Ministerstwo Infrastruktury ogłosiło rewolucję w egzaminach na prawo jazdy kategorii B: plac manewrowy zniknie z listy obowiązkowych elementów sprawdzianu. Urzędnicy powołują się na europejski trend i ekspertów przekonanych, że jazda między słupkami to relikt przeszłości. Gdy Polska upraszcza egzaminy, kraje takie jak Japonia czy Chiny idą w dokładnie odwrotnym kierunku — wymagając od kandydatów na kierowców precyzji, którą ćwiczy się tygodniami na zamkniętych torach. Pytanie, które warto zadać już dziś: czy likwidacja manewrów to krok naprzód, czy prosta droga do zatłoczonych parkingów pełnych zarysowanych aut?
Co zmienia Ministerstwo Infrastruktury — i dlaczego teraz?
Egzaminy na prawo jazdy wyglądały praktycznie tak samo od 34 lat. Jedyną nowością było przesunięcie parkowania z placu manewrowego do części praktycznej, która odbywa się na mieście — w efekcie kursant parkuje w ruchu rzeczywistym, a nie między słupkami. Teraz jednak nadchodzi zmiana fundamentalna.
Plany zakładają całkowite zniesienie jazd po placu manewrowym dla kategorii B, czyli najpopularniejszej kategorii dopuszczającej do prowadzenia samochodów osobowych. W radiu RMF mówił o tym minister Infrastruktury Dariusz Klimczak, który w wypowiedzi wyemitowanej przez stację oświadczył, że „w Europie odchodzi się od tego typu egzaminów na placu manewrowym, większość ekspertów twierdzi, że to jest relikt przeszłości. My przychylamy się do ich zdania. Prowadziliśmy od dłuższego czasu analizy na ten temat, jesteśmy gotowi” — skonstatował minister.
Reforma obejmie też egzamin teoretyczny. Ministerstwo przygotowuje się do przebudowania pytań — Klimczak ocenił, że pytania nie odzwierciedlają rzeczywistości drogowej i są sztuczne. Zbędne mają być pytania dotyczące silnika czy pracy administracji, a zastąpić je powinny pytania o bezpieczne poruszanie się na drodze i świadome uczestnictwo w ruchu. Zniknąć ma też komisja odpowiadająca za tworzenie pytań do egzaminu teoretycznego — zostanie zastąpiona nowym ciałem doradczym. Pytanie o skutki tej zmiany dla bezpieczeństwa drogowego pojawia się, gdy zestawimy te deklaracje z twardymi danymi o tym, kto powoduje wypadki na polskich drogach.
Świeże prawo jazdy, stary problem: młodzi kierowcy i statystyki, które nie kłamią
Zanim ocenimy, czy likwidacja placu manewrowego to dobry pomysł, warto przypomnieć, w jakiej rzeczywistości drogowej reforma ma działać. Według raportu Biura Ruchu Drogowego Komendy Głównej Policji w 2024 roku młodzi kierowcy w wieku 18–24 lata byli sprawcami 2 945 wypadków, co odpowiada 15% wszystkich zdarzeń spowodowanych przez prowadzących pojazdy. Zginęło w nich 271 osób, a 3 745 zostało rannych. Współczynnik wypadków w tej grupie wyniósł 11,79 na 10 000 populacji — najwyżej ze wszystkich przedziałów wiekowych.
Eksperci wskazują, że problem nie leży wyłącznie w brawurze. Z badań przeprowadzonych przez Instytut Transportu Samochodowego wynika, że w ponad 30% wypadków uczestniczą kierowcy ze stażem krótszym niż dwa lata, a wśród nich przeważają ludzie w wieku od 18 do 24 lat. Niedoświadczeni kierowcy mają obiektywnie mniejszą zdolność do oceny odległości, gabarytów pojazdu i przewidywania skutków manewrów — zjawisko dobrze udokumentowane w badaniach nad percepcją przestrzenną u osób z krótkim stażem za kierownicą.
Innymi słowy: likwidacja placu manewrowego uderza w punkt, który i tak jest słaby. Manewr — cofanie, parkowanie, wyczucie auta — to obszar, w którym świeżo upieczeni kierowcy radzą sobie najgorzej. Kierownictwo ministerstwa twierdzi, że rzeczywiste parkowanie na mieście lepiej przygotowuje do życia niż slalom między słupkami. To prawda, ale tylko wtedy, gdy kandydat zdążył wyrobić sobie podstawową technikę jeszcze przed egzaminem. Bez ćwiczeń na placu ryzykujemy, że złe narzędzie zostanie zastąpione żadnym.
Japonia: wąski S-zakręt i parkowanie na centymetry
W centrum każdego japońskiego egzaminu praktycznego leży test umiejętności manewrowych oceniający zdolność do prowadzenia pojazdu z precyzją. Najbardziej charakterystycznym elementem jest tzw. S-kurs — wąski, kręty tor, przez który kierowca musi przejechać bez zahaczenia o krawężnik. Kandydaci odruchowo lekko oddalają się od krawężnika podczas wjazdu w zakręt — to błąd skutkujący dużym ubytkiem punktów. Zasada jest prosta: jeśli kierowca zostawia lukę przy krawężniku, tworzy miejsce, w które może wjechać rowerzysta i dojść do kolizji. Każde liźnięcie krawężnika kołem kończy egzamin natychmiast.
Egzaminator — zawsze funkcjonariusz Krajowej Agencji Policji — ocenia kandydata z fotela pasażera, sprawdzając m.in. pokonanie S-zakrętu, start na wzniesieniu i tzw. L-crank, czyli nawigację przez zakręt prostokątny. Na japońskim egzaminie oceniany jest dosłownie każdy szczegół: kandydat musi nosić odpowiednie obuwie (sandały są niedozwolone), sygnalizacja kierunkowa powinna być włączona z wyprzedzeniem, a kontrola wzrokowa musi być wykonana ruchem głowy, nie tylko oczu, i to wyraźnie, by egzaminator ją zauważył.
Statystyki mówią same za siebie. Wśród obcokrajowców zdających japoński egzamin na prawo jazdy średnia liczba podejść sięga dziesięciu. Najmniejsza znana liczba prób kończących się sukcesem to pięć. Po zaostrzeniu przepisów w październiku 2024 roku wskaźnik zdawalności egzaminu praktycznego dla konwertujących zagraniczne prawo jazdy spadł do 13,1% wobec 30,4% rok wcześniej.
Chiny: cztery egzaminy i pięć manewrów, zanim wyjedziesz na ulicę
Chiński egzamin na prawo jazdy składa się z czterech odrębnych etapów: testu teoretycznego z prawa ruchu drogowego, egzaminu manewrowego na zamkniętym torze, egzaminu z jazdy w ruchu drogowym oraz testu wiedzy o bezpiecznym i cywilizowanym prowadzeniu pojazdu. Treść egzaminów i kryteria zaliczenia są ujednolicone w całym kraju.
Serce systemu to drugi etap — egzamin torowy, zwany potocznie „testem na słupkach”. Dla kategorii C1, czyli standardowego prawa jazdy na samochód z manualną skrzynią biegów, egzamin obejmuje: parkowanie prostopadłe tyłem, start i zatrzymanie na wzniesieniu, skręt prostopadły oraz przejazd S-zakrętem. Dla kategorii C2 ze skrzynią automatyczną wymagane są cztery z tych elementów, bez elementu wzgórza. Próg zaliczenia tego etapu to 80 punktów na 100.
Egzamin teoretyczny liczy 100 pytań losowanych z banku ponad 1600 pozycji — kandydat ma 45 minut i musi uzyskać co najmniej 90 punktów, by zdać. Bank pytań nie jest publikowany oficjalnie, celem jest wymuszenie zrozumienia przepisów, a nie mechaniczne zapamiętywanie odpowiedzi. Cały proces — od pierwszego egzaminu do wydania prawa jazdy — może trwać kilka miesięcy. Chiny budują rocznie kilkanaście milionów nowych kierowców i mimo tej skali nie rezygnują z placu manewrowego.
Korea Południowa: komputer zamiast egzaminatora, ale manewry zostają
Korea Południowa poszła w stronę technologii, ale nie kosztem wymagań. Koreański egzamin praktyczny na torze przebiega bez egzaminatora siedzącego obok kandydata — jego rolę przejął system komputerowy wydający polecenia głosowe, dostępny w języku koreańskim, angielskim, chińskim i wietnamskim.
Sam tor nie jest jednak uproszczony. Kandydat musi zatrzymać auto na wzniesieniu i utrzymać je nieruchomo, a następnie ruszyć bez staczania się. Musi zaparkować prostopadle, korzystając z wizualnych markerów i odpowiednio ustawiając pojazd. Niedopuszczenie hamulca ręcznego przed odjazdem skutkuje automatyczną dyskwalifikacją. Bezbłędna kolejność czynności — włączenie kierunkowskazu, zwolnienie hamulca, ruszenie — jest tu tak samo ważna jak sama technika jazdy. Cel to przejechanie kursu z wynikiem co najmniej 80 punktów na 100, a wielu zdających przekonuje się boleśnie, że egzamin sprawdza precyzyjne zapamiętanie sekwencji czynności z instruktażowego filmu bardziej niż lata praktyki za kierownicą.
Polska na tle Azji: reforma w złym kierunku?
Zestawiając plany polskiego ministerstwa z praktyką Japonii, Chin i Korei Południowej, trudno oprzeć się wrażeniu, że idziemy pod prąd globalnych tendencji w krajach o wysokiej gęstości ruchu i wąskiej zabudowie miejskiej. Azja — gdzie parkowanie w ciasnych przestrzeniach jest codzienną koniecznością — nie tylko nie rezygnuje z manewrów na zamkniętym torze, lecz traktuje je jako fundament egzaminu.
Argument ministerstwa, że Europa odchodzi od placu manewrowego, jest częściowo prawdziwy. Pytanie jednak, czy efekty tego odejścia zostały rzetelnie przeanalizowane i czy Polska powinna kopiować europejski model bez weryfikacji jego skutków dla bezpieczeństwa. Reforma pytań egzaminacyjnych to krok w uzasadnionym kierunku. Jednak likwidacja placu manewrowego bez wskazania, czym zostanie zastąpiony jako narzędzie budowania techniki jazdy, wymaga znacznie więcej uzasadnienia niż powołanie się na tajemniczych ekspertów z zachodu.
Kierowcy zdają egzamin raz, po czym prowadzą samochód przez kolejne dekady. Jeśli polska reforma ma poprawić bezpieczeństwo, a nie tylko skrócić kolejkę na egzaminie, Ministerstwo Infrastruktury powinno przedstawić dane porównawcze z krajów, które już zniosły plac manewrowy — zanim zmiany staną się faktem.
