Zdecydowane „nie” dla likwidacji dwukadencyjności w samorządach wybrzmiało w konsultacjach społecznych nad projektem ustawy pomysłu PSL. Zamiast poparcia dla tej propozycji, społeczne opinie ujawniły silny sprzeciw wobec prób otwierania drogi do wieloletniego sprawowania władzy lokalnej przez te same osoby. Reakcje uczestników konsultacji wskazują, że obywatele obawiają się umocnienia lokalnych układów i powrotu korupcji w samorządach. W debacie publicznej pojawiły się mocne słowa: „betonowanie władzy”, „dziedziczenie stanowisk”, „odcięcie młodych od polityki lokalnej”.
Tło sprawy – skąd wziął się pomysł likwidacji limitu kadencji
Obowiązująca obecnie zasada dwukadencyjności została wprowadzona w 2018 roku przez rząd PiS. Celem miało być odświeżenie lokalnej sceny politycznej i zahamowanie tendencji do betonowania się tych samych osób na stanowiskach przez dekady.
PSL, jako ugrupowanie z silnymi korzeniami w samorządach, argumentuje, że ograniczenie to pozbawia mieszkańców prawa do wyboru doświadczonych włodarzy. Według polityków Stronnictwa to społeczność lokalna powinna decydować, czy chce zmiany, czy kontynuacji. Projekt ustawy miał więc – w ich ocenie – przywracać obywatelom „pełną wolność wyboru”.
Konsultacje społeczne – zdecydowane głosy sprzeciwu
Projekt PSL został poddany konsultacjom społecznym. Już na etapie zbierania opinii stało się jasne, że zdecydowana większość uczestników nie akceptuje proponowanego kierunku zmian. W komentarzach obywateli dominowało twarde „Nie” wobec likwidacji dwukadencyjności.
Wielu Polaków podkreślało, że cofnięcie reformy oznaczałoby powrót do sytuacji sprzed 2018 roku, gdy w niektórych gminach wójtowie zasiadali na stanowiskach przez 20–30 lat. Jak napisał jeden z uczestników konsultacji: „To nie jest wolność wyboru, to jest droga do feudalizmu”. Inny dodał: „Dwukadencyjność to jedyna bariera, która chroni przed tym, by lokalne układy zamieniały się w prywatne folwarki”.
Argumenty przeciwników zmian
Najczęściej powtarzającym się argumentem przeciwników była obawa przed betonowaniem władzy. Polacy wskazują, że samorządy są szczególnie podatne na zjawiska takie jak nepotyzm i korupcja, a brak limitu kadencji mógłby je tylko pogłębić.
Wielu uczestników konsultacji zaznaczało też, że zasada rotacji daje szansę młodszym pokoleniom na wejście do polityki lokalnej. „Bez limitów kandydować będzie trudno – zawsze wygra ten, kto ma już całą sieć znajomości i układów oraz zapewnione finansowanie” – pisała jedna z osób. Pojawiały się również głosy, że obecny system jest kompromisem: daje dwie pełne kadencje i je wydłuża o rok, czyli aż 10 lat pracy, a potem otwiera drogę innym.
Co dalej z projektem PSL?
Choć PSL broni swojego projektu, to perspektywy jego przyjęcia wydają się bardzo ograniczone. Nie tylko wyniki konsultacji społecznych, ale też stanowiska innych ugrupowań wskazują, że likwidacja dwukadencyjności nie ma dziś większości w Sejmie. PiS broni wprowadzonej przez siebie zasady, Koalicja Obywatelska jest sceptyczna, a Polska 2050 i Lewica podkreślają potrzebę większej przejrzystości w samorządach, a nie cofania reform.
W praktyce oznacza to, że projekt PSL już na starcie spotkał się z bezlitosnym oporem – zarówno społecznym, jak i politycznym. Nawet jeśli wróci w przyszłości, będzie obciążony łatką próby utrwalenia lokalnych układów wbrew woli większości obywateli.
