Cztery ślady po kulach na fasadzie, dwukrotne zamknięcie budynku w ciągu dwóch miesięcy, technicy pracujący w kamizelkach kuloodpornych z zakazem zbliżania się do okien – tak wygląda epilog 26-letniej obecności Orange w jednej z najbardziej niebezpiecznych dzielnic Marsylii. W styczniu 2026 telekomunikacyjny gigant podjął bezprecedensową decyzję o częściowej ewakuacji swojej tysiącosobowej siedziby w Saint-Mauront, uginając się przed wojną imigranckich gangów o kontrolę nad lokalnym punktem dealerskim. To pierwszy raz, gdy francuska korporacja oficjalnie przyznaje, że nie może zapewnić bezpieczeństwa pracownikom na „własnym terytorium”.
Dwie kule przebiły ściany biur – pracownicy uniknęli tragedii
Poniedziałek 6 stycznia 2026 przyniósł wstrząsające odkrycie. Po weekendzie noworocznym ochroniarze Orange znaleźli cztery ślady po kulach na fasadzie budynku przy boulevard de Saint-Mauront. Dwa pociski przebiły ścianę parteru, penetrując biura na wylot. „Gdyby pracownicy byli w środku, byłoby dramatyczne” – komentowała Nadège Poët, przedstawicielka związku CFE-CGC, która pracuje w tym budynku od 1999 roku.
Inspekcja wykazała znaczące uszkodzenia konstrukcji. Według jej oceny, to były pociski dużego kalibru, prawdopodobnie z kałasznikowa, choć jak sama zaznaczała, nie jest ekspertem od broni. Wizytę na miejscu złożyła prefekt policji Corinne Simon, która następnie skontaktowała się z dyrekcją Orange.
Reakcja była natychmiastowa – budynek zamknięto od 7 stycznia na kolejne 15 dni. To drugie zamknięcie w ciągu zaledwie dwóch miesięcy. Inspekcja pracy wydała drastyczne wytyczne: wszyscy pracownicy w biurach z oknami musieli otrzymać kamizelki kuloodporne, a ich stanowiska pracy nie mogły znajdować się bliżej niż 10 metrów od szyb.
Orange stanęło przed wyborem: albo zapewni pracownikom warunki jak w strefie wojny, albo ewakuuje ich ze strefy zagrożenia. Dyrekcja wybrała to drugie.
Dwa miesiące paniki i paraliżu
Problem narastał stopniowo, ale jego kulminacja przyszła gwałtownie. 27 listopada 2025 dyrekcja Orange po raz pierwszy zamknęła siedzibę w Saint-Mauront z powodu tego, co nazwała eufemistycznie – narastania napięć w okolicy. Tego dnia na ulicach doszło do bójki między handlarzami narkotyków z Afryki, która zmusiła około 1000 pracowników do zamknięcia się w budynku i czekania na eskortę policji.
Julien Diaz, jeden z pracowników, opisywał codzienną rzeczywistość przed zamknięciem: „Przychodzimy do pracy z sercem w gardle. Zastanawiamy się, czy uda nam się wrócić do domu wieczorem. Są porachunki, handel kontrabandą. W najlepszym wypadku to bójki i krzyki, w najgorszym – strzały z brobi palnej. Kiedy wchodzę na teren i widzę na ogrodzeniu ogłoszenia o sprzedaży narkotyków, to nieakceptowalne”.
Ale problemy zaczęły się wcześniej. 23 października 2024 w okolicy doszło do strzelaniny między gangami. W barze naprzeciwko wejścia do budynku Orange próbowano dokonać zabójstwa. „Były łuski na parkingu” – wspominała Nadège Poët. Pracownicy wracający do samochodów musieli lawirować między śladami postrzelania.
13 listopada 2024 społeczeństwo Marsylii wstrząsnęła zbrodnia, która symbolicznie uderzyła w całe miasto – zamordowano 36-letniego Mehdiego Kessaci, młodszego brata Amine’a Kessaci, znanego ekologa i aktywisty walczącego z narkobiznesem. Morderstwo miało wyraźny charakter zemsty za działalność brata. Tydzień później, 20 listopada, ulicami Marsylii przeszedł marsz w hołdzie ofierze – uczestniczyło w nim ponad 6000 osób.
Po tym wydarzeniu napięcie w dzielnicy Saint-Mauront stało się nie do zniesienia. Pracownicy Orange żyli w strachu, każdy dzień w pracy przypominał ruletkę. 27 listopada dyrekcja nie miała już wyboru – budynek zamknięto do 15 grudnia. Gdy 16 grudnia pracownicy wrócili do pracy, mieli nadzieję, że najgorsze za nimi. Trzy tygodnie później kule przeszyły ściany ich biur.
300 ewakuowanych a 200 zostaje w piwnicach – podział według szans przeżycia
16 stycznia 2026 dyrekcja Orange ogłosiła decyzję, która wywołała mieszane uczucia – ulgę zmieszaną z frustracją. Około 300 pracowników zajmujących się obsługą klienta, sprzedażą i usługami administracyjnymi – otrzymało możliwość opuszczenia Saint-Mauront. Mogli wybrać telepracę z domu, coworking w innych przestrzeniach biurowych, lub przeniesienie do innych lokalizacji Orange w Marsylii.
Jednak około 200 techników – tych odpowiedzialnych za konserwację infrastruktury telekomunikacyjnej – musiało zostać. Ich praca wymaga fizycznej obecności przy urządzeniach. Sébastien Crozier z CFE-CGC tłumaczył rozwiązanie: „Technicy pracują w piwnicy budynku, co minimalizuje ryzyko postrzału. Będą wracać do Saint-Mauront tylko na czas interwencji konserwacyjnych lub napraw”.
Ale nawet w piwnicy nie są bezpieczni bez zabezpieczeń. Inspekcja pracy wydała kategoryczne wymogi: każda interwencja techników musi być zabezpieczona przez agentów ochrony w kamizelkach kuloodpornych.
Nadège Poët w wywiadzie dla Europe 1 stwierdziła, że „to stan wojny, tak. To nasz obecny świat, niestety”. Według relacji Poët dla JDD, na miejscu pozostało już tylko około 20 osób – głównie zespoły logistyczne i ochroniarskie firm zewnętrznych, partnerów Orange. To oni w kamizelkach kuloodpornych pilnują, by budynek nie został całkowicie przejęty i splondrowany przez gangi.
Félix-Pyat kontra DZ Mafia – anatomia wojny o punkt wart miliony
Źródło problemu leży w walce o kontrolę nad jednym z najbardziej dochodowych punktów sprzedaży narkotyków w Marsylii – rejonem Moulin-de-Mai, tuż przy stacji metra National, dosłownie kilkadziesiąt metrów od siedziby Orange. To epicentrum konfliktu między DZ Mafią a klanem „Blacks” z cité Félix-Pyat.
DZ Mafia – gang założony około 2010 roku, kierowany przez Mehdiego „Tica” Laribiego – kontroluje swoje imperium z dzielnicy La Paternelle w 14. arrondissement Marsylii. To jedna z najpotężniejszych organizacji narkotykowych we Francji, która rozszerzyła swoje wpływy daleko poza Marsylię: Nîmes, Sète, Avignon, Valence, Toulouse. Gang specjalizuje się nie tylko w dystrybucji kokainy i haszyszu, ale też w rekrutowaniu młodocianych zabójców przez media społecznościowe – oferując im 2000 euro za zlecenie.
Po drugiej stronie barykady stoją „Blacks” – gang zdominowany przez Komoryjczyków, osadzony w cité Félix-Pyat w 3. dzielnicy. To jedna z najbiedniejszych dzielnic nie tylko Marsylii, ale całej Francji. Kompleks Félix-Pyat, wybudowany w 1958 roku jako mieszkania socjalne, od dekad zmaga się z ubóstwem, bezrobociem i wykluczeniem społecznym.
Główną przyczyną eskalacji przemocy jest konflikt między DZ Mafią a gangiem Blacks o kontrolę nad punktem Moulin-de-Mai. To strategiczne dla obu gangów miejsce – węzeł komunikacyjny przy metrze, skrzyżowanie ulic, doskonała lokalizacja dla punktu dealerskiego do handlu narkotykami. Dzienna wartość obrotu może sięgać dziesiątek tysięcy euro.
49 trupów w 2023, tylko 24 w 2024 – pozorna poprawa przy rosnącej brutalności
Statystyki wydają się uspokajające. W 2023 roku w Marsylii i okolicach doszło do 49 zabójstw związanych z handlem narkotykami, co było smutnym rekordem. Wśród ofiar było 7 nieletnich. W 2024 roku liczba spadła do „zaledwie” 24 zabójstw, z czego 20 w samej Marsylii.
21 stycznia 2025 prokurator Nicolas Bessone i prefekt policji Pierre-Édouard Colliex przedstawili bilans walki z narko gangami. Bessone przyznał, że spadek liczby zabójstw jest wynikiem kilku czynników: aresztowania dwóch zabójców, którzy – mając 18 i 20 lat – dokonali łącznie około 20 zabójstw (około dziesięć każdy), oraz izolowanie przywódców gangów w więzieniu, by nie mogli kierować zabójstwami z celi.
Ale prokurator Nicolas Bessone ostrzegał przed zbyt szybkim optymizmem: zagrożenie pozostaje bardzo duże i daleko nam do ogłoszenia zwycięstwa, to wojna, którą wygramy tylko w długim terminie.
Laurent Nuñez, minister spraw wewnętrznych, w listopadzie 2025 mówił o spadku zabójstw o 30 procent w porównaniu z początkiem roku, ale jednocześnie wprowadził nowy termin do dyskursu publicznego – „narkoterroryzm”. Metody gangów przypominają już działania terrorystów: użycie broni wojennej, egzekucje na oczach świadków, zastraszanie całych dzielnic, rekrutacja dzieci.
Liczba punktów dealerskich w Marsylii spadła z około 80 w 2022 roku do około 40 w 2025. Ale handel nie zniknął – przeniósł się. Obecnie coraz więcej transakcji odbywa się przez system dostaw, a nie stacjonarne punkty. „Narkoturystyka” – jak nazywa to prokurator Bessone – przyciąga do Marsylii młodych ludzi z całej Francji, którzy widzą w mieście eldorado i szansę na szybkie pieniędze.
W 2024 roku ponad 500 nieletnich zostało oskarżonych o handel narkotykami w Marsylii. Połowa przestępczości nieletnich w mieście jest związana z narkobiznesem. I po raz pierwszy w historii francuskiego sądownictwa sąd dla nieletnich – będzie sądzić 15-latka za morderstwo Socayny, studentki zabitej przez przypadkową kulę z kałasznikowa w swojej własnej sypialni.
„Saint-Mouroir” – gdy miejsce pracy staje się miejscem śmierci
Pracownicy Orange wymyślili dla swojej siedziby czarny przydomek – „Saint-Mouroir”, gra słów łącząca nazwę dzielnicy z francuskim „mouroir” – umieralnią. Nadège Poët, która pracuje tam od 1999 roku, opisywała zmianę: „Zawsze było niebezpiecznie, ale teraz to nabrało zupełnie innego wymiaru”.
Mireille, inna pracownica, przyznała w rozmowie z dziennikarzami: „Jestem bardzo zadowolona, że nie muszę tam już chodzić”. Ulga po ogłoszeniu ewakuacji była powszechna. Ale mieszała się z goryczą – wielu pracowników mieszka w tej dzielnicy, znają ją od lat, mają emocjonalny związek z miejscem.
Mimo wszystko kochamy tę dzielnicę i jest nam smutno, bo nie chcemy zostawić mieszkańców samych z ich losem – mówiła Nadège Poët w wywiadzie dla Europe 1. To tragiczna ambiwelencja: pracownicy uciekają przed gangami, ale mają poczucie, że ich ucieczka to kapitulacja, która zostawia zwykłych mieszkańców Saint-Mauront jeszcze bardziej samych w obliczu terroru czarnych imigrantów.
Pierwszy raz korporacja ucieka przed gangami – co dalej z francuskim biznesem?
Decyzja Orange ma wymiar symboliczny wykraczający daleko poza jedną firmę i jedną dzielnicę. To pierwszy przypadek w historii współczesnej Francji, gdy wielka krajowa korporacja oficjalnie kapituluje przed przestępczością zorganizowaną i ewakuuje swoich pracowników ze strefy kontrolowanej przez gangi.
CGT, największy związek zawodowy we Francji, zaapelowało do dyrekcji Orange o trwałe zabezpieczenie obiektu, zamiast jego opuszczenia. Rezygnować z niego zamiast go zabezpieczyć to zły sygnał dla pracowników i mieszkańców dzielnic ludowych – argumentowała CGT.
Bruno Bartocetti z policyjnego związku Un1té nie ukrywał goryczy: „Populacja żyje w niepewności, nawet przedsiębiorstwa, nawet pracownicy. Widzimy potęgę tych gangów, tych sieci, które zmuszają nas do ustępstw”. To przyznanie porażki ze strony państwa – gdy wielka firma musi uciekać przed gangami, to znaczy, że państwo utraciło własne terytorium.
Prefekt policji Corinne Simon próbowała minimalizować problem, odrzucając hipotezę walczących gangów. „To absolutnie nie o to chodzi” – twierdziła w wywiadzie, choć przyznawała, że dzielnica jest skomplikowana. Według jej wersji, policję wezwano tylko raz – 17 listopada – i nie znaleziono żadnych śladów. To sprzeczne z relacjami pracowników i związkowców, którzy mówią o regularnych strzelaninach i zastraszaniu.
Marsylia kontra reszta Francji – czy to tylko problem Południa?
Czy Marsylia to wyjątek, czy zapowiedź tego, co czeka inne francuskie miasta? Statystyki nie są uspokajające. Choć liczba zabójstw spadła, narkobiznes rozszerza się geograficznie i ewoluuje taktycznie.
Grenoble boryka się z podobnymi problemami – walki gangów o punkty dealerskie, młodociani zabójcy, zastraszanie mieszkańców. Lyon notuje wzrost przemocy związanej z narkotykami. Lille i okolice północne Francji doświadczają nasilenia przemytu narkotyków przez porty. Ale Marsylia pozostaje w epicentrum ze względu na swoją specyfikę – największy port śródziemnomorski Francji, bramę dla kokainy z Ameryki Południowej i Afryki Północnej, miasto o wysokim bezrobociu i głębokich podziałach społecznych.
350 nowych kamer monitoringu ma zostać zainstalowanych w 2026 roku. 25 dodatkowych policjantów trafiło do centrum, plus kompania CRS – około 60 funkcjonariuszy – na stałe. Marsylia przekształca się w miasto-twierdzę, gdzie normalnością stają się kamizelki kuloodporne dla pracowników firm i patrole wojskowe na ulicach.
Pytanie brzmi: czy inne firmy pójdą śladem Orange? Czy zobaczymy masową ewakuację biznesu z „trudnych” dzielnic francuskich miast? A jeśli tak – co stanie się z mieszkańcami tych dzielnic, którzy nie mogą sobie pozwolić na ucieczkę?
