Ponad 21 000 przypadków przemocy domowej w ciągu jednego roku. Szwajcaria, kraj kojarzony z alpejskim spokojem i porządkiem, zmaga się z rosnącą falą przemocy w czterech ścianach. Dane opublikowane przez szwajcarską policję, ujawniają jednak coś więcej niż tylko skalę problemu. Analiza statystyk według narodowości i płci pokazuje, że wskaźnik przemocy domowej wśród cudzoziemców jest niemal trzykrotnie wyższy niż wśród Szwajcarów. Co więcej, nawet imigrantki okazują się bardziej agresywne od szwajcarskich mężczyzn. Te liczby wywołały burzę polityczną i postawiły pytanie, które lewica woli przemilczeć – czy niekontrolowana migracja importuje do Europy kulturę przemocy?
Ponad 21 000 przypadków w rok – rosnąca przemoc domowa, której źródłem jest imigracja
Szwajcaria odnotowała 21 017 przypadków przemocy domowej z udziałem około 11 000 oskarżonych. To wzrost o 6 procent w porównaniu z rokiem poprzednim. Schläge, Misshandlung, sexuelle Übergriffe, Vergewaltigung, Stalking, Drohung – katalog przestępstw rozciąga się od pobić i znęcania się po gwałty i zabójstwa w rodzinach.
Liczby te stały się przedmiotem ostrej debaty parlamentarnej w grudniu 2024 roku. Centrum sporu stanowił pozornie niewielki budżet – jeden milion franków szwajcarskich przeznaczony na działania prewencyjne i ochronę kobiet przed przemocą. Nationalrat początkowo odrzucił tę propozycję. Dopiero kampania zorganizowana przez socjaldemokratyczną posłankę Tamarę Funiciello, która zebrała prawie 500 000 podpisów obywateli, zmusiła parlament do zmiany decyzji.
Funiciello, 35-letnia feministka z Berna, przedstawiała problem jako walkę o prawa kobiet. Jej przeciwnicy z prawicowej SVP mieli jednak inne wyjaśnienie. Ich zdaniem zwiększanie budżetu na ulotki i pracowników socjalnych to walka z objawami, podczas gdy prawdziwa przyczyna tkwi gdzie indziej – w niekontrolowanej imigracji z krajów, gdzie równouprawnienie płci pozostaje obcym pojęciem.
Belastungsrate obnaża imigracyjne źródła problemu – Cudzoziemcy 2,6 raza bardziej agresywni
Szwajcarski rząd opublikował szczegółową analizę przemocy domowej z podziałem na płeć i narodowość – dokładnie tych danych, których domagał się Pascal Schmid, poseł SVP z kantonu Thurgau. Wyniki prowokują do niewygodnych pytań.
Kluczowym wskaźnikiem jest tzw. Belastungsrate – miernik pokazujący, ilu mieszkańców na każde 10 000 osób danej grupy zostało oskarżonych o przemoc domową. Wśród cudzoziemskich mężczyzn wskaźnik ten wynosi 33,3. Innymi słowy, spośród każdych 10 000 cudzoziemców mieszkających w Szwajcarii, 33 zostało oskarżonych o stosowanie przemocy wobec partnerki lub członków rodziny. Dla porównania, wśród szwajcarskich mężczyzn Belastungsrate wynosi zaledwie 12,6 – czyli 2,6 raza mniej.
Jeszcze bardziej uderzające są dane dotyczące kobiet. Cudzoziemki wykazują Belastungsrate na poziomie 13,2, podczas gdy Szwajcarki – 4,4. To oznacza, że cudzoziemki stosują przemoc domową trzykrotnie częściej niż rodzime mieszkanki Konfederacji. Co więcej, wskaźnik 13,2 dla cudzoziemek przewyższa nawet ten 12,6 dla szwajcarskich mężczyzn.
Ten ostatni fakt szczególnie podkreśla Pascal Schmid. Szwajcarskie feministki uparcie przedstawiają przemoc domową jako problem wyłącznie męski, powtarzając mantry o toksycznej męskości i patriarchacie. Tymczasem statystyki pokazują coś innego – cudzoziemki są bardziej skłonne do agresji niż Szwajcarzy płci męskiej. Jeśli płeć nie wyjaśnia wszystkiego, to może czas spojrzeć na pochodzenie kulturowe?
Mężczyźni rzeczywiście stosują przemoc częściej niż kobiety (33,3 vs 13,2 dla cudzoziemców; 12,6 vs 4,4 dla Szwajcarów). Ale różnica między Szwajcarami a imigrantami przewyższa różnicę między płciami.
Pascal Schmid uderza w tabu: „To nie problem płci, to przede wszystkim problem imigracji”
Pascal Schmid, 49-letni poseł SVP z Thurgau odpowiedzialny w partii za kwestie migracyjne, nie próbuje łagodzić języka. Gdy parlament debatował nad milionem franków na prewencję przemocy, Schmid żądał konkretnych danych. Chciał wiedzieć, kto faktycznie stoi za statystykami. Teraz, gdy ma liczby, atakuje narrację lewicy bez ogródek.
Schmid zarzuca lewicy stawianie pod generalnym podejrzeniem wszystkich szwajcarskich mężczyzn, podczas gdy prawdziwe źródło problemu leży gdzie indziej. „Zamiast stawiać szwajcarskich mężczyzn pod generalnym podejrzeniem, musimy uderzyć w źródło – migrację”, podkreślił polityk SVP.
Najbardziej kontrowersyjne słowa Schmida dotyczą pochodzenia imigrantów. „Imigracji z kultur z epoki kamienia, które mają zupełnie inne podejście do kobiet i nie znają równouprawnienia, należy postawić tamę„, powiedział.
SVP nie poprzestaje na słowach. Frakcja parlamentarna partii przygotowała wniosek legislacyjny, który radykalnie rozszerzyłby katalog przestępstw skutkujących obligatoryjną deportacją cudzoziemców. Obecnie szwajcarskie prawo przewiduje automatyczne wydalenie za ciężkie przestępstwa. SVP chce, aby wszystkie przestępstwa ścigane z urzędu w kontekście przemocy domowej – nawet te mniejszej wagi – kończyły się deportacją sprawcy.
„Musimy twardziej egzekwować prawo wobec sprawców”, zaznaczył Schmid. „Samo rozdawanie ulotek w dwudziestu językach i zatrudnianie kolejnych pracowników socjalnych nic nie da”, dodał.
SP ripostuje: „SVP ucieka od odpowiedzialności i szuka kozłów ofiarnych wśród imigrantów”
Tamara Funiciello, ostro odpiera atak SVP. Jej zdaniem prawica próbuje po raz kolejny zrzucić odpowiedzialność na wygodną grupę zamiast przyjrzeć się głębszym przyczynom.
„SVP po raz kolejny zrzuca odpowiedzialność na jedną grupę, zamiast przemyśleć własne wzorce ról i szukać rozwiązań obejmujących całe społeczeństwo”, powiedziała Funiciello w reakcji na wystąpienie Schmida.
Funiciello podkreśla złożoność problemu. Przemoc domowa ma wiele źródeł, a największym predyktorem ma być rzekomo nie pochodzenie kulturowe, lecz doświadczenie przemocy we własnym dzieciństwie. Kto dorastał w rodzinie, gdzie bijanie było normą, znacznie częściej powtarza ten wzorzec jako dorosły – niezależnie od pochodzenia.
„Duże znaczenie odgrywa również status społeczno-ekonomiczny”, dodała posłanka SP. „Problemy finansowe wynikające z niskich płac oraz ciasne warunki mieszkaniowe, które dotykają cudzoziemców w większym stopniu, prowadzą częściej do konfliktów”.
To kluczowy argument lewicy – statystyki pokazują nadreprezentację cudzoziemców, ale nie uwzględniają zmiennych towarzyszących. Cudzoziemcy w Szwajcarii częściej pracują za minimalne stawki, mieszkają w przeludnionych mieszkaniach, zmagają się z niepewnością prawną i brakiem perspektyw. Stres finansowy i życiowy może generować agresję niezależnie od kultury pochodzenia.
Funiciello zwraca też uwagę na ekonomiczne pułapki, w które wpadają ofiary przemocy. Wiele kobiet – zwłaszcza imigrantek – nie posiada wystarczających środków, aby opuścić agresywnego partnera. Brak własnych dochodów, nieuregulowany status pobytowy uzależniony od męża, izolacja językowa i brak sieci wsparcia sprawiają, że nawet świadome zagrożenia kobiety pozostają w przemocowych związkach.
„Przemoc jest wielowymiarowa”, podsumowała Funiciello. „Musimy walczyć z nią na wszystkich poziomach – teraz i bez względu na to, skąd pochodzi”.
Nadreprezentacja imigrantów w statystykach nie jednak tylko problem Szwajcarii
Problem, o którym mówi Pascal Schmid, nie ogranicza się jednak tylko do Szwajcarii. Dane z całej Europy potwierdzają wzorzec – cudzoziemcy są nadreprezentowani w statystykach dotyczących każdego rodzaju przestępczości, w tym przemocy domowej. W samej Szwajcarii odsetek cudzoziemców wśród skazanych wynosi około 60 procent, podczas gdy stanowią oni zaledwie 24,6 procent całej populacji.
Jeszcze bardziej uderzające są dane z dużych miast. W Lozannie wskaźnik przestępczości wynosi 120,1 przestępstw na 1000 mieszkańców, w Bazylei aż 151,6 na 1000. Ogólny wzrost przestępczości w szwajcarskich miastach osiągnął w 2024 roku 8 procent, a przestępstw z użyciem przemocy – 15 procent w ciągu ostatniej dekady.
Zjawisko, które zaskakuje badaczy – kraje najbardziej równościowe w Europie, takie jak Dania, Finlandia i Szwecja, notują jedne z najwyższych wskaźników przemocy partnerskiej. Według danych Eurostatu 32 procent Dunek, 30 procent Finek i 28 procent Szwedek doświadczyło przemocy fizycznej lub seksualnej ze strony partnera – znacznie powyżej średniej UE wynoszącej 22 procent.
Część badaczy tłumaczy to większą skłonnością do zgłaszania przemocy w krajach o silnym państwie opiekuńczym i wysokiej świadomości prawnej. Inni zwracają uwagę na skład demograficzny – Szwecja, Dania i Finlandia przyjęły w ostatnich dekadach znaczące liczby imigrantów z krajów o niekompatybilnych kulturach, co może wpływać na statystyki.
Debata o związku między imigracją a przestępczością toczy się w całej Europie. We Włoszech minister spraw wewnętrznych Matteo Piantedosi opublikował w 2024 roku dane pokazujące, że cudzoziemcy stanowią 35 procent osób aresztowanych, mimo że stanowią 8 procent populacji. We Francji procesy dotyczące serii gwałtów zbiorowych wzbudziły debatę po tym, jak okazało się, że znaczna część oskarżonych to imigranci o różnym statusie legalizacji pobytu.
Ekonomia przemocy – ile kosztuje podatników imigracyjny problem, który nie chce zniknąć
Przemoc domowa generuje ogromne koszty społeczne, które w większości ponoszą podatnicy. Szwajcaria nie publikuje szczegółowych danych o całkowitych kosztach przemocy w rodzinach, ale szacunki na podstawie danych z innych krajów europejskich pozwalają oszacować skalę problemu.
System sprawiedliwości musi przetworzyć ponad 11 000 oskarżonych rocznie. To oznacza koszty postępowań policyjnych, prokuratorskich, sądowych, a dla skazanych – koszty więzienia. W Szwajcarii utrzymanie jednego więźnia kosztuje około 400 franków dziennie, czyli około 146 000 franków rocznie. Jeśli choćby 1000 sprawców przemocy domowej trafia za kratki (a część otrzymuje wyroki w zawieszeniu), daje to 146 milionów franków tylko na koszty więzienne.
Do tego dochodzą koszty służby zdrowia. Ofiary przemocy domowej wymagają leczenia obrażeń, terapii psychologicznej, długoterminowego wsparcia psychiatrycznego. Szwajcarska służba zdrowia – jedna z najdroższych w Europie – każdego roku wydaje miliony franków na leczenie konsekwencji pobić, gwałtów i długotrwałego stresu związanego z życiem w przemocy.
System opieki społecznej musi wspierać kobiety uciekające od agresywnych partnerów. Szwajcaria utrzymuje sieć schronisk dla ofiar przemocy domowej, finansuje programy reintegracji społecznej, wypłaca zasiłki dla samotnych matek. Każdy przypadek kobiety, która ucieka z dziećmi i nie ma własnych środków do życia, kosztuje państwo dziesiątki tysięcy franków rocznie.
Są też koszty pośrednie – trauma dzieci wychowujących się w przemocy przekłada się na problemy w szkole, potrzebę wsparcia psychologicznego, wyższe ryzyko problemów zdrowotnych i przestępczości w późniejszym życiu. Cykl przemocy trwa pokoleniami, generując koszty przez dekady.
Ekonomiczny argument SVP jest prosty – zapobieganie kosztuje mniej niż naprawianie szkód. Kontrola granic i selekcja imigrantów na podstawie zgodności kulturowej (czyli wykluczenie kandydatów z krajów o wysokich wskaźnikach przemocy wobec kobiet) byłaby tańsza niż utrzymywanie systemu wsparcia dla ofiar, więzień dla sprawców i terapii dla traumatyzowanych dzieci.
Między ideologią a rzeczywistością imigracyjną – co faktycznie działa w walce z przemocą?
Szwajcaria stoi przed dylematem – jak skutecznie walczyć z przemocą domową, skoro źródła problemu są politycznie kontrowersyjne? Lewica proponuje więcej prewencji, edukacji i wsparcia socjalnego. Prawica żąda surowszych kar i deportacji. Ale co faktycznie działa?
Międzynarodowe doświadczenia pokazują, że najskuteczniejsze są programy łączące kilka elementów. Norwegia, która radykalnie obniżyła poziom przemocy domowej w ciągu ostatnich dwóch dekad, postawiła na obowiązkowe programy dla sprawców. Mężczyźni skazani za przemoc musieli uczestniczyć w intensywnej terapii skupionej na zmianie wzorców zachowań. Wskaźniki recydywy spadły o 40 procent.
Hiszpania wprowadziła system natychmiastowej reakcji – przy zgłoszeniu przemocy domowej policja automatycznie nakłada zakaz zbliżania się, niezależnie od tego czy ofiara złoży formalny akt oskarżenia. To chroni kobiety, które z różnych powodów (strach, presja rodziny, zależność ekonomiczna) mogłyby wycofać zeznania.
Kanada przetestowała programy kulturowo-dostosowane dla społeczności imigrantów. Szkolenia prowadzone w językach pochodzenia, przez osoby ze wspólnym backgroundem kulturowym, okazały się skuteczniejsze niż ogólne kampanie w języku angielskim. Ludzie chętniej słuchają, gdy nie czują się osądzani jako „zacofani” przez obcą kulturę.
Ale jest też drugi aspekt – selekcja i egzekwowanie prawa. Australia wprowadziła system punktowy dla imigrantów, gdzie przemoc wobec kobiet w kraju pochodzenia lub we wcześniejszej historii życia dyskwalifikuje kandydata. Dania deportowała ponad 1000 cudzoziemców skazanych za przemoc domową w latach 2020-2024, argumentując, że gościnność kończy się tam, gdzie zaczyna się zagrożenie dla obywateli.
