Do tej pory nie zabrał publicznie głosu.
