Energetyk sygnowany pseudonimem Skolima trafił do sklepów bez symbolu systemu kaucyjnego. W miejscu, gdzie powinna być nalepka z informacją o 50-groszowej kaucji, producent umieścił kod QR do mediów społecznościowych piosenkarza. Firma Liner Polska z Ząbek pod Warszawą, która stoi za marką, tłumaczy decyzję krótko: model biznesowy i kalkulacja. Brzmi tajemniczo, ale matematyka jest tu prosta. Puszka bez kaucji stoi na półce o 50 groszy taniej niż produkt konkurencji i nikt nie każe kupującemu szorować jej przed oddaniem ani wlec się do punktu zbiórki ze śmierdzącą reklamówką.
Kod QR zamiast kaucji, czyli model biznesowy w jednym zdaniu
Wcześniej poza systemem kaucyjnym pozostała podlaska firma produkująca wodę Augustowianka. Jej przedstawiciel stwierdził, że butelki kaucyjne i tak trafiają w to samo miejsce, do firm przetwarzających plastik, i że rozliczenia w systemie są inne, ale finał jest taki sam.
Obaj producenci działają zgodnie z prawem. System kaucyjny w Polsce jest dobrowolny. Producent, który do niego nie przystępuje, płaci zamiast tego opłatę produktową. W 2026 r. wynosi ona 3 zł za kilogram opakowań, trzykrotnie więcej niż w przypadku firm uczestniczących w systemie. Dla pojedynczej puszki przekłada się to na kilka groszy. Realną korzyścią rynkową dla producenta poza systemem jest tańszy produkt na półce i mniej wkurzony konsument.
Co system kaucyjny robi z portfelem i czasem kupującego?
Mechanizm systemu jest na pozór prosty. Producent dolicza 50 gr do ceny opakowania. Klient płaci przy kasie. Potem, jeśli chce odzyskać kaucję, myje puszkę lub butelkę i zanosi do punktu zbiórki. Odzyskuje swoje zapłacone wcześniej 50 groszy.
Za tę pracę nikt nie płaci kupującemu. Mycie, transport, czas stania w kolejce przy automacie — to wysiłek konsumenta, który liczy na zwrot pieniędzy, które sam wyłożył. Przy produktach kupowanych codziennie i w dużych ilościach kwoty są wyższe, a uciążliwość rośnie wykładniczo. Puszka energetyka Skolima, która omija ten mechanizm, jest po prostu tańsza na starcie i nie wymaga od kupującego żadnej dodatkowej pracy.
Jest jeszcze jeden wymiar tej kalkulacji, który widać najlepiej we Wrocławiu.
Opłaty za śmieci we Wrocławiu wzrosły o 33 proc. System kaucyjny nie jest głównym winowajcą
Od 1 września mieszkańcy Wrocławia płacą 55 zł miesięcznie od osoby za wywóz odpadów komunalnych. Wcześniej stawka wynosiła 41,24 zł. Wzrost sięgnął 33,4 proc. Miasto podkreśla, że to pierwsza zmiana stawki od trzech lat i że koszty funkcjonowania systemu gospodarowania odpadami są w tym roku o ponad 26 proc. wyższe niż w 2023 r. Bez podniesienia stawki w budżecie miejskim zabrakłoby około 50 mln zł.
Wśród przyczyn podwyżek samorządy coraz częściej wskazują system kaucyjny. Część cennych surowców, aluminium i plastik, trafia dziś do punktów zbiórki kaucyjnej, nie do komunalnych pojemników. Gminy muszą więc utrzymywać kosztowne systemy odbioru przy malejącym strumieniu surowców, które dawały wpływy ze sprzedaży najlepszych odpadów. Gmina Kobiór wprost wskazała system kaucyjny jako bezpośrednią przyczynę podwyżki, podnosząc stawkę od początku tego roku. Władze Gniezna, uzasadniając własną podwyżkę, wymieniły system kaucyjny obok inflacji i wzrostu płacy minimalnej.
Ministerstwo Klimatu i Środowiska uważa tę argumentację za przedwczesną. Resort wskazuje inne czynniki, m.in. wzrost cen odbioru i transportu odpadów, ale przyznaje, że sytuacja jest monitorowana. Niezależnie od tego, kogo ostatecznie obwinimy za rachunki, wrocławski konsument płaci od września więcej i za śmieci, i przy kasie w sklepie, jeśli sięga po produkty objęte kaucją.
Ministerstwo monitoruje, opłata będzie rosła. System kaucyjny pod kreską
Rzecznik prasowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska Marek Pogorzelski poinformował, że resort monitoruje sytuację producentów pozostających poza systemem. Jak wyjaśnił, podmiot wprowadzający na rynek produkty może uznać, że przystąpienie do systemu nie jest opłacalne, zwłaszcza przy niewielkiej skali działalności lub specyfice produktu. Dlatego resort przewiduje wzrost wysokości opłaty produktowej w kolejnych latach, co ma stopniowo zmuszać kolejnych producentów do dołączenia do systemu.
Mechanizm ma też drugie dno finansowe. Nieodebrana przez nas kaucja zasila system i pozostaje u operatorów, którzy finansują z niej koszty jego funkcjonowania. Politycy szacują, że w rękach operatorów zostało około 1,5 mld zł z niezwróconych kaucji!
Sam szacunek jest uproszczony, bo w systemie obowiązują różne stawki, a część opakowań wprowadzonych na rynek przed końcem czerwca może być zwrócona jeszcze w późniejszych miesiącach.
Zgodnie z unijną dyrektywą docelowy poziom zbiórki jednorazowych opakowań z tworzyw sztucznych na napoje wynosi w tym roku 77 proc. Polska przed uruchomieniem systemu zbierała od 30 do 40 proc. Do końca czerwca do systemu kaucyjnego wprowadzono 5,3 mld opakowań. Zebranych zostało 2,3 mld, czyli ok. 43 proc.
Skolim zrobił to, co powinna zrobić firma dbająca o konsumenta
Tańszy produkt na półce. Żadnego obowiązku mycia. Żadnych punktów zbiórki. Żadnej kaucji rozliczanej przez pośredników. Rachunek za śmieci idzie w górę niezależnie od tego, czy Skolim jest w systemie, czy nie i zależy od decyzji całej branży oraz polityki samorządu.
Liner Polska weszła na rynek z produktem tańszym od konkurencji i bez obciążeń, które kupujący odczuwa przy kasie i w punkcie zbiórki. Kiedy tę samą decyzję podjęła Augustowianka, spotkała się w mediach społecznościowych z falą krytyki. Producent odpowiedział rzeczowo, a jego klienci wyjaśnienia przyjęli ze zrozumieniem. Sprzedaż wzrosła.
Tym razem to energetyk popularnego piosenkarza, ale będącego pod ciągłym ostrzałem lewicowych mediów. Czy będzie sukces?
