We Lwowie stanęła nowa instalacja pamięci poświęcona Irynie Farion. Ukraińska językoznawczyni i wieloletnia działaczka partii Swoboda zginęła w zamachu w lipcu 2024 roku. Za życia regularnie krytykowała Polskę i ostrzegała przed „opolaczeniem” swoich rodaków. Publicznie cytowała także pisma Adolfa Hitlera podczas nacjonalistycznego marszu we Lwowie. Odsłonięcia dokonał mer Lwowa Andrij Sadowy, sam znany z wieloletniego propagowania kultu Stepana Bandery.
Stela stanęła w miejscu zamachu
Miejsce pamięci powstało na dziedzińcu przy ulicy Masaryka, dokładnie tam, gdzie doszło do zamachu na Farion. Dziedziniec znajduje się we Lwowie. Centralnym elementem instalacji jest miedziana stela, nieco wyższa od człowieka.
Na ścianach steli wyryto cztery słowa. To język i wolność, a także naród i siła. Przez wycięcia widać kamień z dwudziestoma cytatami Farion. Mer Sadowy napisał, że „miedź i kamień się zmienią, ale słowa pozostaną”. Dodał też, że Lwów pamięta.
Podziwiała Hitlera na Marszu Sławy UPA
W 2014 roku Farion wzięła udział w lwowskim Marszu Sławy UPA, corocznym wydarzeniu gloryfikującym Ukraińską Powstańczą Armię. Podczas przemówienia publicznie cytowała fragmenty pism Adolfa Hitlera. Gest wywołał oburzenie w Polsce i wśród nielicznych komentatorów na Ukrainie.
Publiczne cytowanie słów przywódcy III Rzeszy na marszu nacjonalistycznym powszechnie odebrano jako wyraz podziwu dla jego postaci. Farion nigdy się od tamtej wypowiedzi nie odcięła ani jej później nie skomentowała krytycznie.
Walczyła z „opolaczaniem” Ukrainy
Farion od lat ostrzegała przed zjawiskiem, które nazywała „opolaczeniem” Ukraińców. Wzywała do przeciwdziałania mu, traktując je jako zagrożenie dla tożsamości narodowej. Jako językoznawczyni budowała tę narrację wokół obrony języka ukraińskiego.
Terminem „opolaczenie” określała proces, w którym Ukraińcy mieliby tracić własną tożsamość na rzecz polskiej kultury. W jej ujęciu miało to być zagrożenie porównywalne z asymilacją narzucaną z zewnątrz. Postulat ten łączyła bezpośrednio z krytyką polskiej polityki historycznej wobec Lwowa i dawnych Kresów Wschodnich.
Oskarżała Polskę o okupację ziem
Farion wielokrotnie twierdziła, że Polska bezprawnie zajmuje 19,5 tysiąca kilometrów kwadratowych ziem, które nazywała etnicznie ukraińskimi. Nazywała to „niezagojoną raną na ukraińsko-narodowej duszy”. Do spornego obszaru zaliczała między innymi okolice Zamościa i Lublina. Wymieniała też Rzeszów i Przemyśl.
Farion relatywizowała też zbrodnię wołyńską. Pytała retorycznie, co w ogóle Polacy robili na ukraińskiej ziemi, sugerując, że sami sprowokowali tragedię swoją tam obecnością. Wypowiedź ta wywołała ostrą, choć już zapomnianą krytykę w Polsce.
Zginęła na lwowskiej ulicy
19 lipca 2024 roku nieznany napastnik postrzelił Farion w skroń na jednej z lwowskich ulic. Karetka przewiozła ją do szpitala w stanie krytycznym. Mimo wysiłków lekarzy zmarła tego samego dnia.
Pięć dni później rosyjska neonazistowska grupa „National Socialism/White Power” opublikowała w sieci manifest rzekomego zabójcy razem z nagraniem momentu strzału. Autor manifestu napisał, że zabił Farion, ponieważ jej radykalizm językowy dzielił Ukraińców. Nazwał ją przy tym „zdrajczynią”.
Kim jest kontrowersyjny mer Lwowa
Andrij Sadowy jest merem Lwowa od 2006 roku i regularnie oddaje hołd symbolom banderowskim. Za jego kadencji stanął we Lwowie pomnik Stepana Bandery. Bandera jako lider OUN ponosi współodpowiedzialność za zbrodnię wołyńską.
Co roku, pierwszego stycznia, Sadowy odwiedza pomnik i publikuje wpisy chwalące Banderę z okazji jego urodzin. W 2023 roku napisał, że na przykładzie Bandery wyrosło nowe pokolenie.
W marcu 2024 roku promował wydarzenie przy lwowskim muzeum Romana Szuchewycza. Szuchewycz dowodził UPA, odpowiedzialną za zbrodnie na Polakach. Placówka została zniszczona w rosyjskim ataku rakietowym na początku tego samego roku, a władze miasta zapowiadały jej odbudowę.
W lutym 2025 roku Sadowy skrytykował polskiego polityka Sławomira Mentzena za krytykę pomnika Bandery we Lwowie. Nazwał go wtedy prorosyjskim politykiem z polskim paszportem.
W styczniu 2026 roku politycy Prawa i Sprawiedliwości zaapelowali o uznanie Sadowego za osobę niepożądaną w Polsce. Jako powód wskazali lansowany przez niego kult Bandery i Szuchewycza. Kilka miesięcy później, przy okazji sporu o niezapłacony kontrakt z polską firmą, Jarosław Kaczyński nazwał go banderowcem oczywistym.
Mimo tych wszystkich kontrowersji Lwów pozostaje miastem partnerskim Wrocławia. Umowę o współpracy podpisano jeszcze w 2001 roku i obowiązuje ona do dziś.
Prezydent Jacek Sutryk swoją pierwszą zagraniczną wizytę na stanowisku złożył właśnie we Lwowie. Publicznie chwalił też to partnerstwo, nazywając mieszkańców obu miast ludźmi empatycznymi i wrażliwymi na potrzeby drugiej strony.
