Polskie spółki energetyczne i rząd ponownie zaapelowały o zmiany w systemie ETS, tym razem na konferencji PKEE Energy Day 2026. W Polsce udział opłat za emisje CO2 w cenie prądu dla przemysłu może sięgać nawet 50 proc. Operator systemu przesyłowego ostrzega, że bez stabilnych mocy wytwórczych krajowi grozi blackout, a wysokie koszty ETS osłabiają konkurencyjność przemysłu. Skalę tych kosztów szczegółowo przedstawili tam przedstawiciele rządu i energetyki.
ETS zabiera coraz większą część rachunku za prąd
W Polsce unijne opłaty klimatyczne za emisje CO2 mogą odpowiadać nawet za 50 proc. ceny energii elektrycznej dla przemysłu. Dane te przedstawił podczas konferencji PKEE Energy Day 2026 wiceprezes Polskiej Grupy Energetycznej (PGE) Marcin Laskowski.
Wiceminister energii i pełnomocnik rządu do spraw strategicznej infrastruktury energetycznej Wojciech Wrochna lansował inną liczbę. Według niego koszty ETS odpowiadają za jedynie około 40 proc. ceny energii dla odbiorców końcowych w Polsce. Obie wypowiedzi padły podczas tej samej konferencji jednak dotyczą różnych grup, przemysłu u Laskowskiego, ogółu odbiorców końcowych u Wrochny, ale nawet przy tym zastrzeżeniu skala opłat na rzecz Unii Europejskiej jest szokująca.
Laskowski wskazuje, że rozwiązania ograniczające wpływ ETS na ceny energii powinny być zgodne z konkluzjami Rady Europejskiej. Reforma systemu, jego zdaniem, musi odpowiadać potrzebom przemysłu i chronić konkurencyjność europejskiej gospodarki, finansując przy tym inwestycje niezbędne do transformacji. Laskowski dodaje, że Europie brakuje mocy wytwórczych i magazynów energii. Wskazuje też na potrzebę większej elastyczności systemu oraz rozbudowy sieci, zwłaszcza dystrybucyjnej.
Transformacja energetyczna przyspiesza, ale wymaga czasu
Polska przebudowuje jeden z największych w Europie systemów energetycznych opartych na węglu. W czerwcu ubiegłego roku produkcja energii z odnawialnych źródeł po raz pierwszy przewyższyła produkcję z węgla. W lipcu udział OZE w krajowym miksie energetycznym sięgnął 41,6 proc. W sobotę 5 września 70 proc. energii w Polsce pochodziło z OZE. Wrochna przywołał to jako dowód, że transformacja nie jest opóźniona.
Wrochna podkreśla, że Polska nie chce spowalniać transformacji, ale potrzebuje czasu i warunków, które pozwolą przeprowadzić ją bez uderzenia w przemysł i konkurencyjność gospodarki. Apeluje o elastyczniejsze tempo zmian.
Polska liczy też na zmiany w przyznawaniu puli darmowych uprawnień do emisji. W czerwcu zaktualizowano wskaźniki, według których ustala się ich liczbę, a aktualizacja wypadła niekorzystnie dla przemysłu. Bezpłatne uprawnienia trafiają do sektorów energochłonnych, by zapobiec ich odpływowi poza Unię.
Bruksela odpowiedziała na polskie postulaty ws. ETS, ale przemysł potrzebuje więcej
Komisja Europejska przedstawiła własną propozycję zmian w systemie ETS już w lipcu, a polskie spółki i rząd od dawna zabiegały o taki przegląd na forum unijnym. Marcin Laskowski zareagował na nią szybko. Sama publikacja reformy była więc częściowo odpowiedzią na wcześniejsze naciski Warszawy.
Reakcja polskiej energetyki na lipcowy projekt była jednak stonowana. Marcin Laskowski ocenił go wtedy jako początek dyskusji. Zapowiedział, że PGE będzie zabiegać o dalsze rozwiązania, które odpowiedzą na wyzwania polskiej i europejskiej gospodarki. Na wrześniowej konferencji PKEE Energy Day Laskowski powtórzył tę ocenę.
Darmowe uprawnienia mają wyprzedzić resztę reformy ETS
Osobną kwestią od gruntownej reformy ETS jest pula darmowych uprawnień o wartości 6 mld euro, zaplanowana w perspektywie do 2030 r. Komisja Europejska ujęła ją w odrębnym rozporządzeniu, by pozwolić na szybsze przyjęcie zmian niż w przypadku całego pakietu reform zgłoszonego w lipcu.
Wiceminister klimatu Krzysztof Bolesta liczy, że szybka ścieżka legislacyjna zakończy się już w październiku. Termin jest bliski. Zakłady przemysłowe, od hut po cementownie, miałyby wtedy otrzymać bezpłatne pozwolenia od listopada, a przepisy mają działać wstecz, rekompensując miesiące, które już minęły. 16 września ma paść wspólne stanowisko państw członkowskich. Dopiero wtedy prezydencja irlandzka będzie mogła przystąpić do negocjacji z Parlamentem Europejskim nad ostatecznym kształtem rozporządzenia.
Stabilna moc do produkcji prądu jest pilnie potrzebna
Podczas tej samej konferencji głos zabrał też Grzegorz Onichimowski, prezes Polskich Sieci Elektroenergetycznych, spółki nadzorującej krajowy system energetyczny. Ostrzegł, że Polski nie stać już na utratę kolejnych megawatów mocy, niezależnie od tego, czy pochodzą one z węgla, czy z zupełnie innych źródeł wytwarzania energii. „Musimy je mieć, by uniknąć blackoutu”, powiedział.
„ETS zjada własny ogon”, dodał krótko. „Elektryfikacja jest drogą do dekarbonizacji”, podkreślił Onichimowski. „Nie odwrotnie.” Tylko tego lata spółka kilkukrotnie sięgała po rezerwę mocy w postaci rynku mocy.
