Jabłka z Biedronki i Carrefour Express zawierają niebezpieczne pestycydy przekraczające dopuszczalne normy. Najnowszy raport Pesticide Action Network Europe przebadał 59 próbek z 13 krajów – wszystkie cztery z Polski wykazały obecność trucizn, dwie przekroczyły limity PFAS, jedna zawierała nadmiar neurotoksyn. 85 procent jabłek w całej Europie skaziły wieloskładnikowe koktajle chemiczne, które niszczą płodność, osłabiają odporność i wywołują nowotwory.
Cztery polskie próbki, wszystkie ze śladami pestycydów
Eksperci PAN Europe zakupili w polskich sklepach cztery odmiany jabłek: cortland i „mazowieckie mix” z Biedronki oraz lobo i gala z Carrefour Express. Każda próbka zawierała co najmniej jeden pestycyd. Dwie przekroczyły dopuszczalne stężenia PFAS – czyli „wiecznych chemikaliów” gromadzących się w organizmie przez całe życie. Jedna próbka wykroczyła poza normy pestycydów neurotoksycznych, które niszczą układ nerwowy i osłabiają funkcje poznawcze.
Raport nie wskazuje konkretnie, które odmiany przekroczyły jakie limity, ale potwierdza stuprocentowe skażenie polskiego asortymentu. Badania przeprowadzono w ramach szerszej analizy obejmującej 13 państw europejskich: Belgię, Chorwację, Czechy, Danię, Francję, Niemcy, Węgry, Włochy, Luksemburg, Holandię, Hiszpanię i Polskę.
85% jabłek skażonych „koktajlem pestycydów”
PAN Europe przeanalizowała 59 próbek jabłek dostępnych dla zwykłych konsumentów. W 85 procentach próbek wykryto wiele pozostałości pestycydów jednocześnie – nie pojedyncze substancje, ale mieszanki kilku lub kilkunastu związków chemicznych. Kontrole sanitarne i deklaracje producentów nie zapobiegły skażeniu.
71 procent badanych jabłek zawierało tzw. kandydatów do substytucji. To kategoria najbardziej niebezpiecznych pestycydów, które UE planuje wycofać zgodnie z rozporządzeniem z 2009 roku. Substancje te zostały uznane za szczególnie szkodliwe dla zdrowia i środowiska, ale nadal trafiają do sprzedaży. Rozporządzenie (WE) nr 1107/2009 nakazywało państwom członkowskim zastępowanie ich bezpieczniejszymi alternatywami, lecz nakaz ten pozostaje martwy.
64 procent jabłek zawierało pestycydy PFAS, 36 procent – substancje neurotoksyczne. W praktyce oznacza to, że kupując jabłka w dyskontach czy hipermarketach, konsument ma dwie szanse na trzy, że dostanie produkt z wieczną trucizną, i jedną na trzy, że zje neurotoksynę.
PFAS – „wieczne chemikalia” niszczące zdrowie
Pestycydy PFAS (per- i polifluoroalkilowe) to związki chemiczne o ekstremalnej trwałości. Wiązanie węgiel-fluor, na którym się opierają, należy do najsilniejszych w chemii organicznej. W praktyce oznacza to, że PFAS nie rozkładają się w środowisku przez setki lat. Przenikają do gleby, wód gruntowych, rzek, a stamtąd do łańcucha pokarmowego. Gromadzą się w tkankach roślin uprawnych, zwierząt hodowlanych i ludzi.
W organizmie człowieka PFAS bioakumulują się we krwi, nerkach i wątrobie. Ich stężenie wzrasta z wiekiem, ponieważ ciało nie potrafi ich usunąć. Badania naukowe łączą długotrwałe narażenie na PFAS z chorobami nowotworowymi, zaburzeniami hormonalnymi, uszkodzeniami wątroby, chorobami tarczycy i obniżoną odpornością immunologiczną. Europejski Urząd ds. Bezpieczeństwa Żywności (EFSA) potwierdził, że PFAS zmniejszają skuteczność szczepień u dzieci.
Gergely Simon z PAN Europe komentuje: „Coraz więcej dowodów naukowych wskazuje, że narażenie na pestycydy przez żywność wiąże się z niepłodnością, a być może także z nowotworami”. Rozporządzenie UE 2022/2388 ustaliło limity PFAS dla niektórych produktów spożywczych, ale egzekwowanie tych norm jest iluzoryczne.
Neurotoksyny atakujące układ nerwowy
Pestycydy neurotoksyczne stosuje się, by porażać układy nerwowe szkodników. U ludzi wywołują ostre zatrucia, wyniszczenie mikrobiomu jelitowego i zaburzenia poznawcze. Długotrwałe narażenie na neurotoksyny obniża zdolności zapamiętywania, logicznego myślenia i uczenia się. Szczególnie narażone są dzieci i kobiety w ciąży – u płodów neurotoksyny mogą powodować trwałe uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego.
EFSA wielokrotnie alarmowała, że nawet niewielkie dawki neurotoksyn przyjmowane systematycznie zaburzają rozwój mózgu u dzieci. Mechanizm działania jest prosty: neurotoksyny blokują przekaźnictwo nerwowe, niszcząc aksony i synapsy. W przypadku dorosłych objawy mogą być subtelne – pogorszenie pamięci krótkotrwałej, trudności z koncentracją, spowolnienie reakcji. U dzieci skutki są natychmiastowe i nieodwracalne.
Mikrobiom jelitowy, który odpowiada za trawienie, syntezę witamin i funkcjonowanie układu odpornościowego, zostaje wyniszczony przez neurotoksyny równie skutecznie jak przez antybiotyki. Konsekwencją są zaburzenia trawienne, alergie pokarmowe i osłabienie bariery jelitowej, która chroni organizm przed patogenami.
Jabłka dla niemowląt byłyby zabronione
Raport PAN Europe ujawnia absurd unijnego prawa żywnościowego. Te same jabłka, które legalnie trafiają na półki sklepowe i do koszyków dorosłych konsumentów, byłyby zakazane, gdyby producent próbował sprzedać je jako przetworzoną żywność dla niemowląt.
„Co ciekawe, gdyby jabłka sprzedawano jako przetworzoną żywność dla niemowląt, nie byłyby dozwolone” – stwierdza raport. Unia Europejska ustala surowe normy dla produktów przeznaczonych dla najmłodszych, ale dorosłym i starszym dzieciom serwuje te same toksyny bez ostrzeżeń. Rozporządzenie wymaga badania żywności i kontrolowania stężenia szkodliwych substancji, ale jak zaznacza PAN Europe, UE „nadal nie ocenia ryzyka związanego z pestycydami” w kontekście koktajli chemicznych.
Problem polega na tym, że normy prawne testują poszczególne substancje osobno. Producent może legalnie sprzedawać jabłka z pięcioma różnymi pestycydami, o ile każdy z nich nie przekracza swojego indywidualnego limitu. Ale nauka o toksykologii od dawna potwierdza efekty synergiczne – kilka substancji działających jednocześnie może być groźniejsze niż suma ich pojedynczych działań.
Rozporządzenie 2022/2388 ustaliło limity PFAS dla niektórych produktów spożywczych, ale jabłka nie weszły do tej kategorii. To oznacza, że konsumenci nie mają żadnej ochrony prawnej przed „wiecznymi chemikaliami” w owocach, które jedzą codziennie.
Unia nie wywiązuje się z zobowiązań
Strategia „Od pola do stołu”, przyjęta w 2020 roku jako filar Europejskiego Zielonego Ładu, zakładała redukcję stosowania najbardziej niebezpiecznych pestycydów o 50 procent do 2030 roku. Komisja Europejska raportuje postępy, twierdząc, że w 2019 roku zanotowano spadek o 12 procent w porównaniu z latami 2015-2017. Raport PAN Europe przeczy tym twierdzeniom kategorycznie.
Dane organizacji pokazują, że w 2019 roku odsetek owoców i warzyw skażonych najbardziej niebezpiecznymi pestycydami wzrósł o 8,8 procent w porównaniu z latami 2015-2017. To nie spadek, ale dramatyczny wzrost. Komisja Europejska liczy sprzedaż pestycydów w tonach, PAN Europe analizuje ich obecność w żywności trafiającej do konsumentów. Te dwa systemy pomiarowe dają sprzeczne wyniki, ale dla zdrowia obywateli liczy się tylko jedno: ile trucizny zjadają.
„Dramatyczny wzrost niebezpiecznych pestycydów znalezionych w owocach i warzywach sprzedawanych w Europie jest dowodem na to, że rządy nie wypełniają swoich zobowiązań prawnych” – stwierdza raport. Rozporządzenie z 2009 roku nakazywało zastępowanie najbardziej szkodliwych pestycydów bezpieczniejszymi alternatywami. W praktyce dzieje się odwrotnie: producenci stosują coraz więcej substancji z listy kandydatów do substytucji, a państwa członkowskie nie egzekwują prawa.
Które kraje produkują najbardziej skażone owoce?
PAN Europe przeanalizowała pochodzenie owoców pod kątem zawartości toksycznych pestycydów. Belgia zajmuje niechlubne pierwsze miejsce z 34 procentami skażonych produktów. Na kolejnych miejscach znalazły się Irlandia z 26 procentami, Francja z 22 procentami i Włochy z 21 procentami. Niemcy zgłosiły 20 procent skażenia.
Polska uplasowała się na dwunastym miejscu z 16 procentami owoców zawierających toksyczne substancje. To wynik lepszy niż średnia unijna, ale wciąż oznacza, że co szóste polskie jabłko, gruszka lub truskawka zawiera pestycydy z kategorii najbardziej niebezpiecznych. Najczystsze owoce pochodzą z Łotwy, Szwecji i Norwegii – krajów o surowszych normach kontroli i mniejszej presji lobby rolniczego.
Belgia, mimo niewielkiego terytorium, prowadzi intensywne uprowy szklarniowe i stosuje najwięcej chemii na hektar. Z kolei kraje skandynawskie, gdzie rolnictwo ekologiczne ma silną pozycję rynkową, raportują najniższe poziomy trucizn w żywności. Im większa presja na maksymalizację plonów, tym więcej pestycydów w żywności.
Historia wzrostu skażenia: od 2011 do 2019
Raport PAN Europe analizuje nie tylko obecny stan, ale również trendy czasowe. Badacze przeanalizowali prawie 100 tysięcy próbek owoców z lat 2011-2019. Skażenie najbardziej toksycznymi pestycydami wzrosło systematycznie o 53 procent w ciągu dziewięciu lat.
Kiwi były niemal wolne od toksycznych substancji w 2011 roku – zaledwie 4 procent próbek zawierało pestycydy. W 2019 roku skażona była już niemal jedna trzecia, czyli 32 procent. Wiśnie i czereśnie pokazują jeszcze bardziej drastyczny wzrost: z 22 procent w 2011 roku do 50 procent w 2019. Borówki, promowane jako superfood pełen antyoksydantów, w połowie przypadków zawierają ślady toksycznych pestycydów.
Jabłka, będące głównym owocem produkowanym w UE pod względem wartości i wielkości zbiorów, wykazały obecność pestycydów w jednej trzeciej próbek. Wśród warzyw najbardziej skażone okazały się seler naciowy z 50 procentami, seler korzeniowy z 45 procentami i jarmuż z 31 procentami.
Trend wzrostowy dotyczy również koktajli chemicznych. W 2011 roku 6,4 procent owoców zawierało co najmniej dwa toksyczne pestycydy jednocześnie. W 2019 roku odsetek ten wzrósł do 10,2 procent. To oznacza, że więcej niż co dziesiąty owoc sprzedawany w Europie zawiera mieszankę trucizn, której łączne działanie na zdrowie pozostaje w dużej mierze nieznane.
Lobby rolnicze blokuje zmiany
Salomé Roynel, rzeczniczka PAN Europe, wprost oskarża rządy państw członkowskich o tchórzostwo wobec lobby rolniczego. „Słabość rządów krajów UE wobec lobby rolniczego jest główną przyczyną tego stanu rzeczy” – stwierdza. Producenci rolni naciskają na utrzymanie dostępu do toksycznych pestycydów, argumentując, że bez nich wydajność upraw spadnie i wzrosną ceny żywności.
Wojna w Ukrainie stała się pretekstem do dalszego opóźniania reform. Rządy argumentują, że w obliczu zagrożenia bezpieczeństwa żywnościowego Europy nie można rezygnować z pestycydów zwiększających plony. W praktyce bezpieczeństwo żywnościowe oznacza dla nich ilość, nie jakość – tonę skażonych jabłek cenią wyżej niż półtonę czystych.
Komisja Europejska przygotowała w 2022 roku projekt rozporządzenia, które nakazywałoby redukcję stosowania pestycydów o 50 procent do 2030 roku. Parlament Europejski poparł projekt, ale Rada Europejska – reprezentująca rządy państw członkowskich – zablokowała go. Polska, Niemcy, Austria, Czechy, Słowenia, Dania, Węgry, Irlandia, Holandia i Hiszpania stworzyły nieformalną koalicję, która osłabiła wszystkie kluczowe zapisy.
Przykładowo, Komisja proponowała, by gospodarstwa rolne raportowały użycie pestycydów raz do roku. Rada obniżyła to do raportu raz na pięć lat. Komisja chciała szczegółowych danych o tym, jakie pestycydy, w jakich ilościach i na jakich polach są stosowane. Rada ograniczyła to do ogólnych zestawień sprzedaży. Bez danych niemożliwa jest kontrola, a bez kontroli prawo pozostaje fikcją.
Co może zrobić konsument?
PAN Europe zaleca konsumentom kupowanie produktów oznaczonych certyfikatem ekologicznym, szczególnie w przypadku ciężarnych i małych dzieci. Badania pokazują, że poziom pestycydów w produktach bio jest znacząco niższy niż w żywności konwencjonalnej. Choć certyfikat ekologiczny nie gwarantuje całkowitego braku trucizn – mogą one przenikać z sąsiednich pól, wody czy powietrza – to ich stężenie jest na tyle niskie, że nie przekracza śladowych ilości.
Mycie i obieranie owoców zmniejsza ekspozycję na pestycydy pozostające na skórce, ale nie eliminuje PFAS, które wnikają do miąższu. Warzywa i owoce należy myjąc dokładnie pod bieżącą wodą, najlepiej z dodatkiem octu lub sody oczyszczonej. Niektóre pestycydy, zwłaszcza systemy, wnikają do tkanek roślin i płukanie ich nie usuwa.
Eksperci zalecają wybieranie owoców i warzyw od lokalnych producentów, których można zapytać o stosowane metody uprawy oraz unikanie dyskontów. Sezonowe produkty zawierają najwięcej witamin, ponieważ nie są długo magazynowane ani transportowane z drugiego końca świata.
