Przez kilkanaście godzin 31 marca 2026 roku polski rynek paliw żył w dwóch rzeczywistościach naraz. Na stacjach benzynowych pylony pokazywały nowe, niższe ceny — diesel po 7,60 zł, benzyna Pb95 po 6,16 zł. Kierowcy odetchnęli, ministrowie ogłaszali sukces. Tymczasem w tym samym czasie w cennikach hurtowych Orlenu olej napędowy podrożał o 35 zł na metr sześc., a benzyna o 26 zł. Dwie decyzje, jeden dzień, przeciwne kierunki. Żeby zrozumieć, co naprawdę dzieje się z ceną paliwa w Polsce, trzeba patrzeć na oba te sygnały jednocześnie.
Co faktycznie zmieniło się na stacjach
Od północy z 30 na 31 marca obniżka obowiązuje na wszystkich 3,5 tys. stacji paliw w Polsce. Skala spadków jest jednakowa w całym kraju, bo wynika z jednego obwieszczenia: benzyna Pb95 z poziomów sięgających 7,30–7,40 zł za litr spadła do maksymalnie 6,16 zł, olej napędowy z 8,70–8,90 zł do maksymalnie 7,60 zł, benzyna Pb98 do 6,76 zł za litr.
Część stacji zeszła poniżej urzędowego limitu. Przykładowo diesel sprzedawano miejscami po 7,39 zł za litr, a benzynę Pb95 po 5,95 zł za litr. Nie zmienia to faktu, że jeszcze kilka tygodni wcześniej te same paliwa były wyraźnie tańsze, zanim ceny ropy poszły w górę po ataku na Iran.
Skąd się bierze cena maksymalna
Cena maksymalna ustalana jest każdego dnia w drodze obwieszczenia w Monitorze Polskim i uwzględnia średnią cenę hurtową paliw na rynku krajowym, do której doliczane są: akcyza, opłata paliwowa, marża sprzedażowa w wysokości 0,30 zł za litr oraz podatek VAT.
Z obwieszczenia ministra energii wynika, że cena maksymalna dla benzyny Pb95 wynosi 5,42 zł za litr netto, a z VAT nie więcej niż 6,16 zł. Cena maksymalna dla oleju napędowego to 6,76 zł za litr netto, z VAT 7,60 zł.
Równolegle weszły w życie dwa inne elementy pakietu CPN. Przepisy obniżające do minimum akcyzę na paliwa oraz podatek VAT z 23 do 8 proc. objęły benzyny silnikowe i olej napędowy. To właśnie te dwa instrumenty razem z administracyjnym limitem marży zrobiły największą różnicę na pylonie. Codzienna aktualizacja obwieszczenia sprawia jednak, że cena maksymalna nie jest stała.
Dostosować się do nowych limitów musi 3,5 tys. polskich przedsiębiorców prowadzących stacje paliw w kraju. Stacjom sprzedającym paliwo powyżej ustalonej ceny maksymalnej grozi grzywna do 1 mln zł, którą nakłada szef Krajowej Administracji Skarbowej.
Dwie decyzje jednego dnia
W poniedziałek 30 marca, gdy przygotowywano grunt pod nocną obniżkę detaliczną, Orlen obniżył hurtowe ceny paliw — olej napędowy Ekodiesel o 280 zł do 6 761 zł za metr sześc., a benzynę Eurosuper 95 o 290 zł do 5 424 zł za metr sześc. Kierunek zgodny z rządową intencją.
Następnego dnia, we wtorek 31 marca, już po wejściu cen maksymalnych, Orlen podniósł hurtowe ceny paliw — olej napędowy Ekodiesel o 35 zł do 6 796 zł za metr sześc., a benzyna Eurosuper 95 wzrosła o 26 zł do 5 450 zł za metr sześc.
Orlen wyjaśniał, że ceny hurtowe paliw skorelowane są z notowaniami tych produktów na rynkach europejskich, wynikają też z warunków kontraktowych i kosztów logistycznych. Wskazywał przy tym, że ponad 30 proc. paliw dostępnych w Polsce pochodzi z importu, co oznacza bezpośrednią zależność od tego, co dzieje się na światowych giełdach surowców. Inaczej mówiąc — rząd może kontrolować, co wychodzi z dystrybutora, ale nie może kontrolować tego, po ile kupuje się ropę.
Cieśnina Ormuz i 100 dolarów za baryłkę
Żeby zrozumieć, dlaczego Orlen podniósł ceny hurtowe dokładnie wtedy, gdy rząd je obniżał detalicznie, trzeba spojrzeć na Bliski Wschód. Ceny ropy naftowej na świecie zaczęły zwyżkować po 28 lutego, kiedy doszło do ataku USA i Izraela na Iran. Była to reakcja rynków na blokadę Cieśniny Ormuz, strategicznej dla transportu morskiego surowców energetycznych z tego regionu, a także na ataki na infrastrukturę wydobywczą i rafineryjną na Bliskim Wschodzie.
Skala ruchu na rynkach była znacząca. W poniedziałek 30 marca kontrakty na ropę WTI zwyżkowały o 4,60 proc. do 104,22 USD za baryłkę, z kolei futures na Brent rosły o 1,42 proc. do 114,17 USD za baryłkę.
Administracyjny limit ceny na dystrybutorze nie zmienia faktu, że surowiec na świecie drożeje. Formuła ceny maksymalnej uwzględnia ceny hurtowe na rynku krajowym, więc jeśli hurtowe rosną — maksymalna detaliczna też może rosnąć z dnia na dzień. We wtorek ministrowie energii państw Unii Europejskiej spotkali się, by omówić wspólną odpowiedź na rosnące ceny paliw w obliczu konfliktu na Bliskim Wschodzie. Polska nie jest w tym odosobniona — ale też nie ma unijnej tarczy, która działałaby szybciej niż krajowe regulacje.
Podczas rządów PiS ropa na rynkach światowych była droższa niż obecnie, a paliwo na stacjach paliw znacznie tańsze. Jak to możliwe?
W marcu 2022 roku baryłka Brent biła 130 dolarów na rynkach swiatowych. Premier Morawiecki wdrożył tarczę antyinflacyjną — VAT z 23% do 8%, akcyza do zera — i benzyna trzymała się w okolicach 6,50–6,80 zł, diesel 7,80–8,20 zł. Dziś baryłka kosztuje raptem 114 dolarów, a rząd Tuska sięga po te same narzędzia podatkowe, a do tego dokłada coś, czego PiS nie miał odwagi wprowadzić: administracyjną cenę maksymalną z limitem marży i groźbą grzywny miliona złotych dla stacji, która ją przekroczy. Więcej instrumentów i tańszy o 16 dolarów surowiec — a benzyna oraz disel i tak droższa na stacjach niż cztery lata temu. Ktoś powinien wyjaśnić, na czym polega tu postęp?
Przez ostatnie lata Polacy słyszeli, że wysokie ceny paliw to efekt pisowskiego układu Orlenu z rynkiem, niekompetencji i braku woli politycznej, by uderzyć w marże koncernu. Obecna koalicja rządąca wymieniła prezesa, obsadziła radę nadzorczą i ogłosiła nową erę transparentności. A Orlen — już ten nowy, właściwy, koalicyjny — podniósł ceny hurtowe dokładnie w dniu, gdy ministerstwo trąbiło o historycznej obniżce dla kierowców. Tego samego ranka.
Premier Tusk zapowiada windfall tax, jeśli koncerny będą zarabiać za dużo na kryzysie. To brzmi groźnie — o ile ktokolwiek sprawdzi, czy faktycznie zarabiają za dużo, i o ile ta groźba nie podzieli losu wcześniejszych zapowiedzi o tańszym paliwie za 5,19 zł jako efekcie natychmiastowym po zmianie władzy. Na razie jedyną pewną rzeczą jest to, że kierowca płaci więcej niż cztery lata temu, przy tańszej ropie na świecie, większej liczbie regulacji i pomimo obietnicy, że teraz będzie inaczej. Może po prostu inaczej nie znaczy lepiej?
Diesel premium za cenę zwykłego i cisza wokół LPG
Nocna obniżka przyniosła jeden nieoczekiwany efekt uboczny, zupełnie niezamierzony przez autorów regulacji. O ile w przypadku benzyny dokonano rozróżnienia na Pb95 i droższą Pb98, o tyle dla oleju napędowego ustalono tylko jedną cenę maksymalną. Tymczasem na stacjach funkcjonują dwa gatunki diesla: zwykły i premium, wzbogacony o pakiety dodatków. Na stacji BP przy ul. Światowida przed obniżką zwykły diesel kosztował 8,79 zł za litr, a Ultimate Diesel — 9,14 zł.
Po północy na stacjach Orlenu i BP oba rodzaje diesla kosztowały tyle samo — 7,60 zł za litr, bo przepis nie przewiduje rozróżnienia między gatunkami oleju napędowego.
Zupełnie inaczej wygląda sytuacja użytkowników autogazu. Urzędowa obniżka cen nie dotyczy LPG — przed i po północy cena za litr pozostała niezmieniona. To istotna luka, bo z autogazu korzystają w Polsce przede wszystkim kierowcy z niższymi dochodami, często taksówkarze i osoby pokonujące duże dystanse. Rząd zapowiedział, że temat LPG pozostaje otwarty, ale na razie ta grupa kierowców na pakiecie CPN nie zyskała nic.
Ile zaoszczędzisz i co dalej
Przy zbiorniku 50-litrowym kierowca tankujący benzynę Pb95 płaci na stacji Orlen ok. 308 zł zamiast 367 zł sprzed obniżki — to oszczędność rzędu 59 zł na jednym tankowaniu. Przy oleju napędowym różnica na tym samym zbiorniku sięga ponad 60 zł.
Premier Donald Tusk wskazywał, że w przypadku stwierdzenia nadmiernych zysków koncernów paliwowych możliwe będzie zastosowanie podatku od nadmiarowych zysków, tzw. windfall tax, który miałby przeciwdziałać sytuacjom, gdy wzrost cen surowców przekłada się na nieproporcjonalnie wysokie marże firm. To instrument na wypadek, gdyby spółki paliwowe próbowały odrabiać straty z regulowanej sprzedaży detalicznej gdzie indziej.
Pozostaje też ryzyko, przed którym sam premier przestrzegał publicznie: turystyka paliwowa. Jeśli ceny w Polsce będą trwale niższe niż u sąsiadów, stacje przy granicach mogą zostać zasypane kierowcami z Niemiec, Czech czy Słowacji. Rząd zostawił sobie możliwość wprowadzenia limitów sprzedaży dla obcokrajowców, ale na razie jej nie zastosował.
Cena maksymalna aktualizowana jest codziennie obwieszczeniem ministra energii — a jej poziom zależy od tego, po ile paliwa kupuje się na rynkach europejskich.
