Od 1 kwietnia 2026 r. mieszkańcy Warszawy zapłacą nawet o 24 zł miesięcznie więcej za wywóz odpadów komunalnych, a w Gdańsku trzyosobowa rodzina w lokalu o powierzchni 65 m² dołoży co miesiąc 14,30 zł do rachunku, który przez prawie sześć lat się nie zmieniał. Dziesiątki gmin w całej Polsce podniosły lub właśnie podnoszą stawki za odbiór śmieci, a samorządy wskazują ten sam powód: uruchomienie systemu kaucyjnego w październiku 2025 r. Firmom odbierającym odpady wyjęto z rąk najcenniejszy surowiec — butelki PET i aluminiowe puszki — a rosnącą lukę finansową ktoś musiał pokryć.
Warszawa i Gdańsk podnoszą stawki od 1 kwietnia — o ile?
W Warszawie od 1 kwietnia obowiązują dwie nowe stawki. Dla gospodarstw domowych w zabudowie wielolokalowej opłata rośnie z 61 zł do 85 zł miesięcznie, a dla zabudowy jednorodzinnej — z 91 zł do 107 zł. Urząd Miasta tłumaczy zmianę jako powrót do poprzedniego poziomu cenowego: 31 marca 2026 r. skończy się obowiązywanie tymczasowo obniżonych stawek, które były możliwe dzięki nadwyżce w budżecie odpadowym z 2025 r. Gdy ta nadwyżka się wyczerpie, wrócą realia rynkowe.
W Gdańsku nowe stawki dotyczą nieruchomości zamieszkanych. Opłata rośnie do 1,10 zł za m² (do 110 m²) z dotychczasowych 0,88 zł, co dla rodziny zajmującej lokal o powierzchni 65 m² oznacza 14,30 zł więcej miesięcznie. W 2024 r. Gdańsk odnotował niedobór systemu odpadowego na poziomie 7 mln zł, a prognoza na rok bieżący zakłada deficyt rzędu już 43 mln zł. Bez korekty stawek miasto musiałoby pokrywać straty z budżetu ogólnego — czyli z pieniędzy przeznaczonych na szkoły, drogi i inne usługi komunalne.
Skąd te podwyżki? Sortownie straciły najcenniejszy surowiec
Żeby zrozumieć finansowy mechanizm tych decyzji, warto cofnąć się o rok. Do końca września 2025 r. butelki plastikowe i aluminiowe puszki trafiały razem z innymi odpadami do żółtego worka lub pojemnika. Firmy komunalne odbierały je od mieszkańców, a w sortowniach wydzielano surowce o najwyższej wartości rynkowej — przede wszystkim butelki PET i puszki aluminiowe. Były one następnie sprzedawane recyklerom, a przychody z tej sprzedaży stanowiły istotny element finansowania całego systemu i pozwalały firmom obniżać koszty obsługi gmin.
Od 1 października 2025 r. ten strumień przychodów wyschł. Butelki plastikowe, puszki metalowe oraz opakowania szklane objęte kaucją nie trafiają już do żółtych worków ani pojemników — zamiast tego są oddawane bezpośrednio w sklepach do automatów kaucyjnych. Konsument otrzymuje zwrot kaucji w wysokości 0,50 zł za opakowania z plastiku i metalu oraz 1 zł za opakowania szklane. Firmy odpadowe straciły najbardziej dochodowe frakcje, więc musiały podnieść ceny za obsługę reszty strumienia.
Gmina Kobiór w województwie śląskim była jedną z pierwszych, które nałożyły tę zależność na papier. W komunikacie do mieszkańców z początku 2026 r. urząd napisał: „Tym razem to nie inflacja, ceny paliwa czy prądu. Rząd wprowadził system kaucyjny. Cel jest szczytny (ekologia), ale koszty spadły na nas wszystkich. Gdyby nie ten system, utrzymalibyśmy stawkę dotychczasową.” Stawka wzrosła z 35 do 39 zł od osoby miesięcznie, czyli o ok. 11%.
Fala podwyżek w całej Polsce — które gminy już zdecydowały?
Kobiór nie jest wyjątkiem. W sąsiednich gminach opłaty kształtują się na znacznie wyższym poziomie: w Rydułtowach i Goczałkowicach-Zdroju miesięczna stawka wynosi 44 zł od osoby, w Wojkowicach — 43 zł, w gminach Miedźna i Wyry — 42 zł. Podwyżki dotyczą też większych ośrodków. Radni Grudziądza zdecydowali o wzroście opłaty z 39 do 42 zł od osoby miesięcznie, choć miasto ostrzega, że system i tak będzie generował deficyt, wymagający dopłat z budżetu własnego.
Z danych zebranych przez samorządy wynika, że wpływy z opłat w kilkudziesięciu gminach nie pokrywają kosztów funkcjonowania systemu odpadowego. Rosnące koszty energii, pracy i transportu, a także zwiększająca się ilość odpadów — w tym niesegregowanych i wielkogabarytowych — potęgują presję finansową. W 2026 r. rozszerzono też zakres odbieranych frakcji o tekstylia i odzież, co oznacza kolejne wydatki po stronie gmin.
Ministerstwo kontra gminy — kto ma rację?
Gdy pierwsze samorządy — jeszcze przed październikiem 2025 r. — zaczęły zapowiadać podwyżki i wskazywać na system kaucyjny, Ministerstwo Klimatu i Środowiska ostrożnie studziło emocje, przekonując, że „stwierdzenie, iż wzrost kosztów wynika z uruchomienia w Polsce systemu kaucyjnego, jest zbyt daleko idące.”
Głosy z samorządów są jednak konkretne i merytoryczne. Biuro prasowe Urzędu m.st. Warszawy w komentarzu dla mediów stwierdziło, że system kaucyjny „ma negatywny wpływ na gminne systemy gospodarki odpadami komunalnymi, co znalazło odzwierciedlenie w rozstrzygniętych przetargach na odbiór odpadów.” Ministerstwo ze swojej strony podkreśla, że system jest dopiero na etapie dojrzewania operacyjnego i pełnej oceny można będzie dokonać po zebraniu kompletnych danych z całego pierwszego roku działania.
Mieszkaniec płaci podwójnie — jak działa kaucja i dlaczego to nie wystarcza
Wielu mieszkańców zadaje sobie pytanie: skoro oddaję butelki do butelkomatu i płacę kaucję, to skąd podwyżki za śmieci? Konsument kupując napój, płaci kaucję — 0,50 zł za opakowanie z plastiku lub metalu i 1 zł za szklane — a po oddaniu butelki do automatu otrzymuje ją z powrotem. Z perspektywy domowego budżetu wygląda to symetrycznie.
Problem leży gdzie indziej. Zarządzanie infrastrukturą odpadową — ciężarówki, sortownie, instalacje do przetwarzania odpadów — kosztuje tyle samo, niezależnie od tego, czy w żółtym worku jest butelka PET, czy jej nie ma. Kaucja wraca do kiesy przy zwrocie butelki, ale luka przychodowa w budżecie sortowni ląduje w nowej stawce opłaty śmieciowej.
Karol Wójcik, przewodniczący rady programowej Izby Branży Komunalnej, przewidywał jeszcze w 2024 r., że „system kaucyjny zrobi z nas zbieraczy śmieci, którzy szybko zrozumieją, że biegają z tym wypełnionym powietrzem plastikiem trochę bez sensu,” dodając, że za każdą wizytą przy butelkomacie idzie czas i ślad węglowy dojazdu. Jego prognozy okazały się zaskakująco trafne — od pierwszych tygodni działania systemu Polacy skarżą się w mediach społecznościowych na kolejki i usterki urządzeń.
Brakujące ogniwo — dlaczego bez ROP podwyżki będą trwać?
U źródła całego problemu leży jedna regulacja, której w Polsce wciąż nie ma: rozszerzona odpowiedzialność producenta, czyli ROP. Producenci wprowadzający na rynek produkty w opakowaniach płacą za cały cykl życia tych opakowań, włącznie z kosztami ich zbiórki i recyklingu. Olga Goitowska, przewodnicząca zespołu ds. gospodarowania odpadami Unii Metropolii Polskich, wskazuje, że odpady opakowaniowe stanowią nawet 30–40% wszystkich odpadów komunalnych, a Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej bez systemu ROP.
Brak ROP w Polsce to główny powód wysokich stawek dla obywateli — pieniądze, które powinni płacić producenci opakowań za ich zagospodarowanie, są przenoszone bezpośrednio na mieszkańców w postaci wyższych opłat śmieciowych. Według szacunków Gdańska wdrożenie ROP mogłoby pokryć nawet 25% kosztów gminnego systemu odpadowego.
Projekt ustawy o ROP trafił do konsultacji społecznych latem 2025 r. z pierwotnym terminem wejścia w życie 1 stycznia 2026 r. Ten harmonogram nie został dotrzymany. „Pierwotny harmonogram zakładał wejście w życie ustawy o rozszerzonej odpowiedzialności producenta od 1 stycznia 2026 r. To się już nie stanie” — potwierdził Maciej Białek, zastępca dyrektora Departamentu Gospodarki Odpadami w resorcie klimatu. Według aktualnych zapowiedzi system ROP ma wchodzić w życie etapami od 2026 r., a w pełni obowiązywać od 2028 r. Piotr Kryszewski z Gdańska szacuje, że bez tej regulacji stawki za wywóz śmieci będą dalej rosły bez względu na tempo inflacji czy kolejne unijne wymogi w zakresie selektywnej zbiórki odpadów.
Ile kaucji traci przeciętny Polak? Zimą nawet 200 zł, latem może być dwa razy więcej
Żeby poczuć skalę finansową systemu kaucyjnego na własnej skórze, wystarczy prosty rachunek. Rodzina, w której cztery razy dziennie otwiera się butelkę wody lub innego napoju w opakowaniu PET — a to nie jest wygórowane założenie dla czteroosobowego gospodarstwa domowego — każdego dnia zostawia w systemie 2 zł nieodebranej kaucji. W skali jednego kwartału daje to 180–200 zł. Za tę kwotę można kupić przyzwoitą parę sportowych butów albo opłacić miesięczny abonament na kilka platform streamingowych jednocześnie.
Latem ta kwota może być dwa, a nawet trzy razy wyższa. W upalne dni spożycie napojów rośnie gwałtownie, a do plastikowych butelek dochodzą puszki aluminiowe — każda objęta kaucją 50 groszy — oraz szklane butelki wielorazowe z kaucją 1 zł za sztukę. Kto lubi zimne piwo podczas gorącego lata, płaci za każdą puszkę lub butelkę dodatkową opłatę zwrotną, o której łatwo zapomnieć przy kasie i jeszcze łatwiej nie odzyskać przy butelkomacie. Zbliżający się Mundial 2026 to dla producentów napojów zapowiedź rekordowej sprzedaży — a dla konsumentów potencjalnie kilkuset złotych kaucji, które mogą nigdy nie wrócić do portfela.
Właścicielom butelkomatów opłaca się ich nie naprawiać — im mniej butelek przyjmą, tym więcej zarobią
Tu docieramy do sedna patologii całego systemu, o której mówi się zbyt rzadko. Kaucja zapłacona przy kasie nie znika — trafia do operatora systemu kaucyjnego i czeka na odebranie przez konsumenta. Jeśli konsument po kaucję nie wróci — bo automat jest zepsuty, bo kolejka zniechęca, bo po prostu zapomni — pieniądze zostają w systemie. A konkretnie: u operatora lub producenta. Nieodebrana kaucja to czysty zysk dla tych, którzy tę infrastrukturę obsługują.
Wiceministra Anita Sowińska pod koniec pierwszego kwartału 2026 r. ogłosiła, że butelkomaty muszą być zawsze gotowe do pracy i zapowiedziała zaostrzenie kontroli. Liczby, które sama podała, mówią jednak same za siebie: od startu systemu w październiku 2025 r. do obiegu trafiło ok. 530 milionów opakowań objętych kaucją, a zwrócono jedynie ok. 28 milionów — niespełna 5,3%. Różnicę resort tłumaczy naturalnym opóźnieniem między zakupem a zwrotem. Krytycy systemu zwracają uwagę na inną możliwą przyczynę: nie ma żadnego przepisu, który nakazywałby operatorowi naprawę automatu w określonym czasie ani nakładałby finansową sankcję za każdy dzień awarii. Wywieszona karteczka „automat nieczynny” kosztuje operatora dokładnie tyle, ile papier, a przynosi niebotyczne zyski.
Polacy odwrócili się od systemu kaucyjnego — poparcie stopniało z 60% do 27%
Spór między samorządami a resortem klimatu rozgrywa się na poziomie danych i ekspertyz, ale jest jeszcze jeden wskaźnik, którego żadne ministerstwo nie może zignorować: opinia publiczna. Przed uruchomieniem systemu kaucyjnego, w połowie 2025 r., popierało go około 60% Polaków — całkiem dobry wynik jak na regulację, która miała dotknąć codziennych zakupów każdego. Po kilku miesiącach funkcjonowania sondaż przeprowadzony dla „Rzeczpospolitej” pokazał zupełnie inny obraz.
Aż 50,5% ankietowanych ocenia system kaucyjny źle lub bardzo źle. Pozytywnie wyraziło się o nim jedynie 27,6% respondentów, a co piąty Polak — dokładnie 19,8% — nie wyrobił sobie jeszcze zdania. To gwałtowny zwrot, jakiego trudno doświadczyć w przypadku regulacji ekologicznych, które zwykle cieszą się społeczną życzliwością przynajmniej przez pierwsze miesiące. Frustracja związana z awaryjnymi butelkomatami, niejasnymi zasadami i rosnącymi rachunkami za śmieci okazała się silniejsza niż prośrodowiskowe intencje ustawodawcy.
