Instytut Pamięci Narodowej ustalił, że szczątki spoczywające w kwaterze „Ł” na Powązkach należą do majora Mieczysława Dziemieszkiewicza ps. „Rój”. Tożsamość potwierdziły badania DNA oraz charakterystyczny orzełek z beretu, znaleziony przy szczątkach oznaczonych numerem 229. To kolejna z ofiar represji komunistycznych, którą po 75 latach udało się wydobyć z bezimiennego dołu na „Łączce”. Historia tej identyfikacji zaczyna się od konferencji prasowej w warszawskim Centralnym Przystanku Historia.
Co potwierdza, że to szczątki „Roja”?
Karol Polejowski to zastępca dyrektora IPN, który w piątek ogłosił wyniki wieloletnich poszukiwań na konferencji prasowej w Centralnym Przystanku Historia w Warszawie. „Działalność Roja na północnym Mazowszu była legendarna”, powiedział Polejowski, zapowiadając szczegóły identyfikacji. Obok niego usiadła siostrzenica majora. Nie kryła wzruszenia. Jak przekazała, odnalezienie szczątków wiąże się dla rodziny z ukojeniem.
Podstawą identyfikacji stały się badania genetyczne przeprowadzone przez Pomorski Uniwersytet Medyczny w Szczecinie. Przełom nastąpił dzięki metalowemu orzełkowi z fragmentem czarnego sukna z beretu, znalezionemu przy szczątkach oznaczonych numerem 229. Śledczy porównali go ze zdjęciem pośmiertnym Dziemieszkiewicza wykonanym w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego w Pułtusku, gdzie na czapce widniał niemal identyczny znak. To skłoniło prowadzącego śledztwo prokuratora do zestawienia profilu DNA uzyskanego ze szczątków z materiałem genetycznym matki Stefanii oraz siostry majora, pochowanych na cmentarzu parafialnym w Makowie Mazowieckim. Wynik był jednoznaczny.
Skąd wzięła się legenda „Roja”?
Mieczysław Dziemieszkiewicz urodził się 28 stycznia 1925 roku w Zagrobach, wsi w dzisiejszym powiecie łomżyńskim. Rodzina żyła w cieniu okupacji niemieckiej i szybko związała się z ruchem oporu. Dziemieszkiewicz uczęszczał na tajne komplety w Makowie Mazowieckim i współpracował z Narodowymi Siłami Zbrojnymi jeszcze jako nastolatek.
Wiosną 1945 roku został wcielony do armii kontrolowanej przez nowe władze. Zbiegł z niej po kilku tygodniach. Dołączył do oddziału Narodowego Zjednoczenia Wojskowego dowodzonego przez ppor. Mariana Kraśniewskiego ps. „Burza”, najpierw jako dowódca drużyny, potem samodzielnego patrolu Pogotowia Akcji Specjalnej. Pod pseudonimem „Rój” prowadził akcje przeciwko funkcjonariuszom UBP i MO w powiatach ciechanowskim, makowskim i pułtuskim. Nieustraszony dowódca zyskał wśród podkomendnych status niemal legendarny, o czym po latach mówił Polejowski.
Rodzina „Roja” też trafiła do konspiracji
Roman Dziemieszkiewicz ps. „Pogoda” to starszy brat majora, który jeszcze w czasie okupacji niemieckiej objął dowództwo Powiatu Narodowych Sił Zbrojnych obejmującego Ostrołękę i Ciechanów, zanim do konspiracji dołączył młodszy Mieczysław. Trzeci z braci, Jerzy Dziemieszkiewicz ps. „Żbik”, również walczył w szeregach NSZ i NZW.
Cała trójka działała w tym samym rejonie północnego Mazowsza, co dla komunistycznego aparatu bezpieczeństwa czyniło rodzinę celem szczególnej inwigilacji. Represje dotykały wówczas nie tylko żołnierzy podziemia, ale i ich najbliższych. Także Dziemieszkiewiczów.
Jak wyglądała ostatnia noc majora w Szyszkach?
Do starcia doszło w nocy z 13 na 14 kwietnia 1951 roku we wsi Szyszki. Miejscowość leży niedaleko Pułtuska. Oddziały Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego wspólnie z funkcjonariuszami UBP i MO otoczyły kryjówkę „Roja” podczas szeroko zakrojonej obławy. Major bronił się do końca. Zginął tej samej nocy.
Po akcji ciało przewieziono do Warszawy, najprawdopodobniej do siedziby Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, gdzie zwłoki miały zostać okazane matce Dziemieszkiewicza w ramach rutynowej metody wymuszania na rodzinach potwierdzenia tożsamości zabitych. Miejsce dalszego pochówku pozostało nieznane przez kolejne dziesięciolecia.
Czym jest „Łączka” i dlaczego wciąż trwają poszukiwania?
Kwatera „Ł” Cmentarza Wojskowego na Powązkach kryła przez dekady jedną z najciemniejszych tajemnic powojennej Warszawy. Między 1948 a 1955 rokiem pochowano tam 276 więźniów, straconych na podstawie wyroków sądów wojskowych i cywilnych. Wśród nich znaleźli się między innymi żołnierze Armii Krajowej i działacze Zrzeszenia „Wolność i Niezawisłość”. Władze więzienia przy ulicy Rakowieckiej celowo nie odnotowywały w księdze głównej cmentarza danych osobowych pochowanych tam więźniów, aby skutecznie uniemożliwić rodzinom odnalezienie miejsca ich ostatniego spoczynku.
Prace poszukiwawcze na „Łączce” prowadzi Biuro Poszukiwań i Identyfikacji IPN. To wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk, kierujący ekshumacjami w miejscach kaźni ofiar komunizmu, ogłosił, że badacze rozważali raczej pochówek „Roja” w Pułtusku. Ostatecznie major spoczął w bezimiennym dole obok Zygmunta Szendzielarza ps. „Łupaszka”. Dwaj dowódcy w jednym dole.
Co dalej z pochówkiem „Roja”?
Na razie nic nie wiadomo. Data i miejsce ponownego pochówku majora pozostają sprawą otwartą, bo decyzję w tej sprawie Instytut Pamięci Narodowej chce podejmować wspólnie z żyjącymi krewnymi Dziemieszkiewiczów.
Szwagrzyk zapowiedział kolejną konferencję identyfikacyjną IPN jeszcze w tym roku, choć dotyczyć ma najpewniej innych ofiar spoczywających na tym samym cmentarzu. Do tego czasu „Rój” pozostaje w bezimiennym dole na „Łączce”, w towarzystwie dziesiątek innych ofiar czekających wciąż na imię i nazwisko.
