Karol Nawrocki wrócił z Rumunii z nowym podopiecznym, choć ten na razie pozostanie za granicą. Podczas oficjalnej wizyty prezydent odwiedził LiBEARty Sanctuary w Zărnești i zaadoptował niedźwiedzia, który otrzymał imię Batyr, będące częścią pseudonimu literackiego, pod którym Nawrocki wydał w 2018 roku książkę o trójmiejskim gangsterze. Słowo „batyr” sięga korzeniami głębiej, do stepów Azji Środkowej i tradycji ludów tureckich i mongolskich, gdzie oznaczało kogoś więcej niż zwykłego żołnierza.
LiBEARty Sanctuary: największe sanktuarium niedźwiedzi w Europie czeka na odwiedzających z całego świata
Sanktuarium LiBEARty w Zărnești, położone około 30 kilometrów od Braszowa w Transylwanii, powstało w 2005 roku jako pierwsze tego rodzaju miejsce w Rumunii. Do 2020 roku trafiło tam 126 niedźwiedzi, które wcześniej przetrzymywano w klatkach przy restauracjach, hotelach i cyrkach, gdzie służyły jako żywe atrakcje turystyczne. Dziś na obszarze ponad 69 hektarów lasu dębowego, łąk i strumieni żyje ich niemal 90.
Misją ośrodka jest nie tylko ratowanie pokrzywdzonych zwierząt, ale też zmiana mentalności. Przez dziesięciolecia w Rumunii, szczególnie w epoce komunizmu Nicolae Ceaușescu i w chaotycznych latach 90., niedźwiedź przywiązany na łańcuchu przed wejściem do gospody był powszechnym widokiem. Jeszcze 20 lat temu posiadanie niedźwiedzia na własnej posesji bywało traktowane jak wyróżnienie, znak statusu. LiBEARty od 2005 roku systematycznie to zmienia. Każdy bilet wstępu zasila fundusz ratunkowy, a zwiedzanie odbywa się wyłącznie z przewodnikiem, w grupach i tylko przed południem, by zwierzęta miały spokój przez resztę dnia.
Niedźwiedzie z ośrodka uczą się od nowa tego, co powinny umieć z natury: grzebania w ziemi, wspinaczki na drzewa, zabawy w wodzie. Część z nich trafiła do sanktuarium jako dorosłe osobniki, które przez całe życie spędziły w ciasnych klatkach i dosłownie na nowo uczą się chodzić po nierównym terenie.
„Prezydent ponownie zaadoptował zwierzaka. Tym razem nieco większego” — jak doszło do adopcji Batyra
Adopcja niedźwiedzia odbyła się przy okazji oficjalnej wizyty Nawrockiego w Rumunii. Osobisty fotograf prezydenta Mikołaj Bujak poinformował o tym na swoich profilach w mediach społecznościowych, zamieszczając relację z wyjścia do sanktuarium. „Prezydent ponownie zaadoptował zwierzaka. Tym razem nieco większego. Do Yukiego, dzielnego psiaka ze schroniska, który jest lokatorem Pałacu Prezydenckiego, dołączył, choć na odległość, miś Batyr” — napisał Bujak.
Adopcja na odległość to sprawdzony sposób finansowania działalności takich ośrodków. Adoptujący nie zabiera zwierzęcia, lecz obejmuje je patronatem finansowym, pokrywając część kosztów utrzymania. W przypadku LiBEARty roczny koszt opieki nad jednym niedźwiedziem sięga kilku tysięcy euro. Prezydent nie skomentował publicznie samego gestu ani nie ujawnił żadnych szczegółów dotyczących Batyra, w tym jego wieku czy historii trafienia do ośrodka.
Nawrocki przy tej okazji opowiedział personelowi sanktuarium historię misia Wojtka, polskiego niedźwiedzia-żołnierza z II Korpusu, który walczył u boku Armii Andersa i przeszedł z wojskiem szlak od Iranu przez Egipt aż do Włoch. Zapowiedział też, że do ośrodka trafi maskotka Wojtka.
Wojtek: niedźwiedź kapral, który nosił amunicję pod Monte Cassino
Historia misia Wojtka, którą prezydent Nawrocki opowiedział rumuńskiemu personelowi, jest jedną z najbardziej niezwykłych opowieści polskiego wysiłku zbrojnego w II wojnie światowej. W kwietniu 1942 roku żołnierze ewakuowani z ZSRR kupili w Iranie małego niedźwiadka brunatnego od napotkanego chłopca. Zwierzę wciągnięto oficjalnie na stan ewidencyjny 22. Kompanii Zaopatrywania Artylerii, nadano mu numer służbowy i przydzielono przydział na papierosy, a z czasem awansowano do stopnia kaprala.
Wojtek przeszedł z II Korpusem Polskim całą kampanię włoską. Podczas bitwy o Monte Cassino, 18 maja 1944 roku, nosił skrzynki z amunicją i ciągnął wózki z zaopatrzeniem, naśladując żołnierzy, którzy wcześniej nauczyli go nosić rzeczy. Odtąd wizerunek niedźwiedzia z pociskiem artyleryjskim w łapach stał się emblematem 22. Kompanii, umieszczanym na odznakach, samochodach wojskowych i mundurach.
Po demobilizacji w 1946 roku Wojtek trafił do ogrodu zoologicznego w Edynburgu, gdzie żył do 2 grudnia 1963 roku. Jego historia do niedawna pozostawała niemal nieznana poza środowiskami weteranów i dopiero w ostatnich latach stała się tematem filmów animowanych, książek i pomników odsłoniętych w Edynburgu, Londynie i Krakowie.
„Batyr” — rycerz z Azji Środkowej, pseudonim polskiego historyka
Słowo „batyr” pochodzi z języków tureckich i mongolskich, gdzie oznacza wojownika, bohatera, człowieka walecznego. W mongolskim ten sam rdzeń funkcjonuje jako „baatar”, od którego pochodzi nazwa stolicy Mongolii, Ułan Bator, czyli w dosłownym tłumaczeniu „Czerwony Bohater”. W kulturze stepowej batyr nie był zwykłym żołnierzem, lecz postacią z eposów i legend, obrońcą ludu, liderem, kimś, kto walczył w imię wartości większych niż on sam. Postaci batyrów pojawiają się w kirgiskim eposie „Manas”, uzbeckim „Alpamyszu” i tatarskim „Edige”.
Historyczne skojarzenie prowadzi też do konkretnej osoby: Jana Prospera Witkiewicza, żyjącego w latach 1808–1839, stryja Stanisława Ignacego Witkiewicza, czyli Witkacego. Witkiewicz senior, skazany jako 15-latek za udział w kółkach niepodległościowych powiązanych z procesami Filomatów w Wilnie w 1824 roku, tymi samymi, w których skazano kolegów Adama Mickiewicza, trafił do karnych batalionów w Orenburgu i Orsku pod Uralem. Tam opanował języki i zwyczaje okolicznych ludów tureckich i mongolskich do tego stopnia, że zaczęli go nazywać Batyrem. Witkiewicz stał się później pierwszym oficjalnym dyplomatą rosyjskim w Afganistanie i pierwszym Polakiem, który tam dotarł z misją oficjalną.
Karol Nawrocki wybrał właśnie ten pseudonim, gdy w 2018 roku wydał biografię Nikodema Skotarczaka, ojca chrzestnego trójmiejskiej mafii, zatytułowaną „Spowiedź Nikosia zza grobu”. Tadeusz to drugie imię Nawrockiego, a „batyr” to odesłanie do wojownika i człowieka dialogu zarazem. Witkiewicz-Batyr uchodzi za postać zasługującą na rehabilitację: szlachcic skazany niesprawiedliwie jako 15-latek, który w warunkach zesłania zdobył uznanie stepowych ludów i trafił do historii jako pierwszy dyplomata rosyjski w Afganistanie.
Yuki, Batyr i niedźwiedź przy trójmiejskiej tablicy: zwierzęta w życiu publicznym prezydenta
Karol Nawrocki ma już jednego zwierzęcego lokatora Pałacu Prezydenckiego, psa Yukiego, adoptowanego ze schroniska. Teraz dołączył do niego Batyr, choć wyłącznie symbolicznie, pozostając w Rumunii pod opieką personelu sanktuarium LiBEARty. Oba zwierzęta łączy historia ratunku: Yuki trafił do Nawrockiego ze schroniska, a Batyr z miejsca, które ratuje niedźwiedzie uratowane z cyrków i przydomowych klatek.
Adopcja dużego drapieżnika przez głowę państwa to rzadkość, nawet w formule „na odległość”. Nawrockiemu bliżej tu do precedensu z 2023 roku, gdy premier Nowej Zelandii Chris Hipkins odwiedził tamtejsze sanktuarium kiwi przy okazji kampanii ochrony gatunku, co trafiło na pierwsze strony gazet i ożywiło debatę o finansowaniu rezerwatów ze środków publicznych. W przypadku Nawrockiego wybór imienia dodaje do tego historyczny i literacki wymiar: polska głowa państwa adoptuje niedźwiedzia i nadaje mu imię z azjatyckiej tradycji rycerskiej, noszone przez dziewiętnastowiecznego polskiego zesłańca, który stał się bohaterem stepowych eposów.
Rumunia i niedźwiedzie: problem, który wykracza poza sanktuarium
Rumunia szacuje swoją populację niedźwiedzi brunatnych na 6 000–8 000 osobników, co czyni ją jednym z krajów o najwyższym wskaźniku w Europie i zarazem źródłem narastającego konfliktu między ochroną przyrody a bezpieczeństwem ludzi. Część zwierząt, przyzwyczajona przez lata do dokarmiania przez turystów na trasach górskich, straciła instynkt samodzielnego zdobywania pokarmu i regularnie zbliża się do ludzkich siedlisk. Na słynnej Trasie Transfăgărășan w Karpatach, popularnej wśród turystów z całego świata, w tym z Polski, spotkania z niedźwiedziami są na tyle częste, że rumuńskie władze wprowadziły zakazy zatrzymywania się i parkowania w wyznaczonych strefach.
LiBEARty co roku przyjmuje nowe zwierzęta z takich właśnie sytuacji: niedźwiedzie, które weszły zbyt blisko ludzkich zabudowań lub były hodowane nielegalnie. Ośrodek funkcjonuje wyłącznie dzięki darowiznom, wpływom z biletów i programom adopcji na odległość, takim jak ten, w który właśnie włączył się Nawrocki. Adopcja jednego niedźwiedzia kosztuje kilkaset euro rocznie i pozwala pokryć część kosztów wyżywienia, opieki weterynaryjnej i utrzymania 69-hektarowego obszaru.
