Kierowca wraca do samochodu zaparkowanego pod Lidlem i pod wycieraczką znajduje kartkę z żądaniem zapłaty za rzekome przekroczenie czasu postoju. Wielu kierowców płaci od razu, bo pismo brzmi jak mandat i grozi konsekwencjami prawnymi. Operator parkingu przy sklepie nie ma jednak uprawnień policji ani straży miejskiej, a żądanie wynika wyłącznie z umowy zawartej w chwili wjazdu na teren posesji. Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów sprawdził, jak niektórzy operatorzy wykorzystują tę niewiedzę, i zobowiązał jednego z nich do zwrotu pobranych pieniędzy.
To nie mandat, tylko wezwanie do zapłaty
Mandaty karne mogą wystawiać wyłącznie policja i straż miejska. Kartka zostawiona na szybie przez operatora prywatnego parkingu to wezwanie do zapłaty, wynikające z umowy cywilnoprawnej, którą kierowca zawiera nieświadomie, wjeżdżając na teren obiektu i akceptując jego regulamin. Prawnicy zwracają uwagę, że forma pisma i sformułowania o windykacji mają sugerować nieuchronność egzekucji, choć w rzeczywistości to operator musi dopiero udowodnić swoje racje przed sądem.
Aby taka umowa w ogóle wiązała kierowcę, regulamin musi być zakomunikowany, zanim ten wjedzie na parking. Tablice informacyjne powinny być widoczne i czytelne, a stawki opłat oraz konsekwencje ich nieuiszczenia jasno określone. Operator musi wskazać konkretną osobę, która zaparkowała pojazd w danym miejscu i czasie, bo to z nią zawierana jest dorozumiana umowa najmu miejsca postojowego.
Parking prywatny rządzi się innymi zasadami niż strefa miejska
Miejska strefa płatnego parkowania i parking pod marketem działają na zupełnie innych podstawach prawnych. W strefie miejskiej opłata dodatkowa powstaje z mocy samego prawa, gdy tylko kierowca nie opłaci postoju, niezależnie od tego, czy zawarł z kimkolwiek umowę. Na parkingu prywatnym takiej automatyczności nie ma, bo całość opiera się na umowie cywilnoprawnej między kierowcą a operatorem.
Ta różnica przekłada się na sposób odwołania. Opłatę z miejskiej strefy trzeba kwestionować w trybie administracyjnym, przed samorządowym kolegium odwoławczym. Wezwanie z prywatnego parkingu podlega zwykłym przepisom cywilnym, więc ostatecznym adresatem sporu pozostaje sąd powszechny, a nie urząd.
Regulamin wiąże kierowcę tylko wtedy, gdy jest czytelny
Jeśli regulamin był nieczytelny, zasłonięty albo umieszczony tam, gdzie kierowca nie miał realnej możliwości się z nim zapoznać, nie stoi on na straconej pozycji, zwłaszcza w sądzie. Sądy wielokrotnie oceniały takie sprawy na korzyść kierowców, uznając, że sama obecność tablicy nie wystarczy, jeśli informacja na niej nie była wyraźna.
Pracownicy niektórych parkingów prywatnych zakładają na koła blokady, choć prawo im na to nie pozwala. Sąd Okręgowy w Katowicach uznał w 2017 roku, że taka praktyka nie znajduje oparcia w przepisach, bo ogranicza prawo własności, a takie ograniczenie może wprowadzić wyłącznie ustawa. Kierowca, któremu założono blokadę, może domagać się zwrotu zapłaconej z tego powodu kwoty.
Trzy mity o mandatach z prywatnych parkingów
Pierwszy mit głosi, że brak natychmiastowej zapłaty oznacza komornika za rogiem. W praktyce operator musi najpierw wygrać sprawę w sądzie i uzyskać prawomocny wyrok z klauzulą wykonalności, dopiero wtedy może zlecić egzekucję. Wiele postępowań kończy się na etapie samych wezwań i pism windykacyjnych, które mają bardziej charakter zastraszania niż zapowiedzi realnego procesu.
Drugi mit zakłada, że sama tablica przy wjeździe wystarczy, niezależnie od tego, czy da się ją odczytać z samochodu. Trzeci dotyczy reklamacji, część operatorów sugeruje, że przyjmują je wyłącznie przez formularz na stronie albo listownie. UOKiK wskazuje, że konsument może złożyć reklamację w dowolnej formie, także mailem lub osobiście.
Odwołanie zaczyna się od reklamacji do operatora
Pierwszym krokiem powinna być reklamacja złożona do operatora wraz z dowodami potwierdzającymi stanowisko kierowcy, na przykład paragonem z zakupów lub zdjęciem biletu parkingowego. Pomocne bywa też nagranie z kamery samochodowej. Operator ma 30 dni na odpowiedź. Jeśli ją odrzuci albo przekroczy termin, sprawę można skierować do UOKiK, miejskiego lub powiatowego rzecznika konsumentów, a w ostateczności do sądu.
Składając reklamację, kierowca przekazuje operatorowi swoje dane osobowe, imię, nazwisko i numer PESEL, informacje, bez których trudno mu dochodzić zapłaty przed sądem. Odwołanie się od wezwania wymaga więc ujawnienia danych, które wzmacniają pozycję operatora w ewentualnym sporze.
Do sądu trafiają nieliczne sprawy
Operator może skierować sprawę do sądu, ale w praktyce robi to rzadko. Wiele postępowań kończy się na etapie wezwań do zapłaty i pism windykacyjnych. Jeśli mimo to dojdzie do pozwu, operator musi udowodnić, że regulamin był jasno oznaczony, kierowca miał możliwość się z nim zapoznać i świadomie naruszył jego zasady.
Bilet, który został kupiony i opłacony, ale nie leżał widocznie za szybą, sądy w wielu przypadkach uznają za wystarczający dowód, że postój przebiegł zgodnie z zasadami. Dopiero prawomocny wyrok z klauzulą wykonalności pozwala operatorowi na egzekucję należności i ewentualny wpis dłużnika do rejestru.
UOKiK kontra WEIP, decyzja, która zmienia zasady gry
Jednym z operatorów, którym zainteresował się UOKiK, jest spółka WEIP, zarządzająca parkingami komercyjnymi przy szpitalach i centrach handlowych w całym kraju. Do urzędu trafiały liczne skargi na jej praktyki. Z ustaleń UOKiK wynika, że spółka nakładała opłaty dodatkowe nawet wtedy, gdy kierowca w reklamacji udowodnił posiadanie ważnego biletu, jeśli tylko nie leżał on w widocznym miejscu, na przykład spadł na wycieraczkę.
Prezes UOKiK Tomasz Chróstny podkreślił rosnącą z roku na rok liczbę skarg na zarządców parkingów oraz problem niesłusznie naliczanych opłat dodatkowych i utrudnianych reklamacji. Pod koniec 2023 roku urząd zobowiązał WEIP do zwrotu pieniędzy. Obejmuje to wszystkich kierowców, którzy od początku 2020 roku otrzymali wezwanie mimo posiadania ważnego biletu z wpisanym numerem rejestracyjnym pojazdu.
To nie pierwsza taka sprawa
WEIP zmienił po decyzji UOKiK procedurę reklamacyjną i usunął z regulaminów oraz formularza wezwania sformułowania mogące wprowadzać klientów w błąd. Informacje o możliwym zwrocie trafiły do osób uprawnionych indywidualnie, a sama decyzja jest prawomocna. Kierowcy, którzy nie doczekali się kontaktu, mogą powołać się na decyzję Prezesa UOKiK samodzielnie.
Podobną sprawę urząd prowadził wobec spółki APCOA Parking Polska. To jeden z operatorów działających na parkingach pod sklepami Lidl i Biedronka. Karę w wysokości ponad 820 tysięcy złotych urząd nałożył pod koniec 2022 roku, za ograniczanie sposobów składania reklamacji do formularza online i listu. Decyzja stała się prawomocna w listopadzie 2024 roku, po wyroku Sądu Apelacyjnego w Warszawie, który oddalił apelację spółki. Skargi na branżę parkingową rosną z roku na rok, a UOKiK zapowiada kolejne kontrole.
