PGZ proponuje utworzenie krajowego zespołu, który połączy spółki państwowe, firmy prywatne i instytuty naukowe wokół wykrywania i zwalczania pocisków balistycznych. W dwóch obszarach technologicznych Grupa deklaruje gotowość do prób już za pół roku. Prace mają ruszyć niezależnie od tego, czy Polska formalnie dołączy do europejskiego programu Freya, w którego gronie założycielskim się nie znalazła. Rolę spajającą ma pełnić sama Grupa.
Lista uczestników zespołu antybalistycznego wciąż otwarta
Polska Grupa Zbrojeniowa proponuje coś więcej niż udział własnych spółek. Koncern chce spiąć w jeden zespół podmioty państwowe, prywatne firmy, uczelnie i instytuty badawcze, które dotąd zajmowały się podobnymi technologiami osobno. Sama PGZ ma pełnić rolę integratora, spinającego rozproszone kompetencje w jedną strukturę zdolną do rozmowy z rządem i wojskiem jednym głosem.
Lista uczestników nie jest zamknięta. PGZ deklaruje otwartość na kolejne podmioty, niezależnie od tego, czy są to spółki Skarbu Państwa, czy prywatne firmy i ośrodki naukowe, które dotąd nie miały wspólnej platformy do rozmowy z wojskiem.
MON potwierdza zdolności przemysłu w obronie antybalistycznej
Zanim PGZ zaproponowała wspólny zespół, do koncernu spłynęły sygnały od polskich firm i ośrodków badawczych zainteresowanych udziałem w europejskich projektach obrony przeciwrakietowej. Odzew okazał się na tyle szeroki, że PGZ postanowiła nie ograniczać go do jednego zagranicznego programu.
Równolegle Ministerstwo Obrony Narodowej przeprowadziło przegląd kompetencji krajowego przemysłu w tym obszarze. „Wiemy, że krajowe podmioty posiadają zdolności w zdecydowanej większości obszarów potrzebnych do budowy takiego systemu, ale chcemy tę mapę dalej poszerzać i uszczegóławiać”, mówił Cezary Tomczyk, sekretarz stanu w Ministerstwie Obrony Narodowej. Rozwój własnych technologii obrony przeciwrakietowej i możliwie duża niezależność produkcyjna w tym obszarze to dziś dla resortu priorytet.
Program Freya rusza bez Polski, drzwi zostają uchylone
Freya to inicjatywa Ukrainy i dziewięciu europejskich państw, która ma dać kontynentowi system obrony antybalistycznej tańszy od dostępnych dziś rozwiązań i możliwy do produkowania w znacznie większej skali. Polski w gronie założycielskim zabrakło.
Rząd nie zamknął jednak drogi do późniejszego udziału. Osobnym wątkiem pozostaje to, jakie systemy radiolokacyjne Polska mogłaby zaoferować wspólnej ukraińsko-europejskiej tarczy.
Pół roku do testów w dwóch nienazwanych obszarach antybalistycznych
PGZ twierdzi, że w dwóch obszarach nie trzeba już zaczynać od wieloletnich prac nad demonstratorem i że próby mogłyby ruszyć w ciągu około pół roku. Według Grupy część podobnych technologii w Niemczech i Francji wciąż znajduje się na wcześniejszym etapie. Nazw konkretnych systemów ani obszarów PGZ na razie nie ujawnia.
Punktem wyjścia są kompetencje wypracowane przy programach Wisła i Narew. Podobne doświadczenie dało też wcześniejsze wdrażanie systemu Pilica+. Dzięki nim krajowy przemysł rozwinął umiejętności w radiolokacji, systemach dowodzenia, łączności i bezpiecznej wymianie danych, integracji sensorów i efektorów, wyrzutniach oraz elementach pocisków rakietowych.
„Już dzisiaj mamy technologie i produkty, które mogłyby służyć ochronie antybalistycznej”, mówił Arkadiusz Bąk, pierwszy wiceprezes zarządu PGZ. Za najmocniejsze strony potencjalnej polskiej oferty uznał sensory, łączność i zdolność integracji systemów elektronicznych.
Niezależnie od zapowiedzi PGZ inne kraje regionu też szukają własnej ścieżki w tym obszarze. Niemcy latem wciąż analizowały francuską propozycję wspólnej produkcji systemu SAMP/T nowej generacji, a minister obrony Niemiec Boris Pistorius oceniał ją jako złożoną zarówno technicznie, jak i pod względem zdolności operacyjnych wojska. Francja i Włochy poszły dalej. Pierwsze zmodernizowane zestawy SAMP/T NG trafiły już do służby, a pocisk Aster 30 Block 1 NT przeszedł udany test przechwycenia celu na dużej wysokości.
