Do końca roku zostało ponad pięć miesięcy, a pierwsze szpitale już zgłaszają wyczerpane limity na zabiegi planowe. Naczelna Izba Lekarska potwierdza dwa takie przypadki. W jednym z nich kontrakt na 2026 rok padł już w marcu. Zwykle problem z pieniędzmi w Narodowym Funduszu Zdrowia ujawnia się jesienią, tym razem wyprzedził kalendarz o kilka miesięcy. Lekarze zapowiadają paraliż oddziałów zabiegowych.
Dwa szpitale wyczerpały limity na 2026 rok, jeden już w marcu
Piotr Pisula, zastępca rzecznika NIL, potwierdził Interii informacje od dwóch placówek. W obu oddziały zabiegowe wyrobiły limit z kontraktu na 2026 rok. W jednej z nich stało się to już w marcu. Zdaniem izby to sygnał, że tegoroczny kryzys zaczyna się wcześniej niż w poprzednich latach.
Problem z limitami powtarza się w polskich szpitalach co roku, tym razem ujawnił się wcześniej. Do izby zgłaszają się zarówno lekarze, jak i pacjenci, a skala dotyczy dziesiątek szpitali w całym kraju. Pisula zapowiada paraliż oddziałów zabiegowych, jeśli sytuacja z pierwszych placówek rozleje się na resztę systemu przed jesienią.
System dzieli zabiegi na pilne i te do odłożenia
Narodowy Fundusz Zdrowia przyznaje każdemu szpitalowi roczną pulę środków na tak zwane świadczenia limitowane. Doktor Jerzy Gryglewicz z Instytutu Zarządzania w Ochronie Zdrowia tłumaczy, że po wyczerpaniu tej puli placówka musi zmieścić się w limicie albo liczyć się z brakiem zapłaty za nadwykonania. Inaczej wygląda sytuacja przy świadczeniach nielimitowanych, takich jak pomoc w zawałach serca czy porody, za które fundusz musi zapłacić bez względu na kontrakt.
Problem dotyczy zabiegów planowych i diagnostycznych. Szpital ponosi koszty operacji niezależnie od tego, czy NFZ za nią zapłaci, dlatego ogranicza liczbę przyjęć zanim skończą się pieniądze. Gryglewicz wskazuje, że to cecha systemu obowiązującego od czasu wprowadzenia ubezpieczeń zdrowotnych w 1997 roku, a nie chwilowa awaria.
Chirurgia przestaje operować pęcherzyki żółciowe, ortopedia rezygnuje z więzadeł krzyżowych
Pisula wylicza, jakie zabiegi trafiają na listę pierwszych do wstrzymania. Chirurgia przestaje operować pęcherzyki żółciowe, a ortopedia więzadła krzyżowe kolan. Podobny los czeka planowe zabiegi w neurochirurgii kręgosłupa. Do tego dochodzą endoprotezoplastyki stawów biodrowych i kolanowych, limitowane w całej Unii Europejskiej.
Pacjenci z już wyznaczonymi terminami dowiadują się, że ich zabieg przesuwa się na kolejny rok. Nowy termin pojawia się dopiero wtedy, gdy szpital dostanie nową pulę środków z NFZ.
NFZ traci 23 miliardy złotych, rząd szuka oszczędności
W październiku ubiegłego roku źródła w NFZ informowały o brakujących na rozliczenie świadczeń 14 miliardach złotych. Informację potwierdziła wtedy PAP. Rząd dosypał wtedy pieniędzy z rezerw Kancelarii Prezesa Rady Ministrów i rezerw budżetowych wskazanych przez Ministerstwo Finansów. Ministerstwo Zdrowia szacuje lukę finansową na 23 miliardy złotych w tym roku.
W odpowiedzi resort przygotował plan oszczędności rzędu 10,3 miliarda złotych, obejmujący między innymi zmiany w wycenie świadczeń kardiologicznych i okulistycznych oraz korektę finansowania koordynatora w podstawowej opiece zdrowotnej. Sam NFZ odpowiada, że kontrakty są ustalane na poziomie odpowiadającym wielkości budżetu funduszu i że zobowiązania z nich wynikające są i będą wypełniane.
Pacjenci czekają na nową pulę pieniędzy
Dla pacjenta z wyznaczonym terminem zabiegu największym problemem staje się niepewność. Placówki zapewniają, że priorytetem pozostają pacjenci onkologiczni i przypadki ratujące życie, ale pozostałe zabiegi trafiają na listę oczekujących na kolejny rok budżetowy. NIL zbiera zgłoszenia z całego kraju i wskazuje, że napływają one z dziesiątek szpitali.
Pisula przyznaje, że tego typu sytuacje wracają niemal co roku. Tym razem pierwsze zgłoszenia pojawiły się kilka miesięcy wcześniej niż zwykle.
