Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów ogłosił decyzje nakładające łącznie prawie 37 milionów złotych kary na platformy Zalando i Temu. Obie firmy systematycznie wprowadzały konsumentów w błąd, nieprawidłowo oznaczając promocje i manipulując informacjami o cenach. Praktyki te trwały miesiącami, mimo że od 2023 roku obowiązuje jasny przepis nakazujący informowanie o najniższej cenie z ostatnich 30 dni przed obniżką. To kolejny sygnał, że branża e-commerce lekceważy przepisy mające chronić portfele milionów Polaków.
Zalando płaci 30 milionów za manipulacje cenowe na skalę przemysłową
Niemiecka platforma Zalando otrzymała karę w wysokości 30 945 000 złotych za praktyki, które UOKiK uznał za naruszenie zbiorowych interesów konsumentów. Dochodzenie ujawniło, że polska wersja serwisu przez wiele miesięcy od wejścia w życie dyrektywy Omnibus uniemożliwiała klientom sprawdzenie realnej wartości promocji.
Skargi konsumentów opisywały konkretne przypadki oszustw. Jedna z klientek relacjonowała: „buty, które wczoraj w Zalando kupiłam za 130 zł zamiast 259 zł, dzisiaj kosztują 255 zł i są w teorii przecenione o 20 procent, bo według sklepu najniższa cena w ostatnich 30 dniach to 319 zł, co jest ewidentnym kłamstwem”. Inny konsument zgłaszał produkt za 119 złotych, który po czasie ponownie wyświetlał się w tej samej cenie, ale już jako „promocja” zaznaczona na czerwono.
Urząd odkrył jednak coś znacznie gorszego. Nawet gdy Zalando zaczęło formalnie podawać najniższą cenę z 30 dni, manipulowało tą informacją w sposób systemowy. Platforma modyfikowała wysokość tej ceny z dnia na dzień, choć sama cena sprzedaży produktów nie ulegała zmianie. Podnosząc sztucznie najniższą cenę odniesienia, sklep kreował wrażenie coraz atrakcyjniejszej oferty i większego rabatu.
Temu złapane na trzech wariantach oszustwa cenowego
Irlandzka spółka Whaleco Technology Limited, odpowiedzialna za funkcjonowanie chińskiej platformy Temu w Polsce, otrzymała karę 5 910 900 złotych. UOKiK ustalił, że firma nie zawsze podawała ceny z ostatnich 30 dni przed obniżką, pozbawiając klientów możliwości oceny rzeczywistej wartości rabatu.
Problem był głębszy niż brak informacji. W różnych częściach serwisu – na listingu produktów, karcie produktu czy w koszyku – oraz w wersjach desktopowej i mobilnej oznaczenia promocji prezentowały się niespójnie. Zdarzało się, że informacja o najniższej cenie pojawiała się tylko przy produkcie w jednym rozmiarze lub kolorze, mimo że obniżką objęte były wszystkie warianty.
Weryfikacja UOKiK wykazała trzy typy nieprawidłowości. W pierwszym wariancie cena sprzedaży produktu zmieniała się, ale wysokość najniższej ceny z 30 dni była podana błędnie. Drugi typ dotyczył sytuacji, gdy zmianie ulegała zarówno cena sprzedaży, jak i wysokość najniższej ceny z 30 dni, ale mimo to najniższa cena była przedstawiana nieprawidłowo. Najbardziej bezczelny był trzeci schemat – cena sprzedaży pozostawała ta sama, ale wysokość najniższej ceny z 30 dni przed obniżką zmieniała się dzień po dniu podczas tej samej akcji promocyjnej.
Firma zaniechała tych praktyk dopiero w trakcie postępowania prowadzonego przez urząd. Mimo poprawy zachowań karę i tak wymierzono.
Dyrektywa Omnibus miała chronić konsumentów, ale sklepy ją ignorują
Od 2023 roku sklepy internetowe działające w Unii Europejskiej mają jasny obowiązek wynikający z dyrektywy Omnibus. Muszą informować o najniższej cenie produktu z ostatnich 30 dni przed wprowadzeniem obniżki. Przepis powstał w odpowiedzi na masowe manipulacje cenowe, które pozbawiały konsumentów możliwości oceny rzeczywistej wartości promocji.
Zalando i Temu to już kolejne firmy, które UOKiK ukarał za niestosowanie się do tych regulacji. Prezes urzędu Tomasz Chróstny nie pozostawia złudzeń: „Przedsiębiorcy są odpowiedzialni za prawidłowe informowanie konsumentów o obniżkach i promocjach. Przedstawianie podwyżek jako okazji i wybiórcze, manipulacyjne podawanie cen zrabatowanych musi się skończyć. Rzetelne informowanie o najniższej cenie z 30 dni przed ogłoszeniem obniżki jest prawnym obowiązkiem przedsiębiorcy”.
Szef UOKiK podkreślił, że obowiązek ten dotyczy każdego przypadku – niezależnie od miejsca i sposobu prezentowania promocji. Odstępstwa od zasad będą skutkować karami. To wyraźny komunikat dla całej branży e-commerce, że tolerancja dla oszustw się skończyła.
Konsumenci płacili więcej wierząc w fikcyjne okazje
Manipulacje cenowe to nie abstrakcyjne wykroczenie formalne – to realne straty w portfelach milionów konsumentów. Kiedy sklep kreuje wrażenie atrakcyjnej obniżki przy pomocy fałszywej ceny odniesienia, klient podejmuje decyzję zakupową w przekonaniu, że oszczędza pieniądze. W rzeczywistości może przepłacać albo kupować produkt, którego w normalnych okolicznościach by nie nabył.
Prezes Chróstny wskazuje wprost: „Cena i promocja to kluczowe czynniki wpływające na decyzje o zakupie. Przedsiębiorcy nie bez przyczyny wielokrotnie informują konsumentów w swoich serwisach o możliwości zakupu produktów w obniżonej cenie”. To przemyślana strategia sprzedażowa, która w przypadku Zalando i Temu przekroczyła granicę legalności.
Informacja o promocji to własna decyzja marketingowa sklepów, ale z chwilą jej ogłoszenia powstaje prawny obowiązek rzetelnej prezentacji rabatu. UOKiK jasno stwierdza: jeśli platforma decyduje się na komunikację o obniżce, musi ją prowadzić uczciwie i zgodnie z przepisami. Klient ma prawo wiedzieć, czy produkt rzeczywiście potaniał, czy sklep po prostu manipuluje punktem odniesienia.
W przypadku butów kupionych przez klientkę Zalando różnica między deklarowaną „najniższą ceną z 30 dni” a rzeczywistością wynosiła 60 złotych. Przy milionach transakcji realizowanych przez te platformy miesięcznie skala wprowadzenia konsumentów w błąd była ogromna.
Firmy mogą odwołać się do sądu, ale precedens został ustanowiony
Decyzje wydane przez UOKiK wobec Zalando i Temu są nieprawomocne. Obu firmom przysługuje prawo odwołania się do sądu. Historia pokazuje jednak, że przedsiębiorcy rzadko wygrywają tego typu sprawy, gdy urząd dysponuje tak obszernym materiałem dowodowym, włącznie ze skargami konsumentów i szczegółową dokumentacją manipulacji.
Warto zauważyć, że Temu zareagowało na postępowanie natychmiast – już w jego trakcie zaniechało zakwestionowanych praktyk. To przyznanie się do winy w praktyce, choć firma nie wypowiedziała się oficjalnie na temat zarzutów. Zalando nie wprowadzało zmian aż do zakończenia postępowania.
Łączna kwota kar – niemal 37 milionów złotych – wysyła jasny sygnał całej branży e-commerce. To nie symboliczne „klepnięcie po ręce”, ale wymierna sankcja finansowa, która powinna skłonić platformy do przemyślenia swoich strategii cenowych. Dla Zalando kara wynosi ponad 30 milionów, co stanowi znaczącą pozycję nawet w budżecie międzynarodowego gracza.
Precedens został ustanowiony. Inne platformy sprzedażowe działające w Polsce mają teraz dwa wyjścia: albo dostosować swoje systemy do wymogów dyrektywy Omnibus, albo liczyć się z kolejnymi kontrolami i potencjalnymi karami. UOKiK wyraźnie pokazał, że traktuje ochronę konsumentów przed manipulacjami cenowymi priorytetowo.
