Umowa handlowa między Unią Europejską a blokiem Mercosur liczy około 3000 stron. Minister rolnictwa Stefan Krajewski przyznał w programie „Super Ring” Super Expressu, że nie przeczytał całego dokumentu. Nie jest w tym odosobniony – większość polityków decydujących o losach europejskiego rolnictwa nie zna szczegółów porozumienia, które może całkowicie zmienić strukturę produkcji żywności w Europie. Podczas gdy politycy debatują nad dokumentem, europejscy rolnicy ostrzegają przed konsekwencjami otwarcia rynku dla niespełniających naszych norm produktów z Ameryki Południowej.
Minister przyznaje: 3000 stron umowy Mercosur pozostaje nieznane większości polityków
Stefan Krajewski otrzymał w Radio Zet pytanie o znajomość treści umowy z Mercosur. Minister odpowiedział wprost, że nie przeczytał całego dokumentu, bo „nikt jej nie zna”, a jej ostateczny kształt wciąż się formuje. W studiu Super Expressu dodał szczegół, który tłumaczy skalę problemu: umowa liczy około 3000 stron.
Problem pogłębia fakt, że ostateczna wersja umowy nie została jeszcze sfinalizowana. Dokumenty, które trafiają do parlamentarzystów i ministrów, mogą różnić się od tekstu, który zostanie faktycznie wdrożony. Ta niepewność nie powstrzymała jednak Komisji Europejskiej przed forsowaniem szybkiego podpisania porozumienia.
Cztery koncerny ABCD przejmują kontrolę nad produkcją żywności dla Europy
Jan Krzysztof Ardanowski, były minister rolnictwa i parlamentarzysta Wolnych Republikanów, ujawnił w Radio Wnet kluczową różnicę między strukturą rolnictwa europejskiego a południowoamerykańskiego. Europa nie będzie konkurować z lokalnymi rolnikami z Argentyny czy Brazylii. Przeciwnikiem staną się cztery międzynarodowe koncerny określane skrótem ABCD: ADM (Archer Daniels Midland), Bunge, Cargill i Dreyfus, oraz piąty gigant ze Szwajcarii.
Te korporacje kontrolują większość produkcji rolnej w krajach Mercosur – Argentynie, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju. Ardanowski podkreślił, że Europa stanie się zakładnikiem nie rolników z Ameryki Południowej, lecz międzynarodowych korporacji. Koncerny ABCD posiadają infrastrukturę obejmującą plantacje liczące dziesiątki, a często setki tysięcy hektarów, własne systemy transportu i magazynowania oraz globalne sieci dystrybucji.
Model biznesowy tych firm opiera się na ekonomii skali niedostępnej dla europejskich gospodarstw. Podczas gdy przeciętne gospodarstwo w Europie Zachodniej ma kilka, kilkanaście, w najlepszym przypadku kilkaset hektarów, farmy kontrolowane przez koncerny w Ameryce Południowej liczą się w setkach tysięcy hektarów. Różnica nie jest tylko ilościowa – to całkowicie odmienne podejście do produkcji żywności.
Gospodarstwa rodzinne kontra korporacyjne molochy.
Ardanowski zwrócił uwagę, że rolnictwo rodzinne stanowi fundament wspólnej polityki rolnej Unii Europejskiej. Gospodarstwa mniejsze i większe, przekazywane z pokolenia na pokolenie, budowały przez dziesięciolecia sukces europejskiego modelu produkcji żywności. W Europie Zachodniej dominują farmy o charakterze rodzinnym, nawet te liczące kilkaset hektarów pozostają zazwyczaj własnością i są zarządzane przez pojedyncze rodziny.
Sytuacja w krajach Mercosur przedstawia się diametralnie inaczej. Rolnictwo zostało tam opanowane przez międzynarodowe koncerny, które traktują produkcję żywności jak każdą inną działalność przemysłową. Ziemia należy do korporacji, pracownicy są zatrudniani na warunkach kontraktowych, a decyzje o produkcji podejmują zarządy w odległych centrach finansowych, nie lokalni rolnicy znający specyfikę swojej ziemi.
Unia Europejska wprowadzała przez lata wysokie standardy kontroli żywności, co minister Ardanowski uznał za zasługę unijnych instytucji. Teraz jednak te same instytucje chcą dopuścić na europejski rynek miliony ton towarów z państw trzecich, które tych standardów nie przestrzegają, bo nie podlegają pod prawo Unii Europejskiej. Producenci z Mercosur nie muszą spełniać unijnych norm dotyczących dobrostanu zwierząt, stosowania środków chemicznych czy ochrony środowiska.
Tania żywność z Mercosur to mit. Ekspert ostrzega przed dyktatem cenowym
Ardanowski zdecydowanie odrzucił argument, że import z Mercosur zapewni Europejczykom tańszą żywność. Były minister nazwał to przekonanie „wielką naiwnością”. Żywność będzie tania tylko dopóki nie wyprze z Europy produkcji rodzimej. Mechanizm jest znany z historii gospodarczej: koncerny stosują dumping cenowy, aby wyeliminować lokalną konkurencję, po czym dyktują ceny na rynku pozbawionym alternatywnych dostawców.
„Tania żywność może być dopóki będziemy mieli własną. Jak ona się skończy, to będziemy musieli godzić się na dyktat cenowy” – powiedział Ardanowski. Przestroga dotyczy nie tylko cen, ale całego systemu zaopatrzenia w żywność. Europa, która przez dziesięciolecia budowała samowystarczalność żywnościową i bezpieczeństwo dostaw, może stać się zależna od decyzji podejmowanych w zarządach międzynarodowych korporacji.
Koncerny ABCD działają według logiki maksymalizacji zysku dla akcjonariuszy, nie zapewnienia bezpieczeństwa żywnościowego dla populacji europejskiej. W przypadku kryzysów – czy to pogodowych, politycznych czy gospodarczych – priorytetem korporacji będą rynki przynoszące najwyższe marże, nie zobowiązania wobec europejskich konsumentów. Historia pokazuje, że kraje uzależnione od importu żywności tracą nie tylko kontrolę nad cenami, ale także nad strategicznym aspektem bezpieczeństwa narodowego.
Polska sprzeciwia się, ale umowa została przyjęta. Trybunał ostatnią nadzieją
W piątek 10 stycznia 2026 roku państwa Unii Europejskiej zgodziły się na umowę handlową z krajami Mercosuru podczas głosowania w Radzie UE. Przeciw opowiedziały się tylko cztery kraje: Polska, Francja, Irlandia, Węgry i Austria. Belgia wstrzymała się od głosu. Pozostałe państwa członkowskie poparły porozumienie, które według zapowiedzi ma zostać podpisane w sobotę.
Umowa wprowadza preferencje celne dla produktów rolnych z krajów Mercosuru, w tym dla produktów szczególnie wrażliwych: wołowiny, drobiu, nabiału, cukru i etanolu. W zamian rynki Argentyny, Brazylii, Paragwaju i Urugwaju otworzą się na towary przemysłowe z Unii Europejskiej, takie jak samochody, maszyny i leki. Komisja Europejska przedstawia to jako wzajemnie korzystną wymianę handlową, ale krytycy wskazują na fundamentalną asymetrię: Europa traci samowystarczalność w produkcji żywności, zyskując rynki zbytu dla przemysłu.
Europosłowie zapowiedzieli, że w przyszłym tygodniu do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej trafi skarga na decyzję o podpisaniu umowy. Skarżący powołują się na naruszenie procedur i niezgodność umowy z deklarowanymi przez UE celami w zakresie ochrony środowiska oraz polityki rolnej. Trybunał może wstrzymać wdrożenie umowy do czasu rozpatrzenia sprawy, co dałoby czas na dokładniejszą analizę konsekwencji porozumienia.
Kontrola żywności z Mercosur: obietnica niemożliwa do spełnienia
Część polityków popierających umowę argumentuje, że żywność importowana z krajów Mercosuru będzie podlegała kontrolom w Europie, co ma chronić konsumentów. Ardanowski nazwał te zapewnienia „oszustwem” i „twierdzeniem niepoważnym”. Mechanizm kontroli towarów importowanych z państw trzecich nie jest przystosowany do weryfikacji standardów produkcji stosowanych tysiące kilometrów od granicy europejskiej.
Kontrole na granicy mogą wykryć niektóre nieprawidłowości w gotowych produktach, ale nie są w stanie zweryfikować, czy w procesie produkcji przestrzegano europejskich norm dotyczących stosowania pestycydów, antybiotyków w hodowli czy warunków bytowych zwierząt. Korporacje w Ameryce Południowej nie podlegają inspektorom unijnym i nie mają obowiązku dokumentowania swoich praktyk produkcyjnych według europejskich wymogów.
Konsumenci w centrum walki. Rolnicy sami nie powstrzymają Mercosur
Ardanowski podkreślił, że w trosce o własne zdrowie przeciwko umowie z Mercosur powinni protestować przede wszystkim konsumenci żywności. Polscy i europejscy rolnicy nie dysponują odpowiednimi narzędziami, żeby skutecznie dotrzeć do całości społeczeństwa. Jednocześnie część mediów zupełnie pomija zagadnienie jakości produktów rolno-spożywczych pochodzących z Ameryki Południowej, koncentrując się wyłącznie na potencjalnych korzyściach ekonomicznych dla przemysłu.
Problem polega na tym, że większość konsumentów nie zdaje sobie sprawy z różnicy między europejskim modelem produkcji żywności a praktykami stosowanymi przez koncerny w krajach Mercosuru. Brak tej świadomości sprawia, że społeczeństwo może zaakceptować umowę, nie rozumiejąc długoterminowych konsekwencji dla bezpieczeństwa żywnościowego, zdrowia publicznego i europejskiego modelu rolnictwa.
