Krzysztof Stanowski, znany z akcji charytatywnych i wieloletniej hojności wobec potrzebujących, tym razem nie wpłacił ani grosza na 34. finał WOŚP. W nagraniu na YouTube właściciel Kanału Zero wyjaśnił, że billboardy „Wygramy z sepsą” oraz sprawa emerytki z Torunia skazanej za krytyczny komentarz pod adresem Jerzego Owsiaka przekonały go, że „wspólnotowy duch akcji uleciał”. To pierwsza taka decyzja byłego kandydata na prezydenta RP, który przez lata wpłacał znaczące kwoty na Wielką Orkiestrę Świątecznej Pomocy.
Po latach wsparcia – zero złotych dla Orkiestry
183 miliony złotych – tyle zgodnie z deklaracją wpłynęło na konto fundacji Jerzego Owsiaka podczas 34. finału WOŚP w styczniu 2026 roku. W tej imponującej kwocie nie ma jednak ani grosza od Krzysztofa Stanowskiego. Dla człowieka, który w 2021 roku przekazał na Orkiestrę 19 tysięcy złotych, to decyzja bezprecedensowa.
Stanowski od lat słynie z działalności charytatywnej. W 2018 roku otrzymał nagrodę Prezydenta RP „Dla Dobra Wspólnego” za inicjatywę #DobroWraca, która zebrała miliony złotych dla potrzebujących. Rok wcześniej, w 2017, został laureatem nagrody InicjaTOR za działania na rzecz społeczeństwa obywatelskiego. Te wyróżnienia potwierdzały, że Stanowski rzeczywiście angażował się w pomoc innym.
Tym bardziej zaskakująca jest jego tegoroczna odmowa wsparcia największej akcji charytatywnej w Polsce. Sam zainteresowany nie ukrywa, że to świadoma decyzja, a nie przypadkowe przeoczenie. W nagraniu opublikowanym na YouTube po finale WOŚP Stanowski wprost wskazał dwa powody swojej zmiany stanowiska: kontrowersyjne billboardy o sepsie z 2023 roku oraz sposób potraktowania 67-letniej emerytki z Torunia.
„Billboardy o sepsie to drugie dno”. Kampania, która podzieliła Polaków
Jesienią 2023 roku, dokładnie na miesiąc przed wyborami parlamentarnymi zaplanowanymi na 15 października, w całej Polsce pojawiły się 1840 billboardów fundacji WOŚP. Hasło brzmiało: „Polacy! Pokonajmy to ZŁO! WYGRAMY z sepsą”. Litery „MY” zostały wyróżnione biało-czerwonym kolorem, co wywołało lawinę komentarzy o ukrytym politycznym przekazie.
Timing kampanii – niespełna miesiąc przed kluczowymi wyborami – nie pozostawił wątpliwości krytykom, że WOŚP wkracza na polityczne tory. Sytuację pogorszyła obecność Jerzego Owsiaka na Marszu Miliona Serc Donalda Tuska 1 października 2023 roku w Warszawie. Podczas tego wydarzenia szef fundacji mówił o „systemie, który musi się skończyć”, co zostało odebrane jako jednoznaczne polityczne zaangażowanie.
Koszt kampanii billboardowej przekroczył 1 procent środków zebranych podczas jednego finału WOŚP. Sama fundacja tłumaczyła, że chodziło wyłącznie o walkę z sepsą jako poważnym zagrożeniem zdrowotnym – billboardy miały przygotować społeczeństwo na 32. finał WOŚP w styczniu 2024 roku, podczas którego zebrano 281 milionów złotych na zakup 476 urządzeń diagnostycznych dla 206 laboratoriów mikrobiologicznych w całej Polsce.
Owsiak w rozmowie z TVN24 bronił się przed zarzutami politycznego charakteru kampanii: „Billboardy tak żrą w przestrzeni publicznej, że to jest niesamowite. Wszyscy widzą te billboardy”. Jednocześnie podkreślał medyczny aspekt działania – sepsa, czyli posocznica, co roku powoduje ponad 3,5 miliona zgonów na świecie, a w Polsce problem diagnostyki tej choroby był poważny.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości złożyli zawiadomienie do Państwowej Komisji Wyborczej o podejrzenie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej z użyciem środków fundacji. Posłanka Anna Wojciechowska van Heukelom napisała: „Owsiak używa logo WOŚP do agitacji wyborczej”. Jarosław Sellin dodawał, że „WOŚP stracił apolityczność”.
Sepsa – sprawa, która miała jednoczyć, a podzieliła
Z medycznego punktu widzenia kampania „Wygramy z sepsą” miała uzasadnienie. Sepsa, zwana także posocznicą, to ogólnoustrojowa odpowiedź organizmu na infekcję, która może prowadzić do niewydolności narządów i śmierci. W Polsce brakuje dokładnych statystyk dotyczących zgonów z powodu sepsy, co samo w sobie stanowi problem systemowy.
WOŚP zorganizowała 8 grudnia 2023 roku w Katowicach konferencję poświęconą sepsie, na którą zaproszono przedstawicieli Narodowego Funduszu Zdrowia. NFZ jednak nie wysłał swojego reprezentanta, co fundacja interpretowała jako brak zainteresowania problemem ze strony władz. Minister zdrowia Adam Niedzielski nie uczestniczył w wydarzeniu, chociaż był o nim informowany.
Efektem 32. finału WOŚP było wyposażenie laboratoriów mikrobiologicznych w nowoczesny sprzęt o wartości 194 milionów złotych. Urządzenia miały przyspieszyć diagnostykę zakażeń bakteryjnych i tym samym ratować życie pacjentów. Z punktu widzenia medycznego cel był szlachetny i potrzebny.
Problem polegał jednak na tym, że medyczny cel został przysłonięty przez polityczny kontekst kampanii. Hasło „Pokonajmy to ZŁO” w biało-czerwonych barwach, tuż przed wyborami, w których retoryka „walki ze złem” dominowała w wystąpieniach opozycji, sprawiło, że nawet dobrze myślący o WOŚP ludzie zaczęli mieć wątpliwości co do intencji fundacji.
Emerytka, która napisała „giń człeku”. Wyrok, który wstrząsnął opinią publiczną
67-letnia Izabela M. z Torunia 13 stycznia 2025 roku napisała na Facebooku wpis skierowany do Jerzego Owsiaka: „Giń człeku i to jak najszybciej”. Dwa dni później, 15 stycznia o godzinie 6:25 rano, policja zastukała do drzwi jej mieszkania. Kobieta została zatrzymana, a następnie postawiona przed sądem.
28 stycznia 2026 roku sędzia Marcin Czarciński z Sądu Rejonowego w Toruniu wydał wyrok: pół roku pozbawienia wolności w zawieszeniu na rok, tysiąc złotych zadośćuczynienia dla Owsiaka oraz zakaz zbliżania się do pokrzywdzonego. W uzasadnieniu wyroku sąd podkreślił, że emerytka „dopuściła się przestępstwa gróźb karalnych wobec osoby publicznie znanej, która działa charytatywnie”.
Obrona zapewniona przez Instytut Ordo Iuris zapowiedziała apelację. Mecenas Jerzy Kwaśniewski argumentował, że słowa emerytki nie stanowiły groźby karalnej, lecz emocjonalną wypowiedź podobną do potocznych zwrotów typu „niech cię piorun trzaśnie”. Sąd jednak uznał inaczej – profil Owsiaka obserwuje ponad milion osób, a wpis mógł mobilizować innych do agresji wobec szefa WOŚP.
Stanowski w swoim nagraniu ostro skomentował tę sprawę: „Najpierw ona wyżyła się na Owsiaku na Facebooku, a potem państwo wyżyło się na niej. Potem wyżył się na niej Owsiak i sąd. To strzelanie z armaty do malutkiego wróbelka, który śmiał zrobić kupkę na buta Pana Jerzego„.
Warto dodać, że Owsiak zaproponował emerytce alternatywę – gdyby przeprosiła publicznie i wycofała wpis, nie skierowałby sprawy do sądu. Kobieta jednak odmówiła, domagając się wzajemnych przeprosin od Owsiaka za billboardy o sepsie, które jej zdaniem miały polityczny wydźwięk. Ten impas doprowadził do rozprawy sądowej.
Wolność słowa czy groźba karalna? Debata po wyroku
Wyrok dla emerytki rozpętał w Polsce dyskusję o granicach wolności słowa w internecie. Czy emocjonalny wpis w sieci to przestępstwo wymagające interwencji prokuratury i sądu? Czy słowa „giń człeku” można traktować jako realne zagrożenie dla życia osoby publicznej?
Obrona Izabeli M. podnosiła, że zwrot ten należy do kategorii potocznych przekleństw, podobnie jak „oby cię kule biły” czy „niech cię diabli wezmą”. Nikt, kto używa takich sformułowań, nie zamierza faktycznie zaszkodzić adresatowi. To forma wyrażenia emocji, a nie zapowiedź działania.
Sąd patrzył na sprawę inaczej. W uzasadnieniu wyroku sędzia Czarciński zwrócił uwagę, że Owsiak od lat otrzymuje groźby, a niektóre z nich były na tyle poważne, że wymagały ochrony policyjnej. W tym kontekście każdy wpis zawierający życzenia śmierci musi być traktowany jako potencjalna groźba. Profil Owsiaka na Facebooku obserwuje ponad milion osób – publiczny wpis mógł więc zostać odebrany przez innych jako zachęta do realnej agresji.
Internauci byli podzieleni. Część uważała, że wyrok jest słuszny i stanowi ostrzeżenie dla hejterów, że internet to nie strefa bezprawia. Inni widzieli w nim nadgorliwość wymiaru sprawiedliwości i próbę zastraszania krytycznych wobec Owsiaka osób. Pojawiały się głosy, że emerytka została potraktowana jako przykład dla innych.
Mecenas Kwaśniewski zapowiedział, że apelacja będzie koncentrowała się na dowodzie, że słowa Izabeli M. nie miały charakteru groźby karalnej w rozumieniu kodeksu karnego. Sprawa może więc trafić do wyższej instancji i stać się precedensem w interpretacji granic wolności słowa w polskim internecie.
WOŚP to „dzisiaj to kolejny element identyfikacji politycznej”
Stanowski w swoim nagraniu na YouTube nie pozostawił wątpliwości, co sądzi o obecnym stanie WOŚP. „Między innymi historia z emerytką, ale i billboardy o sepsie sprawiły, że nie wpłaciłem nic na WOŚP. Przez długie lata wpłacałem, a w tym roku nic. Gdzieś ten wspólnotowy duch akcji uleciał. Dzisiaj to kolejny element identyfikacji politycznej” – powiedział były kandydat na prezydenta RP.
Te słowa padły w kontekście 34. finału WOŚP, który odbył się 25 stycznia 2026 roku i zebrał kolejny raz rekordową kwotę. Stanowski podkreślił, że jego decyzja to nie atak na ideę pomagania chorym dzieciom, lecz sprzeciw wobec sposobu, w jaki WOŚP funkcjonuje w ostatnich latach.
Właściciel Kanału Zero nie jest odosobniony w swoich odczuciach. Po billboardach o sepsie i zaangażowaniu Owsiaka w Marsz Miliona Serc Platformy Obywatelskiej część Polaków zaczęła postrzegać WOŚP przez pryzmat zaangażowania politycznego jej lidera. Wpłacanie na Orkiestrę stało się w ich oczach polityczną deklaracją światopoglądową – nie tylko pomocy chorym, ale także poparciem dla określonej opcji politycznej.
Stanowski wspomniał również o kontraście między przeszłością a teraźniejszością. Kilka lat temu WOŚP był rzeczywiście akcją ponadpolityczną, wspieraną przez ludzi o różnych poglądach. Dzisiaj, jego zdaniem, sytuacja uległa zmianie. Wspólnotowy charakter zbiórki został zastąpiony podziałami, które przeniosły się z polityki na działalność charytatywną.
Charytatywność Stanowskiego – miliony dla potrzebujących
Stanowski nie jest skąpcem ani przeciwnikiem pomagania – wręcz przeciwnie, jego działalność w tym zakresie jest imponująca. Akcja #DobroWraca, za którą Stanowski otrzymał nagrodę od Prezydenta RP w 2018 roku, zebrała miliony złotych dla potrzebujących rodzin. Inicjatywa polegała na tym, że internauci zgłaszali przypadki osób w trudnej sytuacji, a społeczność Kanału Zero zbierała dla nich pieniądze. Efekt przekroczył najśmielsze oczekiwania.
W 2021 roku podczas KTS Weszło Stanowski i jego widzowie zebrali rekordową kwotę 4,5 miliona złotych w zaledwie 90 minut. Pieniądze trafiły do potrzebujących osób wskazanych przez społeczność. To wydarzenie pokazało, że Kanał Zero potrafi mobilizować ludzi do pomocy w sposób, który dorównuje największym akcjom charytatywnym w Polsce.
Rok wcześniej, w 2021 roku, Stanowski zorganizował 24-godzinny Hejt Park, podczas którego zebrano 350 tysięcy złotych. W 2024 roku akcja dla córki Bartłomieja Marszałka, pracownika Kanału Zero, przyniosła 1,7 miliona złotych od 23,5 tysiąca osób. Te liczby dowodzą, że Stanowski nie tylko mówi o pomaganiu – faktycznie to robi i angażuje w to swoją społeczność.
Dlatego jego odmowa wsparcia WOŚP jest tak znacząca. To nie jest kwestia braku chęci do pomocy chorym dzieciom. To świadoma decyzja związana z oceną tego, czym stała się Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy w ostatnich latach. Stanowski nadal będzie pomagał – ale nie poprzez instytucję, którą uważa za upolitycznioną.
Politycy i WOŚP – trwający spór o apolityczność
Obecność Jerzego Owsiaka na Marszu Miliona Serc Platformy Obywatelksiej i Donalda Tuska 1 października 2023 roku była momentem przełomowym w postrzeganiu WOŚP dla wielu ludzi. Szef fundacji pojawił się na scenie i mówił o „systemie, który musi się skończyć”. Te słowa – w kontekście zbliżających się wyborów – zostały odebrane jako jego polityczna deklaracja do tego obozu politycznego.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie pozostali obojętni. Posłanka Anna Wojciechowska van Heukelom oskarżyła Owsiaka o wykorzystywanie marki WOŚP do agitacji wyborczej. Jarosław Sellin dodał, że fundacja straciła apolityczny charakter, który był jej największą wartością przez lata. Zawiadomienie do PKW o podejrzenie nielegalnego finansowania kampanii wyborczej było logiczną konsekwencją tych oskarżeń.
WOŚP odpowiadało, że Owsiak ma prawo jako obywatel wyrażać swoje poglądy polityczne, a jego obecność na marszu była prywatną decyzją, nie angażującą fundacji. Billboardy o sepsie dotyczyły rzekomo wyłącznie walki z chorobą, a żadne publiczne środki nie zostały wykorzystane do jawnej agitacji wyborczej.
Problem polega na tym, że w Polsce po 2015 roku granica między prywatnymi poglądami a publiczną działalnością osoby stojącej na czele fundacji stała się płynna. Owsiak jest twarzą WOŚP – jego słowa i działania są odbierane jako stanowisko całej organizacji. Trudno więc przekonać krytyków, że jego wystąpienie na marszu ówczesnej opozycji było wyłącznie prywatną sprawą.
