Dwa hymny, dwa odległe od siebie kraje, a mimo to w obu wybrzmiewa imię sąsiada. Polski hymn wzywa żołnierzy do marszu z ziemi włoskiej do Polski. Włoski, w wersji rzadko dziś śpiewanej, wspomina krew polską wypitą przez austriackiego orła. To nie poetycka fantazja. Za oboma wersami stoi ten sam wróg, ta sama epoka i konkretne miejsce we Włoszech, gdzie zaczęła się ta historia.
Legiony Polskie znalazły we Włoszech nadzieję na wolną ojczyznę
Trzeci rozbiór Polski w 1795 roku wymazał kraj z mapy Europy. Rosja i Prusy przejęły większość ziem, resztę zagarnęła Austria. Dwa lata później, w kwietniu 1796 roku, młody generał Napoleon Bonaparte ruszył ze swoją armią na Włochy. Wraz z nim szansę na odzyskanie ojczyzny dostrzegł generał Jan Henryk Dąbrowski. Za zgodą władz nowo powstałej Republiki Lombardzkiej zaczął formować z polskich ochotników i dezerterów oddziały, które przeszły do historii jako Legiony Polskie. Wielu z tych żołnierzy służyło wcześniej w armii austriackiej jako poddani cesarza. Na daleki front włoski trafili wbrew własnej woli.
W lipcu 1797 roku w Reggio Emilia poeta Józef Wybicki napisał w ciągu kilku dni pieśń pożegnalną dla generała. Natchnął go widok polskich mundurów, bo dowódca wybierał się właśnie na spotkanie z Napoleonem. Miasto ma w tej historii podwójne znaczenie. Kilka miesięcy wcześniej, 7 stycznia 1797 roku, w tamtejszej Sali del Tricolore proklamowano pierwszą włoską flagę narodową. Pieśń Wybickiego zabrzmiała publicznie po raz pierwszy 20 lipca tego samego roku, kilkadziesiąt metrów od miejsca narodzin włoskiego tricolore. Refren, który dziś zna każdy Polak, brzmiał tak. Marsz, marsz, Dąbrowski, z ziemi włoskiej do Polski.
Goffredo Mameli wpisał do hymnu krew przelaną przez Polaków
Wybicki napisał swoją pieśń pół wieku wcześniej. W 1847 roku dwudziestoletni poeta z Genui, Goffredo Mameli, napisał tekst pieśni, która miała się stać hymnem Włoch. Muzykę skomponował Michele Novaro. Ostatnia zwrotka utworu, w niektórych źródłach liczona jako piąta, dziś rzadko pojawia się na oficjalnych uroczystościach. To właśnie w niej Mameli umieścił najbardziej wybuchowy fragment całej pieśni.
W wolnym tłumaczeniu brzmi on tak. Austriacki orzeł stracił już pióra, krew włoską i polską pił wraz z Kozakiem, lecz poparzyła mu serce. Poeta nawiązywał do wydarzeń z lutego i marca 1846 roku w Galicji, gdzie władze austriackie krwawo stłumiły przygotowywane powstanie krakowskie, płacąc chłopom za wydawanie i zabijanie szlacheckich spiskowców. Wieści o tej metodzie dotarły do Włoch i znalazły odzwierciedlenie w tekście napisanym rok później.
Władze Królestwa Sardynii szybko dostrzegły w tych słowach zagrożenie dyplomatyczne. Zwrotka trafiła na cenzurę jako zbyt ostra wobec Wiednia. Zakaz przetrwał do 1848 roku, kiedy Piemont wypowiedział wojnę Austrii. Żołnierze i orkiestry wojskowe śpiewały wtedy tę zwrotkę tak często, że król Karol Albert musiał ostatecznie znieść zakaz.
Austria była wspólnym wrogiem obu narodów
Symbol przewijający się przez oba hymny to dwugłowy orzeł Habsburgów. Cesarstwo Austriackie kontrolowało Galicję, czyli południową część ziem polskich, oraz Lombardię i Wenecję na północy Włoch. Dla Polaków i Włochów walczących o niepodległość był to dosłownie ten sam przeciwnik, obecny zarówno w Krakowie, jak i w Mediolanie.
Wspólny wróg zbliżał też ludzi, nie tylko symbole. Polscy emigranci, rozproszeni po klęsce powstania listopadowego, angażowali się we włoski Risorgimento i inne europejskie ruchy wolnościowe. Część z nich walczyła u boku Giuseppe Garibaldiego. Franciszek Nullo, jeden z ochotników, zginął w 1863 roku w powstaniu styczniowym.
Historia tej więzi obrosła w uproszczenia
Popularna wersja tej opowieści bywa spłaszczana do romantycznej metafory. W rzeczywistości fraza „z ziemi włoskiej do Polski” nie jest poetycką przenośnią, tylko dosłownym opisem trasy, którą miały przejść Legiony Dąbrowskiego, wracając do kraju u boku Napoleona. Legioniści naprawdę stacjonowali we Włoszech i nosili francuskie kokardy na polskich mundurach, czekając na rozkaz marszu na wschód.
Drugie uproszczenie dotyczy strony włoskiej. Wielu Włochów zna dziś tylko pierwszą zwrotkę hymnu i refren, śpiewane przed meczami reprezentacji czy podczas świąt narodowych. Fragment o Polakach, mimo dramatycznej historii cenzury, praktycznie zniknął z powszechnego obiegu. Pełna, sześciozwrotkowa wersja trafia głównie do podręczników historii i okolicznościowych wykonań, jak choćby przy rocznicach powstania pieśni.
Obie pieśni przeszły długą drogę do statusu hymnu
Pierwotny tekst Wybickiego liczył sześć zwrotek, każda odwołująca się do innego wątku z ówczesnej historii Polski. Współczesna, oficjalna wersja hymnu ogranicza się do czterech, pomijając między innymi zwrotkę o Tadeuszu Kościuszce i bitwie pod Racławicami. Status oficjalnego hymnu państwowego pieśń otrzymała 26 lutego 1927 roku, około sto trzydzieści lat po powstaniu.
Włoska pieśń miała jeszcze dłuższą drogę. Po zjednoczeniu Włoch w 1861 roku rolę hymnu objęła monarchiczna Marcia Reale, bo republikańska wymowa utworu Mameliego źle pasowała do nowego królestwa. Fratelli d’Italia wróciła po upadku monarchii i ogłoszeniu republiki, najpierw jako hymn tymczasowy. Formalne umocowanie prawne zyskała dopiero w 2017 roku. Przez większość swojej historii była więc pieśnią używaną w praktyce, bez ustawowego potwierdzenia.
Inne hymny też noszą ślady Mazurka Dąbrowskiego
Melodia Wybickiego zrobiła międzynarodową karierę, o jakiej niewiele pieśni patriotycznych może dziś marzyć. W 1834 roku słowacki działacz Samuel Tomášik ułożył do niej słowa „Hej, Słowianie”, pomyślane jako wspólny hymn narodów słowiańskich. Utwór przyjęto oficjalnie na Zjeździe Wszechsłowiańskim w Pradze w 1848 roku.
„Hej, Słowianie” była hymnem Słowacji w czasie drugiej wojny światowej, a po 1945 roku hymnem państwowym Jugosławii, funkcjonującym aż do rozpadu federacji w latach dziewięćdziesiątych. Ta sama melodia inspirowała twórców hymnu Chorwacji z 1833 roku i Łużyczan, którzy w 1845 roku napisali własną wersję pod tytułem „Jeszcze Łużyce nie zginęły”. Nawet ukraiński hymn narodowy z 1863 roku, zaczynający się od słów „Szcze ne wmerła Ukrajina”, zawdzięcza swój rytm tej samej polskiej pieśni.
Ślady polsko-włoskiego przymierza przetrwały do dziś
W lipcu 2022 roku Polacy i Włosi spotkali się w Reggio Emilia. Okazją było 225-lecie powstania pieśni Wybickiego. Na czele polskiej delegacji stanął Jan Józef Kasprzyk, szef Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych. Uroczystość odbyła się przy tablicach upamiętniających poetę i twórców włoskiej flagi, kilkadziesiąt metrów od miejsca, gdzie obie historie się zaczęły. Przewodniczący rady miejskiej Reggio Emilia, Matteo Iori, przypomniał wtedy, że oba miejscowe jubileusze, polskiego hymnu i włoskiego tricolore, dzieli w kalendarzu kilka miesięcy.
W tych samych uroczystościach wzięli udział sędziwi weterani Andersa. To żołnierze Drugiego Korpusu Polskiego, który zdobył Monte Cassino w 1944 roku. Rok później wyzwolili też Bolonię. Ich obecność w Reggio Emilia domyka pewien krąg. Pieśń napisana we włoskim mieście dla żołnierzy wracających do Polski doczekała się, sto pięćdziesiąt lat później, kolejnego pokolenia polskich żołnierzy walczących na tej samej ziemi.
