Oficjalna sesja Rady Miasta Poznania i absolutorium za ubiegły rok, komplet radnych i dziennikarzy, i nagle ciasto. Prosto w twarz prezydenta Poznania Jacka Jaśkowiaka. W kilka minut lokalna awantura o mieszkania komunalne zamieniła się w ogólnopolski temat o granicach protestu, korporacyjnej solidarności samorządowców i o tym, kto może być następnym bohaterem referendalnego wyścigu, który właśnie wystrzelił z Krakowa.
Osiedle Maltańskie i ciasto. Dlaczego Jaśkowiak dostał w twarz?
We wtorek w sali poznańskiej rady miasta odbywało się posiedzenie poświęcone absolutorium dla prezydenta za budżet 2025 roku. Wśród publiczności zebranej na galerii znalazły się osoby protestujące w sprawie osiedla Maltańskiego. Zarzut: Jaśkowiak ma zamiar przekazać mieszkania komunalne prywatnemu deweloperowi, który przejął osiedle. Jeden z mężczyzn wstał i rzucił w stronę prezydenta ciastem. Strażnicy natychmiast go obezwładnili, policja zatrzymała dwie osoby. Sierż. Michał Wiśniewski, rzecznik prasowy poznańskiej policji, przekazał PAP, że cały czas przesłuchiwani są świadkowie i przyjmowane jest zawiadomienie.
Sprawca nie krył motywacji. Jego zdaniem to, co zrobił, to wotum nieufności Poznaniaków dla prezydenta Jaśkowiaka. Z galerii słychać było też okrzyki: protestujący krzyczeli, że Jaśkowiak chce sprzedać mieszkańców Poznania, oddając ich komunalne lokale w ręce dewelopera. Sesję przerwano.
„Hołota”. Jaśkowiak reaguje i wspomina boks
Prezydent Poznania stanął przed kamerami z resztkami ciasta na garniturze i, ku zaskoczeniu wielu, nie zagrał ofiary. Powiedział wprost, że się nie boi: ani takiego ataku, ani ataku nożem, ani pistoletem. Ale jeżeli nie zrobi się dzisiaj czegoś, żeby taką hołotę wyprowadzić z urzędu i nie pozwolić im na taką agresję, to problem pozostanie.
Słowo „hołota” szybko stało się głównym cytatem dnia. Zapytany o nie, Jaśkowiak wyjaśnił bez ogródek: ktoś, kto atakuje fizycznie na sesji rady miasta urzędnika państwowego, w tym momencie przekracza wszelkie granice, i właśnie to jest hołota.
Dodał też, że trenował boks, więc z uderzeniem poradził sobie bez trudu. Zniszczony garnitur technik policyjny miał wkrótce zabezpieczyć jako dowód rzeczowy.
Jaśkowiak wskazał też, że zna te osoby i że według niego to te same, które wcześniej wtargnęły do jego gabinetu razem z posłanką Marceliną Zawiszą, która, jak ocenił, nadużyła prawa do kontroli. Ewidentnie w tle tego starcia jest szerszy polityczny spór, w którym ciasto było tylko wisienką, albo raczej kremem, na torcie tfu garniturze.
Kim jest Jaśkowiak i skąd ta niechęć? Rządy od 2014, ale popularność spada
Jacek Jaśkowiak jest prezydentem Poznania od 2014 roku, najdłużej urzędującym prezydentem miasta w jego nowożytnej historii. W wyborach 2024 roku zdobył ponad 70% głosów w drugiej turze. Na papierze mandat zaufania tak silny, że mógłby nim tapetować ściany w urzędzie.
A jednak. Spór o osiedle Maltańskie to tylko najnowszy front narastającego napięcia między ratuszem a mieszkańcami. Już w styczniu 2026 roku społecznicy zaczęli publicznie mówić o potrzebie referendum w sprawie odwołania prezydenta, przy czym impulsem była nie tylko sprawa osiedla Maltańskiego, ale i afera korupcyjna w Zarządzie Dróg Miejskich oraz odwołanie zastępcy Jaśkowiaka. Do przeprowadzenia referendum w Poznaniu potrzeba podpisów 10% uprawnionych do głosowania, czyli około 38 tysięcy osób.
Jaśkowiak to zagrożenie jednak bagatelizuje. Dzień po krakowskim referendum mówił dziennikarzom, że porównania Poznania z Krakowem nie mają sensu, bo Poznań ma zadłużenie na poziomie jednej trzeciej Krakowa i połowy Wrocławia, a miasto z sukcesem zainwestowało w remonty i tabor MPK. Przyznał też, że nikt na razie nie zbiera podpisów, więc mówienie o referendum przypomina mu rozważanie, co by było, gdyby w sierpniu zaczął padać śnieg.
Kiedy hejt i przemoc w polityce pasują samorządowcom: sprawa Babci Kasi
Sutryk i Jaśkowiak odkryli nagle, że agresja w polityce to rzecz nieakceptowalna. Szkoda tylko, że to odkrycie przyszło wtedy, gdy agresja zagraża im samym. Bo kiedy była wymierzona w ludzi stojących po drugiej stronie barykady, środowisko tych samorządowców nie tylko milczało — ale wręcz nagradzało hejterów.
Jesienią 2021 roku ratusz Rafała Trzaskowskiego nominował do tytułu Warszawianki Roku Katarzynę Augustynek, powszechnie znaną jako „Babcia Kasia”. Na stronie warszawskiego ratusza można było przeczytać, że to „ikona protestów ulicznych w Warszawie, zaangażowana w walkę o prawa kobiet, aktywnie zabierająca głos, gdy przychodzi wesprzeć społeczność LGBT+”. Tyle że w tym samym czasie w sieci krążyły nagrania dokumentujące coś zupełnie innego: aktywistka szarpiąca się z żołnierzami pod Pomnikiem Smoleńskim, obrażająca funkcjonariuszy i atakująca uczestniczki kontrmanifestacji. Na jednym z nagrań Augustynek krzyczała do młodej kobiety: „Mam nadzieję, że będziesz miała chorą ciążę i każą ci rodzić”. To nie jest retoryka sporu — to przemoc słowna.
Laudację na cześć Babci Kasi na gali wygłosił niezastąpiony w takich sytuacjach Maciej Stuhr. Ostatecznie tytuł trafił do Wandy Traczyk-Stawskiej, uczestniczki powstania warszawskiego, i kompromitacji uniknięto o włos. Ale sam fakt nominacji mówi wszystko o tym, jak środowiska dziś oburzone „niedopuszczalnym hejtem” rozumiały agresję, gdy służyła ich sprawie. Przemoc nie jest dla nich problemem moralnym, lecz narzędziem, które ocenia się przez pryzmat tego, kto je trzyma w rękach. Sutryk i Jaśkowiak mogą się teraz oburzać, ale wiarygodność tego oburzenia ma dokładnie tyle samo warstw co znany znany już Jaśkowiakowi z bliska biszkopt.
Uderz w stół, a nożyce się odezwą. Dlaczego to właśnie Sutryk jest najbardziej oburzonym samorządowcem?
Spośród wszystkich prezydentów dużych miast, którzy zareagowali na poznański incydent, najgłośniej odezwał się Jacek Sutryk z Wrocławia. Stwierdził, że są pewne granice i naruszanie nietykalności fizycznej tą granicą jest, „małe grupki pseudoobywatelskie lub anarchistyczne działające pod płaszczykiem społeczeństwa obywatelskiego, które bez żadnej wiedzy i doświadczenia hejtują i atakują”. Dodał, że zżera je codzienna, zwykła zazdrość. Zapowiedział, że będzie z tym walczył z pełną stanowczością i ma nadzieję, że sprawca z Poznania zostanie ukarany.
Słowo „nadzieja” w ustach prezydenta jednego miasta w sprawie sprawcy z innego mówi samo za siebie: Sutryk może jej mieć ile chce, sprawcą i tak zajmie się poznańska prokuratura, a nie prezydent Wrocławia. Jego deklaracje są czysto retoryczne, co czyni je tym bardziej interesującymi jako zjawisko.
Bo skąd ten zapał? Odpowiedź nasuwa się sama. W Samorządowym Rankingu Zaufania 2025 Jacek Sutryk zajął drugie miejsce pod względem braku zaufania Polaków, przy czym nie ufa mu ponad 32% badanych, co oznaczało wzrost negatywnych wskazań o ponad 18 punktów procentowych w stosunku do roku poprzedniego. Badacze wprost łączyli to z zatrzymaniem prezydenta przez CBA oraz ze zbieraniem podpisów przez mieszkańców pod jego odwołaniem.
Pierwsza próba referendum we Wrocławiu zakończyła się fiaskiem, bo zebrano około 35 tysięcy z wymaganych ponad 46 tysięcy podpisów. Druga próba, jesienią 2025 roku, wypadła jeszcze gorzej: zebrano nieco ponad 20 tysięcy podpisów.
Kto następny? Mapa referendów i niechlubny wyścig prezydentów miast
Kraków pokazał jednak, że to narzędzie działa. 24 maja 2026 roku mieszkańcy Krakowa odwołali prezydenta Aleksandra Miszalskiego, przy czym za jego odwołaniem zagłosowało 171 581 osób czyli 97,8 proc. uczestników głosowania, a frekwencja osiągneła wymagany próg. Wynik oznacza przedterminowe wybory, które muszą się odbyć w ciągu 90 dni. Kraków jako miasto-precedens pokazał, że referendum to nie tylko gest, ale realny instrument zmiany władzy w przypadku mobilizacji mieszkańców.
Przez długie miesiące to Wrocław był wskazywany jako najbardziej prawdopodobna kolejna scena podobnego spektaklu. Tymczasem Sutryk, mimo dwóch przegranych zbiórek podpisów, wciąż sprawuje urząd. W najnowszym Samorządowym Rankingu Zaufania 2026 zajął trzecie miejsce pod względem nieufności wśród prezydentów dużych miast — nie ufa mu 22% Polaków.
Ale po wtorkowym incydencie w Poznaniu akcje Jaśkowiaka w tym niechlubnym wyścigu wyraźnie poszły w górę. Ciasto na sesji, afera mieszkaniowa, inicjatywa referendalna już unosząca się w powietrzu, a sam Jaśkowiak po krakowskim głosowaniu przyznał, że referendum w Poznaniu może się odbyć, jeśli ktoś wyłoży na to pieniądze, a wielu deweloperów życzyłoby sobie zmiany na fotelu prezydenta.
Mechanizm referendalny nie jest prosty. Trzeba zebrać podpisy 10% uprawnionych, zmobilizować frekwencję na poziomie trzech piątych osób, które głosowały w drugiej turze ostatnich wyborów, i wygrać samo głosowanie. Kraków udowodnił, że to możliwe. A każde ciasto rzucone w twarz urzędującego prezydenta sprawia, że ta możliwość taka staje się nieco bardziej prawdobodobna dla tych, którzy wcześniej nie wierzyli, że warto próbować.
Jaśkowiak mówi, że się nie boi. Sutryk, że będzie walczył z pełną stanowczością. Obaj twierdzą, że mają mandat od swoich mieszkańców. Obaj mają też za sobą dokonania, których znaczna część mieszkańców najwyraźniej ma już dosyć.
