Wielka Brytania wprowadza cenzurę internetu. Brytyjski regulator Ofcom uruchomił protokół kryzysowy, dzięki któremu rząd zyskuje narzędzie do błyskawicznego nakazywania platformom internetowym usuwania niewygodnych treści. Przepisy weszły w życie w dniu, w którym Belfast zapłonął po kolejnym brutalnym ataku migranta, zaledwie kilka dni po fali protestów w Southampton. Tam furia wybuchła po ujawnieniu nagrania, na którym policjanci zakuwają w kajdanki krwawiącego, umierającego 18-letniego Henry’ego Nowaka, podczas gdy on błaga, że nie może oddychać, bo uwierzyli oskarżeniom jego zabójcy o rasistowskie wypowidzi. Lewicowy rząd na to wszystko odpowiedział jednym, cenzurą internetu.
Ujawnione okoliczności śmierci Henry’ego Nowaka zapalnikiem protestów
Henry Nowak zginął w nocy z 3 na 4 grudnia zeszłego roku w Southampton. Wracał do akademika po spotkaniu ze znajomymi, gdy natknął się na Vickruma Digwę. 23-letni Sikh zaatakował go kirpanem, tradycyjnym ceremonialnym nożem o ostrzu długości 21 centymetrów. Ugodził go pięć razy, a ostatni cios trafił śmiertelnie w klatkę piersiową.
To, co wydarzyło się po przyjeździe policji, wywołało w Wielkiej Brytanii znacznie więcej emocji niż sam atak. Digwa przekonał funkcjonariuszy, że to on jest faktyczną ofiarą rasistowskiej napaści. Policjanci uwierzyli mu i zakuli krwawiącego Nowaka w kajdanki. Nastolatek powtarzał, że został dźgnięty nożem i nie może oddychać. Funkcjonariusze przez około trzy minuty kontynuowali wesoło rozmowę z Digwą. Dopiero potem zorientowali się w skali obrażeń, zdjęli kajdanki i zaczęli bezskuteczną reanimację.
Sprawa pozostawała poza głównym nurtem mediów przez pół roku. Zmieniło się to po opublikowaniu nagrań z kamer nasobnych policjantów, za zgodą rodziny ofiary. Lewicowy premier Keir Starmer określił materiał jako „potworny” i zapowiedział, że „istnieją poważne pytania, na które policja musi odpowiedzieć”. Działania funkcjonariuszy bada teraz Niezależne Biuro ds. Postępowania Policji. Trzech z nich ma postawione zarzuty, czwarty zwolnił się z pracy.
28 maja sąd uznał Digwę winnym morderstwa, odrzucając jego linię obrony jako samoobrony. 1 czerwca zapadł wyrok, dożywocie z możliwością starania się o zwolnienie warunkowe po 21 latach. Jego matka, 53-letnia Kiran Kaur, usłyszała wyrok za ukrycie noża użytego w ataku. Sędzia ocenił kłamstwo Digwy jako „nikczemne”, a jego postawę wobec ofiary jako „bezduszne lekceważenie” życia.
Tego samego wieczoru przed komisariatem policji w Southampton zebrał się tłum żądający sprawiedliwości dla Henry’ego Nowaka. Tłum przemaszerował później w stronę domu rodziny Digwy w dzielnicy St Denys. Protestujący obrzucili funkcjonariuszy butelkami i cegłami, niektórzy używali też świetlnych rac. 11 policjantów zostało rannych. Dwie osoby aresztowano.
Belfast płonie po kolejnym brutalnym ataku migranta
Wieczorem 8 czerwca w północnym Belfaście na Kinnaird Avenue, 30-letni Sudańczyk Hadi Alodid rzucił się z nożem na przypadkowego przechodnia. Powalił go na ziemię i zaczął zadawać ciosy w głowę i szyję, próbując odciąć mu głowę. Ofiara, mężczyzna po czterdziestce, doznała ciężkich ran twarzy, szyi, pleców i oczu, a jego stan przez wiele godzin lekarze określali jako krytyczny.
Atak przerwali okoliczni mieszkańcy i przechodnie, którzy obezwładnili napastnika, zanim na miejsce dotarła policja. Nagranie z końcowej fazy napaści obiegło media społecznościowe jeszcze tego samego dnia. Alodid mieszkał w Wielkiej Brytanii od 2023 roku, gdy uzyskał pozwolenie na pobyt po złożeniu wniosku o azyl. Stanął przed sądem z zarzutem usiłowania zabójstwa.
Już następnego dnia setki demonstrantów wyszły na ulice Belfastu. Podpalono jeden z budynków typu HMO, czyli lokal finansowany przez podatników, w którym mieszkają osoby ubiegające się o azyl. Lokalni politycy i przedstawiciele wspólnot religijnych wskazywali, że celem atakujących byli głównie nielegalni imigranci o czarnym kolorze skóry, niezależnie od tego, czy mieli jakikolwiek związek z napastnikiem.
Protesty nie ograniczyły się do Belfastu. Brytyjczycy wyszli na ulice także w Manchesterze, Liverpoolu, Glasgow, Edynburgu i Southampton. Według komentatorów, mieszkańcy tych miast przestali wierzyć, że policja stoi po ich stronie. Po Southampton i Belfaście trudno się temu dziwić.
Ofcom publikuje protokół cenzury w dniu zamieszek
W dniu, w którym Belfast płonął, brytyjski regulator Ofcom opublikował finalną wersję protokołu reagowania kryzysowego. Dokument powstał po atakach w Southport w 2024 roku, gdy nożownik zaatakował dzieci w szkole tanecznej. Tym razem wejście w życie zbiegło się z falą protestów wywołanych zabójstwem Henry’ego Nowaka i atakiem w Belfaście.
Protokół zobowiązuje duże platformy internetowe do stworzenia bezpośrednich kanałów komunikacji z organami ścigania na czas trwania kryzysu. Oznacza to, że moderatorzy serwisów społecznościowych mają priorytetowo rozpatrywać treści zgłoszone przez policję. Projektodawcy regulacji argumentują, że tradycyjne procedury moderacji są zbyt wolne w stosunku do tempa rozprzestrzeniania się informacji w sieci podczas kryzysu. Przeciwnicy wskazują na coś innego, mechanizm pozwala usuwać treści niemal natychmiast, bez udziału sądu i bez przejrzystości całego procesu.
Zakres regulacji obejmuje praktycznie cały internet
Procedury kryzysowe dotyczą największych platform społecznościowych, komunikatorów, forów dyskusyjnych, serwisów randkowych i platform udostępniania zdjęć i filmów. Zakresem objęto też niektóre usługi oparte na sztucznej inteligencji. W praktyce większość popularnych miejsc komunikacji internetowej działających na Wyspach Brytyjskich może zostać objęta nowymi procedurami.
Wyjątkiem pozostają tradycyjne kanały komunikacji, poczta elektroniczna, SMS-y i klasyczne połączenia telefoniczne. Tak szeroki zakres regulacji oznacza, że nowe przepisy mogą wpływać na funkcjonowanie ogromnej części brytyjskiego internetu. To nie pierwszy raz, gdy Ofcom sięga po szerokie kompetencje wynikające z Online Safety Act. Regulator wszczął już wcześniej formalne postępowania wobec 4chan i siedmiu serwisów do udostępniania plików, mimo że żaden z nich nie ma siedziby ani infrastruktury w Wielkiej Brytanii.
Cenzura jak w Rosji, tylko pod inną etykietą
Najwięcej kontrowersji dotyczy faktu, że nowe procedury nie ograniczają się do sytuacji, w których kryzys już trwa. Platformy mają reagować również wtedy, gdy kryzys może wystąpić. W praktyce oznacza to, że rząd może nakazać usunięcie informacji o kolejnym ataku migranta zanim ludzie zdążą się o nim dowiedzieć, pod pretekstem ochrony porządku publicznego. Pojęcie potencjalnego zagrożenia, jak ostrzegają krytycy, można interpretować bardzo szeroko. Wystarczy gwałtowny wzrost liczby publikacji o kolejnym ataku migranta, by rząd uznał, że trzeba uruchomić specjalne procedury i ograniczyć przepływ informacji.
To nie jest zapobieganie kryzysom. To ukrywanie przed brytyjską opinią publiczną skali przestępstw popełnianych przez migrantów, prowadzone pod pozorem troski o spokój społeczny. Mechanizm, w którym władza decyduje, jakie fakty obywatele mogą poznać, by przypadkiem nie zareagowali zbyt gwałtownie, to metoda znana z Rosji i krajów byłego bloku komunistycznego, nie z demokracji zachodniej. Tam też tłumiono informacje o przestępstwach, zamieszkach i niewygodnych zdarzeniach w imię stabilności państwa.
W praktyce moderacja może zacząć ograniczać zasięgi lub usuwać materiały jeszcze przed wybuchem realnych rozruchów, zanim opinia publiczna zdąży się zorientować, co się stało. Organizacje broniące wolności słowa ostrzegają, że to otwiera drogę do prewencyjnej kontroli treści bez udziału sądu i bez żadnej przejrzystości. Platformy, które nie podporządkują się nowym przepisom, narażają się na grzywny do 18 milionów funtów lub 10% globalnych przychodów, a w skrajnych przypadkach na sankcje karne dla członków zarządu i blokady dostępu do usług w całej Wielkiej Brytanii. Niektóre serwisy, takie jak Gab, BitChute czy Kiwi Farms, już wcześniej zablokowały dostęp dla brytyjskich użytkowników, twierdząc, że nie da się pogodzić ich funkcjonowania z wymogami brytyjskiego prawa.
Ojciec Henry’ego Nowaka, Mark Nowak, apelował publicznie, by śmierci jego syna nie wykorzystywać do siania nienawiści, podziałów ani przemocy. Chciał, by sprawa posłużyła poprawie bezpieczeństwa na ulicach dla wszystkich. Rząd odpowiedział protokołem kryzysowym dla internetu.
