Krymsko-kongijska gorączka krwotoczna doprowadziła w tym roku do trzeciego potwierdzonego zakażenia w Europie. Wszystkie tegoroczne przypadki wystąpiły w Hiszpanii, gdzie ostatniego chorego, 71-letniego mężczyznę, hospitalizowano po ukąszeniu kleszcza. Choroba zabija nawet co drugiego pacjenta, co ECDC określa jako rosnące zagrożenie na kontynencie. Droga do szpitala zaczęła się od jednego ukąszenia.
Gorączka krwotoczna w Hiszpanii budzi coraz większy niepokój epidemiologów
Hiszpańskie służby zdrowia potwierdziły krymsko-kongijską gorączkę krwotoczną u 71-letniego mężczyzny z Kastylii-La Manczy. Mężczyzna trafił do szpitala. Epidemiolodzy objęli monitoringiem osoby, które miały z nim kontakt.
Wszystkie trzy zakażenia zarejestrowano w Hiszpanii. Według ECDC, z trzech osób, które w tym roku chorowały na tę gorączkę na kontynencie, jedna zmarła.
Liczba zakażeń w Hiszpanii zmienia się z roku na rok, a dane o nich, które gromadzi Europejskie Centrum ds. Zapobiegania i Kontroli Chorób, znane szerzej jako ECDC, pokazują wyraźne wahania między kolejnymi sezonami transmisji kleszczy. W 2021 roku kraj zgłosił dwa potwierdzone przypadki. W 2022 roku zgłoszono kolejne dwa zakażenia. Jedno z nich zakończyło się śmiercią. W 2024 roku odnotowano już cztery zakażenia. Do października 2025 roku doszły kolejne trzy.
W Unii Europejskiej między 2017 a 2021 rokiem zarejestrowano zakażenia CCHF. Było ich dziewiętnaście. Najwięcej, jedenaście, zgłosiła wtedy Bułgaria. W 2016 roku w prowincji Ávila potwierdzono pierwszy rodzimy przypadek. Od tego momentu Hiszpania pozostaje głównym ogniskiem choroby w Europie Zachodniej.
Krymsko-kongijska gorączka krwotoczna nie ma szczepionki ani leku
Wirus krymsko-kongijskiej gorączki krwotocznej przenoszą kleszcze, głównie z rodzaju Hyalomma. Do zakażenia dochodzi też przez bliski kontakt z chorym człowiekiem, jego krwią, wydzielinami i wydalinami, a także przez dotknięcie skażonych nimi przedmiotów. Choroba ujawnia się nagłym skokiem temperatury, silnym bólem głowy, dreszczami oraz bólami mięśni i stawów. Dochodzą do tego bóle brzucha, nudności, wymioty i biegunka. W fazie krwotocznej na skórze pojawiają się wybroczyny, a chory krwawi z nosa i dziąseł.
Śmiertelność sięga nawet 50 procent. ECDC określa krymsko-kongijską gorączkę krwotoczną jako wschodzące zagrożenie w Europie i zaleca rejestrowanie każdego przypadku na kontynencie.
Na chorobę nie ma szczepionki, a leczenie polega wyłącznie na wspieraniu organizmu chorego i łagodzeniu objawów. Jeśli po ukąszeniu kleszcza w rejonie występowania choroby w ciągu 30 dni pojawią się jakiekolwiek objawy, ECDC zaleca niezwłoczny kontakt z lekarzem, bo mogą świadczyć o zakażeniu.
Najskuteczniejszą ochroną pozostaje unikanie ukąszeń. Pomagają w tym repelenty na skórę i ubranie oraz noszenie odzieży ochronnej w terenie, gdzie żyją zarażone kleszcze. Ważne jest też szybkie i prawidłowe usuwanie już przyczepionych pasożytów, bo ryzyko zakażenia rośnie wraz z czasem, jaki kleszcz spędza przyczepiony do skóry, żerując na krwi żywiciela.
Wirus Zachodniego Nilu zabija w Grecji coraz więcej seniorów
W Grecji rośnie liczba zakażeń wirusem Zachodniego Nilu. Wyraźnie. W ciągu ostatniego tygodnia zgłoszono tam 45 nowych przypadków. Dziewięć osób zmarło, wszystkie miały ponad 65 lat. U 81 pacjentów wystąpiły ciężkie objawy ze strony ośrodkowego układu nerwowego.
ECDC monitoruje sytuację nie tylko w Grecji, ale w całej Europie. Według danych zebranych do końca lipca zakażenia wirusem odnotowano w siedmiu krajach Europy. Wśród nich są Włochy, Grecja, Hiszpania, Macedonia Północna, Rumunia, Francja i Niemcy, a w kolejnych tygodniach spodziewane są kolejne zachorowania, bo szczyt sezonu transmisji przypada zwykle na sierpień i wrzesień.
Na gorączkę Zachodniego Nilu wciąż nie ma leku
Wirusa Zachodniego Nilu przenoszą komary, a jego głównym rezerwuarem są ptaki. Człowiek nie zaraża się od innego człowieka. Około 80 procent zakażeń przebiega bezobjawowo. U pozostałych chorych pojawiają się gorączka, zmęczenie, bóle głowy i osłabienie mięśni, a w ciężkiej postaci dochodzi do zapalenia mózgu lub opon mózgowo-rdzeniowych.
Choroba na stałe występuje w Afryce, Ameryce Północnej i Australii. Obecna jest też w Europie Południowej, skąd w ostatnich latach rozszerza zasięg na inne kraje strefy klimatu umiarkowanego, docierając też do rejonów, w których wcześniej jej nie notowano. W Europie od kilku lat notuje się zachorowania zarówno u ludzi, jak i u koni.
Na WNF nie ma leku. Przed zakażeniem chronią repelenty, siatki w oknach i moskitiery. Tych powikłań najbardziej obawiać się muszą seniorzy i osoby z chorobami przewlekłymi.
Wirus Zachodniego Nilu dotarł już do Polski
W październiku 2024 roku Główny Inspektor Sanitarny dr Paweł Grzesiowski potwierdził, że u osoby powracającej z zagranicy prawdopodobnie doszło do zakażenia wirusem Zachodniego Nilu w Polsce. Komar, który ukąsił chorego, wcześniej żywił się krwią zarażonego ptaka. Kilka dni później GIS potwierdził kolejny, niezależny przypadek, tym razem związany z inną lokalizacją.
Wirus nie przenosi się między ludźmi, więc pojedyncze zakażenia nie oznaczają ryzyka epidemii. Grzesiowski apelował wówczas, by informować o takich przypadkach bez wzbudzania sensacji.
