Prezydent Donald Trump ogłosił w czwartek na portalu Truth Social, że uznaje Antifę za „znaczącą organizację terrorystyczną”. Decyzja ta była bezpośrednią odpowiedzią na zabójstwo konserwatywnego aktywisty Charlie’go Kirka, którego zamachowiec Tyler Robinson pozostawił na pociskach napisy związane z ideologią transseksualną i zaczerpniętą od ANTIFY. Trump zapowiedział również „stanowcze zalecenie dokładnego zbadania osób finansujących ANTIFA, zgodnie z najwyższymi standardami i praktykami prawnymi„. To drugie podejście prezydenta do tego tematu – pierwsze miało miejsce po brutalnych zajściach związanych ze śmiercią George’a Floyda w 2020 roku.
Trump uderza w „chorą lewicową katastrofę” po zamachu z napisami Antify na pociskach
Zabójstwo Charlie’go Kirka 10 września 2025 roku stało się punktem zwrotnym w polityce Trumpa wobec skrajnie lewicowych bojówkarzy. Tyler Robinson, zamachowiec który zastrzelił konserwatywnego aktywistę, pozostawił na łuskach po pociskach napisy związane z ideologią transseksualną i wprost zaczerpnięte od ANTIFY.
„Z przyjemnością informuję licznych amerykańskich Patriotów, że kwalifikuję ANTIFĘ, CHORĄ, NIEBEZPIECZNĄ, RADYKALNIE LEWICOWĄ KATASTROFĘ, JAKO ZNACZĄCĄ ORGANIZACJĘ TERRORYSTYCZNĄ” – napisał Trump na Truth Social późną nocą czasu brytyjskiego, gdzie przebywał z wizytą. Ostre sformułowania prezydenta wskazują na zmianę retoryki – od politycznych deklaracji do konkretnych działań wymierzonych w struktury finansowania lewicowych bojówkarzy.
Kirk, znany z organizowania konserwatywnych i niezwykle popularnych wydarzeń na uniwersytetach amerykańskich, stał się celem ze względu na swoją działalność edukacyjną przeciwko lewicowej indoktrynacji. Robinson działał według wzorca charakterystycznego dla tak zwanych „antyfaszystów” – eliminacji przeciwników ideologicznych przy użyciu przemocy fizycznej.
Drugie podejście Trumpa – pierwsza próba po brutalnych zadymach George’a Floyda
Trump już podczas swojej pierwszej kadencji planował podobny krok w następstwie antypolicyjnych zamieszek po śmierci George’a Floyda, lecz ostatecznie tego nie zrobił. Opór wewnątrz administracji, szczególnie ze strony byłego szefa FBI Christophera Wraya, skutecznie zablokował wówczas te plany. Wray argumentował wtedy, że uznanie krajowej organizacji za terrorystyczną naruszałoby swobody konstytucyjne członków tych grup.
George Floyd, którego śmierć podczas interwencji policyjnej w Minneapolis stała się pretekstem do wielu miesięcy zamieszek, miał za sobą długą historię przestępczą. W 2007 roku skazano go na pięć lat więzienia za napad z bronią na ciężarną kobietę w jej mieszkaniu. Floyd przystawił lufę pistoletu do brzucha ciężarnej kobiety, podczas gdy jego wspólnicy przeszukiwali dom w poszukiwaniu narkotyków i pieniędzy. W dniu swojej śmierci był pod wpływem narkotyków i próbował płacić fałszywym banknotem 20 dolarów.
Zamieszki po śmierci Floyda kosztowały amerykańską gospodarkę ponad 2 miliardy dolarów strat, a skrajnie lewicowe bojówki systematycznie atakowały komisariaty policji, niszczyły pomniki historyczne i na masową skalę wspierały grabienie sklepów popularnych „kapitalistycznych” marek. Tym razem Trump ma większą swobodę działania i wyraźną wolę polityczną do konfrontacji z radykalnymi grupami.
Prawna luka daje Trumpowi szerokie możliwości działania przeciwko bojówkarzom
W amerykańskim prawie nie ma formalnej kategorii „znaczącej organizacji terrorystycznej” (major terrorist organization), lecz jedynie „zagraniczne organizacje terrorystyczne” (foreign terrorist organization, FTO). Ta pozorna słabość prawna może okazać się jednak atutem w rękach prezydenta. Brak precyzyjnych definicji oznacza większą swobodę interpretacyjną i możliwość stworzenia nowych mechanizmów prawnych.
Wpisanie na listę FTO daje amerykańskim władzom rozszerzone możliwości ścigania członków organizacji – również poza granicami USA – za wspieranie ich działalności, czy ich finansowanie. Trump może zastosować podobne mechanizmy wobec Antify, tworząc precedens dla krajowych organizacji terrorystycznych. Oznacza to możliwość zamrażania kont bankowych, aresztowań bez kaucji oraz ścigania osób wspierających finansowo działalność bojówkarzy.
Administracja ma do dyspozycji narzędzia wywodzące się z Patriot Act, które pozwalają na szeroką inwigilację i śledzenie przepływów finansowych. Osoby przekazujące pieniądze organizacjom uznanym za terrorystyczne mogą zostać oskarżone o wspieranie terroryzmu, co niesie ze sobą wieloletnie wyroki więzienia.
Polscy sympatycy tak zwanych „antyfaszystów” na celowniku amerykańskiego wymiaru sprawiedliwości
Decyzja Trumpa może mieć dalekosiężne konsekwencje również dla polskich obywateli wspierających działalność skrajnie lewicowych bojówkarzy. Amerykańskie prawo pozwala na ściganie obcokrajowców za finansowanie organizacji terrorystycznych, niezależnie od tego, gdzie popełnili przestępstwo. Wystarczy, że transakcja przeszła przez amerykański system bankowy lub dotyczyła amerykańskiej waluty.
Polskie organizacje pozarządowe i fundacje, które w przeszłości wspierały finansowo działania tak zwanych „antyfaszystów”, mogą znaleźć się pod lupą amerykańskich służb. System SWIFT i międzynarodowe przepływy finansowe są monitorowane przez amerykańskie służby, co oznacza, że nawet drobne wpłaty na rzecz powiązanych organizacji mogą zostać wykryte.
Zamrożenie aktywów to tylko początek możliwych konsekwencji. Osoby objęte amerykańskimi sankcjami mogą zostać wpisane na listę OFAC (Office of Foreign Assets Control), co oznacza zakaz podróżowania do USA, zamrożenie wszystkich aktywów w amerykańskim systemie finansowym oraz zakaz współpracy z amerykańskimi firmami. Dla biznesmenów i polityków oznacza to faktyczne odcięcie od globalnej gospodarki.
Warszawa areną działań skrajnie lewicowych bojówkarzy – regularne zakłócanie Marszu Niepodległości
Skrajnie lewicowi bojówkarze podający się za „antyfaszystów” od lat systematycznie zakłócają obchody polskiego święta narodowego 11 listopada w Warszawie. Marsz Niepodległości, największe wydarzenie patriotyczne w Polsce, regularnie staje się areną konfrontacji z radykalnymi grupami lewicowymi.
W 2018 roku lewicowi bojówkarze zorganizowali kontrmanifestację „Warszawa bez faszyzmu”, która przerodziła się w starcia z policją na placu Bankowym. Użyli oni kamieni, rac i petard, atakując uczestników marszu oraz funkcjonariuszy. 76 osób zostało zatrzymanych, w tym organizatorzy kontrdemonstracji. Rok później podobne wydarzenia miały miejsce na trasie marszu, gdzie bojówkarze próbowali zablokować przemarsz przy użyciu transparentów i łańcuchów.
Działania warszawskich komórek obejmują również regularne ataki na narodowe symbole i pomniki historyczne. W 2020 roku podczas protestów związanych z wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego lewicowi aktywiści zdewastowali pomnik Jana Kilińskiego, malując na nim symbole anarchistyczne i hasła antyrządowe. Podobne działania objęły pomnik Chrystusa Króla „Sursum corda” przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, gdzie umieszczono tęczową flagę i hasła antykatolickie.
