Sejm wybrał na urząd Rzecznika Praw Obywatelskich Sylwię Gregorczyk-Abram, choć adwokatka nie potrafiła jasno wytłumaczyć swojego udziału w grupie „Wejście”, która planowała siłowe przejęcie mediów publicznych. Na wynik głosowania błyskawicznie zareagował jej kontrkandydat, Adam Borowski. W Telewizji Republika zapowiedział, że sam utworzy społeczną instytucję pełniącą funkcję nieformalnego rzecznika praw obywatelskich. Kontrowersje wokół wyboru Gregorczyk-Abram poszły więc dalej niż zwykły spór polityczny, bo obok oficjalnego RPO może wkrótce funkcjonować jego nieformalny odpowiednik.
Kandydat bez wykształcenia prawniczego przegrał różnicą 56 głosów
Adam Borowski to zasłużony opozycjonista represjonowany w czasach PRL, kieruje warszawskim Klubem „Gazety Polskiej”. W wyborach RPO w Sejmie reprezentował opozycję, choć w przeciwieństwie do kontrkandydatki nie ma wykształcenia prawniczego. Stanął do wyścigu jako opozycjonista znany z działalności publicystycznej i bogatej historii walki z PRL.
Wymagana większość bezwzględna wynosiła 213 głosów. Gregorczyk-Abram, adwokatka związana wcześniej z kontrowerysjnym ruchem Wolne Sądy, przekroczyła ten próg o 20 głosów, zdobywając poparcie 233 posłów. Borowski zebrał ich jedynie 177 głosów. Wynik wyboru nowego RPO był jednoznaczny, ale nie zamknął dyskusji o tym, kto powinien pełnić tę z zasady apolityczną funkcję.
Czy potrzbujemy społecznego RPO?
Borowski zapowiedział, że stworzy instytucję działającą poza systemem państwowym. W rozmowie z Telewizją Republika mówił o zebraniu wokół siebie przyjaciół, adwokatów i niezależnych prawników gotowych pomagać osobom, których prawa zostały naruszone przez władzę. Za wzór wskazał działalność Zofii i Zbigniewa Romaszewskich, którzy w czasach PRL, nie będąc prawnikami, współpracowali z najlepszymi mecenasami przy obronie osób represjonowanych przez komunistyczne władze.
Instytucja społecznego RPO nie ma umocowania prawnego i nie zastąpi konstytucyjnych kompetencji Rzecznika Praw Obywatelskich, takich jak badanie skarg obywateli czy występowanie do sądów w ich imieniu. Społeczny rzecznik praw obywatelskich, jak zapowiada Borowski, ma działać raczej jako punkt zgłoszeniowy i grupa wsparcia prawnego niż formalny urząd. Sam pomysłodawca nie krył, że traktuje to przedsięwzięcie jako kontynuację swojej dotychczasowej aktywności opozycyjnej, tyle że w nowych warunkach politycznych.
Bezstronność nowej rzeczniczki budzi wątpliwości
Kontrowersje wokół RPO dotyczą przede wszystkim przeszłości Gregorczyk-Abram. W grudniu 2023 roku ujawniono istnienie grupy WhatsApp „Wejście”, w której uczestnicy dyskutowali o sposobach przejęcia mediów publicznych. Wśród członków grupy byli między innymi przyszły prezes PAP Marek Błoński oraz wiceprezes Polskiego Radia Juliusz Kaszyński. Jeden z uczestników pisał, że sytuacja „pachnie stanem wojennym”, ale lepszy jest „krzyk 50″ niż dowód bezsilności władzy. Gregorczyk-Abram odpowiedziała wówczas, że PAP nie jest infrastrukturą krytyczną. Pytana w marcu 2026 roku o swój udział w grupie, nie udzieliła jednoznacznej odpowiedzi.
Od maja 2025 roku Gregorczyk-Abram przewodniczy sejmowej komisji ds. represji z lat 2015-2023, która bada wyłącznie działania jednej strony sporu politycznego. Dziennikarze zwrócili też uwagę na jej wieloletni związek z kancelarią Clifford Chance, gdzie do 2024 roku prowadziła działalność pro bono. Ta sama kancelaria reprezentuje od grudnia 2023 roku media publiczne w likwidacji, a metadane wniosków prokurator Ewy Wrzosek w sprawie tych mediów wskazywały na urządzenie znajdujące się w biurze Clifford Chance. Wrzosek i Gregorczyk-Abram są przy tym osobiście zaprzyjaźnione.
Do tego dochodzi spór wokół Szlachetnej Paczki, gdzie po odsunięciu założyciela organizacji pełnomocnictwo do działania w jej imieniu otrzymał mąż Gregorczyk-Abram, również związany wtedy z Clifford Chance.
Do sporu dokłada się też publicystyczna historia Gregorczyk-Abram. W październiku 2021 roku na łamach „Der Spiegel” argumentowała za wstrzymaniem funduszy unijnych dla Polski, a w komentarzach dla „Gazety Wyborczej” krytykowała działania Straży Granicznej na granicy z Białorusią, chwaląc przy tym posła Franciszka Sterczewskiego za próbę przełamania kordonu funkcjonariuszy. W grudniu 2023 roku nazwała „Zieloną granicę” Agnieszki Holland filmem wybitnym i poruszającym, a później została pełnomocniczką reżyserki w jej pozwie przeciwko Zbigniewowi Ziobrze. Warszawski sąd w marcu 2026 roku, nieprawomocnie, nakazał politykowi przeprosiny i wpłatę 50 tysięcy złotych na cel charytatywny.
23 lipca kończy się kadencja Wiącka. Spór dopiero się zaczyna
Nowa Rzeczniczka Praw Obywatelskich obejmie urząd w 2026 roku formalnie po zakończeniu kadencji prof. Wiącka. W praktyce oznacza to, że instytucja, która z definicji ma stać ponad podziałami politycznymi i przyjmować skargi obywateli niezależnie od ich poglądów, trafia w ręce osoby o jednoznacznie rozpoznawalnej historii publicystycznej i zaangażowania po jednej stronie sporu.
Zapowiedź Borowskiego pokazuje, że część opinii publicznej nie zamierza czekać na to, jak Gregorczyk-Abram poradzi sobie z tym zadaniem. Społeczny RPO, choć pozbawiony formalnych kompetencji Rzecznika Praw Obywatelskich, ma być w zamyśle Borowskiego alternatywnym adresem dla osób, które nie zaufają nowej rzeczniczce. Sam Borowski nie podał na razie terminu formalnego uruchomienia inicjatywy ani listy prawników, którzy mieliby w niej uczestniczyć.
Czy taka równoległa instytucja realnie odciąży skargi kierowane do oficjalnego urzędu, okaże się dopiero po objęciu przez Gregorczyk-Abram stanowiska w 2026 roku. Do tego czasu spór o to, kto powinien reprezentować prawa obywateli wobec władzy, toczy się jednocześnie na dwóch płaszczyznach, formalnej w urzędzie RPO i nieformalnej, którą Borowski dopiero zamierza zbudować.
