Eurowizja 2026 jeszcze się nie zaczęła, a już stała się areną jednego z największych kryzysów w historii konkursu. 4 grudnia w Genewie Europejska Unia Nadawców (EBU) głosowała tajnie nad udziałem izraelskiej telewizji KAN w przyszłorocznej edycji. Większość delegacji zdecydowała: Izrael zostaje. Reakcja była błyskawiczna i bezprecedensowa. Hiszpania, Holandia, Irlandia i Słowenia oficjalnie wycofały się z konkursu, powołując się na kryzys humanitarny w Strefie Gazy i łamanie podstawowych wartości przez organizatorów. To pierwszy raz w historii, gdy kraj z elitarnej grupy „Big Five” bojkotuje Eurowizję. Jubileuszowa 70. edycja w Wiedniu odbędzie się w maju 2026, ale czy będzie miała jeszcze coś wspólnego z muzycznym świętem, o którym marzyli założyciele konkursu?
Holandia pierwsza zrywa z Eurowizją – „wartości publiczne ważniejsze od konkursu”
Holenderski nadawca AVROTROS jako pierwszy ogłosił oficjalne wycofanie się z Eurowizji 2026. Decyzja zapadła po wielomiesięcznych konsultacjach wewnętrznych i analizie sytuacji międzynarodowej. W opublikowanym oświadczeniu nadawca nie pozostawił złudzeń co do przyczyn rezygnacji.
Przedstawiciele AVROTROS podkreślili, że udział w konkursie jest niemożliwy do pogodzenia z fundamentalnymi wartościami publicznymi, które leżą u podstaw funkcjonowania organizacji. Holandia jako pierwsza postawiła sprawę jasno: żadna impreza muzyczna nie jest warta przymykania oczu na zbrodnie, jakie dzieją się w Strefie Gazy. Decyzja holenderskiego nadawcy otworzyła furtkę dla kolejnych krajów, które od miesięcy rozważały podobny krok.
Sam proces podejmowania decyzji trwał tygodniami. AVROTROS konsultował się z ekspertami ds. praw człowieka, analizował precedensy historyczne i rozmawiał z przedstawicielami innych europejskich nadawców. Ostatecznie uznano, że obecność na scenie obok reprezentanta kraju oskarżanego o naruszenia prawa międzynarodowego, a de facto o ludobójstwo przez Międzynarodwy Trybunał Karny, byłaby nie do zaakceptowania.
Hiszpania łamie tradycję „Wielkiej Piątki” – historyczna decyzja RTVE
Decyzja Hiszpanii to prawdziwe trzęsienie ziemi w świecie Eurowizji. Po raz pierwszy w historii konkursu jeden z krajów „Big Five” – elitarnej grupy gwarantującej sobie miejsce w finale bez eliminacji – oficjalnie zbojkotował imprezę. Hiszpańska telewizja RTVE nie kryła, że rozważa ten krok od miesięcy, ale dopiero głosowanie w Genewie przesądziło sprawę.
Szef RTVE José Pablo López przedstawił szczegółowe uzasadnienie podczas posiedzenia parlamentarnej komisji kontroli 27 listopada. Wyjaśnił, że obecność Izraela jest nie do obrony z dwóch fundamentalnych powodów. Pierwszy to działania militarne w Strefie Gazy, które López wprost nazwał ludobójstwem. Drugi to systematyczne łamanie przez Izrael zasad konkursu, które w przypadku każdego innego państwa skutkowałoby natychmiastowym zawieszeniem i karami.
López nie wahał się użyć mocnych słów. Stwierdził, że Konkurs Piosenki Eurowizji to konkurs, ale prawa człowieka konkursem już nie są. Dodał, że gdyby jakiekolwiek inne państwo wykorzystało Eurowizję w tak instrumentalny sposób do własnej propagandy, zostałoby ukarane i zawieszone bez wahania. Hiszpania jako kraj o znaczącym wpływie na europejską politykę medialną wysłała jasny sygnał: podwójne standardy muszą się skończyć.
Irlandia i Słowenia dołączają – „200 dziennikarzy zginęło w Gazie”
Irlandzki nadawca RTÉ nie pozostał w tyle. Dyrektor generalny Kevin Bakhurst ogłosił, że udział Irlandii w konkursie przy obecności Izraela byłby nie do pogodzenia z sumieniem. W oficjalnym oświadczeniu RTÉ podkreśliło przerażającą liczbę ofiar śmiertelnych w Gazie oraz trwający kryzys humanitarny zagrażający życiu tysięcy cywilów.
Irlandzki nadawca zwrócił szczególną uwagę na kwestię, która pozostaje w cieniu głównego konfliktu: celowe zabijanie dziennikarzy w Gazie i odmowa dostępu międzynarodowym reporterom do tego terytorium. RTÉ jako organizacja medialna nie mogła przejść obojętnie obok faktu, że przedstawiciele zawodu dziennikarskiego są celowo eliminowani, a jednocześnie kraj odpowiedzialny za te działania otrzymuje platformę do promocji na międzynarodowej scenie.
Słoweńska prezes RTV Natalija Gorščak poszła jeszcze dalej w swojej wypowiedzi. Podała konkretną liczbę: ponad 200 dziennikarzy zginęło w Strefie Gazy. Gorščak przypomniała, że słoweńscy dziennikarze nie mieli i nadal nie mają pozwolenia na wjazd do strefy konfliktu, co uniemożliwia niezależne relacjonowanie wydarzeń.
Prezes RTV odniosła się również do precedensów. Przypomniała, że w zeszłym roku izraelski występ miał wyraźnie polityczny charakter, a organizatorzy zabronili podobnego występu rosyjskiej piosenkarce w kontekście wojny. Gorščak wskazała na rok 2017 i konkurs w Sztokholmie, gdy – jak to ujęła – otwarto puszkę Pandory, dopuszczając piosenkę o politycznym przesłaniu. Od tamtej pory Eurowizja zmaga się z politycznymi naciskami. Słoweńska prezes nie ukrywała frustracji: wszyscy są w pułapce, wszyscy są zakładnikami politycznych interesów izraelskiego rządu.
Wiśniewski porównuje Eurowizję do igrzysk berlińskich z 1936 roku
Michał Wiśniewski, lider Ich Troje, nie pozostawił suchej nitki na decyzji EBU. W rozmowie z WP Kultura artysta jasno stwierdził, że rezygnacja czterech krajów jest bardzo dobrą decyzją i że najwyższy czas przestać przymykać oczy na to, co dzieje się w Gazie. Wiśniewski podkreślił, że muzyka jest ponad podziałami, ale wojna jest prawdziwa, a robienie z konkursu tuby propagandowej jest absolutnie nie na miejscu.
Polski artysta odniósł się również do historii własnego zespołu. Przypomniał, że Ich Troje śpiewało „Keine Kriege” (żadnych wojen), a utwór „Keine Grenzen” mówi o pokoju, nie o konflikcie. Wiśniewski z goryczą zauważył, że to przesłanie zostało wielokrotnie wykorzystane przez Izrael, choć on sam ma tam wielu przyjaciół. Dodał jednak bez ogródek: to, co się dzieje w Strefie Gazy, jest absolutnie niedopuszczalne i trzeba o tym mówić wszędzie i głośno.
Najbardziej kontrowersyjne porównanie padło z ust Wiśniewskiego, gdy odniósł się do historycznych paraleli. Stwierdził, że sytuacja jest identyczna jak podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie w 1936 roku, które Hitler wykorzystał do własnej propagandy. Artysta dodał, że to samo dzieje się teraz, tylko w nowoczesnym stylu, i nie można śmiać się ofiarom w twarz.
Wiśniewski zaznaczył też, że zasada solidarności powinna być stosowana konsekwentnie. Przyznał, że sam nie zamierza oglądać skoków narciarskich, jeśli Międzynarodowa Federacja Narciarska dopuści do rozgrywek Rosję czy Białoruś – a już to zrobiła, o czym pisały polskie media. Lider Ich Troje postawił sprawę jasno: Izrael powinien wziąć odpowiedzialność na klatę i wycofać się z konkursu. Dodał, że choć przeprosiny byłyby wskazane, to w tej sytuacji zwykłe „przepraszam” nie wystarczy.
Na koniec Wiśniewski zastrzegł, że nie wypowiada się w imieniu wszystkich Polaków, ale że nie trzeba być ekspertem, żeby wiedzieć, że ludobójstwo dzieje się na oczach całego świata.
Polska milczy – podwójne standardy w wykluczaniu zbrodniarzy
Najbardziej uderzającym elementem całej sytuacji jest milczenie polskich władz i instytucji. Polska przez ostatnie trzy lata konsekwentnie i głośno domagała się wykluczenia Rosji i Białorusi z wszelkich międzynarodowych imprez sportowych i kulturalnych. Minister sportu Sławomir Nitras zwoływał specjalne spotkania w sprawie dopuszczenia rosyjskich skoczków do Pucharu Świata w Zakopanem. Polskie federacje sportowe blokowały udział reprezentantów obu krajów w zawodach organizowanych na polskim terytorium. Polskie media szeroko relacjonowały każdy przypadek, gdy gdziekolwiek na świecie pojawiała się rosyjska flaga czy hymn.
Teraz, gdy cztery europejskie kraje bojkotują Eurowizję z powodu Izraela, polska telewizja publiczna chce przemilczeć temat. TVP nie ogłosiła żadnego stanowiska w sprawie udziału w konkursie. Minister kultury nie zabrał głosu. Żadna polska instytucja medialna nie wyraziła nawet symbolicznego sprzeciwu wobec obecności Izraela na scenie w Wiedniu.
Pytanie o konsekwencję nasuwa się samo. Jeśli agresor naruszający prawo międzynarodowe i odpowiedzialny za śmierć tysięcy cywilów powinien być wykluczony z międzynarodowych imprez – a tak właśnie argumentowano w przypadku Rosji – to dlaczego ta sama zasada nie dotyczy Izraela, gdzie skala zbrodni na cywilach jest o rząd wielkości większa?
Polska domagała się wykluczenia Rosji z Eurowizji po 2022 roku i ta decyzja została wprowadzona. Dziś, gdy skala ofiar w Gazie przekracza dziesiątki tysięcy zbitych samych dzieci (!) , polskie władze udają, że problem nie istnieje.
Różnica w podejściu jest uderzająca. W przypadku rosyjskiej inwazji polski rząd natychmiast uruchomił dyplomatyczne i medialne naciski, domagając się sankcji na każdym możliwym forum. W przypadku działań Izraela w Strefie Gazy – cisza. To nie jest kwestia oceny politycznej czy geopolitycznej, ale zwykłej konsekwencji. Jeśli zasadą jest wykluczanie państw naruszających prawo międzynarodowe, dokonujących zbrodni wojennych, to powinna ona obowiązywać wszystkich bez wyjątku.
Polskie społeczeństwo również nie jest jednolite. Część artystów, jak Michał Wiśniewski, otwarcie krytykuje udział Izraela w Eurowizji. Większość jednak zachowuje ostrożność, bojąc się oskarżeń o antysemityzm. To kolejny element podwójnych standardów: krytyka Rosji jest łatwa i patriotyczna, a krytyka Izraela wymaga dużej odwagi cywilnej i grozi ciosem ideaologiczną pałką antysemityzmu.
Jubileuszowa Eurowizja 2026 w cieniu największego kryzysu
Siedemdziesiąta edycja Konkursu Piosenki Eurowizji odbędzie się w maju 2026 roku w Wiedniu. To jubileusz, który miał być świętem europejskiej jedności i muzyki. Zamiast tego organizatorzy będą zarządzać kryzysem, jakiego konkurs jeszcze nie widział. Cztery kraje oficjalnie wycofały się z udziału, a pełna lista uczestników zostanie ogłoszona dopiero przed świętami Bożego Narodzenia.
Pytanie brzmi: ile jeszcze państw zdecyduje się na bojkot? Holandia, Hiszpania, Irlandia i Słowenia pokazały, że są gotowe ponieść konsekwencje rezygnacji. Inne kraje obserwują sytuację i rozważają własne stanowiska. Francja, Niemcy, Wielka Brytania i Włochy – pozostali członkowie „Big Five” – jak dotąd nie ogłosili żadnych decyzji. Ich milczenie można interpretować jako zgodę na status quo, ale może też oznaczać wewnętrzne rozterki.
EBU podjęło wczoraj uchwały mające wzmocnić transparentność i zaufanie wśród nadawców. Dla czterech krajów, które już ogłosiły rezygnację, te przepisy okazały się niewystarczające. Same zasady nie zmienią faktu, że na scenie w Wiedniu stanie reprezentant kraju oskarżanego o zbrodnie wojenne. Dla wielu artystów i publicystów to linia, której nie można przekroczyć.
Eurowizja przez dekady była symbolem pojednania i jedności. Kraje, które walczyły ze sobą w XX wieku, spotykały się na jednej scenie, by konkurować muzyką, nie bronią. Teraz ten ideał legł w gruzach. Konkurs stał się narzędziem polityki, a organizatorzy nie potrafią lub nie chcą zachować neutralności. Jubileuszowa edycja przejdzie do historii, ale raczej jako moment załamania niż celebracji.
