Order Orła Białego, odebrany Wołodymyrowi Zełenskiemu decyzją prezydenta Karola Nawrockiego, wrócił do Warszawy pocztą. Gest miał uderzyć w prestiż polskiego państwa, a w praktyce uruchomił spór, o którym piszą redakcje na wszystkich kontynentach. Krzysztof Wojczal, autor książek Trzecia Dekada i Polska do potęgi, na swoim kanale YouTube przekonuje, że Kijów popełnił błąd, którego skutki Ukraina będzie odczuwać przez lata. Sam Wojczal przyznaje, że jeszcze przed eskalacją oceniał sytuację inaczej. Ta zmiana stanowiska jest punktem wyjścia do całej przeprowadzonej przez niego analizy na Youtube.
Order wrócił do Warszawy pocztą
Decyzja o odebraniu odznaczenia Zełenskiemu miała wymiar przede wszystkim symboliczny. Kijów odpowiedział jednak eskalacją, którą Wojczal nazywa punktem zwrotnym całego sporu.
Na swoim koncie w serwisie X Wojczal napisał, że nie był zwolennikiem odbierania orderu, ponieważ obawiał się, że gest ten jedynie rozśmieszy stronę ukraińską i pokaże słabość Polski. Dodał jednak, że się mylił, bo w Kijowie potraktowano tę decyzję z powagą porównywalną do zawetowania wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej. Ta rewizja własnej oceny stanowi rdzeń jego argumentacji. Zamiast skompromitować Warszawę, skoordynowana reakcja Zełenskiego i jego otoczenia przeniosła punkt ciężkości sporu na stronę ukraińską.
Dlaczego eskalacja Kijowa zagrała na korzyść Warszawy?
Celem Kijowa było upokorzenie Polski i zdemonstrowanie swojej siły wobec sojusznika. Wojczal opisuje to jako kalkulację, która zawiodła i obróciła się przeciwko swoim autorom. Nadanie sprawie orderu rangi priorytetowej sprawiło, że temat trafił do globalnego obiegu informacyjnego, czego Kijów najwyraźniej nie przewidział. Zamiast zamknięcia sprawy w gronie dyplomatów, świat zobaczył spór sojuszników rozgrywany publicznie i z emocjami nieproporcjonalnymi do skali samego gestu. Wojczal podkreśla, że to właśnie skala reakcji ukraińskiej, a nie sama decyzja Nawrockiego, sprowokowała zainteresowanie mediów zagranicznych. Efekt, jaki uzyskała ukraińska dyplomacja, był odwrotny od zakładanego.
Ludobójstwo na Wołyniu trafia do mediów w 80 krajach
Spór o order przestał być sprawą dwustronną w momencie, gdy zaczęły o nim pisać redakcje poza Polską i Ukrainą. Wojczal szacuje zasięg medialny incydentu na około 80 krajów, w tym media anglosaskie, francuskie i niemieckie.
Wraz z opisem samego sporu pojawiły się w tych materiałach odniesienia do zbrodni wołyńskiej i do honorowania przez Ukrainę formacji odwołujących się do nazizmu. Wojczal zwraca uwagę, że temat ten przez lata pozostawał na marginesie zachodniej debaty publicznej, a eskalacja Kijowa wydobyła go na pierwszy plan. W tym kontekście wskazuje również na rolę Rosji, która wykorzystuje spór w wojnie informacyjnej, przedstawiając Zełenskiego jako polityka działającego na niekorzyść własnego kraju w relacjach z najważniejszym partnerem logistycznym Ukrainy.
Polska jako rywal numer dwa w ukraińskim myśleniu
Zdaniem Wojczala spór nie wynika z jednorazowej pomyłki dyplomatycznej, lecz z głębszego postrzegania Polski przez ukraińskie elity. W jego ocenie Rosja zajmuje w tym myśleniu bezapelacyjnie pozycję wroga pierwszego, a już Polska jawi się jako drugi najważniejszy rywal.
Warszawa proponuje model regionalnego partnerstwa budowany wokół koncepcji Międzymorza, oparty na współpracy gospodarczej i bezpieczeństwie wspólnym dla całego regionu. Wojczal opisuje, że po stronie ukraińskiej ta propozycja bywa odczytywana inaczej, jako próba zdominowania Ukrainy poprzez emigrację, kapitał i silne wpływy kulturowe. Ten lęk przed polonizacją, jak go się nazywa, napędza według niego część napięć widocznych ostatnio w przestrzeni cyfrowej, w tym aktywność kont związanych z ukraińskim wywiadem atakujących polskich komentatorów.
Zwrot Kijowa w stronę Berlina to pułapka na lata
Wojczal twierdzi, że ukraińska orientacja na Niemcy jako przeciwwagę dla wpływów Polski jest błędem strategicznym wynikającym z ukraińskiej krótkowzroczności. W książce Trzecia Dekada opisuje, że Niemcy w perspektywie najbliższych 15 do 20 lat staną przed głębokim kryzysem wewnętrznym.
Według tej prognozy Berlin, pochłonięty własnymi problemami społecznymi i gospodarczymi, przestanie traktować Ukrainę jako priorytet, gdy skończy się jej znaczenie w rywalizacji z Rosją. Wojczal opisuje to jako moment, w którym Kijów zostanie sam z problemem rosyjskim, mając jednocześnie napięte relacje z Warszawą. Jego zdaniem Ukraina jest w długiej perspektywie zależna od Polski, a obecna polityka oddalania się od Warszawy na rzecz Berlina obróci się przeciwko niej w kolejnych latach.
Polska ma mocne karty : gospodarka i wojsko
Wojczal wskazuje na stale rosnącą dysproporcję gospodarczą między Polską i Ukrainą jako fundament przyszłej przewagi Warszawy, również w stosunkach dyplomatycznych. Mówi o polskiej gospodarce dziesięciokrotnie większej od ukraińskiej, co w jego ocenie da Polsce decydujący wpływ na warunki odbudowy i akcesji Ukrainy do struktur zachodnich.
Drugim elementem tej przewagi jest sfera militarna. Polska, jak opisuje Wojczal, inwestuje w nowoczesną armię obejmującą satelity i nowoczesne systemy łączności, samoloty piątej generacji i liczne siły pancerne, podczas gdy Ukraina po wojnie pozostanie krajem osłabionym wewnętrznie, zależnym od finansowania zagranicznego i zmuszonym do ograniczenia własnych sił zbrojnych z powodu gigantycznych kosztów ich utrzymania. Wojczal przewiduje, że Zełeński, dziś rozmawiający z Trumpem i Macronem na równych zasadach, po wojnie znajdzie się w roli petenta czekającego na decyzje podejmowane w Warszawie.
Rachunek do wystawienia
Wojczal proponuje jasny podział między dwa rodzaje rozliczeń z Ukrainą. Pierwszy dotyczy wsparcia militarnego, drugi dyplomacji i polityki historycznej.
Czołgi i amunicja przekazane Ukrainie służyły według niego polskiemu interesowi, bo przyczyniały się do osłabienia Rosji, więc nie powinny być przedmiotem rozliczeń finansowych. Inny rachunek, jak to nazywa, należy wystawić za brak szacunku w relacjach dyplomatycznych i za przemilczanie prawdy historycznej o Wołyniu. Wojczal opisuje to podejście jako metodę małej łyżeczki, czyli spokojne i systematyczne odzyskiwanie wpływów gospodarczych oraz egzekwowanie uznania faktów historycznych bez oglądania się na bieżące emocje po stronie ukraińskiej.
Lekcja cynizmu, której Polacy nie chcieli, ale potrzebowali
Wojczal stawia tezę, że cały spór ma dla polskiego społeczeństwa wymiar terapeutyczny, choć nieplanowany przez nikogo. W jego ocenie eskalacja Kijowa skuteczniej niż lata debat publicznych pokazała Polakom, jak działa realna polityka międzynarodowa.
Spór zatem przyszedł w dobrym momencie, ponieważ wymusił odejście od myślenia o relacjach z Ukrainą w kategoriach bezwarunkowego braterstwa. Nie każdy odbiorca jest w stanie zrewidować swoje poglądy pod wpływem nowych faktów, a najbardziej zideologizowana część elektoratu partyjnego pozostaje odporna na tego typu argumenty niezależnie od obserwowanych wydarzeń. Grupę tą neleży oddzielić od szerszej części opinii publicznej, która zaczyna rozumieć, że relacje między państwami opierają się na twardych interesach i wzajemności, nie na sentymentach i romantycznych ideałach.
