Prezydent Karol Nawrocki podczas wykładu na Uniwersytecie Karola w Pradze stwierdził: „Opowiadamy się za odrzuceniem rozporządzenia Komisji Europejskiej – DSA. Polskiej kulturze politycznej obca jest myśl o jakiejkolwiek cenzurze„. To reakcja na ustawę uchwaloną przez koalicję rządzącą, która daje prezesowi UKE prawo do blokowania treści w internecie bez kontroli sądowej. Cała opozycja – PiS i Konfederacja – głosowała przeciw. Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wystosował pilny apel o weto. „To byłaby śmierć wolności słowa” – ostrzega prezes SDP Jolanta Hajdasz.
Koalicja 13 grudnia uchwaliła ustawę DSA – PiS i Konfederacja przeciw, poprawki odrzucone
Sejm uchwalił w piątek nowelizację ustawy o świadczeniu usług drogą elektroniczną, która ma wdrożyć w Polsce unijny Digital Services Act. Koalicja rządząca – Koalicja Obywatelska, Trzecia Droga i Lewica – zagłosowała za przyjęciem kontrowersyjnych przepisów. Cała opozycja parlamentarna była przeciw.
Kluczowym punktem spornym okazała się kwestia kontroli sądowej nad decyzjami o blokowaniu treści w internecie. Posłowie PiS zgłosili poprawki wprowadzające mechanizm, w którym to sąd – a nie urzędnik administracji centralnej – decydowałby o zablokowaniu dostępu do publikacji. Koalicyjna większość odrzuciła wszystkie te poprawki.
W wersji uchwalonej przez Sejm to prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej otrzymuje prawo do wydawania nakazów blokowania treści. Sąd pojawia się dopiero w procedurze odwoławczej – już po fakcie zablokowania. Ustawa trafi teraz do Senatu, a następnie na biurko prezydenta Karola Nawrockiego.
Ministerstwo Cyfryzacji tłumaczy, że przepisy są niezbędne ze względu na konieczność implementacji unijnego rozporządzenia DSA. Politycy opozycji odpowiadają, że rząd Donalda Tuska poszedł znacznie dalej niż wymagają tego regulacje z Brukseli. Różnica tkwi właśnie w braku kontroli sądowej nad decyzjami prezesa UKE.
„To byłaby śmierć wolności słowa” – dziennikarze apelują do prezydenta o weto
Zaraz po uchwaleniu ustawy przez koalicyjną większość Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich wystosował pilny apel do prezydenta Karola Nawrockiego o zawetowanie kontrowersyjnych przepisów.
„Zarząd Główny Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich stanowczo protestuje przeciwko ograniczeniom wolności słowa, jakie dostrzegamy w tej Ustawie. Jest to pośredni sposób wprowadzenia cenzury w internecie na terenie Polski oraz umożliwienie rządzącym politykom ingerowania w publikowane w sieci treści przy wykorzystaniu struktury administracji państwowej” – czytamy w oficjalnym stanowisku.
Jolanta Hajdasz, prezes Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, wprost mówi o zagrożeniu dla podstawowych wolności obywatelskich. „To byłaby śmierć wolności słowa” – ostrzega w rozmowie z mediami. Jako konkretne przykłady możliwych nadużyć wymienia portal Republika, profile konserwatywnych publicystów na platformie X czy kanały informacyjne w mediach społecznościowych prezentujące poglądy niewygodne dla obecnej władzy.
SDP zwraca uwagę na kluczowy problem: „Mechanizm nakładania nakazów blokowania dostępu do 'nielegalnych treści’ jest przy tym przykładem nadregulacji wprowadzonej przez polskiego ustawodawcę przy okazji wdrażania prawa europejskiego”. Organizacja dziennikarzy podkreśla, że unijne rozporządzenie DSA nie wymaga od Polski przyjęcia tak restrykcyjnych rozwiązań, jakie zaproponowało Ministerstwo Cyfryzacji kierowane przez Krzysztofa Gawkowskiego.
W apelu pojawia się także zarzut naruszenia Konstytucji. „Zaproponowane zapisy naruszają niezależność mediów i niezależność twórców, w tym dziennikarzy. Przy fikcyjnym nadzorze sądowym i przy braku gwarancji prowadzenia jasnej i skutecznej procedury odwoławczej jest to wprowadzenie do polskiego systemu medialnego mechanizmu cenzury zabronionego w demokratycznym państwie prawa” – argumentują członkowie Zarządu Głównego SDP.
Pod apelem podpisali się wszyscy członkowie zarządu, w tym prezes Jolanta Hajdasz, wiceprezesi Mariusz Pilis i Wanda Nadobnik oraz znani dziennikarze: Michał Karnowski, Anna Popek, Krzysztof Skowroński i Janusz Życzkowski.
Nawrocki w Pradze: „Polskiej kulturze obca jest myśl o cenzurze”
Prezydent Karol Nawrocki odpowiedział na apel dziennikarzy podczas swojego wystąpienia na Uniwersytecie Karola w Pradze. Wykład odbył się w poniedziałek, zaledwie trzy dni po uchwaleniu kontrowersyjnej ustawy przez Sejm. Słowa prezydenta nie pozostawiają wątpliwości co do jego stanowiska.
„Opowiadamy się za odrzuceniem rozporządzenia Komisji Europejskiej – DSA. Polskiej kulturze politycznej obca jest myśl o jakiejkolwiek cenzurze” – stwierdził Nawrocki przed czeskimi studentami i akademikami. To bezpośrednie nawiązanie do polskiej tradycji wolności słowa, która przez wieki wyróżniała Rzeczpospolitą na tle innych państw europejskich.
Jolanta Hajdasz nie ma wątpliwości, jak interpretować słowa głowy państwa. „Traktuję te słowa pana prezydenta jako zapowiedź tego, że tej ustawy nie podpisze. Gdyby weszła w życie, byłaby to śmierć dla wolności słowa” – komentuje prezes SDP.
Wybór miejsca na tak jednoznaczną deklarację nie był przypadkowy. Praga to miasto o głębokiej symbolice walki o wolność – od Wiosny Praskiej po aksamitną rewolucję 1989 roku. Prezydent Nawrocki spotkał się także z prezydentem Czech Petrem Pavlem, z którym rozmawiał m.in. o zagrożeniach dla wolności mediów w przestrzeni cyfrowej.
Wystąpienie w Pradze wpisuje się w szerszy kontekst działań prezydenta Nawrockiego, który wielokrotnie podkreślał znaczenie wolności słowa jako fundamentu demokracji. Teraz jego słowa nabierają konkretnego wymiaru – ustawa DSA w wersji uchwalonej przez koalicję 13 grudnia może nie doczekać się podpisu prezydenta.
Sprawa Roberta Bąkiewicza pokazuje, jak rząd mógłby wykorzystać ustawę
Jolanta Hajdasz nie poprzestawała na ogólnych ostrzeżeniach. Prezes SDP wskazała konkretny przykład ilustrujący potencjalne zagrożenia płynące z nowej ustawy – sprawę karną lidera Ruchu Obywatelskiego Grzegorza Brauna i Roty Ożarów, Roberta Bąkiewicza.
Bąkiewicz otrzymał zarzuty karne na podstawie artykułu 256 Kodeksu karnego. Prokurator uznał, że jego wypowiedzi dotyczące polityki niemieckiej wobec Polski oraz kwestii imigracji stanowią „wzbudzanie i nasilanie u ich odbiorców uczuć silnej niechęci i wrogości wobec osób narodowości niemieckiej oraz imigrantów”. To właśnie artykuł 256 k.k. znajduje się w katalogu 27 czynów zabronionych objętych nową ustawą o wdrożeniu DSA.
Wypowiedzi Bąkiewicza, które stały się podstawą aktu oskarżenia, pojawiły się w portalu Republika, na jego profilu na platformie X oraz w kanałach internetowych ZERO i PRZEkanał. Wszystkie te media prezentują poglądy krytyczne wobec polityki obecnej koalicji rządzącej.
„To jest bardzo dobry przykład, co mogłoby się stać, gdyby ta ustawa weszła w życie” – wyjaśnia Hajdasz. „Otóż prokurator, stawiając te zarzuty, mógłby zgodnie z tą ustawą wystąpić do prezesa UKE o zablokowanie portalu Republiki, profilu Bąkiewicza i ROG na X, i wszędzie tam, gdzie te treści, te wypowiedzi się pojawiły”.
Prezes SDP wskazuje na kolejny niepokojący mechanizm zawarty w ustawie. Oprócz prokuratora, o zablokowanie treści mogłyby występować także organizacje pozarządowe, które uzyskają status tzw. podmiotów sygnalizujących. To właśnie organizacja Akcja Demokracja, bliska ideologicznie koalicji rządzącej, złożyła doniesienie na Bąkiewicza w sprawie jego wypowiedzi.
„W ten sposób nie za przestępstwa, ale za poglądy zablokowano by szereg kanałów informacji w internecie” – konkluduje Hajdasz. Mechanizm wydaje się prosty: organizacja składa doniesienie, prokurator wszczyna postępowanie na podstawie elastycznie interpretowanego artykułu 256 k.k., a następnie prezes UKE – bez kontroli sądowej – blokuje dostęp do portali, profili i kanałów, gdzie pojawiły się kontrowersyjne treści.
Bez tej ustawy też można ścigać przestępstwa – po co koalicji DSA w tej wersji?
Kluczowe pytanie brzmi: jeśli wszystkie przestępstwa wymienione w ustawie można już teraz skutecznie ścigać, po co koalicja rządząca forsuje kontrowersyjne rozwiązania? Obecne prawo karne zawiera przepisy dotyczące pedofilii, handlu ludźmi, oszustw internetowych czy gróźb karalnych. Prokuratorzy mają narzędzia do zwalczania tych zjawisk, a sądy – kompetencje do wydawania wyroków i nakazów blokowania treści.
Procedury blokowania przestępczych treści w internecie funkcjonują w Polsce od lat. Różnica między obecnym stanem prawnym a proponowanymi przez koalicję 13 grudnia rozwiązaniami sprowadza się do jednego: kontroli sądowej. W systemie dotychczasowym decyzję o zablokowaniu treści podejmuje sąd po przeprowadzeniu postępowania. W systemie proponowanym przez Ministerstwo Cyfryzacji decyzję podejmuje prezes Urzędu Komunikacji Elektronicznej – urzędnik powoływany przez rząd.
Ustawa wprowadza także mechanizm tzw. podmiotów sygnalizujących – organizacji pozarządowych, które będą mogły występować o blokowanie treści. Ministerstwo nie precyzuje, według jakich kryteriów będzie wybierać te podmioty. Czy otrzymają ten status organizacje popierające politykę obecnej koalicji? Czy będzie wśród nich np. Akcja Demokracja, która już teraz aktywnie donosi na konserwatywnych publicystów?
Opozycja parlamentarna wielokrotnie wskazywała podczas debat sejmowych, że unijne rozporządzenie DSA nie wymaga od Polski wprowadzenia tak daleko idących ograniczeń. Bruksela nie nakazuje przekazywania kompetencji blokowania treści urzędnikowi administracji bez kontroli sądowej. To decyzja polskiego ustawodawcy – a konkretnie koalicji rządzącej.
Pojawia się więc pytanie o rzeczywiste intencje autorów ustawy. Czy naprawdę chodzi o skuteczniejszą walkę z przestępstwami w sieci? A może o stworzenie narzędzia kontroli nad mediami i treściami niewygodnymi dla obecnej władzy?
Prezydent Karol Nawrocki w swoim wystąpieniu w Pradze dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza uczestniczyć w tym mechanizmie. Jego słowa o tym, że „polskiej kulturze politycznej obca jest myśl o jakiejkolwiek cenzurze”, brzmią jak zapowiedź weta.

