Akt oskarżenia przeciwko Illii K. trafił do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Prokuratura stawia 18-latkowi 47 zarzutów, wśród nich udział w zorganizowanej grupie o charakterze dywersyjno-sabotażowym. Śledczy twierdzą, że oskarżony malował symbole UPA na miejscach pamięci i szykował przelot dronem nad pojazdem prezydenta Karola Nawrockiego. Za wykonane zlecenia miał dostawać wynagrodzenie w kryptowalutach. Podobny model rekrutacji rosyjski wywiad wykorzystuje coraz częściej w całej Europie.
47 zarzutów trafia do sądu
Akt oskarżenia wobec Illii K. trafił do Sądu Okręgowego we Wrocławiu. Illia K. odpowie za czyny popełniane przez blisko rok, między jesienią dwa lata temu a latem zeszłego roku. Prokuratura twierdzi, że przez ten czas wykonywał zlecenia zamawiane przez internet przez nieustaloną osobę powiązaną z obcym wywiadem, dokumentując każde wykonane zadanie zdjęciem i przekazując je zleceniodawcy jako dowód realizacji.
Najpoważniejszy z zarzutów dotyczy udziału w zorganizowanej grupie przestępczej, której celem była działalność dywersyjna i sabotażowa wymierzona w Polskę. Rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński przekazał, że 18-latek działał na rzecz rosyjskiego wywiadu. Nie chodziło o przekonania. Śledczy ustalili, że zlecenia przyjmował dla pieniędzy.
Symbole UPA trafiły na pomniki ofiar
Kolejnych 45 zarzutów dotyczy aktów sabotażu polegających na umieszczaniu napisów i symboli kojarzonych z Ukraińską Powstańczą Armią. Illia K. malował hasło „Sława UPA” oraz czerwono-czarne flagi na budynkach i miejscach pamięci. Część z nich stanęła we Wrocławiu.
Symbole pojawiły się między innymi na pomniku Polaków zamordowanych przez OUN i UPA. Napisy trafiły też na budynki Polskiej Akademii Nauk i Akademii Sztuk Pięknych. Podobne prowokacje odnotowano w Warszawie oraz przy pomniku Rzezi Wołyńskiej w Domostawie. Śledczy oceniają, że celem było wywołanie napięć między Polakami i Ukraińcami.
Dron miał przelecieć nad limuzyną prezydenta
Ostatni z zarzutów dotyczy przygotowań do kolejnego aktu dywersji, tym razem z użyciem drona. Illia K. miał zaplanować przelot bezzałogowca nad limuzyną, w której jechał prezydent Karol Nawrocki. Chodziło o coroczną sierpniową defiladę wojskową. Do ataku nie doszło.
Policja zatrzymała go trzy dni wcześniej. Śledczy ustalili, że oskarżony uzgadniał rodzaj i koszt urządzenia oraz sposób ograniczenia ryzyka wykrycia. Sprawdzał również trasę przejazdu kolumny. Początkowo przyznawał się do zarzucanych czynów, później zmienił zdanie i odmówił składania dalszych wyjaśnień.
Zlecenia szły przez internet, zapłata w kryptowalutach
Zlecenia trafiały do wykonawców przez komunikatory internetowe, a wynagrodzenie wypłacano w kryptowalutach za pośrednictwem giełd zarejestrowanych w Rosji i Chinach. Illia K. miał otrzymywać pieniądze właśnie w ten sposób.
ABW ocenia, że rekrutacja przez internet i płatności w kryptowalutach to metoda, po którą rosyjski wywiad sięga coraz częściej. Śledczy do dziś nie ustalili tożsamości osoby, która zlecała zadania Illii K.
Podobne sprawy wstrząsnęły już Litwą
Sprawa Illii K. nie jest odosobniona. Litewscy prokuratorzy przypisali rosyjskiemu wywiadowi wojskowemu GRU podpalenie sklepu IKEA. Do ataku doszło w Wilnie. Śledczy ustalili, że plan obejmował też wysadzenie centrów handlowych na Litwie i Łotwie. Za wykonanie zadania sprawca miał dostać dziesięć tysięcy euro oraz samochód.
Wątek ten miał ciąg dalszy. Siedemnastoletni wówczas Daniil Bardadim, obywatel Ukrainy, usłyszał wyrok za atak terrorystyczny oraz nielegalne posiadanie materiałów wybuchowych. Litewscy śledczy wskazywali, że działał w interesie rosyjskich struktur wojskowych i służb specjalnych. Nie znał zleceniodawcy osobiście.
Radio Swoboda ustaliło, że za pojedyncze zlecenia w krajach Unii Europejskiej rosyjscy pośrednicy oferują od 1500 do 3000 dolarów. Rekrutacja odbywa się przez tysiące czatów i miliony wiadomości wysyłanych w komunikatorach.
Illia K. zmienia zeznania, grozi mu dożywocie
Illia K. przebywa w areszcie tymczasowym. W śledztwie odmawia teraz składania dalszych zeznań.
Za zarzucane czyny grozi mu nawet dożywotnie więzienie. To ustawowy pułap kary za udział w zorganizowanej grupie dywersyjnej, nie ocena śledczych. Prokuratura równolegle prowadzi postępowanie wobec innych osób, które miały należeć do tej samej siatki.
Szef ABW płk Rafał Syrysko mówił niedawno gazecie „Rzeczpospolita”, że Polska stała się celem operacji agentury niskokosztowej. Mowa o ludziach werbowanych tanio i błyskawicznie, najczęściej za pośrednictwem sieci, do prostych zadań o charakterze dywersyjnym. Werbunek Illii K. przebiegał według tego samego schematu.
Do podobnych zdarzeń dochodziło już wcześniej. W połowie listopada zeszłego roku ktoś uszkodził tor kolejowy na trasie z Warszawy do Lublina, w miejscowości Mika. Śledczy przypisywali ten akt sabotażu tej samej sieci rekrutacyjnej.
