Wyobraź sobie nauczyciela zgłaszającego ucznia do programu antyterrorystycznego, ponieważ ten wypożyczył z biblioteki szkolnej „Opowieści z Narnii” C.S. Lewisa. Niezależna recenzja brytyjskiego programu Prevent – flagowej inicjatywy przeciwdziałania terroryzmowi – ujawniła, że jednostki rządowe sklasyfikowały klasykę zachodniej literatury i filozofii jako potencjalne sygnały prawicowej radykalizacji. „Władca Pierścieni”, „1984”, „Lewiatan” Hobbesa – wszystkie trafiły na listy „niepokojących” lektur. Program, który miał chronić Brytanię przed prawdziwymi zagrożeniami, przekształcił się w karykaturę orwellowskiej kontroli myśli.
Tolkien i Lewis na cenzurowanym – absurd w służbie „bezpieczeństwa”
Raport Williama Shawcrossa ujawnił skandaliczne odkrycie: Research, Information and Communications Unit (RICU) – badawcza jednostka powiązana z programem Prevent – stworzyła listy autorów i dzieł, których czytanie miało sygnalizować potencjalną radykalizację prawicową. Na tych listach znalazły się nazwiska, które każdy uczeń średniej szkoły powinien znać: J.R.R. Tolkien, C.S. Lewis, George Orwell, Aldous Huxley, Joseph Conrad, a nawet William Shakespeare.
Filozofowie polityczni nie zostali pominięci. Thomas Hobbes z „Lewiathanem”, John Locke, Edmund Burke i Adam Smith – myśliciele, którzy ukształtowali podstawy zachodniego liberalizmu i nowoczesnej demokracji – również pojawili się jako „red flags”. Materiały RICU sklasyfikowały dzieła konserwatywnych komentatorów jako „kluczowe teksty nacjonalizmu kulturowego”, sugerując, że zainteresowanie tradycyjną filozofią polityczną może wskazywać na drogę do ekstremizmu.
Andrew Roberts, historyk i biograf Churchilla, skomentował listę z niedowierzaniem, nazywając ją „programem nauczania dla każdego, kto chce cywilizowanej, liberalnej, kulturalnej edukacji”. Paradoks był oczywisty: rządowa jednostka antyterrorystyczna oznaczała jako podejrzane dokładnie te teksty, które przez stulecia były fundamentem brytyjskiej cywilizacji i edukacji humanistycznej.
Lista zawierała również współczesnych autorów konserwatywnych, co sugerowało, że problem nie dotyczył tylko klasyki, ale każdej formy myślenia odchylającej się od progresywnego mainstreamu. Mechanizm był prosty: jeśli młoda osoba interesowała się konserwatywnymi filozofami lub krytykami współczesności, stawała się potencjalnym podejrzanym.
Recenzja Shawcrossa obnaża wypaczenie priorytetów „programu antyterrorystycznego”
William Shawcross, były przewodniczący Komisji Charytatywnej, przeprowadził niezależną recenzję programu Prevent na zlecenie rządu brytyjskiego. Jego ustalenia z lutego 2023 roku ujawniły fundamentalną sprzeczność: program systematycznie ignorował rzeczywiste zagrożenie terrorystyczne, koncentrując się na ideologicznie motywowanym prześladowaniu konserwatywnej myśli.
Liczby mówiły same za siebie. W momencie publikacji raportu 80% aktywnych śledztw antyterrorystycznych MI5 i policji dotyczyło islamskiego ekstremizmu. Tylko 10% śledztw koncentrowało się na skrajnej prawicy. Tymczasem dane Prevent pokazywały odwrotną tendencję: w roku 2020-2021 zaledwie 22% zgłoszeń dotyczyło islamizmu, podczas gdy około 1200 przypadków – prawie połowa wszystkich zgłoszeń – odnosiło się do domniemanego ekstremizmu prawicowego.
Shawcross nie pozostawił wątpliwości co do przyczyn tej dysproporcji. Program został przejęty przez aktywistów i biurokrację kierującą się ideologią, nie analizą rzeczywistych zagrożeń. Od 2017 roku definicja „ekstremizmu prawicowego” została rozszerzona tak bardzo, że objęła poglądy konserwatywne powszechnie akceptowane w społeczeństwie brytyjskim – sceptycyzm wobec masowej imigracji, krytykę polityki tożsamościowej, przywiązanie do tradycyjnych wartości.
Dane historyczne pogłębiały ten obraz. Z 14 śmiertelnych ataków terrorystycznych w Wielkiej Brytanii od 2005 roku, 13 było dziełem islamskich ekstremistów. Tylko jeden – morderstwo posłanki Jo Cox w 2016 roku – miało podłoże skrajnie prawicowe. Mimo to aparat Prevent działał tak, jakby proporcje były odwrotne.
Recenzja Shawcrossa ujawniła również, że szkolenia dla nauczycieli, pracowników socjalnych i innych osób zobowiązanych do zgłaszania przypadków radykalizacji, były prowadzone w sposób, który demonizował konserwatyzm jako drogę do przemocy. Materiały szkoleniowe przedstawiały zainteresowanie klasyczną filozofią zachodnią czy krytyką współczesnego feminizmu jako „wskaźniki radykalizacji”.
Polityczna poprawność zastąpiła analizę zagrożeń – jak RICU kreowało listy „niebezpiecznych” książek
Research, Information and Communications Unit powstała jako badawczo-analityczna część Home Office odpowiedzialna za identyfikację trendów w radykalizacji. W teorii jej zadaniem było dostarczanie opartych na faktach analiz zagrożeń terrorystycznych. W praktyce RICU przekształciła się w warsztat kreowania ideologicznych narracji, w których konserwatyzm równał się ekstremizmowi.
Dokumenty ujawnione w raporcie Shawcrossa pokazywały metodologię RICU: jednostka tworzyła profile „typowych” radykałów prawicowych, opierając się na stereotypach i założeniach politycznych, nie na danych empirycznych. Według tych profili, młoda osoba zainteresowana klasyką filozofii politycznej, krytyczna wobec polityki migracyjnej, czytająca Tolkiena czy Orwella, miała być traktowana jako potencjalnie zagrożona radykalizacją.
John Kyle, radny Ulster Unionist Party, skomentował z goryczą: „Wiedziałem, że reżimy komunistyczne i totalitarne uważają chrześcijaństwo za niebezpiecznie wywrotowe, ale gdy brytyjski rząd oznacza książki Narnii C.S. Lewisa jako zagrożenie terrorystyczne, jego jednostka antyterrorystyczna straciła kontakt z rzeczywistością„. Kyle odnosił się do faktu, że chrześcijańskie alegorie Lewisa zostały sklasyfikowane jako literatura mogąca prowadzić do radykalizacji – absurd szczególnie jaskrawy w kraju o tradycji chrześcijańskiej.
Douglas Murray, brytyjski publicysta i autor „Przedziwnej śmierci Europy”, określił działania RICU jako próbę „kryminalizacji normalności”. Murray argumentował, że umieszczenie klasyków literatury i filozofii na listach podejrzanych lektur było celowym działaniem mającym oznaczyć każdą formę intelektualnego konserwatyzmu jako podejrzaną i niebezpieczną.
Procedury RICU były nieprzejrzyste. Nie było jasne, kto decydował o umieszczeniu konkretnych autorów na listach, jakie kryteria stosowano, ani czy istniał jakikolwiek proces odwoławczy. Shawcross odkrył, że listy były tworzone przez niewielką grupę analityków o progresywnych poglądach, bez konsultacji z ekspertami od literatury, filozofii czy historii.
Szczególnie niepokojące było to, że materiały RICU trafiały do szkół, uniwersytetów i innych instytucji jako oficjalne wytyczne identyfikacji radykalizacji. Nauczyciele otrzymywali szkolenia, w których uczono ich, że uczeń zainteresowany Burkiem lub Tolkienem może być „at risk” i powinien zostać zgłoszony do władz.
Gdy czytanie Orwella staje się orwellowskie – paradoks programu Prevent
Ironia sytuacji była tak oczywista, że stała się przedmiotem prześmiewczych komentarzy. Program przypominający metody opisane w „1984” George’a Orwella oznaczył właśnie tę powieść jako literaturę mogącą prowadzić do radykalizacji prawicowej. „Fahrenheit 451” Raya Bradbury’ego – dystopia o społeczeństwie palącym książki – również znalazła się na liście podejrzanych lektur.
Orwell pisał w „1984” o Ministerstwie Prawdy, które kontrolowało informacje i przepisywało historię, by pasowała do bieżącej linii partii. Winston Smith, główny bohater, pracował przy niszczeniu niewygodnych dokumentów. W świecie Prevent, niewygodne stały się same dzieła Orwella – nie dlatego, że wzywały do przemocy, ale dlatego, że uczyły krytycznego myślenia o władzy i manipulacji.
W „1984” Newspeak miał ograniczyć możliwości myślenia poprzez redukcję języka. Program Prevent działał podobnie, tworząc atmosferę, w której samo posiadanie pewnych książek lub wyrażanie pewnych poglądów mogło skutkować zgłoszeniem do władz. Studenci i uczniowie uczyli się autocenzury – bezpieczniej było nie wypożyczać kontrowersyjnych książek, nie zadawać niewygodnych pytań, nie wyrażać opinii odbiegających od mainstreamu.
„Fahrenheit 451” przedstawiał społeczeństwo, w którym strażacy nie gasili pożarów, ale palili książki. Guy Montag, główny bohater, był strażakiem, który zaczynał kwestionować sens niszczenia literatury. Bradbury ostrzegał przed kulturą, w której ludzie dobrowolnie rezygnują z myślenia na rzecz powierzchownej rozrywki i konformizmu. Program Prevent realizował tę wizję: książki same w sobie nie były palone, ale młodzi ludzie byli zniechęcani do ich czytania przez atmosferę podejrzliwości.
Paradoks pogłębiał fakt, że obie powieści – „1984” i „Fahrenheit 451” – były od dekad lekturami szkolnymi w Wielkiej Brytanii i USA. Całe pokolenia uczyły się na nich, jak rozpoznawać mechanizmy totalitaryzmu i bronić wolności myśli. Teraz same te lekcje stawały się podejrzane dla „postępowego i liberalnego” rządu.
Niektórzy komentatorzy wskazywali, że problem nie dotyczył tylko konkretnych tytułów, ale szerszego trendu. Program Prevent funkcjonował w kulturze, w której krytyka establishmentu – niezależnie od tego, czy wyrażana była przez lewicę czy prawicę – była traktowana jako zagrożenie. Orwell byłby przerażony, ale nie zdziwiony.
Prawdziwe ofiary Prevent – dzieci zgłaszane za wypożyczanie książek ze szkolnej biblioteki
Za abstrakcyjnymi listami i polityką kryły się konkretne ludzkie tragedie. Raport Shawcrossa oraz śledztwo Amnesty International ujawniły dziesiątki przypadków dzieci i młodzieży niesłusznie zgłoszonych do programu Prevent, często z absurdalnych powodów. Każde takie zgłoszenie pozostawiało trwałe ślady – piętno podejrzenia, naruszenie zaufania, poczucie zagrożenia.
Historia „Joela” – nazwisko zmienione dla ochrony tożsamości – pokazywała mechanizm w akcji. Czternastoletni uczeń próbował wypożyczyć z biblioteki szkolnej książkę o historii II wojny światowej, która znajdowała się w oficjalnych zasobach placówki. Bibliotekarka uznała, że zainteresowanie tematyką militarną może być sygnałem radykalizacji i zgłosiła chłopca do Prevent. Joel został wezwany na rozmowę z koordynatorem programu, przesłuchany o swoje poglądy polityczne i zainteresowania. Rodzice chłopca dowiedzieli się o sprawie dopiero po fakcie.
Przypadek czterolatka znanego jako „Zak” był jeszcze bardziej groteskowy. Przedszkolak wspomniał nauczycielce, że jego tata ma „broń i bomby”. Kobieta natychmiast zgłosiła sprawę do Prevent. Śledztwo ujawniło, że dziecko mówiło o grze komputerowej Fortnite, w którą grał ojciec. Mimo wyjaśnienia, rodzina pozostała w systemie przez miesiące, regularnie sprawdzana przez pracowników socjalnych.
Amnesty International przeprowadziła w 2016 roku szczegółową analizę funkcjonowania Prevent. Organizacja ustaliła, że tylko 13% zgłoszeń kończyło się rzeczywistymi działaniami w ramach programu – co oznaczało, że 87% przypadków było fałszywymi alarmami. Mimo to każde zgłoszenie prowadziło do przesłuchań, inwigilacji, poczucia zagrożenia.
Rodzice dzieci zgłoszonych do Prevent opisywali atmosferę strachu. Matka jednego z chłopców powiedziała Amnesty: „Czułam się, jakby moje dziecko było traktowane jak przyszły terrorysta, bo zadawało pytania o politykę na lekcji”. Inny rodzic wspominał: „Mój syn przestał się odzywać w szkole. Bał się, że cokolwiek powie, zostanie źle zrozumiane”.
Szczególnie dotknięte były społeczności muzułmańskie. Mimo że Shawcross krytykował Prevent za niedostateczną uwagę dla islamskiego ekstremizmu, to właśnie muzułmańskie dzieci najczęściej padały ofiarami nadgorliwych zgłoszeń. Sześciolatek zgłoszony za narysowanie ogórka, który nauczyciel wziął za pistolet. Dziewięciolatek zgłoszony za przyniesienie do szkoły bransoletkę z arabskimi napisami.
Długoterminowe skutki były druzgocące. Badania psychologiczne pokazywały, że dzieci zgłoszone do Prevent często rozwijały lęki, problemy z zaufaniem do autorytetów, poczucie alienacji. Rodziny czuły się napiętnowane, wycofywały się z życia społecznego, unikały szkół i instytucji publicznych.
Program, który miał chronić młodych ludzi przed radykalizacją, sam stał się narzędziem traumatyzacji. Zamiast budować zaufanie między społecznościami a władzami, Prevent tworzył atmosferę podejrzliwości, w której każde dziecko było potencjalnym podejrzanym, a każdy nauczyciel – potencjalnym donosicielem.
Gdy ochrona przed terroryzmem przemienia się w narzędzie ideologicznej kontroli
Program Prevent nie powstawał jako narzędzie ideologicznej kontroli. Uruchomiony w 2003 roku jako odpowiedź na rosnące zagrożenie islamskim terroryzmem po 11 września, miał identyfikować jednostki zagrożone radykalizacją i oferować im wsparcie. Przez pierwszą dekadę funkcjonował przede wszystkim w społecznościach muzułmańskich, koncentrując się na zapobieganiu rekrutacji przez Al-Kaidę i później ISIS.
Przełom nastąpił w 2016 roku. Brexit, wybór Donalda Trumpa, rosnąca popularność partii populistycznych w Europie – te wydarzenia wywołały moralną panikę w progresywnych lewicowych elitach. Media głównego nurtu zaczęły mówić o „fali populizmu” i „wzroście skrajnej prawicy” jako głównych zagrożeniach dla ich wizji demokracji. W tym klimacie definicja „ekstremizmu” została maksymalnie rozszerzona, by objąć poglądy konserwatywne wcześniej uznawane za mieszczące się w głównym nurcie polityki.
Shawcross w swojej recenzji szczegółowo opisał, jak liberalne środowiska przejęły kontrolę nad Prevent. Rekrutacja do RICU i innych jednostek związanych z programem faworyzowała osoby o lewicowych, progresywnych poglądach. Szkolenia dla nauczycieli i pracowników socjalnych były prowadzone przez organizacje pozarządowe z wyraźną lewicową agendą polityczną. Materiały edukacyjne przedstawiały konserwatyzm jako spektrum od „problematycznego” do „ekstremistycznego”.
Uniwersytety stały się szczególnym polem bitwy. Campus Watch, organizacja monitorująca wolność słowa na uczelniach, dokumentowała dziesiątki przypadków, w których konserwatywni mówcy byli odwoływani pod pretekstem „bezpieczeństwa” związanego z Prevent. Douglas Murray, Roger Scruton, Jordan Peterson – intelektualiści, którzy nigdy nie wzywali do przemocy, byli traktowani jako zbyt ryzykowni, by mogli występować na brytyjskich uniwersytetach.
Mechanizm był prosty: jeśli zaproszona osoba mogła „spowodować radykalizację” zgodnie z szeroką definicją Prevent, uniwersytet ryzykował utratę finansowania lub interwencję regulatorów. W praktyce oznaczało to, że każdy mówca krytyczny wobec progresywnej ortodoksji mógł zostać uznany za zagrożenie. Wolność akademicka – fundamentalna wartość uniwersytetu – została poświęcona na ołtarzu lewicowego konformizmu.
Paradoksalnie, podczas gdy konserwatywni intelektualiści byli blokowani, na tych samych kampusach bez problemu organizowano wydarzenia z udziałem islamistycznych kaznodziejów czy lewicowych aktywistów o skrajnych antydemokratycznych poglądach.
Shawcross ostrzegał, że dalsze trwanie w tym stanie podważy wiarygodność całego programu. Jeśli Prevent będzie postrzegany jako narzędzie polityczne, a nie aparat bezpieczeństwa, społeczności, które rzeczywiście potrzebują ochrony przed radykalizacją, przestaną mu ufać. Efekt był już widoczny: muzułmańskie organizacje, początkowo wspierające Prevent, zaczęły wzywać do bojkotu programu, widząc go jako formę masowej inwigilacji.
Historia programu Prevent stała się przestrogą: gdy aparat bezpieczeństwa zostaje podporządkowany ideologii, traci swoją skuteczność i staje się narzędziem ucisku. Tolkien, Lewis, Orwell i Hobbes na listach potencjalnie niebezpiecznych autorów to nie błąd biurokracji – to symptom głębszej choroby systemu, który zaczął traktować tradycję, myślenie krytyczne i zachodni kanon jako zagrożenie dla porządku, który sam siebie nazywa liberalnym.
