Bułgaria wchodzi w pierwsze pełne lato jako członek strefy euro i od razu mierzy się z kryzysem w branży turystycznej. Hotele w popularnych kurortach nad Morzem Czarnym świecą pustkami, a w sieci krąży cennik plażowy z Primorska, który stał się symbolem podwyżek. Internauci komentują go bez litości i wprost mówią o pazerności lokalnych przedsiębiorców. W tle stoi pytanie, ile z tego kryzysu odpowiada euro, a ile inne czynniki.
Pierwszy sezon z euro startuje zapaścią w kurortach
Na północnym wybrzeżu Morza Czarnego czerwiec przyniósł wyraźny spadek ruchu turystycznego. Zagranicznych turystów było o 35 procent mniej niż rok wcześniej. Informację tę podał bułgarski dziennik „Dnevnik”, powołując się na dane branżowe. Większość hoteli w Złotych Piaskach stoi w połowie pusta, mimo że zarządzający oferują spore obniżki. „Nigdy wcześniej nie było tak źle”, przyznał Stanisław Stojanow, wiceprzewodniczący związku zawodowego hotelarzy Złotych Piasków, w rozmowie ze stacją Nova Television.
Spadek dotyczy przede wszystkim gości z Niemiec i Rumunii. Branża wskazuje też na wcześniejszą utratę rynku rosyjskiego jako dodatkowy czynnik. Cień na sezon kładzie ograniczona liczba połączeń lotniczych do bułgarskich kurortów. Hotelarze podkreślają, że winy nie można zrzucić wyłącznie na nową walutę.
Euro podniosło ceny i turyści widzą to na rachunkach
Od 1 stycznia Bułgaria jest 21. krajem strefy euro. Kurs wymiany ustalono na poziomie 1,95583 lewa za euro. Inflacja przyspieszyła zaraz po zmianie waluty. W marcu wynosiła 4,1 procent. W kwietniu skoczyła do 6,8 procent. W maju sięgnęła 6,9 procent. W czerwcu spadła do 5,3 procent. Bułgaria mimo to ma dziś jedną z najwyższych stóp inflacji spośród wszystkich krajów posługujących się euro.
Wielu przedsiębiorców po prostu zamieniło kwoty z lewów na euro, zachowując tę samą liczbę. Piwo, które rok temu kosztowało 3,50 lewa, dziś kosztuje 2,80 euro. To równowartość około 5,60 lewa, czyli różnica sięgająca kilkudziesięciu procent. Podobny mechanizm zaobserwowano wcześniej w dużych marketach, choć tam ceny w większości przeliczono zgodnie z oficjalnym kursem.
Cennik z bułgarskiego Primorska pokazał skalę problemu
Na profilu Primorsko Bułgaria, przewodnik i informacje, pojawił się wpis odpowiadający na jedno z najczęstszych pytań turystów. Chodziło o cenę kompletu na plaży. Odpowiedź była jednoznaczna, bo komplet kosztuje 15 euro, czyli około 65 złotych. Chodzi o zestaw z Beach Baru. W jego skład wchodzą dwa leżaki i jeden parasol, a do tego stolik i pufa.
Komentarze pod wpisem eksplodowały krytyką bułgarskich i chorwackich cen. „Sami sobie w kolano strzelili”, ocenił pan Artur, wiążąc podwyżki z przyjęciem euro przez oba kraje. Pan Piotr porównał tamtejszych przedsiębiorców do polskich górali i zapowiedział, że wybierze raczej Egipt, gdzie przy odpowiednich napiwkach standard obsługi plażowej jest wyższy. Pan Tomasz wyliczył, że ceny są dziś o 40 procent wyższe niż rok temu.
Pan Marcin zwrócił uwagę na cenę sałatki szopskiej, sięgającą 9 do 10 euro za porcję złożoną z kilku plasterków pomidora, ogórka i startego sera. Pan Jan poszedł dalej i opisał plaże zastawione leżakami aż po sam brzeg wody, w większości puste i niewykorzystane. Zostawia to turystom małe skrawki piasku do rozłożenia koca. Pani Barbara wyraziła to najkrócej, zrezygnowała z wylotu do Burgas i zmieniła kierunek wakacji.
Bułgaria powtarza scenariusz znany już z Chorwacji
Chorwacja przyjęła euro trzy lata wcześniej i przeszła podobną burzę cenową. Tamtejsi przedsiębiorcy stosowali ten sam mechanizm, zamieniając kwoty w kunach na euro niemalże bez zmiany liczby. Leżak, który kosztował 40 kun, z dnia na dzień stał się leżakiem za 40 euro. Austriacka prasa pisała wtedy o cenach wyższych niż w szwajcarskich kurortach.
Kraj, w którym turystyka odpowiada w dobrych latach za ponad 20 procent PKB, do dziś odczuwa utratę wizerunku tańszego kierunku. Bułgarska branża hotelarska obawia się teraz podobnego mechanizmu. Turyści ograniczają wydatki albo wybierają inne kierunki, co obniża obłożenie i zachęca hotele do dalszych podwyżek kosztów stałych.
Władze w Sofii próbują ratować sezon
Jeszcze przed zmianą waluty rząd w Sofii powołał Centrum Koordynacyjne do monitorowania cen produktów z koszyka konsumpcyjnego. Do kontroli włączono też Krajową Agencję Skarbową i Komisję Ochrony Konkurencji. Nadzór objął również Komisję Ochrony Konsumentów. Władze utrzymują, że nieuzasadnione podwyżki miały charakter incydentalny.
Do 8 sierpnia obowiązuje wymóg podwójnego oznaczania cen w lewach i euro, przy czym oba zapisy muszą mieć taki sam rozmiar i kolor czcionki. Konsumencki portal „Ile kosztuje” monitoruje 101 grup produktów z szerokiego koszyka zakupowego. Do tej pory wykrył 84 produkty z nieuzasadnionym wzrostem ceny u 49 sprzedawców.
Dane biur podróży mówią co innego niż bułgarska branża hotelarska
Dane touroperatorów rysują inny obraz niż doniesienia z kurortów. Portal eSky.pl odnotował wyraźny wzrost udziału Bułgarii w sprzedaży pakietów lot plus hotel. W lipcu i sierpniu udział ten wzrósł z 2,3 do 8,2 procent rok do roku. Kierunek odpowiadał w tym roku za 10 procent wszystkich rezerwacji na portalu. Podobną stabilną pozycję Bułgarii wśród kierunków wakacyjnych potwierdza też Wakacje.pl.
Zdaniem ekonomistów na wzrost cen w bułgarskich kurortach wpływają rosnące koszty pracy i energii. Dochodzi do tego presja sezonowa i niepewność geopolityczna. Z kolei analitycy Allianz Trade, cytowani przez agencję BTA, główną przyczynę widzą w kryzysie paliwowym. Kryzys ten wiążą z wojną między Izraelem a Iranem, w którą zaangażowały się Stany Zjednoczone. Prognozy zakładają wzrost cen w hotelach nad morzem o 5 do 12 procent rok do roku, głównie ze względu na koszty i wcześniej podpisane kontrakty z touroperatorami.
