Na początku 1997 roku publiczna telewizja niemiecka wyemitowała program, który wstrząsnął całym krajem. Reportaż „Panorama” mówił o Adolfie Hitlerze i przekonywał, że gdyby żył, obowiązujące prawo uznałoby go za ofiarę wojny, bo w zamachu na jego życie odniósł ranę. Odsłonił mechanizm, według którego Republika Federalna Niemiec od 1950 roku wypłaca świadczenia zbrodniarzom wojennym. Po ich śmierci świadczenie trafiało też do ich rodzin. Ustawa objęła ponad 4 miliony osób i pochłonęła setki miliardów euro. Próba weryfikacji z końca lat 90. objęła 26 tysięcy przypadków. Świadczenie odebrała 99 osobom!
Ustawa z 1950 roku, która objęła też SS-manów
Bundestag rozważał na etapie prac legislacyjnych wyłączenie z ustawy SS-manów i zbrodniarzy wojennych jako osób z obciążeniem politycznym. Ostatecznie do tego nie doszło. Posłowie przyjęli przepisy niemal jednogłośnie, przeciw nie było nikogo, a od głosu wstrzymały się cztery osoby. Poseł sprawozdawca Pohl z SPD tłumaczył wtedy na sali Bundestagu genezę tego zapisu. Komisja wykreśliła z ustawy bezpośrednie wzmianki o SS i oddziałach NSDAP, ale objęła opieką ich ofiary.
Prawo do świadczenia otrzymała każda osoba, która podczas służby wojskowej lub paramilitarnej doznała uszczerbku na zdrowiu, a także ofiary internowania za granicą. Z kręgu beneficjentów ustawodawca wykluczył wyłącznie dezerterów oraz osoby, które celowo się okaleczyły. Świadczeniami objęto 4 miliony 400 tysięcy osób, głównie Niemców. Wśród beneficjentów znaleźli się też nieliczni cudzoziemcy, ochotnicy Waffen-SS z krajów bałtyckich. Podobną drogą trafili do systemu ochotnicy z Belgii.
Burmistrz i esesman, dwaj mordercy uznani za ofiary wojny
Wolfgang Lehnigk-Emden po wojnie został burmistrzem miejscowości pod Koblencją. Podczas wojny jako porucznik Wehrmachtu wydał rozkaz spalenia wsi zajętej przez partyzantów i zabicia 15 bezbronnych kobiet i dzieci. Federalny Trybunał Konstytucyjny nigdy nie osądził go za tę zbrodnię, bo sprawa się przedawniła. Niemieckie urzędy przyznały mu rentę z tytułu lekkiej rany nogi. Pobierał ją przez lata, w 1997 roku renta wynosiła 708 marek miesięcznie.
Wilhelm Mohnke należał do najbliższego otoczenia Hitlera. Służył jako SS-Hauptsturmführer w elitarnej formacji Leibstandarte Adolf Hitler. Rozkazał zastrzelić 72 poddających się żołnierzy amerykańskich, za co rząd Stanów Zjednoczonych uznał go za zbrodniarza wojennego. Mimo to niemiecki urząd przyznał mu świadczenie z tytułu rany stopy odniesionej podczas wojny. Urzędnicy zajmujący się wypłatami tłumaczyli w reportażu ARD, że popełnienie zbrodni nie jest podstawą do odmowy renty dla ofiar wojny.
Wdowy po architektach Zagłady i ich renty
Marion Freisler była wdową po Rolandzie Freislerze, szefie Trybunału Ludowego, który osobiście wydał 2600 wyroków śmierci. Wśród skazanych przez Freislera znaleźli się Sophie i Hans Scholl, rodzeństwo z antynazistowskiej organizacji studenckiej Biała Róża. Freisler zginął w nalocie bombowym na Berlin w 1945 roku. Marion Freisler pobierała świadczenie dla ofiar wojny od lat 50. W 1974 roku monachijski urząd przyznał jej dodatkowe środki z tytułu utraconych zarobków męża. Oba świadczenia pobierała aż do śmierci w 1997 roku.
Lina Heydrich była wdową po Reinhardzie Heydrichu, SS-Obergruppenführerze odpowiedzialnym za organizację Zagłady. Niemiecki urząd początkowo odmówił jej świadczenia. Heydrich wywalczyła je jednak na drodze sądowej, a w 1958 roku sąd najwyższej instancji przyznał jej rację. Federalny minister pracy argumentował wcześniej, że zamach na Heydricha miał podłoże polityczne, nie militarne, i że ustawodawca nie mógł zamierzać objąć świadczeniem osób z nazistowskiego kierownictwa. Sąd odrzucił oba argumenty. Uznał, że za zamachem stały względy militarne, bo wsparły go brytyjskie jednostki wojskowe, a celem było osłabienie gospodarki wojennej w Protektoracie Czech i Moraw. Lina Heydrich pobierała świadczenie przez ponad trzydzieści lat, do śmierci w 1985 roku.
Nieudana weryfikacja po nowelizacji z 1998 roku
Sprawa Freislerów i Heydrichów trafiała do niemieckich mediów i Bundestagu, ale przez dekady nie skłoniła ustawodawcy do zmiany prawa. Urzędnicy argumentowali, że prawo do świadczeń socjalnych jest neutralne i łączenie go z prawem karnym naruszałoby konstytucję. Dopiero magazyn Der Spiegel określił tę praktykę jako wyjątkowo nieuczciwą, co wywołało falę interpelacji poselskich. W 1998 roku Bundestag znowelizował ustawę i wprowadził możliwość odmowy świadczenia osobom, które w czasie reżimu nazistowskiego naruszyły zasady humanitaryzmu lub praworządności.
Świadczenie pobierało wtedy jeszcze 940 tysięcy osób. Wśród nich było 25 tysięcy samych SS-manów, a niemieckie szacunki mówiły o pięćdziesięciu tysiącach zbrodniarzy wojennych wśród wszystkich beneficjentów. Centrum Szymona Wiesenthala przekazało Niemcom listę 76 tysięcy podejrzanych nazwisk. Wobec blisko dwudziestu tysięcy z nich dostępne były konkretne dowody obciążające. Urzędy ostatecznie zweryfikowały 26 tysięcy przypadków i odebrały świadczenie 99 osobom, głównie krewnym zmarłych uprawnionych oraz nowym wnioskodawcom, którym w ogóle go nie przyznano.
Centrala Badania Zbrodni Narodowosocjalistycznych w Ludwigsburgu miała odgrywać główną rolę w weryfikacji, ale jej akta nie były zdigitalizowane. Do ich analizy oddelegowano trzech pracowników, z czego jeden pracował w niepełnym wymiarze godzin. Część dokumentów wcześniej zniszczono, a ochrona danych osobowych utrudniała wymianę informacji między urzędami. Najskuteczniej działała Badenia-Wirtembergia. Świadczenie odebrano tam 24 osobom spośród 53 tysięcy beneficjentów. W Saksonii i Meklemburgii-Pomorzu Przednim nie doszło do ani jednego przypadku odebrania renty.
Setki miliardów euro dla sprawców, dziesiątki dla ofiar
Do 2020 roku ten jeden program, „zaopatrzenie ofiar wojny”, kosztował niemiecki budżet ponad 200 miliardów euro. Jeszcze w 2019 roku świadczenie pobierało 61 225 osób. Średnio było to 1561,72 euro miesięcznie. Poza tym byli funkcjonariusze Trzeciej Rzeszy otrzymywali odszkodowania dla zwolnionych urzędników reżimu w kwocie ponad 90 miliardów euro.
Nazistowscy funkcjonariusze i ich rodziny otrzymali do 2000 roku z czterech różnych programów 306 miliardów euro. To sześć razy więcej niż wszystkie odszkodowania dla ofiar nazizmu razem wzięte, które do tego samego roku wyniosły 52,51 miliarda euro.
| Świadczenia dla funkcjonariuszy nazistowskich | Kwota (mld euro) |
|---|---|
| Ustawa o zaopatrzeniu ofiar wojny (Wehrmacht, SS, Waffen-SS) | 212,44 |
| Zaopatrzenie zwolnionych funkcjonariuszy (art. 131 Ustawy Zasadniczej) | 90,75 |
| Odszkodowania dla jeńców wojennych | 1,43 |
| Ustawa o pomocy dla więźniów | 1,38 |
| Razem | 306,1 |
| Odszkodowania dla ofiar nazizmu | Kwota (mld euro) |
|---|---|
| Wszyscy poszkodowani (do 2000 r.) | 52,51 |
| Polacy (do dziś) | 1,43 |
Źródło danych finansowych, Karl Heinz Roth, Hartmut Rübner, „Wyparte, odroczone, odrzucone. Niemiecki dług reparacyjny wobec Polski i Europy”, Poznań 2019.
Renty dla zbrodniarzy, wypłacane w Niemczech do dziś
Tygodnik „Stern” i portal Frag den Staat dotarły do nowszych danych w tej sprawie. W grudniu 2023 roku rentę inwalidzką na podstawie ustawy o zaopatrzeniu ofiar wojny pobierało w kraju 7648 bezpośrednio poszkodowanych. Za granicą pobierało ją kolejnych 657 osób. Historyk i ekspert od nazizmu Stefan Klemp ocenił, że zbrodniarze wojenni stanowią około pięciu procent wszystkich odbiorców tej renty. Nazwał przepisy z 1998 roku „listkiem figowym”, bo w praktyce niemal nigdy nie są stosowane.
Od 1 stycznia 2024 roku przepisy przeniesiono do nowego kodeksu, czternastej księgi niemieckiego kodeksu socjalnego. Zmiana miała charakter organizacyjny i nie wprowadziła nowych narzędzi weryfikacji beneficjentów. Belgijski parlament przyjął w 2019 roku rezolucję w tej sprawie. Domagał się wstrzymania wypłat dla siedemnastu żyjących wówczas belgijskich ochotników Waffen-SS. Niemiecki rząd odpowiedział, że poza 99 wcześniej znanymi przypadkami nie ma wiedzy o kolejnych odebranych świadczeniach.
Odszkodowania dla Polski, dwieście razy mniejsze niż dla sprawców
Niemieckie odszkodowania dla polskich ofiar nazizmu wyniosły do dziś 1,43 miliarda euro. To ponad dwieście razy mniej niż 306 miliardów euro, które trafiły do nazistowskich funkcjonariuszy i ich rodzin.
Polskie szacunki, przygotowane między innymi przez dr Martę Baińczyk z Instytutu Zachodniego, wskazują na podobny rząd wielkości strat. Temat reparacji wojennych pozostaje przedmiotem sporu politycznego między Warszawą a Berlinem. Porównanie z sumami wypłaconymi nazistowskim funkcjonariuszom regularnie wraca w tej debacie jako argument.
