Karol Nawrocki podpisał w czwartek ustawę o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych. Nowa danina sięgnie 60 procent nadwyżki zysków u producentów paliw i 50 procent u sprzedawców, którzy ich nie wytwarzają. Mimo podpisu prezydent podtrzymuje zarzuty o niekonstytucyjności, zapowiada skierowanie przepisów do Trybunału Konstytucyjnego i każe rządowi obniżyć ceny na stacjach od razu. Spór o to, czy taki podatek w ogóle da się pogodzić z konstytucją, trwa od miesięcy.
Podpis nie kończy sporu o konstytucyjność ustawy
Nawrocki ogłosił to w czwartkowym orędziu. Ustawa o nadmiarowych zyskach koncernów paliwowych trafiła na jego biurko po tym, jak Sejm uchwalił ją po raz drugi we wrześniu. Prezydent ją podpisał. Zarzutów się nie wyrzekł.
Dzisiaj ceny paliw są najwyższe, odkąd pamiętamy. Na stacjach cena benzyny przekracza 8 złotych za litr, a olej napędowy przebił już 9 złotych. Cena paliw wpływa na wszystko – jest obecna w cenie chleba dowożonego do sklepu, mleka, produktów dla dzieci czy materiałów budowlanych.
Dlatego od miesięcy domagam się rozwiązań, które mają prowadzić do realnego obniżenia kosztów paliw. Wszyscy pamiętamy te kampanijne obietnice: tylko nas wybierzcie, a benzyna będzie po 5,19. Obecny premier przekonywał, że wie, jak to zrobić, i że to jest jedna, prosta decyzja, że wystarczy obniżyć podatek VAT. Dziś jednak tych prostych decyzji jakoś nie może podjąć, a zamiast tego zasłania się ustawą.Gdy trzeba było zorganizować nielegalne zaprzysiężenie wobec marszałka do kolumny, zaciągać miliardowe zobowiązania na pokolenia czy wprowadzać przywileje podatkowe dla par jednopłciowych, to nie byłem rządzącym do niczego potrzebny. Teraz sytuacja się zmieniła i trwa festiwal przerzucania odpowiedzialności, który jest wyłącznie politycznym spektaklem rządzących.
Pierwszą rządową ustawę dotyczącą nowego podatku paliwowego skierowałem do kontroli konstytucyjnej. Oczekiwałem opamiętania się rządu i przedstawienia poważnego projektu, który realnie rozwiązuje problem.
W kolejnym kroku, widząc, że rządzący nie chcą wdrożyć planu obniżki cen paliw, zaproponowałem rozwiązanie, które byłoby dobre dla budżetu i skuteczne w obniżaniu cen. Przedstawiłem ustawę obniżającą marże, czyli zyski koncernów paliwowych. Taki mechanizm oznaczałby natychmiastowy spadek ceny paliwa o ponad 2 złote na litrze. Marszałek Sejmu jednak mrozi ten projekt.REKLAMAZamiast obniżania cen rząd woli zarabiać na podatkach od paliw, bo olej napędowy po 9 złotych to więcej pieniędzy w budżecie z VAT–u i większy zysk dla Orlenu, który potem wypłaci ministrowi finansów solidną dywidendę. Te dodatkowe dochody budżetu to rzeczywisty powód zwlekania z wprowadzeniem pakietu obniżki cen, bo przecież rząd mógłby dzisiaj – bez nowych przepisów ustawowych – obniżyć ceny na stacjach, tak jak zrobił to w sierpniu i wcześniej wiosną. Zamiast tego przysłali na moje biurko ustawę, która nie zawiera mechanizmów przekazania środków z nowego podatku na obniżki cen paliw.
Zapowiedział, że skieruje przepisy do Trybunału Konstytucyjnego w trybie kontroli następczej. To różni się od trybu, którym objął pierwszą wersję ustawy w lipcu. Kontrola następcza nie wstrzymuje wejścia przepisów w życie, w przeciwieństwie do kontroli prewencyjnej, która zamraża cały proces legislacyjny, zanim prezydent zdąży pod nimi złożyć podpis.
Kancelaria Prezydenta ten sam zarzut podnosiła już przy pierwszej wersji ustawy. Chodziło o zasadę niedziałania prawa wstecz, bo podatek miał obejmować zyski osiągnięte jeszcze przed wejściem przepisów w życie. Druga wersja ustawy nadal tego problemu nie rozwiązała.
Koncerny zapłacą nawet 60 procent od nadwyżki zysków
Ustawą objęte są firmy, które w Polsce wytwarzają paliwa ciekłe, oraz te, które sprowadzają je z zagranicy na podstawie koncesji. Producenci zapłacą 60 procent od nadwyżki przychodów ponad tak zwaną marżę referencyjną. To średnia marża sprzedaży paliw sprzed roku powiększona o 20 punktów procentowych, nie niższa jednak niż 2 procent.
Sprzedawcy, którzy paliw nie produkują, zapłacą 50 procent, ale z ograniczeniem. Danina nie może przekroczyć połowy ich rocznego dochodu lub zysku netto.
Podatkiem objęty jest okres od marca tego roku do marca przyszłego roku. Pierwotnie termin miał kończyć się z końcem grudnia tego roku, ale w drugim czytaniu Sejm go wydłużył, zmieniając przy okazji nazwę samego aktu.
Pieniądze mają zasilić program osłonowy Ceny Paliwa Niżej. Wpływy z podatku szacowano pierwotnie na około 4 miliardy złotych, a cały program ma kosztować około 5,2 miliarda. Tyle kosztu oszacowało Ministerstwo Finansów. Ustawa daje też ministrowi finansów prawo do obniżenia akcyzy na paliwa samym rozporządzeniem, bez nowej ustawy.
Rząd ma spełnić obietnicę 5,19 złotego od razu
Prezydent postawił rządowi cztery konkretne żądania.
Obniżki na stacjach mają nastąpić od razu i sprowadzić ceny do poziomu obiecanego w kampanii wyborczej, czyli 5,19 złotego za litr, a każda złotówka z nowego podatku ma pójść właśnie na ten cel. Tę samą stawkę obecny rząd obiecywał jeszcze w kampanii wyborczej sprzed objęcia władzy w grudniu 2023 roku.
Obniżki nie mają czekać miesiąca ani tygodnia czy dwóch. Prezydent podkreślał, że „paliwo ma być tańsze teraz” i to aż do chwili, gdy ceny wrócą do poziomu, który nazwał bezpiecznym dla społeczeństwa.
Oczekuje też większego zwrotu za paliwo rolnicze, bo wysokie ceny mocno obciążają polską wieś, jak przekonywał.
Prezydent obwinia rząd, nie koncerny
Winny jest rząd, przekonuje prezydent. To nie koncerny ponoszą odpowiedzialność za wysokie ceny. Użył przy tym po raz kolejny słowa szantaż, zastrzegając, że nie chodzi o niego osobiście, tylko o rodziny zmagające się z wysokimi cenami paliw i kosztami życia, a także o rolników i firmy transportowe, które najbardziej odczuwają drożyznę na stacjach.
Wysokie ceny opłacają się, jego zdaniem, także Orlenowi. Droższy olej napędowy oznacza większy zysk spółki, a ten przekłada się na wyższą dywidendę dla ministra finansów. Rząd mógłby obniżyć ceny bez żadnej nowej ustawy, przekonywał Nawrocki, tak jak zrobił to wiosną i latem.
Zarzucił też, że ustawa, która trafiła na jego biurko, nie gwarantuje, że pieniądze z podatku rzeczywiście trafią na obniżki cen.
Rząd deklaruje szybkie obniżki po podpisie
Donald Tusk zadeklarował, że obniżki na stacjach ruszą natychmiast, gdy tylko prezydent złoży podpis pod ustawą, nad którą rząd i pałac prezydencki spierały się już od lipca.
Deklaracja padła tego samego dnia, w którym Nawrocki ogłosił, że podpis już złożył.
Spór o podatek trwa od lipca
Spór o ten podatek trwa od miesięcy. Pierwszą wersję ustawy prezydent skierował do Trybunału Konstytucyjnego jeszcze w lipcu, w trybie kontroli prewencyjnej, która zamraża cały proces legislacyjny, zanim prezydent zdąży złożyć pod nią podpis. Już wtedy argumentował, że podatek działałby wstecz, bo miałby objąć zyski osiągnięte przed wejściem ustawy w życie.
Sejm nie poddał się i uchwalił ustawę po raz drugi 18 września. Izba przyjęła przy tym dwie poprawki zgłoszone przez Koalicję Obywatelską. Pierwsza wydłużyła okres opodatkowania o pierwszy kwartał przyszłego roku, co zmieniło nawet tytuł samego aktu. Druga ograniczyła podatek dla sprzedawców niebędących producentami do połowy ich rocznego zysku.
Nawrocki proponuje własny mechanizm obniżki marż
Nawrocki ma też własny pomysł. Jeszcze przed podpisaniem rządowej ustawy złożył w Sejmie projekt zakładający obniżenie marż koncernów paliwowych.
Według jego wyliczeń taki mechanizm mógłby obniżyć cenę paliwa na stacji o ponad 2 złote na litrze, czyli dużo szybciej i głębiej niż podatek, który właśnie podpisał.
