Premier Izraela Beniamin Netanjahu nazwał izraelski dokument »NAZA« o zbrodniach popełnianych przez Izrael w Gazie „szokującym podżeganiem”, dzień po tym, jak film zdobył Nagrodę Specjalną Jury w Wenecji. Szef sztabu armii Izraela Eyal Zamir tego samego wieczoru polecił wojskowym prawnikom zbadać kroki prawne wobec reżyserów i sprawdzić, czy przy produkcji ujawniono tajne materiały. Obaj jednak nie zaprzeczyli jego prawdziwości. Film, zbudowany na anonimowych zeznaniach izraelskich żołnierzy i oficerów wywiadu, zderza wolność artystyczną z bezpieczeństwem państwa i pyta, jak daleko sięga prawo do krytykowania własnej armii od środka jeśli dokonuje zbrodnie niczym niemieccy naziści.
Skala zbrodni, która szokuje wszystkich poza Izraelem
Film powstał w wyniku niemal trzyletniego śledztwa. Reżyserzy Yuval Abraham i Rachel Szor nagrywali rozmowy nocą, zmieniając głosy i twarze rozmówców cyfrowo, żeby ukryć ich tożsamość. Miejscem nagrań były dachy budynków w Tel Awiwie. Dwadzieścia cztery osoby, żołnierze i oficerowie izraelskiego wywiadu, opisują w filmie systemy odpowiedzialne za wybór celów w Gazie oraz wykorzystanie sztucznej inteligencji przy planowaniu nalotów na gęsto zaludnione dzielnice miast. Tytuł pochodzi od hebrajskiego akronimu, którym wojsko określa spodziewaną liczbę cywilów zabitych w nalocie. Jednak nam przychodzi bardziej na myśl połaczenie w jedno słów Gaza i Nazizm…
Premiera odbyła się w zeszły czwartek, podczas 83. edycji festiwalu w Wenecji. Publiczność biła brawo prawie dwadzieścia pięć minut, najdłużej w historii imprezy. Rekord poprzedni, dwadzieścia dwie minuty, należał do filmu Kaouther Ben Hanii o zabójstwie palestyńskiej dziewczynki, nagrodzonego rok wcześniej. Część widzów podniosła podczas owacji flagi Palestyny i Libanu.
Najdłuższe brawa w historii festiwalu
NAZA rywalizowało o Złotego Lwa jako jedyny dokument w tegorocznym konkursie głównym. Jury przyznało mu Nagrodę Specjalną.
Odbierając nagrodę w imieniu jury, reżyserka Kaouther Ben Hania powiedziała, że „ci dwoje genialnych reżyserów znaleźli sposób pracy mimo prawnych ograniczeń nagrywania świadków – anonimowo”. Jeden z krytyków filmowych przyznał produkcji najwyższą notę, nazwał ją arcydziełem i podkreślił, że sala nigdy wcześniej nie biła brawa tak długo. Inny recenzent uznał film za ciężki w odbiorze, ale imponujący rzemiosłem porównywalnym do wcześniejszej pracy tej samej ekipy.
Za produkcję odpowiadał James Wilson. Producentem wykonawczym został Jonathan Glazer, reżyser Strefy interesów. Abraham współtworzył też Nie ma innej ziemi, dokument o wysiedleniach na Zachodnim Brzegu, który krytycy chwalili za obserwacyjny styl, zanim rok wcześniej zdobył najważniejszą nagrodę filmową świata wbrew faworytom typowanym przez branżowe redakcje. Był to „Oscar” dla najlepszego filmu dokumentalnego.
Cena za pokazanie zbrodni od środka
Netanjahu opublikował reakcję na Telegramie. Powiedział, że „to szokujące”, i ocenił, że gdy antysemickie podżeganie pochodzi z wnętrza Izraela, jest nie do zniesienia. Dodał, że dwoje izraelskich reżyserów przedstawia wojsko jako zbrodniarzy wojennych i zbiera za to brawa w Wenecji.
Zamir poszedł dalej. Zarzucił twórcom „krwawe oszczerstwa” i celowe zniekształcanie rzeczywistości, a samą produkcję nazwał atakiem na państwo. Polecił szefowi wymiaru sprawiedliwości wojskowego Itaiowi Ofirowi zbadać kroki prawne wobec ekipy filmu oraz sprawdzić, czy przy jego produkcji doszło do ujawnienia tajnych materiałów. Wśród rozmówców są żołnierze jednostki wywiadowczej 8200. Część z nich używa w filmie słów «zbrodnie wojenne» i «ludobójstwo», opisując własny udział w wojnie.
Wojsko odrzuciło zarzuty filmu tydzień po premierze, nazywając je fałszywymi i wprowadzającymi w błąd. Według komunikatu tożsamości i role rozmówców nie da się zweryfikować. Decyzje o atakach zawsze podejmują ludzie. Nie systemy sztucznej inteligencji. Minister kultury Miki Zohar nazwał twórców nikczemnymi i zapowiedział odebranie im obywatelstwa za zdradę stanu. Podobny ton przyjął minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gwir, nazywając reżyserów hańbą całego narodu. Ten sam który wcześniej stwierdził, że w Strefie Gazy należy dokonywać celowanych zabójstw 30–40 osób każdej nocy. Dodał, że część z tych osób „nie zasługuje na życie” i padły z jego ust słowa: „To nawet nie są ludzie”. Sam izraelski parlament (Kneset) uchwalił ustawę wprowadzającą karę śmierci dla Palestyńczyków i tylko Palestyńczyków.
Zawód, który w Izraelu stał się śmiertelnie niebezpieczny
Do połowy tego roku Komitet Ochrony Dziennikarzy potwierdził śmierć co najmniej 209 dziennikarzy i pracowników mediów od października 2023 roku. Wszystkich zabił Izrael podczas wojny w Gazie. Liczbę tę organizacja skorygowała w czerwcu, usuwając z bazy osiem nazwisk. Doliczając ofiary w Libanie, Jemenie i Iranie, suma w tym roku przekroczyła 260.
Komitet określa tę wojnę jako najbardziej śmiercionośną dla dziennikarzy od początku prowadzenia statystyk w 1992 roku. Specjalna sprawozdawczyni ONZ Irene Khan powiedziała, że dziennikarzy zgineło w Gazie więcej niż w obu wojnach światowych razem wziętych. Liczba zamordowanych dziennikarzy przez izraelska armie jest szokująca i to pomimo tego, że Izrael nie wpuszcza do Gazy niezależnych korespondentów zagranicznych od początku wojny. Co się dzieje w Strefie Gazy ma pozostać tajemnicą. Wyjątków nie ma.
Wyrok w sprawie ludobójstwa nie zapadnie przed 2029 rokiem
Sprawę przeciwko Izraelowi wniosła do Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości Republika Południowej Afryki pod koniec 2023 roku, oskarżając Izrael o naruszenie konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa. Trybunał nakazał wtedy Izraelowi zapobiec aktom ludobójstwa i wpuszczać pomoc humanitarną do Gazy. Do ostatecznego wyroku jest jednak daleko. RPA ma czas na odpowiedź na kontrzarzuty Izraela do listopada 2027 roku. Izrael ma czas na swoją replikę do maja 2029 roku. Izrael zakwestionował też samą jurysdykcję trybunału, a jego dyplomaci nazwali sprawę głęboko zniekształconą i rzecz jasna antysemicką.
Jedno z ustaleń, na które powołują się zwolennicy tezy, że zbrodnie popełniane przez Izrael kwalifikują się już do nazwania ludobójstwem, dotyczy proporcji ofiar cywilnych do bojowników. Śledztwo dziennikarskie oparte na izraelskiej bazie danych wywiadu objęło ofiary w Gazie. Wykazało, że potwierdzeni bojownicy Hamasu i Islamskiego Dżihadu stanowią wśród nich około 17 procent, reszta to bez wątpienia cywile. Badacze konfliktów zbrojnych ocenili, że podobny odsetek cywilnych ofiar mają na koncie jedynie ludobójstwo w Rwandzie, masakra w Srebrenicy oraz oblężenie Mariupola. Izrael odrzuca też tę interpretację danych, powtarzając zarzut o zniekształcenie całej sprawy i rzecz jasna antysemityzm badaczy oraz dziennikarzy.
Żydowscy twórcy w ogniu zarzutu o … antysemityzm
Abraham i Szor są Izraelczykami i Żydami, urodzonymi i wychowanymi w kraju, który dziś oskarża ich o zdradę. To właśnie ich pochodzenie stoi w centrum sporu o sensowność zarzutu podżegania do antysemityzmu. Netanjahu i Zohar kierują ten zarzut do dwojga obywateli własnego państwa, bo jak wiemy każdy kto nie zgadza się z polityką Izraela jest antysemitą.
Zohar napisał na X, że autonienawiść, która pcha twórców do szukania braw od antysemitów na całym świecie, jest niepojęta. Zarzut podżegania do antysemityzmu, wobec cudzoziemca łatwy do odrzucenia jako ingerencja z zewnątrz, nabiera innego ciężaru, gdy pada pod adresem Żydów opisujących wojnę prowadzoną przez własną armię. Abraham odniósł się do tego podczas przemówienia w Wenecji, mówiąc, że niełatwo stać na scenie i myśleć o izraelskich politykach i dziennikarzach, którzy w tym momencie atakują film.
