Minister rolnictwa Stefan Krajewski (Polskie Stronnictwo Ludowe) odpowiedział na pytanie o drożejącą na skutek decyzji UE kawę radą, by sięgnąć po kawę z żołedzi. Dziennikarz zapytał go o prognozy mówiące o wzroście cen nawet o 300 proc, a on odpowiedział pochwałą smaku napoju z żołędzi. Podobną receptę na trudne czasy słyszeli już Polacy od Bronisława Komorowskiego i Stefana Niesiołowskiego – szczaw i mirabelki. Kontrowersja zaczęła się od pytania o unijne przepisy, które mogą drastycznie podnieść ceny kawy.
Dlaczego kawa może zdrożeć nawet trzykrotnie?
Komisja Europejska szykuje zaostrzenie norm dotyczących pozostałości pestycydów w produktach rolnych sprowadzanych spoza Unii. Eksperci Wspólnego Centrum Badawczego Komisji Europejskiej wyliczyli, że bez dostosowania się zagranicznych producentów do nowych wymogów cena kawy w sklepach może wzrosnąć nawet o 332 proc, a cytrusów o ponad 80 proc. Surowiec trafia do Europy z importu. Nowe przepisy uderzą więc przede wszystkim w eksporterów spoza Unii, od których zależy większość podaży.
Stefan Krajewski usłyszał pytanie o tę groźbę w porannym wywiadzie radiowym. Zamiast omówić skutki nowych przepisów dla importerów, minister zwrócił uwagę na krajową alternatywę, mówiąc, że „mamy piękną, bardzo dobrą kawę z żołędzi w Polsce”. Przyznał przy tym, że sam sięga po taki napar i uważa go za smaczny. Kawy nie pije się w Polsce na tyle dużo, tłumaczył dalej, by wzrost jej ceny miał być powodem do większych obaw. Ta kuriozalna rada trafiła w środek poważnej dyskusji o cenach żywności.
Skąd w polskiej polityce wzięła się żołędziówka i szczaw?
Rada Krajewskiego nie jest pierwszą tego typu odpowiedzią polityka koalicji rządzącej na pytanie o wysokie ceny, a jeden z jej autorów wraca dziś do dyskusji także z powodu głośnej afery korupcyjnej. W 2013 roku ówczesny wicemarszałek Sejmu Stefan Niesiołowski, pytany o opublikowany wówczas raport organizacji pozarządowej opisujący problem niedożywionych dzieci, sięgnął pamięcią do własnego dzieciństwa zamiast odnieść się wprost do przedstawionych w nim danych. „Wyjedliśmy cały szczaw z nasypu”, mówił o swoim dzieciństwie w Polsce, dodając, że jadał wtedy również dzikie mirabelki i inne leśne owoce.
Podobną strategię przyjął w swoim czasie Bronisław Komorowski, radząc Polakom po prostu zmienić pracę i wziąć kredyt. To ten sam mechanizm wyszydzania biedniejszych Polaków za każdym razem, gdy pojawiają się niewygodne pytania o drożyznę i kryzys gospodarczy. Słowa o szczawiu i mirabelkach żyją w polskiej polityce do dziś.
Kim jest Stefan Krajewski?
Stefan Krajewski urodził się w 1981 roku w Zambrowie na Podlasiu. Należy do Polskiego Stronnictwa Ludowego. Od 2019 roku zasiada w Sejmie z okręgu białostockiego. Resort rolnictwa i rozwoju wsi objął w 2025 roku w rządzie Donalda Tuska, zastępując na tym stanowisku Czesława Siekierskiego. Wcześniej pracował w tym samym ministerstwie jako sekretarz stanu.
Nim doszło do rekonstrukcji rządu latem 2025 roku, mało kto poza Podlasiem znał nazwisko Krajewskiego szerzej niż z sejmowych komisji. Teka ministra to zmieniła, a sprawa kawy z żołędzi trafiła w sam środek jego pierwszego roku urzędowania.
Czemu Niesiołowski zniknął z TV?
Prokuratura Krajowa prowadziła śledztwo w latach 2013 do 2015, kiedy Niesiołowski był jeszcze czynnym posłem. Twierdziła, że dwaj łódzcy biznesmeni załatwiali mu wtedy spotkania z kobietami trudniącymi się prostytucją, płacąc za nie w zamian za pomoc w zdobywaniu kontraktów dla spółek zależnych od Grupy Azoty. Co najmniej trzydzieści razy, według śledczych. Sprawa wyszła na jaw na początku 2019 roku, gdy prokuratura zażądała uchylenia posłowi immunitetu.
Sąd Rejonowy dla Łodzi-Widzewa uniewinnił jednak Niesiołowskiego od wszystkich zarzutów korupcyjnych, uznając, że pomagał biznesmenom jako ich wieloletni przyjaciel, a nie jako parlamentarzysta. Prokuratura się odwołała, ale Sąd Okręgowy w Łodzi utrzymał wyrok w mocy. Sprawa wróciła jeszcze raz, tym razem do Sądu Najwyższego, który oddalił kasację prokuratury i ostatecznie zamknął całą sprawę oczywiście już za rządów nowej koalicji Donalda Tuska. Niesiołowski określił cały proces jako efekt politycznej intrygi wymierzonej w niego przez poprzednią władzę.
