Podczas nowojorskiego Tygodnia Mody pewien mężczyzna postanowił zadrwić z całego modowego światka i wkroczył na wybieg w… plastikowym worku na śmieci. Nie miał zaproszenia, nie był modelem, nie reprezentował żadnej marki – a mimo to nikt nie podniósł alarmu. Fotografowie robili mu zdjęcia, krytycy kiwali głowami z uznaniem, a publiczność była przekonana, że ogląda kolejną „wizjonerską” kreację.
Cała scena była jak zimny prysznic dla samozwańczych guru mody, którzy nie rozpoznali, że zamiast awangardowego stroju patrzą na najtańszy element wyposażenia kuchni. Worek na śmieci w roli haute couture udowodnił, że czasem wystarczy odrobina pewności siebie i absurdalny strój, by zdemaskować próżność całej branży.
Plastikowa torba, wybieg i wielkie oszustwo
Na początku wszystko wyglądało jak część profesjonalnego show. Mężczyzna w czarnym worku na śmieci poruszał się po wybiegu z pełną powagą, jakby właśnie prezentował nową kolekcję luksusowego domu mody. To ubranie – jeśli w ogóle można to tak nazwać – było jedynym elementem jego „stylizacji”.
Ochrona zareagowała dopiero po kilku minutach, kiedy intruz zdążył przejść w tę i z powrotem oraz zrobić kilka efektownych poz. Organizatorzy byli w szoku, ale spora część widowni i tak była przekonana, że to celowa prowokacja. W końcu w świecie, gdzie sukienki z folii malarskiej sprzedawano już w butikach za setki dolarów, czemu worek na śmieci miałby być czymś dziwnym?
Kiedy absurd staje się modą
Historia z Nowego Jorku nie jest wcale odosobniona. W poprzednich latach zdarzało się, że znane marki wprowadzały na wybiegi projekty wykonane z materiałów codziennego użytku, jak karton, plastikowe butelki, torby jak z IKEI czy właśnie worki na śmieci. Publiczność chętnie dawała się przekonać, że to „ekologiczne manifesty” lub „awangardowe eksperymenty” warte swojej ceny.
Problem w tym, że w pewnym momencie granica między artystycznym gestem a kpiną z odbiorcy staje się praktycznie niewidoczna. Gdy intruz w foliowym worku może przez kilka minut uchodzić za modela, trudno oprzeć się wrażeniu, że moda już dawno oderwała się od rzeczywistości i żyje w swoim szczelnie zamkniętym świecie.
A może problemem są samozwańczy eksperci?
Tu należałoby przypomnieć jak „eksperci mody” z naszego podwórka gromadnie chwalili styl Kate Middleton, podkreślając jej elegancję i klasę. Z jednej strony „niewinna, spokojna, elegancka”, a nawet „przemyślana przez sztab stylistów” — taki obraz kreowano w mediach. A z drugiej? Ta sama część mediów, a nawet te same osoby potrafiły jednocześnie krytykować Agatę Kornhauser-Dudę za dokładnie te same rozwiązania stylistyczne. Ba, są nawet zdjęcia, gdzie obie ubrały dokładnie ten sam strój. Efekt? Komiczny. Mamy więc liczne publikacje, gdzie pisze się o nieprzychylnych opiniach stylistów, że styl pierwszej damy bywa „zbyt prosty”, „zachowawczy”. Po czym pojawiają się komplementy dla tego samego stroju księżnej. Nikomu w tych redakcjach nie zapaliła się czerwona lampka śmieszności?
W świecie, gdzie dobór koloru i długość żakietu potrafią wywołać falę hejtu, hipokryzja „guru” mody sięga zenitu. Skoro ten sam outfit u jednej kobiety to symbol klasy, a u innej – przykład wtórności, to może problem leży nie w stroju, a w selektywnej uwadze „ekspertów”.
Internet nie zawiódł — memy, komentarze i zachwyt nad „trendem”
W ciągu kilkunastu godzin od nowojorskiego zdarzenia zdjęcia „modela” w worku na śmieci obiegły sieć. Internauci natychmiast podchwycili temat, tworząc setki memów, przeróbek i komentarzy. Niektórzy nazywali go „prawdziwym buntownikiem mody”, inni proponowali, by worek trafił do sprzedaży w limitowanej edycji.
Pod wpisami w mediach społecznościowych pojawiły się też kpiny pod adresem projektantów, którzy – jak sugerowali komentujący – wkrótce mogą faktycznie wprowadzić podobne „projekty” do swoich kolekcji. W końcu jeśli moda to przede wszystkim efekt i rozmowa wokół niej, to prowokacja intruza okazała się mistrzowskim ruchem PR-owym.
Moda w świecie, gdzie wszystko już było
Historia z workiem na śmieci pokazuje, jak bardzo branża mody szuka nowych sposobów na przyciągnięcie uwagi. Skoro wszystkie kroje, materiały i koncepcje były już w obiegu, projektanci coraz częściej sięgają po skrajne środki. Rzadko prowadzi to do fascynujących efektów, częściej — do sytuacji tak absurdalnych, że trudno je odróżnić od żartu.
W tym sensie nowojorski incydent jest jak krzywe zwierciadło dla całej branży. Jeśli coś tak prostego jak worek na śmieci może na chwilę stać się „gorącym trendem”, to może wcale nie chodzi o ubrania, tylko o historię, którą można do nich dopisać. A ta historia, przynajmniej tym razem, była o wiele zabawniejsza niż jakikolwiek nudny pokaz.
