W piątek do polskich kin trafił „Nosferatu” Roberta Eggersa. W głównych rolach możemy zobaczyć Billa Skarsgarda, Lily-Rose Depp, Nicholasa Houlta i Willema Dafoe. Czy warto wybrać się do kina? O tym w poniższej skrótowej recenzji.
O czym jest fabuła?
Młoda kobieta, Ellen Hutter, staje się obiektem obsesji pewnego potężnego wampira. Gdy jej mąż, Thomas, zostaje wysłany przez pracodawcę do Transylwanii do tajemniczego Hrabiego Orloka, ich życie zaczyna zamieniać się w horror.
Film jest inspirowany powieścią „Dracula” oraz filmem „Nosferatu: symfonia grozy”.
Recenzja Nosferatu
Film czerpie z bardzo dobrze znanej nam historii Draculi, ale jest swoistym powiewem świeżości. Hollywood przyzwyczaiło nas w ostatnich latach do romantycznej wersji wampirów. Eggers natomiast sięga do genezy tych potworów. Dostajemy mroczną, pełną gotyckiego klimatu historię, która czerpie garściami z gatunku horroru. Znajdziemy tu między innymi sceny opętania przez wampira, które przywodzą na myśl filmy o egzorcyzmach. W „Nosferatu” sen i jawa nieustannie się przeplatają. Hrabia Orlok jest ukazany jako bezduszny potwór, a nie romantyczny kochanek. Doskonale rozumiemy, dlaczego ludność Transylwanii tak bardzo się go boi.
Na szczególną uwagę zasługują zdjęcia. Kadry są przemyślane i starannie skomponowane, a gra światłem i cieniem jest bardzo bogata. Ruch kamery buduje napięcie, podkreśla niepokój i nadprzyrodzoność scen. Charakteryzacje, kostiumy i scenografia idealnie dopełniają ten obraz.
Na pewno nie każdemu ten film przypadnie do gustu, ale jeśli szukasz mrocznej, gotyckiej historii o wampirach, to ten film będzie w sam raz dla Ciebie.
