Finał Eurowizji 2026 dobiegł końca, Dara z Bułgarii wygrała zasłużenie konkurs piosenką „Bangaranga”, a Alicja Szemplińska zajęła miejsce w środku stawki. Żaden z tych wyników nie wywołał jednak takiej burzy jak jedno ogłoszenie: polskie jury przyznało Noamowi Bettanowi z Izraela 12 punktów — najwyższą możliwą notę. W ciągu kilku godzin część z siedmiorga jurorów zaczęła wyłączać komentarze w social mediach, Filip Kuncewicz opublikował jedyne jak dotąd oświadczenie, a pozostałych pięcioro nie odezwało się do mediów.
Kto zasiadł w polskim jury i jak działa głosowanie?
W składzie polskiego jury znaleźli się: Eliza Orzechowska z TVP, kompozytor i realizator dźwięku Filip Kuncewicz, wokalista i zwycięzca 16. edycji „The Voice of Poland” Jasiek Piwowarczyk, wokalistka Viki Gabor, Staś Kukulski (muzyk startujący w tegorocznych preselekcjach do Eurowizji), wokalistka Wiktoria Kida oraz muzyk i producent Maurycy Żółtański. Każdy z nich głosował indywidualnie i w tajemnicy, a wynik końcowy to efekt działania algorytmu Europejskiej Unii Nadawców (EBU), który siedem niezależnych rankingów łączy w jeden wspólny.
Właśnie ten mechanizm stał się punktem wyjścia dla jedynego jak dotąd oświadczenia ze strony jurorów. Filip Kuncewicz opublikował na Instagramie krótki wpis, w którym wyjaśnił, że wynik głosowania polskiego jury „nie jest wspólną decyzją siedmiu jurorów” i że „przyznanie 12 punktów nie oznacza, że jurorzy wybrali daną piosenkę jako numer 1″. Kuncewicz zaznaczył przy tym, że zasady działania algorytmu EBU są publicznie dostępne, i dodał wprost: „Każda osoba, która wysłała w ostatnich godzinach groźby lub hejt, mogła je sprawdzić w minutę. Nie zrobiła tego.”
Warto więc wyjaśnić, jak ten algorytm działa w praktyce. Każdy z siedmiorga jurorów tworzy własny ranking dziesięciu ulubionych wystąpień i przypisuje im punkty: od 1 do 8, następnie 10 i 12. Algorytm EBU sumuje wszystkie pozycje ze wszystkich siedmiu rankingów i wyłania jeden wspólny. Kraj, który w tym zbiorczym zestawieniu wyląduje najwyżej, dostaje 12 punktów — choć żaden z jurorów indywidualnie nie musiał go stawiać na pierwszym miejscu. Wystarczy, że sześciu na siedmiu jurorów umieściło Izrael na miejscu drugim lub trzecim, by w efekcie końcowym trafił on na szczyt i zgarnął maksymalną notę. Kuncewicz ma rację, że mechanizm jest jawny. Pytanie, które pozostaje bez odpowiedzi, brzmi inaczej: czy jury, wybierając skład swoich rankingów, nie miało świadomości, że głosuje w konkursie, w którym udział Izraela wywołał największy bojkot w historii?
Izrael na Eurowizji 2026. Kontrowersje zaczęły się na długo przed głosowaniem
Udział Izraela, oskarżanego o Ludobójstwo w Strefia Gazy, w tegorocznym konkursie budził kontrowersje na długo przed finałem w Wiedniu. Pięć krajów zbojkotowało imprezę: Hiszpania, Islandia, Holandia, Słowenia i Irlandia. Podczas pierwszego półfinału, gdy na scenie pojawił się reprezentant Izraela Noam Bettan, na widowni doszło do głośnych protestów — służby ochrony siłą wyprowadzały demonstrujących widzów. Sam Bettan przyznał w wywiadach, że buczenie ze strony publiczności było dla niego szokiem.
Mimo niechęci widzów do Bettana awansował on do finału i ostatecznie zajął drugie miejsce, tuż za Darą z Bułgarii. W tym kontekście decyzja polskiego jury, które przyznało mu maksymalne 12 punktów, trafiła w sam środek burzliwej debaty o granicy między oceną muzyczną a politycznym gestem poparcia dla zbrodniarzy wojennych. Dla fanów Eurowizji i znaczącej części opinii publicznej granica ta została jednoznacznie przekroczona.
Wyłączone komentarze mówią więcej niż słowa
Reakcja jurorów na lawinę komentarzy w sieci okazała się wymowna w swojej prostocie. Viki Gabor wyłączyła możliwość komentowania na Instagramie i TikToku, Wiktoria Kida zrobiła to samo na Instagramie. Filip Kuncewicz i Maurycy Żółtański prowadzą prywatne profile, więc osoby spoza grona ich obserwujących i tak nie mają dostępu do sekcji komentarzy. Staś Kukulski i Jasiek Piwowarczyk zostawili swoje konta otwarte i to właśnie pod ich postami skupia się teraz największa fala krytyki. Do momentu publikacji tego tekstu żaden z siedmiorga jurorów nie skomentował publicznie swojej decyzji.
Oburzenie nie ograniczyło się do anonimowych kont w mediach społecznościowych — pod postami jurorów pojawiły się tysiące krytycznych komentarzy, a część internautów wysyłała wiadomości prywatne z groźbami. Głos zabrały osoby publiczne i eksperci śledzący Eurowizję od lat. Jedna z ekspertek eurowizyjnych zapytała retorycznie, jak można być tak bezmyślnym przy głosowaniu. Justyna Steczkowska — sama wielokrotna uczestniczka konkursów reprezentujących Polskę — w momencie ogłoszenia 12 punktów dla Izraela zareagowała na żywo wyraźnym zdumieniem, co zarejestrowały kamery.
Zero dla Polski od Ukrainy i Izraela.
Polska dała Izraelowi najwyższą możliwą notę — 12 punktów. Ukrainie nie dała nic. Izrael odwdzięczył się Polsce zerem. Ukraina też. Alicja Szemplińska od jurorów obu tych krajów nie zobaczyła ani jednego punktu — i od widzów z Ukrainy i Izraela również nie.
Nie jest to jednak pierwsza edycja, w której ukraińskie jury traktuje Polskę chłodniej niż Polska traktuje Ukrainę. W 2022 roku ukraińscy jurorzy nie przyznali Krystianowi Ochmanowi ani jednego punktu — choć ukraińska publiczność dała mu maksymalne 12. W 2025 roku ukraińskie jury oceniło Lunę na zaledwie 3 punkty, podczas gdy polscy widzowie oddali na Ukrainę swoje najwyższe 12. W tym roku schemat się powtórzył: polscy widzowie dali Ukrainie 12 punktów, ukraińscy jurorzy dali Polsce zero.
Wyniki z Wiednia pokazują więc dwa równoległe skandale. Pierwszy: Polska dała 12 punktów krajowi, którego udział na tej imprezie był całkowitym nieporozumieniem. Drugi: Polska od lat hojnie punktuje Ukrainę — przyjęła ponad milion ukraińskich uchodźców i przeznaczyła dziesiątki miliardów złotych na pomoc — a ukraińskie jury konsekwentnie pokazuje niechęć do naszego kraju. W konkursie, który oficjalnie jest apolityczny, decyzje okazują się zaskakująco polityczne.
Reakcja Steczkowskiej i głos ekspertów: „Jest mi wstyd”
Kamera uchwyciła minę Justyny Steczkowskiej w chwili, gdy spiker odczytał werdykt polskiego jury: wielkie oczy i widoczne zaskoczenie artystki natychmiast stały się jednym z najczęściej udostępnianych fragmentów wieczoru. Steczkowska, która sama reprezentowała Polskę na Eurowizji i zna konkurs od środka, nie powiedziała ani słowa — jej wyraz twarzy wystarczył.
Eurowizyjny ekspert nie krył emocji: „Jest mi wstyd” — powiedział wprost, odnosząc się do werdyktu polskiego jury. Wskazał przy tym, że decyzja jurorów, niezależnie od mechanizmu algorytmu EBU, jest wyraźnym sygnałem dla reszty Europy wysłanym w bardzo złym momencie. Alicja Szemplińska, polska reprezentantka, zdobyła od telewidzów jedynie 17 punktów. Czy werdykt polskiego jury w jakikolwiek sposób wpłynął na gotowość europejskiej publiczności do głosowania na Polskę? Tego nie da się udowodnić, ale pytanie samo się narzuca.
Viki Gabor ma za sobą trudniejsze tygodnie. Ojciec wokalistki działał w cygańskiej mafii wnuczkowej
Dla Viki Gabor eurowizyjny skandal przyszedł w wyjątkowo niefortunnym momencie — wokalistka od kilku tygodni mierzy się z zupełnie inną, znacznie poważniejszą sprawą. Prokuratura Okręgowa w Zielonej Górze postawiła jej ojcu, 55-letniemu Dariuszowi G., łącznie pięć zarzutów karnych. Mężczyzna działał w zorganizowanej grupie przestępczej określanej przez media jako „cygańska mafia wnuczkowa” — wyspecjalizowanej w wyłudzaniu pieniędzy i biżuterii od starszych osób metodą „na policjanta”. Według ustaleń śledczych pełnił w tej strukturze rolę logistyka: koordynował zarówno osoby dzwoniące do ofiar, jak i tzw. odbieraczy gotówki.
Grupa była aktywna od grudnia 2024 do stycznia 2025 roku w kilku miastach województw lubuskiego i wielkopolskiego, w tym w Poznaniu, Zielonej Górze, Nowej Soli i Świebodzinie. Cztery ustalone ofiary straciły łącznie ok. 170 tys. złotych w gotówce i kosztownościach — oszczędności życia wyłudzonych przez telefon przez osoby podające się za policjantów i prokuratorów. Co istotne, według ustaleń „Super Expressu” Dariusz G. miał już wcześniej wyrok sądowy za podobne wyłudzenia od emerytów w Niemczech — dopiero po nim przeniósł działalność do Polski. Mężczyzna został zatrzymany 23 czerwca 2025 roku i przez dziesięć miesięcy przebywał w areszcie śledczym w Międzyrzeczu.
Na rozprawie 21 kwietnia 2026 roku Dariusz G. przyznał się do winy i złożył wniosek o dobrowolne poddanie się karze. Jego żona, mama Viki Gabor, wzięła pożyczkę i wpłaciła do depozytu kwotę równą stratom ofiar. Sąd zaakceptował ugodę i uznał odbyte dziesięć miesięcy aresztu za wystarczającą karę — mężczyzna opuścił salę sądową jako wolny człowiek tego samego dnia. W sprawie nie zapadł jeszcze prawomocny wyrok. Marcin Jachimowicz z Prokuratury Okręgowej w Zielonej Górze potwierdził w rozmowie z „Super Expressem”, że pokrzywdzeni otrzymają pieniądze z wpłaconego depozytu. Sama Viki Gabor wydała oświadczenie, w którym poprosiła o poszanowanie prywatności i przekazała, że ojciec „podjął kroki, aby tę sytuację uporządkować”.
Teraz, zaledwie miesiąc po tamtej burzy, Gabor znów jest w centrum ognia — tym razem za decyzję podjętą jako jurorka. Dla 20-letniej artystki, która swoją karierę zbudowała na pozytywnym wizerunku od czasu wygranej na Eurowizji Junior w 2019 roku, ostatnie tygodnie to wyjątkowo ciężka próba. Wyłączone komentarze to tylko zewnętrzny objaw o wiele głębszego kryzysu wizerunkowego.
