12 lutego 2026 roku w Lyonie kilkanaście zamaskowanych osób zabiło dwudziestotrzyletniego Quentina Deranque’a. Nagranie z linczowania dokumentuje każdą sekundę zdarzenia: to był zorganizowany, zamierzony atak francuskiej skrajnie lewicowej ANTIFY określających siebie jako „antyfaszystów”. Sześciu sprawców usłyszało zarzut umyślnego zabójstwa, grozi im do 30 lat więzienia. Zamiast powszechnego potępienia mordu ze strony całej lewicy, Jean-Luc Mélenchon — lider Francji Niepokornej i główny lewicowy kandydat na prezydenta — uznał, że sprawcy „jedynie się bronili”. W USA tymczasem Donald Trump ogłosił już w 2025 roku Antifę krajową organizacją terrorystyczną po zamachu na konserwatywnego aktywistę Charliego Kirka. Te dwa wydarzenia wyznaczają nowy etap politycznej przemocy partii lewicowych na Zachodzie.
Lyon, 12 lutego: Mord polityczny, który wstrząsnął Francją
Nagranie z Lyonu krok po kroku dokumentuje zbrodnię. Kilkanaście zamaskowanych młodych osób atakuje trójkę rówieśników. Dwoje ofiar ucieka. Trzecia, Quentin Deranque, leży pod latarnią już bez ruchu — i nawet wówczas niejako na odchodne zostaje brutalnie kopnięty w głowę. Dwa dni później, 14 lutego 2026 roku, Deranque umiera z powodu odniesionych obrażeń. Ma dwadzieścia trzy lata.
Sprawcy mordu znaleźli się w tym miejscu, by „zabezpieczyć” konferencję Rimy Hassan — europosłanki i aktywistki skrajnie lewicowej Francji Niepokornej (LFI) o palestyńskich korzeniach, która przemawiała wewnątrz gmachu Sciences Po Lyon. Przed budynkiem uczelni protestował Collectif Némésis — prawicowe i katolickie stowarzyszenie zajmujące się ochroną kobiet, którego siedem kobiet aktywistek rozwinęło baner z hasłem „Islamo-lewacy precz z naszych uczelni”. Quentin Deranque, dwudziestotrzyleni katolik, przyszedł towarzyszyć protestującym jako nieformalny ochroniarz protestujących. Bojówkarze z nielegalnej La Jeune Garde Antifasciste (ANTIFY Francja) najpierw brutalnie przepędzili protestujące młode kobiety spod gmachu, a samo śmiertelne pobicie rozegrało się później, w bocznej ulicy za torami kolejowymi — daleko poza terenem uczelni, gdy konferencja nadal trwała. Trzech z siedmiu zatrzymanych powiązanych jest z La Jeune Garde Antifasciste. Wśród zatrzymanych najgłośniejszą postacią okazał się Jacques-Élie Favrot — asystent parlamentarny deputowanego LFI Raphaëla Arnaulta, współzałożyciela La Jeune Garde. Zatrzymano także drugiego asystenta Arnaulta — Robina Chalendarda, członka Jeune Garde Lyon, podejrzanego o udzielenie schronienia jednemu z morderców. Nigdy wcześniej w historii Zgromadzenia Narodowego dwóch asystentów parlamentarnych jednego posła nie było jednocześnie podejrzanych o udział w mordzie politycznego przeciwnika.
Minister sprawiedliwości Gérald Darmanin, oceniając zdarzenie, powiedział, że „skrajna lewica zabiła”. Policja ustaliła także, że La Jeune Garde — mimo formalnego rozwiązania — nadal aktywnie działa. Za przynależność do zdelegalizowanej organizacji grozi we Francji do 3 lat więzienia i 45 tysięcy euro grzywny. Współzałożyciel grupy, Raphaël Arnault, jest dziś deputowanym LFI do Zgromadzenia Narodowego.
Mélenchon nie potępia — i liczy, że przemoc opłaci się w sondażach
Podczas gdy z całej Francji płynęły słowa potępienia dla napastników, lider LFI Jean-Luc Mélenchon obrał odwrotny kurs. Uznał, że ultra-lewicowe bojówki „jedynie się broniły” — ta kwalifikacja jest bezczelna wobec nagrania, na którym ofiara leży bezwładnie na chodniku i jest kopana w głowę. Mélenchon nie potępił też Arnault, nie zażądał jego rezygnacji z mandatu parlamentarnego, nie zdystansował się od zdelegalizowanej organizacji, której ten był współzałożycielem.
Harlem Désir, były przywódca Partii Socjalistycznej i minister ds. europejskich, który dobrze znał Mélenchona z czasów jego działalności socjalistycznej, tłumaczy logikę tej postawy, mówiąc, że „Mélenchon stara się w ten sposób wylansować jako jedyny polityk, który może uratować Francję przed skrajną prawicą”.
Chodzi o zmuszenie wyborców do wyboru: albo on, albo Marine Le Pen czy Jordan Bardella. Désir przyznaje równocześnie, że „Francuzi w większości boją się Mélenchona”. Nic dziwnego, bo po zachowaniu lewicowych bojówek widać, że chcą zapobiec zwycięstwu prawicy przede wszystkim za pomocą noży, a mniej w debacie politycznej.
Sondaże pokazują jednak, że kalkulacja mogłaby się opłacić. W najnowszym badaniu dla BFM TV Bardella zbiera w pierwszej turze 35 procent głosów, liberał Édouard Philippe spada do 15,5 procent, a Mélenchon rośnie do 12,5 procent — przy czym jego notowania idą w górę. W 2017 roku zabrakło mu 600 tysięcy głosów do drugiej tury, w 2022 — już tylko 400 tysięcy. Przed poprzednimi wyborami prezydenckimi sondaże dawały mu 7–8 procent; ostatecznie zagosowało na niego 22 procent Francuzów.
Jordan Bardella, przewodniczący Zjednoczenia Narodowego, wezwał do natychmiastowego i faktycznego rozwiązania La Jeune Garde oraz pociągnięcia jej członków do odpowiedzialności karnej, mówiąc, że „należy położyć kres bezkarności skrajnej lewicy” i że „nadszedł czas, aby uświadomić sobie niebezpieczeństwo, jakie stanowi skrajna lewica — jej nietolerancja, która dąży do wyeliminowania wszelkich odmiennych poglądów”. Bardella zaapelował też o rozciągnięcie kordonu sanitarnego na Francję Niepokorną — tej samej taktyki, którą przez dekady stosowano przeciwko jego własnej formacji.
Rewolucja komunistyczna jako plan B: Mélenchon opisuje ją w swojej najnowszej książce
Mélenchon nie ukrywa swojego planu alternatywnego wobec wyborczej drogi do władzy. W książce „Faites-mieux! Vers la révolution citoyenne” („Zróbcie lepiej! Ku rewolucji obywatelskiej”), opublikowanej w 2025 roku, wykłada teorię rewolucyjnego „zapłonu” wzorowanego na Arabskiej Wiośnie. Pisze o paraliżowaniu kraju poprzez strajki generalne, o tym, że ukształtowane przy tej okazji komitety strajkowe staną się równoległym — a w jego wizji podstawowym — źródłem legitymizacji władzy. Wszystko to dzieje się w państwie z teoretycznie sprawnie funkcjonującą demokracją i demokratycznie wybranym parlamentem.
Désir, który zna Mélenchona od lat, ostrzega, że „trzeba poważnie traktować to, co pisze Mélenchon, ponieważ jego teoria legitymizuje użycie siły”.
Lider LFI już próbował uruchomić ten scenariusz w praktyce: jesienią 2025 roku przyłączył się do oddolnego ruchu Bloquons tout („Zablokujmy wszystko”), który zaprotestował przeciwko planom oszczędnościowym premiera François Bayrou. Wcześniej, w 2018 roku, usiłował uczynić to samo, wspierając ruch Żółtych Kamizelek.
Sondaże wskazują jednocześnie, że ta strategia może odnieść skutek odwrotny od zamierzonego: gdyby do drugiej tury wyborów przeszedł Mélenchon i Bardella, zgodnie z badaniami kandydat prawicy „dość prosto zmiażdżyłby swojego konkurenta”. Eskalacja przemocy, zamiast utorowywać drogę do Pałacu Elizejskiego, może wzmocnić dokładnie ten obóz polityczny, który Mélenchon chce pokonać.
Program Mélenchona: ekonomiści wskazują na natychmiastowe bankructwo
Niezależnie od metod, równie niepokojący jest sam program wyborczy Mélenchona. Przewiduje on konfiskatę majątku najbogatszych, super-wysokie podatki przy jednoczesnej masowej rozbudowie zabezpieczeń socjalnych — w kraju, gdzie obciążenie fiskalne jest już najwyższe w Europie. Ekonomiści wskazują, że realizacja tego programu doprowadziłaby do błyskawicznego bankructwa państwa, które już dziś walczy z gigantycznym długiem publicznym.
Mélenchon, trockista, który nie ukrywa podziwu dla Hugo Chaveza i chińskich komunistów, zapowiada też, że nie zawaha się realizować swojego planu metodami autorytarnymi. Gdyby stanął na czele Francji, byłoby to również końcem Unii Europejskiej w jej obecnym kształcie i wyjściem Paryża z NATO.
USA uznają Antifę za krajową organizację terrorystyczną po zamachu na Charliego Kirka
10 września 2025 roku w Stanach Zjednoczonych zamachowiec powiązany z ANTIFĄ Tyler Robinson zastrzelił Charliego Kirka — konserwatywnego aktywistę i twórcę organizacji Turning Point USA, która od lat walczyła z lewicową indoktrynacją na amerykańskich uczelniach.
Tydzien później, 17 września 2025 roku, Trump napisał na Truth Social, że kwalifikuje „Antifę, CHORĄ, NIEBEZPIECZNĄ, RADYKALNIE LEWICOWĄ KATASTROFĘ, JAKO ZNACZĄCĄ ORGANIZACJĘ TERRORYSTYCZNĄ”.
Trump próbował podobnego kroku już po zamieszkach związanych ze śmiercią George’a Floyda w 2020 roku, ale plany nie wyszły poza deklaracje, bo amerykańskie prawo nie przewiduje formalnej kategorii krajowej organizacji terrorystycznej z takimi samymi uprawnieniami jak lista zagraniczna (FTO). 22 września 2025 roku Trump podpisał executive order desygnujący Antifę jako „krajową organizację terrorystyczną”. Eksperci prawni wskazują, że dekret ma charakter głównie polityczny — nie daje automatycznie narzędzi takich jak zamrażanie kont czy sankcje OFAC, które przysługują przy desygnacjach zagranicznych.
Trump zapowiedział równocześnie „stanowcze zalecenie dokładnego zbadania osób finansujących ANTIFA, zgodnie z najwyższymi standardami i praktykami prawnymi”. Organy ścigania mogą wykorzytstywać narzędzia wywodzące się z Patriot Act do inwigilacji przepływów finansowych również poza terytorium USA — pod warunkiem wykazania związku z działalnością terrorystyczną.
Polska i Europa: lewicowe bojówki działają również tu — i do tej pory bezkarnie
Amerykańska decyzja wysyła sygnał również do europejskich państw, w których skrajnie lewicowe bojówki działają od lat. Osoby bądź organizacje finansujące działalność ugrupowań powiązanych z Antifą mogą liczyć się z zainteresowaniem amerykańskich służb — szczególnie jeśli przeprowadzały transakcje w dolarach lub przez amerykański system bankowy.
W Polsce skrajnie lewicowe grupy od lat systematycznie zakłócają państwowe i patriotyczne uroczystości. Podczas Marszu Niepodległości w 2018 roku lewicowe bojówki starły się z policją na placu Bankowym — 76 osób zostało zatrzymanych. W 2020 roku, podczas protestów po wyroku Trybunału Konstytucyjnego, lewicowi aktywyści zdewastowali pomnik Jana Kilińskiego, malując na nim symbole anarchistyczne, a przy Kościele Najświętszego Zbawiciela umieszczono obraźoburcze instalacje.
Lyonańska tragedia i amerykańska odpowiedź prawna pokazują kierunek, który Europa powinna rozważyć. Francja, podżegana przez skrajnie lewicowych polityków takich jak Mélenchon, którzy zamiast potępiać przemoc instrumentalizują ją politycznie, wchodzi już w tryb kampanii wyborczej jakie znamy z lat 30 w Niemczech.
Kryzys dyplomatyczny Paryż–Waszyngton: ambasador, który nie przyszedł
Zabójstwo Deranque’a przyrodziło się też w poważny kryzys międzynarodowy. Po tym, jak amerykańska ambasada w Paryżu podała dalej tweet Departamentu Stanu, w którym napisano, że „brutalny radykalizm lewicowy rośnie w siłę i jego udział w śmierci Quentina Deranque’a pokazuje, jakim jest zagrożeniem dla bezpieczeństwa publicznego”, ambasador Charles Kushner — ojciec zięcia Donalda Trumpa — został wezwany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych. Nie przyszedł.
Szef francuskiej dyplomacji Jean-Noël Barrot zareagował ostro, zapowiadając, że Kushner nie będzie miał prawa kontaktowania się z francuskimi resortami poza MSZ, i dodając, że „nie będziemy tolerowali żadnych pouczeń, szczególnie gdy idzie o przemoc, od międzynarodówki reakcyjnej”.
Ta absurdalna reakcja francuskiego rządu stała się symbolem głębokiej różnicy percepcji: Waszyngton widzi we Francji kraj, który nie kontroluje już lewicowej przemocy; Paryż — państwo, przesiąknięte imperialnymi snami przeszłości, nie przyjmuje pouczeń.
Désir ocenia, że po lyonańskim zabójstwie nie ma już szans na utrzymanie sojuszu umiarkowanej lewicy z LFI, który pozwolił Nowemu Frontowi Ludowemu wygrać wybory parlamentarne w 2024 roku.
